SZEŚCIOPUNKT

Magazyn Polskich Niewidomych

Dwumiesięcznik Fundacji „Świat według Ludwika Braille'a”

ISSN 2449-6154

Nr 5/10/2016

wrzesień-październik

Wydawca:

Fundacja „Świat według Ludwika Braille'a”

Adres:

ul. Powstania Styczniowego 95d/2, 20-706 Lublin

Tel.: 505-953-460

Strona internetowa:

www.swiatbrajla.org.pl

Adres e-mail:

biuro@swiatbrajla.org.pl

Redakcja:

Adres e-mail:

redakcja@swiatbrajla.org.pl

Spis treści

Wstępniak

Tyflonowinki i nie tylko

Nowa aplikacja do nawigacji

Matia - sztuczne oko dla osób niewidomych. Zastosowanie metod sztucznej inteligencji

Jak dbać o baterię w telefonie?

Udźwiękowienie komputera

Pobity przez odkurzacz

Nowy robot do operacji oka

Co w prawie piszczy

Sprawdź, czy szef płaci za Ciebie ZUS

MRPiPS: wzrosną świadczenia dla osób z niepełnosprawnością

Zdrowie bardzo ważna rzecz

Jedz tłuszcz na zdrowie - kontrowersyjna dieta pomaga otyłym i chorym na cukrzycę 24

Najlepsi przyjaciele w sezonie infekcji 32

Takie pyszne, a niezdrowe... Co jeść razem, co osobno? Zdziwisz się!

Co może kieliszek wina

Superżywność - tania i ogólnodostępna?

Kuchnia po naszemu

Ciasto z owocami

Pyszny deser

Na jesienne i zimowe zmarznięcie - tylko dla rozsądnych!

Kulturalne co nieco

Teatr dla niewidomych także w formie słuchowisk radiowych

Świat tętniący pod palcami

Czy pismo Braille’a ma przyszłość?

7 najważniejszych wartości w życiu Polaka

Nasze Sprawy

Jubileusz 65-lecia Polskiego Związku Niewidomych

Wystąpienie Prezydenta RP na uroczystości z okazji Międzynarodowego Dnia Osób Niewidomych

Premier Szydło: do końca roku kompleksowy program dla osób z niepełnosprawnością

&Wstępniak

Drodzy Czytelnicy

Na początku chcemy serdecznie podziękować koledze Sylwestrowi Perytowi za pełnienie funkcji Redaktora Naczelnego naszego czasopisma. Życzymy mu wielu sukcesów w nowej pracy i życiu prywatnym.

Korzystając z okazji serdecznie witamy również nową Redaktor Naczelną Panią Teresę Dederko, która już od następnego numeru przejmie pieczę nad "Sześciopunktem".

Kochani, oddajemy w Wasze ręce piąty tegoroczny numer "Sześciopunktu". Staraliśmy się, by zamieszczone w nim artykuły były różnorodne i ciekawe, by każdy znalazł coś dla siebie.

Patrycja Rokicka

<<< Powrót do spisu treści

&Tyflonowinki i nie tylko...

&Nowa aplikacja do nawigacji

Geko NAVSAT to jeden ze startupów działających w tzw. Inkubatorze firm na madryckim uniwersytecie Karola III. Firma stworzyła przeznaczoną dla osób z dysfunkcją wzroku aplikację na smartphony, która normalną nawigację GPS wspomaga wykorzystując tzw. rozszerzoną rzeczywistość akustyczną.

Trójwymiarowe sygnały dźwiękowe służą do informowania użytkowników o przeszkodach w nieznanym terenie. Zestaw dźwięków dobrano tak, by przekazywana za ich pośrednictwem informacja była łatwo zrozumiała. Sygnał oznaczający przeszkodę można usłyszeć w dowolnych słuchawkach stereofonicznych. Dzięki temu użytkownik z łatwością rozpozna kierunek, z którego słychać dźwięk. Twórcy aplikacji zalecają użytkownikom korzystanie ze słuchawek z przewodnictwem kostnym tak, aby, słysząc informacje od aplikacji, mieli jednocześnie możliwość słuchania dźwięków z otoczenia, w którym się poruszają. Dźwięki rozszerzające „rzeczywistość akustyczną” zostały zaprojektowane tak, aby wkomponowywać się w otoczenie użytkownika i stanowić jakby część tego akustycznego otoczenia. Obecnie istnieje już prototyp aplikacji przeznaczony dla osób uprawiających sporty górskie. Przewiduje się, że aplikacja trafi do użytkowników za kilka miesięcy. Największym problemem twórców omawianego rozwiązania jest jednak uzyskanie dokładności wskazań GPS mieszczącej się w granicy jednego metra. Tylko tak duża dokładność może zapewnić niewidomemu użytkownikowi poczucie bycia prowadzonym w bezpieczny sposób. Twórcy aplikacji pracują nad stworzeniem innowacyjnych rozwiązań wykorzystujących zaawansowane techniki nawigacji satelitarnej w połączeniu z innymi technologiami wspomagającymi nawigację.

Więcej informacji o omawianym rozwiązaniu można znaleźć pod adresem:

http://portal.uc3m.es/portal/page/portal/investigacion/parque_cientifico/empresas/vivero/directorio_empresas/GekoNavsat
Źródło: http://www.eurekalert.org/pub_releases/2016-07/ciuo-ngs071816.php

<<< Powrót do spisu treści

&Matia - sztuczne oko dla osób niewidomych. Zastosowanie metod sztucznej inteligencji

Autor: Piotr Psyllos

Prezentuję projekt, który rozpocząłem w 2015 roku, a skończyłem w 2016. Postanowiłem utworzyć urządzenie, które pomoże osobom niewidomym orientować się w miejscach publicznych - bez potrzeby przystosowywania tych miejsc pod osoby niewidome.

Społeczeństwo starzeje się, przybywa ludzi cierpiących na cukrzycę i inne choroby, uszkadzające wzrok. Według Światowej Organizacji Zdrowia na świecie są ponad 42 miliony osób całkowicie niewidzących. Liczba osób z wadami utrudniającymi normalne funkcjonowanie określana jest na 314 milionów. W Polsce żyją ok. 63 tysiące osób całkowicie niewidzących i ok. 300 tys. z dużymi wadami wzroku, utrudniającymi normalne funkcjonowanie.

Żyć to znaczy przetwarzać informacje, których wraz z postępem przybywa. Prawie 80 procent danych, z otaczającego nas świata, dociera poprzez nasze oczy. Wzrok jest niewątpliwie najważniejszym zmysłem - wysyła do mózgu tyle informacji na sekundę, ile zawierają w sobie aż trzy książki Pana Tadeusza. Paradoksalne jest to, że w miarę postępu cywilizacyjnego opisywany problem staje się coraz poważniejszy. Jesteśmy otoczeni narastającą lawiną informacji wizualnych! Sprawiło to, że podjąłem się zaprojektowania systemu sztucznego oka MATIA. W urządzeniu postanowiłem wykorzystać najnowsze osiągnięcia z dziedzin powiązanych ze sztuczną inteligencją (głębokie sieci neuronowe etc.). Generuje to nową jakość rozwiązania, starającego się zastąpić brakujący narząd wzroku. Oczywiście nie da się zrobić tego w 100%, jednak zastosowane metody na tyle ułatwiają orientację, że jest ona możliwa bez specjalnych przewodników i walizki pełnej różnych urządzeń, tworzących świat obudowany całą masą drobiazgów, załatwiających li tylko cząstkowe problemy.

W ogromnym skrócie: MATIA to prototyp urządzenia, które można zawiesić na szyi lub przyczepić do koszuli. Jego zadaniem jest opisywanie świata przy pomocy słów, muzyki i bodźców dotykowych. Całość ma aż 13 sensorów, dzięki którym niewidomy orientuje się w otoczeniu, rozpoznaje przedmioty z dokładnym opisem, czyta książki, wykrywa ludzi i ich emocje. Nie potrzebuje przy tym łączenia się z Internetem - układ potrafi rozpoznać kilka tysięcy kategorii, korzystając z lokalnej bazy danych. Jeżeli nie zna zaś obiektu w zasięgu kamer, to posługuje się opisem metaforycznym lub łączy się ze specjalną chmurą obliczeniową z własną sztuczną inteligencją, przeprowadzającą znacznie bardziej precyzyjny opis otoczenia. MATIA to też specjalny naparstek. Wyobraźmy sobie, że obsługujemy telefon w miejscu publicznym i nie widzimy. Jesteśmy w ten sposób nastawieni na możliwość bezpośredniej kradzieży często drogich urządzeń komunikacyjnych. Rozwiązałem ten problem w taki sposób, że telefon leży bezpiecznie w kieszeni i może być obsługiwany przy pomocy specjalnego sygnetu. Po jego założeniu na palec, ten przemienia się w wirtualną kredę, a przed użytkownikiem pojawia się wirtualna tablica. Na tablicy rysujemy gesty, pozwalające napisać SMS-a, odebrać połączenie lub zmienić ustawienia sztucznego oka.

W tym miejscu mogę nadmienić, że urządzenie może pomóc także ludziom starszym i z demencją, stanowiąc protezę pamięci. Rozwiązania wykorzystane w projekcie będą przedmiotem zgłoszenia patentowego.

Źródło: www.psyllos.pl

<<< Powrót do spisu treści

&Jak dbać o baterię w telefonie?

Współczesne smartfony błyskawicznie zużywają energię. Wielu z nas jednak nie wie, jak zadbać o to, by ich baterie dobrze funkcjonowały.

1. Nie rozładowuj do zera

Akumulator naszego telefonu, zwany powszechnie baterią, bardzo tego nie lubi. Dlatego nie czekaj, aż pojawią się ostrzeżenia o niskim poziomie naładowania. Jeśli wskaźnik pokazuje mniej niż 40 proc., warto podłączyć ładowarkę. Całkowicie wyładowana bateria może ulec trwałemu uszkodzeniu. Telefon wyłączy się automatycznie, zanim to nastąpi, dlatego nie próbuj go wtedy włączać, by "wycisnąć" resztki energii z akumulatora.

2. Często podłączaj do ładowarki

Współczesne akumulatory litowo-jonowe nie mają tzw. efektu pamięci. W związku z tym podładowywanie co jakiś czas nie szkodzi im, a może wręcz pomóc. Zdaniem specjalistów najlepiej jest osiągnąć poziom naładowania rzędu 80-90 proc. Oczywiście jeśli przewidujemy, że to nie wystarczy, lepiej naładować baterię do pełna, niż potem patrzeć na czarny ekran.

3. Zostaw podłączony telefon na noc

Popularny mit krążący m.in. w Internecie głosi, że jeśli już naładujemy telefon do 100 proc., należy odłączyć urządzenie od ładowarki. Tymczasem taka sytuacja nie jest wcale niekorzystna dla baterii. Współczesne telefony są wyposażone w układy elektroniczne, które nie dopuszczają do nadmiernego jej obciążenia. Dlatego możesz zostawić telefon podłączony do ładowarki przez wiele godzin i nie obawiać się, że wywoła to "stres" akumulatora.

4. Przechowuj naładowane baterie

Jeśli nie używasz telefonu czy tabletu, pamiętaj o tym, by przed odłożeniem urządzenia naładować jego baterię do ok. 40 proc. pojemności. W czasie przechowywania utraci ona część energii, ale będzie to dla niej zdrowsze, niż gdyby była kompletnie rozładowana. To samo dotyczy przechowywania samych baterii, np. zapasowych czy powerbanków.

5. Uważaj na nieoryginalne ładowarki

Markowe akcesoria są z reguły drogie, ale tańsze alternatywy nie zawsze są bezpieczne. W najlepszym razie mogą wadliwie działać, np. nie ładować telefonu. W najgorszym - uszkodzić baterię. Należy też ostrożnie podchodzić do tzw. szybkich ładowarek, jeśli nie są polecane przez producentów twojego urządzenia.

6. Oszczędzaj energię

Może to wydawać się oczywiste, ale często zapominamy, że telefon może zużywać mniej prądu, jeśli tylko o to zadbamy. Przede wszystkim ustawmy jasność ekranu tak, aby był on czytelny, ale nie za jasny. Jeśli w danym momencie nie korzystamy z jakiegoś łącza bezprzewodowego - np. WiFi czy Bluetooth - wyłączmy je w ustawieniach aparatu. Z tego samego powodu nie zostawiajmy działających "w tle" aplikacji, które intensywnie korzystają z modułu GPS. Nie musimy natomiast zamykać nieużywanych w danym momencie programów, przynajmniej na urządzeniach z systemem iOS - większość z nich jest "zahibernowana" i nie obciąża dodatkowo baterii.

7. Zainwestuj w powerbank

To dodatkowa bateria, którą możesz naładować i nosić ze sobą np. w torebce czy plecaku. W awaryjnej sytuacji zapewni twojemu urządzeniu zasilanie przez jakiś czas. Powerbank traktujemy podobnie jak baterię w telefonie - z tym może wyjątkiem, że najczęściej ładujemy go na 100 proc. i w razie potrzeby rozładowujemy do zera.

8. Unikaj ekstremalnych temperatur

Bateria telefonu najlepiej funkcjonuje w takich warunkach, które są też komfortowe dla większości ludzi. Szkodzi jej przegrzewanie, dlatego nie należy zostawiać telefonu w mocno nasłonecznionym miejscu albo nagrzanym samochodzie. Z kolei zimą trzeba zadbać o to, aby nie przemarzł, np. nosić go w wewnętrznej kieszeni kurtki.

Źródło: "Fokus", 09/2016

<<< Powrót do spisu treści

&Udźwiękowienie komputera

Autor: Zbigniew Grajkowski

Osoby zmuszone do korzystania z komputera jedynie przy pomocy oprogramowania udźwiękawiającego często stają przed problemem wyboru najbardziej odpowiedniego dla siebie rozwiązania. Na rynku dostępne są różne programy, które sprawiają, że komputer potrafi odczytywać głosem zawartość ekranu umożliwiając tym samym korzystanie z niego przez osoby niewidome. "Fachowe porady" pracowników sklepów specjalistycznych sugerujące wybór drogich, płatnych rozwiązań i częściej mają na celu realizację planu sprzedażowego, niż zaspokojenie rzeczywistych potrzeb niewidomego. Nawet jeśli zakup taki jest przedmiotem jakiegoś dofinansowania, to i tak część jego ceny jest pokrywana ze środków własnych niewidomego. Środki te mogłyby posłużyć do zaopatrzenia się w inne potrzebne pomoce rehabilitacyjne, lub zostać przeznaczone na zupełnie inne cele.

W najkorzystniejszej sytuacji są posiadacze komputerów z systemem Windows 8, lub - jeszcze lepiej - najnowszego Windows 10. W skład tych systemów wchodzi m.in. program udźwiękawiający "Narrator", który polskim głosem syntetycznym "Paulina" odczytuje zawartość ekranu. Rozwiązanie to działa znacznie lepiej niż we wcześniejszych wersjach systemu Windows. Jeżeli więc ktoś uzna funkcjonalność systemowego "Narratora" za wystarczającą oraz brzmienie "Pauliny" za akceptowalne, to musi jedynie uruchomić ten program. W jego ustawieniach można zaznaczyć, aby uruchamiał się automatycznie przy każdym następnym starcie komputera. W takiej sytuacji nie trzeba niczego kupować, pobierać z Internetu, instalować itp.

A co z posiadaczami wcześniejszych wersji systemu Windows? A co, jeśli systemowy "Narrator" z Windows 8 czy 10 okaże się niewystarczający?

Wówczas należy pomyśleć o programie odczytu ekranu (ang. screenreader). Do większości zastosowań powinien znakomicie nadawać się program NVDA. Można go pobrać ze strony internetowej zupełnie za darmo. Jego instalacja także nie sprawia problemów. Nie twierdzę, że jest to idealne rozwiązanie dla wszystkich zastosowań komputera. Jeżeli jednak swojego komputera używamy do przeglądania stron internetowych (w tym także bankowości internetowej), odbierania i wysyłania maili, używania komunikatorów internetowych, pracy z aplikacjami biurowymi (edytor tekstów, arkusz kalkulacyjny), to NVDA z powodzeniem spełni swoje zadanie. Program ten jest stale ulepszany. Zwykle w ciągu roku ukazują się 4 aktualizacje zawierające nowe funkcje i poprawione błędy Program posiada dokumentację także w języku polskim.

O innych programach, za które trzeba zapłacić kilkaset, a nawet kilka tysięcy złotych można więc pomyśleć, gdy NVDA nie spełnia jakiś specyficznych potrzeb. Dobrze jest jednak upewnić się, że kupowany screenreader spełni wszystkie oczekiwania niewidomego nabywcy.

W przypadku starszych Windowsów zostaje jeszcze wybór głosu. Wprawdzie NVDA jest wyposażony w syntezator eSpeak, ale oferowane przez niego głosy brzmią naprawdę sztucznie. Jeśli więc dojdziemy do wniosku, że przydałby się nam głos brzmiący bardziej naturalnie, powinniśmy pomyśleć o zaopatrzeniu się w odpowiedni głos. Można to zrobić np. w automatycznym sklepie firmy Harpo (harposoftware.com), gdzie można posłuchać sobie wszystkich dostępnych (nie tylko polskich) głosów. Istnieje możliwość pobrania i zainstalowania próbnych, 30-dniowych wersji interesujących nas głosów. Zakup jednego głosu polskiego to wydatek ok. 80 zł (październik 2016). W większości przypadków może być to całkowity koszt udźwiękowienia komputera ze starszą wersją Windows.

<<< Powrót do spisu treści

&Pobity przez odkurzacz

Autor: Krzysztof Rybiński

Po potężnym ataku hakerów wiele popularnych serwisów przestało działać. Pojawia się pytanie, czy w czasach, gdy dynamicznie rozwijają się automatyzacja i Internet ktokolwiek skutecznie monitoruje ryzyko przejęcia kontroli nad przedmiotem podłączonym do Internetu. Zanim nowy lek wejdzie na rynek, musi przejść testy kliniczne, które trwają latami.

Wprowadzanie nowych technologii na rynek odbywa się bez takiej kontroli. Postęp dokonuje się tak szybko, że można wyobrazić sobie scenariusze znane tylko z filmów science fiction. Inteligentny dom może dojść do wniosku, że lepiej dla nas będzie, gdy danego dnia nie wyjdziemy na dwór, i odmówi otwarcia drzwi. Autonomiczny odkurzacz, nad którym ktoś przejmie kontrolę, może nas napaść, a kosiarka gonić nas po ogrodzie. Samochód bez kierowcy zamknie drzwi i zawiezie nas na odludzie, gdzie czekają złodzieje.

O ile elektrownie atomowe, zakłady chemiczne i banki mają potężne działy, których celem jest ochrona przed cyberatakiem, o tyle zwykli ludzie nie mają takich możliwości.

W świecie Internetu nie ma miejsca na prywatność. Jesteśmy nieustannie śledzeni przez smartfon i zegarek. Inteligentna lodówka wie, co jemy. Może więc na tej podstawie oszacować nasze dochody, a cyberprzestępcy mogą taką informację wykorzystać. Inteligentny telewizor nagrywa nasze rozmowy w salonie. Nasze prywatne dane są trzymane w „chmurze”, czyli na dyskach komputerów w innych krajach, i jakiś algorytm, z każdym rokiem coraz lepszy, z pewnością je analizuje. Nie wiemy, kto ma dostęp do tych danych i jaki zrobi z nich użytek. Z jednej strony firmy wykorzystują je do świadczenia lepszej jakości usług, np. wyszukiwarka Google może wyświetlać lepsze wyniki wyszukiwania. Z drugiej strony dane te pozwalają na bardzo skuteczny spersonalizowany marketing, który skłoni nas do dokonania wielu zakupów i wpędzi nas w długi. Dzięki postępowi technologicznemu minionej dekady, dronom czy GPS nasze życie stało się łatwiejsze i przyjemniejsze. Ten postęp generuje jednak potężne ryzyko, którym nikt systemowo nie zarządza. Jesteśmy psychicznie uzależnieni od tego postępu. Spróbujcie odłączyć się od Internetu na tydzień, nie na urlopie, ale w miejscu zamieszkania. Założę się, że 99 proc. osób w wieku poniżej 40. roku życia nie da rady. Jeśli spróbujecie, to przekonacie się, jak bardzo jesteście uzależnieni od nowych technologii i jak długi może być dzień.

Źródło: Do Rzeczy nr 44/195, 31.10-06.11.2016

<<< Powrót do spisu treści

&Nowy robot do operacji oka

Autor: PAP

Niewielki chirurgiczny robot pozwala znacznie zwiększyć precyzję zabiegu usunięcia zaćmy - informuje „New Scientist”. System Axsis opracowany przez firmę Cambridge Consultants to niewielki, zdalnie obsługiwany robot z dwoma ramionami zakończonymi małymi pęsetami.

Materiał z NASA

Zaćma to zmętnienie soczewki oka, które z czasem może doprowadzić do utraty wzroku - pacjent widzi tylko światło lub jego brak. Wystarczy usunąć zmętniałą soczewkę i wstawić na jej miejsce sztuczną, wykonaną z odpowiedniego tworzywa sztucznego. Operacje zaćmy należą do najczęściej wykonywanych - w skali świata co roku operowanych jest 20 milionów ludzi. Choć komplikacje pojawiają się bardzo rzadko, nadal dotyczą tysięcy ludzi. Najczęściej podczas operacji dochodzi do przypadkowego uszkodzenia tylnej ściany torebki soczewki. Skutkiem takiego błędu jest niewyraźne widzenie. Axsis ma zapobiegać tego rodzaju błędom. Jego pęsety poruszane są przez wyjątkowo lekkie i wytrzymałe „ścięgna”, wykonane z materiału, którego NASA używa do wyrobu kosmicznych żagli. Na razie zbudowano model demonstracyjny. W wersji docelowej pęsety mają być zastąpione skalpelami.

Różne zastosowania robota

Obsługujący robota chirurg siedzi przed monitorem pokazującym znacznie powiększony obraz pola operacyjnego i manipuluje specjalnymi, trójwymiarowymi joystickami. Jego ruchy są kontrolowane przez system, który nie pozwoli działać zbyt zamaszyście, co powinno wyeliminować przypadki przebicia tylnej części soczewki.

Dzięki małym rozmiarom okulistyczny robot ma być znacznie tańszy od wielkich systemów do skomplikowanych operacji, takich jak robot Da Vinci. Choć dotychczas budowane roboty także były precyzyjne i używano ich nawet do operacji oka, chodziło o siatkówkę, a nie usuwanie zaćmy.

Twórcy Axsis są przekonani, że ich robot może zostać tak zminiaturyzowany, by umieścić go w endoskopie. Mógłby wówczas służyć na przykład do usuwania polipów ze ściany jelita.

Źródło: www.niepelnosprawni.pl, 09.11.2016

<<< Powrót do spisu treści


&Co w prawie piszczy

&Sprawdź, czy szef płaci za Ciebie ZUS

Autor: inf. pras.

Idziesz do lekarza i „świecisz się na czerwono”? Szef wypłaca ci nieregularnie pensję? Zastanawiasz się czy w ogóle zgłosił Cię do ubezpieczenia? Czy opłaca za Ciebie składki i od jakiej kwoty? Jeśli chcesz być pewny - łatwo możesz to sprawdzić w ZUS-ie. Zrobisz to także przez Internet nawet nie wychodząc z domu.

W Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych nie dowiemy się, co prawda, czy pracodawca płaci konkretnie nasze składki, ponieważ opłaca je za wszystkich pracowników łącznie, dowiemy się jednak, czy jesteśmy zgłoszeni do ubezpieczenia, od jakiej kwoty i czy nasz pracodawca regularnie przekazuje do ZUS-u raporty miesięczne. Jeśli dowiemy się, że nasz pracodawca nie płaci za nas składek to rolą ZUS jest odzyskanie zaległych wpłat od przedsiębiorstwa, w którym jesteśmy zatrudnieni.

Najszybciej przez Internet

O to czy jesteśmy zgłoszeni do ubezpieczenia możemy zapytać podczas wizyty w ZUS. Na sali obsługi klienta, po pobraniu biletu z Systemu Kierowania Ruchem i po okazaniu dowodu osobistego, uzyskamy informację od ręki. Możemy także wystąpić z oficjalnym wnioskiem np. formularzu ZUS ZZU, który jest dostępny w każdej placówce ZUS i na stronie internetowej zus.pl, a wówczas pisemna odpowiedź trafi do nas za pośrednictwem operatora pocztowego.

- Najprościej jednak stan swojego konta w ZUS-ie sprawdzić przez Internet. Wystarczy jedna wizyta w placówce ZUS, gdzie pracownik sali obsługi klienta potwierdzi dane osobowe nowego użytkownika PUE. Uwierzytelnienie to jest niezbędne z uwagi na ochronę danych zgromadzonych w ZUS - mówi Elżbieta Kucharska, z-ca naczelnika Wydziału Obsługi Klientów i Korespondencji ZUS we Wrocławiu. - Należy pamiętać, aby przyjść z ważnym dokumentem tożsamości: dowodem osobistym lub paszportem. Po aktywacji konta uzyskuje się dostęp do wszystkich swoich danych związanych z ubezpieczeniem społecznym np. zwolnieniami lekarskimi - dodaje Kucharska.

Zobacz usługę bezpłatnie

Warto również pamiętać, że pracodawca ma obowiązek przekazać nam na piśmie - lub za naszą zgodą w formie elektronicznej - informacje zawarte w imiennych raportach miesięcznych za rok ubiegły do 28 lutego roku następnego. Jeżeli uważamy, że dane w informacji nie są zgodne ze stanem faktycznym, możemy złożyć, w ciągu trzech miesięcy od otrzymania informacji, do pracodawcy wniosek o sprostowanie informacji zawartych w raportach. Jeśli przez miesiąc pracodawca nie uwzględni reklamacji na nasz wniosek, sprawa zostanie rozstrzygnięta przez oddział ZUS-u.

O stanie swojego konta w ZUS-ie dowiemy się również z „Informacji o stanie konta ubezpieczonego w ZUS”, którą co roku ZUS rozsyła do swoich klientów. Otrzymuje ją każdy urodzony po 31 grudnia 1948 r., na którego koncie w ZUS-ie zapisano choćby jedną składkę. Dla osób, które mają założony profil na Platformie Usług Elektronicznych, usługa ta jest dostępna w formie elektronicznej i całkowicie bezpłatna.

Źródło: www.niepelnosprawni.pl, 03.11.2016

<<< Powrót do spisu treści

&MRPiPS: wzrosną świadczenia dla osób z niepełnosprawnością

Autor: PAP

Wzrost świadczenia pielęgnacyjnego, „istotna” podwyżka renty socjalnej, możliwość wypłaty świadczenia pielęgnacyjnego więcej niż jednej osobie w rodzinie - wiceminister rodziny, Bartosz Marczuk wyliczył w Sejmie nadchodzące zmiany w systemie wsparcia osób z niepełnosprawnością.

O przedstawienie informacji na temat stosunku rządu do sytuacji osób z niepełnosprawnością oraz ich opiekunów wystąpił klub Kukiz'15.

Agnieszka Ścigaj w imieniu wnioskodawców pytała m.in. kiedy zostanie wprowadzony jeden system orzekania o niepełnosprawności, kiedy zostanie zrealizowany wyrok Trybunału Konstytucyjnego sprzed dwóch lat dotyczącego zróżnicowania wysokości zasiłków dla opiekunów osób z niepełnosprawnością w zależności od wieku, kiedy niepełnosprawność powstała. Posłanka zwróciła też uwagę na wysokość renty socjalnej.

Zapowiedź zmian

- Jaka jest realna przyczyna utrzymywania renty socjalnej na poziomie 84 proc. najniższej renty? Czy osoba, która jest niepełnosprawna od urodzenia ma mniejsze potrzeby niż osoba, u której niepełnosprawność powstała po 16 roku życia? - pytała.

Odpowiadając, wiceminister Rodziny Pracy i Polityki Społecznej, Bartosz Marczuk przypomniał, że od 1 stycznia 2017 r. nastąpi podniesienie świadczenia pielęgnacyjnego do kwoty 1406 zł, a od 1 marca nastąpi „istotny”, 13 proc. wzrost renty socjalnej - do 840 zł.

- Wejdzie też w życie ustawa, która da możliwość wypłaty świadczenia pielęgnacyjnego - to jest realizacja wyroku Trybunału Konstytucyjnego - więcej niż jednej osobie, jeżeli w rodzinie jest więcej niż jedno dziecko które wymaga opieki - przypomniał Marczuk.

Wyliczył, że obecnie obowiązujące instrumenty finansowe to: świadczenie pielęgnacyjne w wysokości 1300 zł, które, niezależnie od dochodu, przysługuje rodzicom, rezygnującym z pracy, by zajmować się dziećmi; specjalny zasiłek opiekuńczy w wysokości 520 zł - uzależniony od kryterium dochodowego, a także zasiłek dla opiekuna.

220 tys. dzieci objętych „500+”

Według Marczuka, świadczenie pielęgnacyjne wypłacane jest dla 116 tys. osób, a roczne wydatki z tego tytułu to 2,2 mld zł; specjalny zasiłek opiekuńczy otrzymuje 40 tys. osób, a roczny koszt świadczenia to 290 mln zł; zasiłek dla opiekuna pobiera 45 tys. osób, na co rocznie przeznacza się 330 mln zł.

- Kolejnym świadczeniem, które wspiera osoby niepełnosprawne, szczególnie dzieci jest uchwalone w tym roku świadczenie 500+ - powiedział Marczuk.

Jak stwierdził wiceminister, że przy 500+ kryterium dochodowe w przypadku osób z niepełnosprawnością jak na polskie warunki jest „bardzo wysokie” i wynosi 1200 zł netto na osobę w rodzinie.

- Z naszych szacunków wynika, że 90 proc. niepełnosprawnych dzieci w Polsce, ok. 220 tys., dzieci otrzymuje to świadczenie - dodał.

Ponadto, jak powiedział Marczuk, w systemie są preferencje, jeśli chodzi o kryteria dochodowe w systemie świadczeń rodzinnych - dla dzieci z orzeczoną niepełnosprawnością.

- Jest 764 zł, a nie 674 - powiedział wiceminister.

Przypomniał, że także „dodatki do zasiłku rodzinnego z tytułu opieki nad dzieckiem, samotnego wychowania, rehabilitacji i kształcenia dziecka niepełnosprawnego, podjęcia przez dziecko nauki poza miejscem zamieszkania” preferują dzieci z niepełnosprawnościami.

„Wszystkiego na raz zrobić się nie da”

Wiceminister wyliczył też, że w kraju działa 770 środowiskowych domów samopomocy, w których jest 28 tys. miejsc, a które rocznie kosztują 457 mln zł. Jak powiedział - na mapie Polski nadal są „białe plamy”, gdzie domów tych brak. Na koniec 2015 r. nie funkcjonowały one w 45 powiatach. Do końca 2016 roku uruchomionych ma być 16 nowych domów.

Odpowiadając na szczegółowe pytania, wskazał m.in., że od stycznia 2017 r. rusza „duży projekt unijny” dotyczący ujednolicenia orzecznictwa o niepełnosprawności. Odpierał też zarzuty, że dotąd nie został wykonany wyrok TK z października 2014 r.

Jak mówił, wyrok zostanie wykonany, ale biorąc pod uwagę skalę działań ministerstwa i krótki czas „wszystkiego na raz po prostu zrobić się nie da”.

- Ta informacja, którą pan minister przedstawił i to, co planuje zrobić to, z całą sympatią do tego, co rząd chce zrobić (...) to wygląda trochę tak jak głaskanie kota od ogona w górę i mówienie: „bądź cicho, przecież jesteś głaskany” - podsumowała informację resortu Agnieszka Ścigaj. - Nie wystarczy dawać po 100 zł, 50 zł, czy trochę więcej. Trzeba dokonać sensownych zmian - mówiła.

Wskazała m.in. na konieczność zmniejszenia biurokracji.

- Osoba niepełnosprawna by załatwić swoje sprawy chodzi po wielu urzędach, które dużo kosztują (...). Zmniejszcie wydatki na biurokrację, będziecie mieli na pomoc - dodała.

Źródło: www.niepelnosprawni.pl, 07.11.2016

<<< Powrót do spisu treści


&Zdrowie bardzo ważna rzecz

&Jedz tłuszcz na zdrowie - kontrowersyjna dieta pomaga otyłym i chorym na cukrzycę

Autor: Clare Wilson

Przez wiele dziesięcioleci uważaliśmy go za źródło „pustych” kalorii i przyczynę niezliczonych chorób. Wygląda jednak na to, że dietetycy wprowadzili nas w błąd. Z najnowszych badań wynika, że tłuszcze nasycone - a więc te z mięsa, masła czy śmietany - nie tylko nam nie szkodzą, ale mogą wręcz pomóc osobom otyłym i cierpiącym na cukrzycę.

Ludzie mówią, że to, co robię, jest niebezpieczne. Uciekają ode mnie na spotkaniach” - skarży się brytyjski lekarz David Unwin. Nic dziwnego, bo głosi dietetyczną herezję. Swym pacjentom z cukrzycą typu 2 i tym, którzy chcą się odchudzić, radzi, by przestali liczyć kalorie, jedli potrawy bogate w tłuszcze - także te nasycone - a unikali węglowodanów, w tym skrobi. Co najdziwniejsze, takie podejście przynosi skutki: otyli chudną, a chorzy na cukrzycę odzyskują panowanie nad poziomem glukozy we krwi i mogą odstawić leki, które musieli zażywać przez lata. Tę herezję wspiera coraz więcej uczonych, lekarzy i dietetyków na całym świecie, wskazując na wyniki badań publikowane w naukowych czasopismach. Brytyjska organizacja National Obesity Forum zrzeszająca specjalistów od zdrowia i odchudzania, niedawno zmieniła swe oficjalne zalecenia, promując dietę wysokotłuszczową. Oczywiście budzi to ogromne kontrowersje w środowisku dietetyków, ale konsekwencje tego zamieszania są ważne dla każdego z nas. „Co prawda brzmi to tak, jakbyśmy mówili, że palenie chroni ludzi przed rakiem płuc, ale fakty są faktami. Przez wiele dziesięcioleci dawaliśmy pacjentom niewłaściwe zalecenia. Zawiedliśmy ich” - mówi David Haslam, szef National Obesity Forum. Do tej pory węglowodany były podstawą piramidy żywieniowej. Produkty takie jak chleb, ziemniaki czy ryż miały nam dostarczać energii, nie narażając nas na otyłość i choroby układu krążenia. Niektóre organizacje zalecały wręcz, by tłuszcze nasycone dostarczały nam najwyżej 1 proc. kalorii w codziennej diecie. Skąd tak restrykcyjne podejście? Na początku XX wieku okazało się, że w skład blaszek miażdżycowych w tętnicach wchodzi cholesterol - substancja tłuszczowa. Następnie pojawiło się kilka badań dowodzących, że zawały serca zdarzają się częściej w krajach, gdzie ludzie jedzą więcej tłuszczów, zwłaszcza nasyconych, zawartych w mięsie i produktach mlecznych. Tłuszcz został też uznany za wroga osób chcących zachować linię, bo jeden jego gram dostarcza ponad dwa razy więcej kalorii niż węglowodany czy białka.

Rehabilitacja diety Atkinsa

W latach 50. na podstawie tych odkryć sformułowano oficjalne zalecenia dietetyczne. Ludzie dbający o zdrowie zaczęli jeść chudsze mięso, pić chude mleko i smarować pieczywo margarynami, a nie masłem. Mimo to wciąż przybywa osób otyłych i chorych na cukrzycę typu 2. Dziś mówi się już o kryzysie zdrowotnym. W Polsce co drugi dorosły i co piąty uczeń ma nadwagę. W krajach takich jak Wielka Brytania, USA czy Australia odsetek ten sięga dwóch trzecich. Pierwsze próby zmiany podejścia pojawiły się na początku tego stulecia. Wówczas modna stała się dieta Atkinsa zachęcająca do objadania się mięsem, masłem i śmietaną. Lekarze ostrzegali, że takie menu to prosta droga do otyłości i zawału, ale badania naukowe pokazały coś innego. W jednym z nich uwzględniono 156 kobiet na diecie Atkinsa i na diecie niskotłuszczowej. Po roku te jedzące dużo tłuszczu schudły bardziej, a ich ciśnienie tętnicze i poziomy cholesterolu były lepsze niż w przypadku pań z drugiej grupy. Podobne badanie, które prowadzono przez dwa lata, przyniosło analogiczne wyniki.

Węglowodany nie pomagają

Zastosowanie takiej diety w przypadku chorych na cukrzycę typu 2 też było pomysłem „oddolnym”. Jedna z pacjentek Davida Unwina nie zgłosiła się do niego na kontrolę. Gdy postanowił sprawdzić, co u niej słychać, czekało go niemałe zaskoczenie. „Wyniki badań krwi były niesamowite. Ewidentnie pokazywały, że moja pacjentka nie ma już cukrzycy” - wspomina lekarz. To też zakrawa na medyczną herezję. Cukrzyca typu 2 jest uważana za chorobę nieodwracalną. Polega ona na tym, że komórki naszego ciała coraz bardziej uodporniają się na insulinę - hormon produkowany przez trzustkę, obniżający poziom glukozy we krwi. Trzustka pracuje coraz intensywniej, aż w końcu wyczerpuje się. Wówczas poziom glukozy po posiłkach niebezpiecznie rośnie, uszkadzając naczynia krwionośne i liczne narządy: od serca przez nerki po siatkówkę oka. Świeżo zdiagnozowanym cukrzykom zaleca się zwykle większą aktywność fizyczną i przejście na dietę: zmniejszenie spożycia tłuszczu i częstsze sięganie po pokarmy bogate w błonnik, takie jak produkty zbożowe, owoce i warzywa. Jednak większość osób na takiej diecie - podobnie jak większość tych, którzy chcą się odchudzić - nie odnosi sukcesu. Po mniej więcej roku od postawienia diagnozy potrzebują już leków doustnych pomagających zapanować nad poziomem glukozy we krwi. Chorzy z dłuższym stażem nierzadko muszą przyjmować zastrzyki z insuliny. Zbuntowana pacjentka Unwina powiedziała, że znalazła w Internecie sugestię, by ograniczyć węglowodany na rzecz tłuszczów. Lekarz zaczął przyglądać się temu zagadnieniu i doszedł do logicznych wniosków. Cukrzykom każe się unikać cukru, ale skrobia po strawieniu zamienia się w łatwo przyswajalną glukozę. Dotyczy to nawet powszechnie uważanych za zdrowe produktów pełnoziarnistych. Np. kromka pieczywa razowego podnosi poziom glukozy mniej więcej tak jak trzy łyżeczki czystego cukru - wynika z badań, które Unwin i jego współpracownicy mają opublikować w magazynie naukowym „Journal of Insulin Resistance”. Ziemniak ugotowany „w mundurku” to odpowiednik dziewięciu łyżeczek. Różnica polega na tym, że węglowodany z chleba czy ziemniaka uwalniają się dłużej - wiadomo np., że dodatek tłuszczu i białka wydłuża ten proces. Wysoki poziom glukozy pobudza wydzielanie insuliny, ta z kolei sprzyja odkładaniu się tkanki tłuszczowej - a to w dłuższej perspektywie zwiększa oporność komórek na ten hormon. Natomiast jedzenie pokarmów bogatych w tłuszcze i białka powoduje mniejsze wydzielanie insuliny. Poza tym taka dieta jest bardziej sycąca, więc lepiej zaspokaja apetyt.

Zbuntowani pacjenci i lekarze

Ludziom z cukrzycą typu 2 zaleca się, by jedli pokarmy o niskim indeksie glikemicznym, czyli te, z których glukoza uwalnia się powoli. Ale ścisła dieta tego typu może zawierać dużo tłuszczu. Zaciekawiony Unwin zaproponował więc swoim pacjentom z nadwagą i cukrzycą zmianę podejścia do żywienia. Mieli jeść warzywa zawierające niewiele skrobi (kapustę, sałatę, kalafiory, pomidory czy rzodkiewki) oraz owoce z małą zawartością cukrów (jagody i maliny). Węglowodany zastąpili mięsem, rybami, pełnotłustymi produktami mlecznymi, jajami i orzechami. „Pacjenci nie byli głodni i co tydzień przychodzili chudsi” - mówi Unwin. Badania wykazały, że poprawił się u nich poziom glukozy i cholesterolu we krwi. W 2014 roku Unwin opublikował wyniki badań pierwszych 19 pacjentów. Nie była to duża grupa, ale podobne wyniki osiągnęli uczeni z USA. W jednym z badań wzięły udział 34 osoby z nadwagą i cukrzycą typu 2. Już po trzech miesiącach te jedzące dużo tłuszczów i nieliczące kalorii miały znacząco lepszy poziom glukozy niż te, które stosowały typową dietę niskotłuszową. Trzykrotnie więcej pacjentów na diecie ubogiej w węglowodany mogło odstawić przynajmniej jeden lek na cukrzycę. Niekonwencjonalne podejście Unwina nie przeszło bez echa. Dostał nagrodę od agencji NHS koordynującej służbę zdrowia w Wielkiej Brytanii. Przyznano mu tytuł innowatora roku, ponieważ stosowane przez niego podejście pozwala znacząco zmniejszyć koszty leczenia. „Moi pacjenci z cukrzycą wydają na leki średnio o 30 proc. mniej, niż wynosi średnia w regionie” - mówi Unwin.

Czas na zmianę wytycznych?

Oczywiście środowisko lekarzy i dietetyków jest dalekie od jednomyślności. Alison Tedstone, główna dietetyczka rządowej agencji Public Health England, nazwała zalecanie diety wysokotłuszczowej działaniem nieodpowiedzialnym, ignorującym wyniki tysięcy badań naukowych. Jej kolega John Newton uznał, że raport National Obesity Forum stoi w sprzeczności z międzynarodowymi standardami. A te cały czas głoszą, że dieta obfitująca w tłuszcze nasycone szkodzi sercu. Dla części dietetyków oburzający jest też pomysł, by osoby odchudzające się i cierpiące na cukrzycę przestały liczyć kalorie. „Mało kto jest w stanie kontrolować własną wagę bez jakichś ograniczeń dietetycznych” - irytuje się prof. Susan Jebb, dietetyczka z Oksfordu. Przybywa jednak badań naukowych sugerujących, że sprawa nie jest tak prosta, jak twierdzi „klasyczna szkoła” dietetyki. Część z nich wykazała, że ograniczenie spożycia tłuszczów nasyconych nie zmienia w znaczący sposób ryzyka zawału czy udaru mózgu. Z innych wynika, że wiele zależy od tego, co ludzie zmieniają w swojej diecie. Zastąpienie tłuszczów nasyconych tymi bogatymi w kwasy omega-3 może być dobre dla zdrowia, ale jeśli zamiast tego zwiększymy spożycie węglowodanów, nic dobrego z tego nie wyniknie. Warto pamiętać, że wiele produktów reklamowanych jako „dietetyczne” zawiera mało tłuszczu, ale dużo węglowodanów - i to tych łatwo przyswajalnych, potencjalnie najgroźniejszych dla zdrowia. Są też badania pokazujące, że tłuszcze nasycone zawarte w mięsie i produktach mlecznych mogą chronić ludzi przed cukrzycą typu 2 i chorobami układu krążenia. Jaki wniosek z tego wszystkiego płynie dla nas? Dietetycy zgadzają się tylko co do jednego - cukier szkodzi. Jeśli posłuchamy argumentów z obu stron i zaczniemy unikać zarówno tłuszczów, jak i węglowodanów, nasze menu stanie się bardzo ubogie. Rozsądnym kompromisem może być przejście na tłustą wersję diety śródziemnomorskiej, bogatą w razowe pieczywo, ryby, owoce, warzywa, orzechy i oliwę z oliwek. Co prawda zawiera ona więcej tłuszczów niż wynika ze standardowych zaleceń, ale najwyraźniej to nic złego. Badania naukowe z udziałem dużej grupy osób wykazały, że taka dieta, w której tłuszcz pochodzi głównie z oliwy albo z orzechów, ogranicza ryzyko zawału o blisko jedną trzecią w porównaniu z typowym niskotłuszczowym jadłospisem. A co mają zrobić pacjenci cierpiący na cukrzycę typu 2, którym najbardziej grożą otyłość i zawał? Podopieczni Davida Unwina biorą sprawy we własne ręce. Lekarz zaczął organizować kursy dietetyczne online, w których wzięło udział już ponad 80 tys. osób. Wśród 2,5 tys. osób, które po pół roku wypełniły ankietę, odsetek zażywających leki przeciwcukrzycowe spadł z 70 do 60 proc. Choć nie było to badanie losowe, a wyniki trzeba będzie niezależnie zweryfikować, Unwin sądzi, że to wyznacznik nowego trendu. „Internet demokratyzuje medycynę. Wiele nauczyłem się od pacjentów i sądzę, że inni lekarze też powinni to zrobić” - mówi.

Tłuszcze „dobre” i „złe”?

Ten podział od kilku lat jest pod lupą naukowców. Tłuszcze nienasycone są tradycyjnie uważane za zdrowe, ponieważ zawierają kwasy omega-3 mające działanie przeciwzapalne. Jednak oleje roślinne zawierają różne ilości tego składnika. Co więcej, po podgrzaniu większość z nich tworzy toksyczne związki zwane aldehydami, zwiększające ryzyko chorób układu krążenia, raka i demencji. Lepiej więc smażyć na patelni na maśle niż na oleju słonecznikowym.

Skąd ten cholesterol?

Przez wiele dziesięcioleci odpowiedź wydawała się prosta - jeśli jemy produkty bogate w ten składnik, rośnie jego poziom we krwi. A cholesterol, zwłaszcza w odmianie zwanej LDL, wywołuje miażdżycę w naczyniach krwionośnych serca, mózgu czy kończyn. Jednak niedawno uczeni odkryli coś zaskakującego. Miażdżycy sprzyjają bardziej małe cząsteczki LDL, a ich poziom rośnie przede wszystkim wtedy, gdy w naszej diecie jest dużo wysoko przetworzonych węglowodanów (produktów z „białej” mąki, skrobi, cukru itd.). I choć tłuszcze nasycone też podnoszą nam poziom cholesterolu, to wówczas chodzi o mniej szkodliwe, większe cząsteczki LDL. Innymi słowy, osoby pragnące uniknąć choroby wieńcowej i zawału powinny zwrócić większą uwagę na węglowodany w swojej diecie. Potrawy tłuste, a także np. jajka, zawierające dużo cholesterolu, nie są dla nas tak groźne, jak się wydawało.

Lekka nadwaga jest OK

Tkanka tłuszczowa jest dla nas nie tylko magazynem energii. Z badań wynika, że komórki tłuszczowe biorą aktywny udział w gospodarce hormonalnej naszego ciała i wydzielają substancje regulujące apetyt oraz wpływające na pracę układu odpornościowego. Może to wyjaśniać, dlaczego odchudzanie się za wszelką cenę wcale nie jest zdrowe. „Z badań, które przeprowadziliśmy, biorąc pod uwagę dane blisko 3 mln osób, wynika, że wśród osób z lekką nadwagą śmiertelność była niższa, niż się spodziewaliśmy. Śmiertelność jest większa przy niedowadze i otyłości, natomiast spada w kategorii normalnej, odpowiadającej wskaźnikowi masy ciała (BMI) między 20 i 25, oraz lekkiej nadwagi. Co ważne, ten wskaźnik wydaje się niższy o kilka procent wśród ludzi, którzy mają BMI 26 i 27” - mówi dr Katherine Flegal, epidemiolog z amerykańskiego Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC).

Uwaga na wątrobę!

Dieta bogata w tłuszcz może być sporym obciążeniem dla tego narządu. Wątroba przetwarza praktycznie wszystkie substancje, jakie uzyskujemy ze strawionego pokarmu, potrafi też oczyścić nasz organizm z różnych toksyn. Trzeba jednak pamiętać, że jej „cierpliwość” ma swoje granice. Jeśli jemy tłustą potrawę, nie powinniśmy jej łączyć z alkoholem - taki zestaw może szybko uszkodzić komórki wątroby. I choć potrafią potem naprawić zniszczenia, lepiej od razu postarać się, by miały niezbędne do tego składniki. Możemy je też przyjmować w formie suplementów zawierających tzw. niezbędne fosfolipidy - kwasy tłuszczowe ułatwiające regenerację wątroby.

Źródło: Fokus nr 9/2016

<<< Powrót do spisu treści

&Najlepsi przyjaciele w sezonie infekcji

Zniechęcają do całowania, brzydko pachną, fatalnie smakują solo, czasem zmuszają do płaczu... A zarazem wspierają naszą odporność, uchodzą za afrodyzjaki, są niezastąpionym dodatkiem wielu dań... Dowiedz się więcej o trzech najsłynniejszych białych warzywach, a na pewno nie pozwolisz im zniknąć ze stołu przez cały rok.

Cebula - na pewno biała?

Jej przynależność do warzyw białych ma związek nie tyle z kolorem skórki (współczesne rolnictwo w tym zakresie zdaje się już nie mieć żadnych ograniczeń, zresztą tradycyjna cebula od wieków była złocista), co z właściwościami zdrowotnymi i odżywczymi.

Cebula (Allium cepa L.), podobnie jak czosnek, pochodzi z rodziny liliowatych (podrodzina: czosnkowate). 100 g cebuli (jedno dorodne warzywo) zawiera ok. 40 kcal i 1,7 g błonnika.

Nie te cechy jednak decydują o jej walorach: niewielu jest bowiem amatorów przegryzki w postaci tego warzywa. Zwykle stanowi dodatek. Uwaga - gdy ją usmażymy, kilokalorii jest już ponad 160.

Niezwykłe olejki

Cebula ceniona przede wszystkim ze względu na olejki lotne: to one przede wszystkim działają bakteriobójczo (stąd jej rola w łagodzeniu objawów infekcji), ale i moczopędnie, a także poprawiają przemianę materii, pobudzając perystaltykę jelit.

Cebula wspiera naszą odporność. Być może przesadą był pomysł mera Drohobycza (zachodnia Ukraina), który postanowił postawić cebuli pomnik za uratowanie kraju przed pandemią grypy w 2009 roku, ale nie da się ukryć, że tradycyjny syrop z cebuli wciąż skutecznie może konkurować z droższymi specyfikami z apteki.

Potwierdzone badaniami

Cebulę, gwiazdę medycyny ludowej, pod lupę wielokrotnie brali naukowcy i dowiedli:

- dzięki zawartości flawonoidów (cennych przeciwutleniaczy), a zwłaszcza aromatycznej kwercetyny, cebula zapobiega arteriosklerozie (miażdżycy). Obniża ryzyko wystąpienia zawału serca, poprawiając szczelność i elastyczność naczyń krwionośnych i obniżając ciśnienie krwi,

- spora dawka cebuli sprzyja redukcji poziomu cukru we krwi, ale - uwaga - u diabetyków. U osób zdrowych związek między poziomem cukru we krwi, a cebulą w diecie, nie jest wyraźny,

- siarczek allilu obecny w cebuli obniża poziom "złego" cholesterolu LDL. Badania przeprowadzone na Japonkach wykazały, że najniższy poziom złego cholesterolu mają te kobiety, które jedzą najwięcej cebuli,

- dzięki sporej zawartości siarki cebula wpływa korzystnie na stan skóry i włosów.

Medycyna niekonwencjonalna poleca jeszcze cebulę jako lek w przypadku owrzodzeń, chorób pasożytniczych, reumatycznych czy w łagodzeniu dolegliwości po ukąszeniu owadów czy drobnym skaleczeniu. I rzeczywiście: jeśli na działce ugryzie nas komar czy meszka, za pomocą przekrojonej cebuli (a dokładniej jej soku), możemy zmniejszyć ból czy obrzęk.

Zarazem nie zapominajmy o zdrowym rozsądku. Samodzielne leczenie drobnych zranień powinno ograniczać się do ich obmycia wodą, ewentualnie zabezpieczenia jałowym opatrunkiem, ale dostęp powietrza jest niezbędny do szybkiego gojenia. Wrzody bywają objawem trudnych w leczeniu infekcji bakteryjnych, wymagających kontaktu z lekarzem. Nie tylko dlatego, że przeciwnik jest za trudny dla leków naturalnych, ale także dlatego, że zakażenie gronkowcem złocistym bywa skutkiem innych problemów ze zdrowiem (np. cukrzycy).

Przeciw pasożytom dzisiaj są już naprawdę skuteczne leki, na receptę, a choroby reumatyczne wymagają kompleksowego działania, najlepiej pod nadzorem specjalisty reumatologa. Cebula nie uchroni też przed wstrząsem anafilaktycznym osób, które mają ciężką alergię na jad owadów.

Przeciwkaszlowo?

Wielu osobom pomaga jednak cebulowy syrop przeciw kaszlowi. Łagodzi każdy rodzaj kaszlu, ale sam nie zwalczy poważniejszej infekcji i nie zlikwiduje alergii.

Por - świat nie może się mylić

Niemal w całości nadaje się do spożycia (poza łykowatymi, stwardniałymi liśćmi i końcówką z korzonkami). Jest znakomitym dodatkiem do sałatek, zapiekanek, zup. Fantastycznie komponuje się z daniami mięsnymi i rybami. Przywędrował z Azji, by zagościć na stołach niemal całego świata.

Zrzucamy kilogramy!

W Polsce por (Allium Porum L.), kolejny krewniak cebuli, to przede wszystkim składnik włoszczyzny, rzadko dodatek do sałatki. Wiele osób kojarzy go przede wszystkim z glutowatą, rozgotowaną mazią w zupie, niedokładnie odcedzoną z wywaru. Nic zatem dziwnego, że nie sięgamy zbyt chętnie po to warzywo. A szkoda.

Por nie dość, że wzmaga smak i aromat wielu dań, powinien być nieodłącznym elementem kuracji oczyszczających i diet odchudzających. Sam ma niewiele kalorii (zwykle ok. 30 kcal na 100g), a jeszcze działa odtruwająco (jest zalecanym elementem diety w przypadku zatruć pokarmowych, niestrawności po grzybach, a nawet nadmiaru ołowiu), przyspiesza wchłanianie cukrów i tłuszczów, zapobiega zaparciom.

Wprawdzie błonnika ma mniej niż czosnek, ale zdecydowanie więcej niż cebula (prawie dwa razy), a z pewnością można spożywać bardziej obfite porcje pora, niż jego krewniaków.

Dla malucha

Por to warzywo lekkostrawne, które mogą jeść nawet niemowlęta po 7. miesiącu życia. Poza rzadkimi przypadkami alergii są polecane wszystkim, szczególnie osobom starszym i dzieciom z zaburzeniami motoryki przewodu pokarmowego i rekonwalescentom. Także kobietom karmiącym piersią : nie dość, że zdrowy, to jeszcze ma pobudzać laktację. Jedynie osoby z wyjątkowo wrażliwym żołądkiem lepiej, by postawiły na por duszony lub gotowany, a nie surowy.

Zieleniny moc

Zielona część pora ma ostrzejszy smak, ale i więcej witamin: wspierającą wzrok witaminę A, znakomite dla układu nerwowego witaminy z grupy B, a także cenną dla odporności witaminę C i witaminę młodości E.

Por to także cenne źródło soli mineralnych, zwłaszcza wapnia, fosforu, potasu i magnezu. I chociaż dzisiaj nie leczy się nim gruźlicy czy krwotoków, jest ceniony w profilaktyce chorób krążenia i nerek. Ma większość zalet kuzynki cebuli. Syrop z niego, chociaż mniej znany niż ten cebulowy, także złagodzi kaszel, ułatwi odrywanie flegmy, zmniejszy ból i obrzęk gardła. Kiedyś miał podnosić libido. Dziś wiadomo, że pobudza siły witalne.

Czosnek: afrodyzjak czy antyafrodyzjak?

Sos czosnkowy do pizzy w Polsce ściga się skutecznie z pomidorowym. Pieczywo czosnkowe to niezwykle modna przegryzka. Zarazem, niestety, najzdrowszy jest świeży czosnek (Allium sativum L.), obfitujący w flawonoidy i allicyny o działaniu przeciwbakteryjnym.

Na każdego mikroba

To aromatyczne warzywo rozprawi się z niektórymi gatunkami grzybów chorobotwórczych, a dzięki ajoenowi przyspieszy leczenie infekcji wirusowej. Pokona kaszel, nawet astmatyczny i przewlekły katar (z wyjątkiem alergicznego).

Chociaż jedzony w nadmiarze (szczególnie w wersji kiszonej) może doprowadzić do bólu brzucha, wspiera regulację pracy żołądka i jelit. Zapobiega nadciśnieniu i miażdżycy, a także, dzięki antyoksydantom, niektórym chorobom nowotworowym.

Dla kobiety

Ponieważ działa rozkurczowo, może łagodzić dolegliwości miesiączkowe. Zarazem jego wpływ na skurcze macicy może być niekorzystny w przypadku ciężarnych, zagrożonych przedwczesnym porodem. Nie zaszkodzi więc zapytać ginekologa, czy właśnie nim powinnaś się leczyć, gdy w ciąży złapiesz infekcję.

Podobnie, jak inne białe warzywa czosnek jest bogaty w siarkę, która reguluje poziom cholesterolu, a także wpływa pozytywnie na wygląd skóry i jej przydatków (włosy, paznokcie).

Ku rozkoszy

W jego zdolność wzmacniania apetytu na seks wierzyli przede wszystkim Egipcjanie i Rzymianie. Doświadczenie uczy jednak, że nic z amorów nie wyjdzie, gdy jesz go solo, a potem próbujesz namówić partnera na figle. Jeśli oboje pachniecie czosnkiem (jego aromat bywa tak silny, że nie pomaga umycie zębów, bo czuć nim nawet skórę), na pewno zyskacie. Choćby dla zdrowia.

W czosnku jest sporo błonnika (4,1 g na 100 g) i całkiem sporo kalorii (ok. 150 kcal na100 g). Trudno byłoby jednak z jego pomocą przytyć.

Podobnie jak por, czosnek zawiera witaminę C, A, witaminy z grupy B, wapń, potas i magnez. Zawiera też śladowe ilości mikroelementów, w tym selenu i germanu. Ponoć to ich obecność ma związek z rolą przeciwnowotworową warzywa.

Przepis na formę

A gdyby tak, niezależnie od pory roku, łamało cię w kościach, przewiało, przemarzłbyś po prostu, do gorącego mleka wrzuć odrobinę masła i pokrojony ząbek czosnku, potem dodaj odrobinę miodu (miód nie lubi gorąca). Jeśli chcesz, możesz odcedzić tak przygotowany napój. Wzmocnisz organizm i szybko poczujesz się lepiej. Nawet jeśli nie lubisz czosnku.

Źródło: www.gazeta.pl, 21.10.2016

<<< Powrót do spisu treści

&Takie pyszne, a niezdrowe... Co jeść razem, co osobno? Zdziwisz się!

Autor: Eliza Dolecka, Mariusz Wiaderek

Niektóre połączenia w kuchni wydają się tak naturalne, że nie wyobrażamy sobie inaczej. Tymczasem: wśród bardzo popularnych są niewskazane, a nawet szkodliwe dla zdrowia. Błędów nie ustrzegła się nawet uznana za wyjątkowo przyjazną kuchnia śródziemnomorska.

Chyba już wszyscy słyszeli, że świeży ogórek z pomidorem się nie lubią, a do kiszonej kapusty rzeczywiście warto dodać odrobinę oliwy. Takich naturalnych duetów jest więcej. Jedne bardzo dobre, inne mniej.

Czerwone wino z czerwonym mięsem? A może herbatka do babcinej drożdżówki? Co z fasolą podawaną chętnie z papryką? A gotowana marchewka z odrobiną masła? Zobacz, które połączenie wyjdzie ci na zdrowie, a czego lepiej unikać, jeśli nie chcesz tracić cennych składników odżywczych, a nawet doprowadzić do problemów ze stawami.

Maksymalnie zróżnicowana dieta niekoniecznie zawsze wychodzi nam na zdrowie. Pewne połączenia produktów są wyjątkowo korzystne dla organizmu, inne wręcz przeciwnie. Poznaj najgorsze i najlepsze duety w kuchni. Niektóre tradycyjne, znane od wieków. Gospodynie wiedzą, co robią?

1. Gotowana marchew i odrobina masła

Marchewka jest jednym z pierwszych pokarmów podawanych dzieciom i najczęściej zalecanym warzywem dla osób starszych. Nieprzypadkowo mówi się, że jest dobra na wszystko. Jej najcenniejszym skarbem jest beta-karoten (prowitamina A). Można jeszcze "ulepszyć" to cudowne warzywo. Wystarczy niewielka ilość tłuszczu dodana pod koniec gotowania albo już na talerzu, aby prowitamina zawarta w marchewce, dyni, szpinaku czy brokułach, przekształciła się w cenną witaminę A. Sam beta-karoten wzmacnia system odpornościowy organizmu. Natomiast witamina A jest niezbędna do właściwego metabolizmu białka w organizmie. Wzmacnia błony śluzowe ust, nosa, gardła, płuc, zwiększając tym samym odporność i chroniąc je przed infekcjami. Pomaga w budowie i naprawie kości, zębów, włosów, paznokci. Chroni błonę śluzową oka przed wysychaniem, stanem zapalnym (jest to szczególnie ważne dla osób noszących szkła kontaktowe oraz dla miłośników komputera i telewizora). Poprawia widzenie o zmroku, wzmacnia system odpornościowy, ogranicza tempo procesów starzenia, poprawia stan skóry zniszczonej przez oparzenie lub odmrożenie, poprawia stan naczyń krwionośnych.

2. Szpinak i jogurt

Szpinak przez lata uchodził za znakomite zielone źródło żelaza. Niestety, to mit. Zasługuje na miejsce w naszej kuchni przede wszystkim ze względu na zawartość kwasu foliowego. Ta witamina z grupy B wcale nie jest potrzebna tylko kobietom w ciąży. To źródło życia. Szpinak obfituje także w inne witaminy i sole mineralne, cenne barwniki o działaniu przeciwutleniającym.

Nawet szpinak ma słabsze strony. Zawiera kwas szczawiowy (sporo go też w szczawiu i rabarbarze), a ten źle wpływa na przyswajanie wapnia. Wchłonięty kwas szczawiowy odkładany jest w narządach wewnętrznych. Jeśli w naszym codziennym pożywieniu są duże ilości kwasu szczawiowego, a małe wapnia, to w konsekwencji dochodzi do niedoborów tego makroelementu.

Jest na to rada! Do dania ze szczawiem wystarczy dodać mleka, śmietanę lub jajko, a wapń zawarty w nabiale połączy się z kwasem szczawiowym z tych warzyw, nie naruszając zasobów wapnia w organizmie.

3. Świeże pomidory bez świeżych ogórków

W surowych ogórkach (podobnie jak w innych warzywach dyniowatych, np. w kabaczku lub patisonie) występuje enzym (askorbinaza), rozkładający witaminę C. By zapobiec jej stratom, nie łącz świeżych ogórków z warzywami bogatymi w tę witaminę: papryką, pomidorami, kapustą. Zamiast świeżych ogórków wykorzystaj do sałatek kiszone, bo wtedy askorbinaza ulega zniszczeniu.

Jeżeli to nas nie przekonało do zrezygnowania z takiego połączenia (kochamy je!), to warto przypomnieć, że witamina C jest niezbędna do tworzenia kolagenu - podstawowego składnika skóry, tkanki łącznej i tkanki chrzestnej. Witamina C jest najważniejszą witaminą dla systemu odpornościowego. Kwas askorbinowy jest między innymi konieczny do syntezy noradrenaliny. Ponadto ma też działanie przeciwutleniające, to znaczy chroni komórki przed szkodliwym działaniem wolnych rodników (odmładza!).

4. Fasola i czerwona papryka

Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że około 700 milionów ludzi na świecie cierpi na niedobór żelaza, które odgrywa kluczową rolę w procesie wytwarzania hemoglobiny. Choć wystarczające dla nas dawki tego mikroelementu znajdują się w mięsie, rybach, warzywach ciemnozielonych, fasolowatych i płatkach śniadaniowych, tylko 10% spożytej ilości żelaza zostaje wchłonięte w jelitach.

Szczególnie trudno wchłania się tzw. żelazo niehemowe, którego głównym źródłem są produkty roślinne. Dlatego osoby stosujące diety wykluczające i wegetariańskie są w większym stopniu narażone na wystąpienie anemii. Nie oznacza to jednak, że całe pokłady żelaza zawarte na przykład w fasoli trzeba spisać na straty. Wystarczy połączyć ją z czerwoną papryką, kopalnią witaminy C, by zwiększyć przyswajalność żelaza, a dodatkowo zafundować sobie doskonałą kurację antyutleniającą.

5. Kiszona kapusta i oliwa

W którym domu nie stosuje się tego połączenia? I bardzo dobrze! Kiszona kapusta jest zdecydowanie zdrowsza niż surowa, czy gotowana. Znajdują się w niej spore ilości witaminy B12, która wpływa pozytywnie na stan naszego umysłu, daje uczucie radości poprawiając nam nastrój i wzmacnia odporność na stres. Do tego koi nerwy, przyspiesza wykorzystanie żelaza oraz odpowiada za budowę czerwonych krwinek. Działa też odmładzająco. Przyczynia się do wzrostu komórek i odbudowy tkanki kostnej. Do tego jedząc ją, fundujemy sobie solidną dawkę witaminy C.

Kiszoną kapustę powinniśmy zestawiać z oliwą, dzięki czemu zawarte w nich witaminy są lepiej przyswajalne. Warto też dodawać do kapusty kminek, by uniknąć wzdęć. Odciśnięta kapusta kiszona zmieszana z cebulą, kminkiem i olejem może również pomóc cierpiącym na choroby żołądka, chroniczne zaparcia i o zmniejszonej ilości czerwonych ciałek krwi.

6. Kiełbasa i chrzan

Chyba nikt z nas nie wyobraża sobie innego połączenia w święta wielkanocne. Jednak niewiele osób wie, dlaczego to robimy. Tymczasem ten kulinarny związek to dowód ludowej mądrości. Chrzan dodawany do potraw ułatwia trawienie oraz przyspiesza przemianę materii. Ma również działanie bakteriobójcze.

Nie sposób odmówić sobie świątecznej kiełbasy, która, niestety, jest tłusta. Smakosze swojskiego jedzenia mogą jednak zagwarantować sobie szybsze spalanie tłuszczu dzięki połączeniu kiełbasy z chrzanem. Według dietetyków tłuste mięso warto łączyć z przyprawami mającymi ostry smak, jak choćby wspomniany wyżej chrzan czy musztarda, które przyspieszają spalanie kalorii nawet o 25%!

7. Ser biały bez pomidorów

W wielu dietach odchudzających zalecane jest jedzenie sera białego z pomidorem. Jednak takie połączenie sprzyja wystąpieniu bolesnej choroby stawów. Dlaczego? Zawarte są pomidorach kwasy (cytrynowy, jabłkowy, chlorogenowy i kumarynowy), łącząc się z wapniem, powodują powstanie nierozpuszczalnych kryształków.

Fakt, biały ser nie jest imponującym źródłem wapnia, ale go zawiera wystarczająco dużo. Kryształki odkładają się w stawach, wywołując silne bóle. Nie należy jednak wpadać w panikę po zjedzeniu kilku porcji. Dopiero stosowanie nieracjonalnej diety, eliminacyjnej, opartej na kilku składnikach zaledwie, w dodatku przez dłuższy czas, może być szkodliwe dla naszych stawów.

Źródło: www.gazeta.pl, 25.08.2016

<<< Powrót do spisu treści

&Co może kieliszek wina

Autor: Iwona Ranicka

Ma prozdrowotne właściwości, ale pod warunkiem, że nie przekroczymy bezpiecznej dawki. Dla kobiety to 2 kieliszki, dla mężczyzny 3 dziennie. Podane do posiłku poprawia pamięć, pozytywnie wpływa na układ krążenia, obniża poziom złego cholesterolu. Wiele naukowych badań wskazuje również na to, że wino sporządzone z winogron poddanych naturalnemu procesowi fermentacji hamuje rozwój komórek nowotworowych i sprzyja długowieczności. Stwierdzono ponadto, że znacząco zmniejsza ryzyko wystąpienia zaćmy (choroba oczu wywołująca zmętnienie soczewki, jedna z przyczyn utraty wzroku). Co ciekawe, dowiedziono, że wino zawiera sporo związków bakteriobójczych, aktywnie zwalczających próchnicę (choć nie zastąpi mycia zębów!). Abyśmy korzystali z tych wszystkich dobrodziejstw, ważna jest nie tylko jego dzienna dawka, ale również rodzaj - powinno być czerwone i wytrawne. Takie właśnie wino zawiera bogactwo cennych dla zdrowia substancji, zwłaszcza przeciwutleniaczy.

Wygrywa z wolnymi rodnikami

Są to reaktywne formy tlenu, azotu i toksycznych związków będących efektem przemiany materii. Działają destrukcyjnie na komórki, a skumulowane powodują rozwój wielu chorób, w tym nowotworowych, oraz przyspieszają proces starzenia się organizmu. Aby je rozbroić i unieszkodliwić, potrzebne są przeciwutleniacze (antyoksydanty). W ciemnych winogronach, z których powstaje czerwone wino, jest mnóstwo antyoksydantów, i to tych najsilniejszych, z grupy polifenoli: katechiny, mirycetyny, kwercetyny oraz resweratrol. Interesujące, że, w winie substancje te, chociaż są obecne w ma łych stężeniach, działają silniej, bo wzajemnie się wzmacniają. Badania wykazują, że chronią one mięsień sercowy oraz naczynia krwionośne, podwyższają poziom dobrego cholesterolu (HDL), a hamują utlenianie frakcji LDL, obniżają także lepkość płytek krwi.

Działa przeciwzapalnie i zapobiega nadwadze

Właściwości łagodzące reakcje zapalne ma zwłaszcza kwercetyna, ogranicza bowiem wytwarzanie histaminy - substancji, która inicjuje każdy proces zapalny w organizmie. Tym samym kwercetyna zmniejsza też reakcje alergiczne, w których histamina pełni ważną rolę. Jej siostra katechina obniża apetyt i przyspiesza metabolizm tłuszczów, zmniejszając ryzyko wystąpienia nadwagi i otyłości. Pod warunkiem, że pijemy wino w umiarkowanych ilościach, bo ze względu na sporą ilość węglowodanów jest kaloryczne. Resweratrol dobroczynnie wpływa na chorych na alzheimera: wiadomo, że zapobiega osadzaniu się płytek beta-amyloid - jednej z przyczyn tej degradacyjnej choroby mózgu. Poprawia też pamięć, usprawniając przepływ krwi do mózgu.

Może wspomagać leczenie nowotworów

Sporo mówi się też o tym, że resweratrol może sprzyjać leczeniu nowotworów, zwłaszcza szpiczaka mnogiego. Podawany w czasie chemioterapii zwiększa efekty leczenia. Wpływa też destrukcyjnie na rozwój komórek nowotworowych. Ma i inne zalety, choć wymagają one jeszcze dalszych badań, np. zwiększa produkcję białek, które opóźniają procesy starzenia, poprawia aktywność insuliny, czyli zapobiega cukrzycy typu 2, uelastycznia naczynia i reguluje ciśnienie krwi.

Źródło "Zdrowie", 09/2016

<<< Powrót do spisu treści

&Superżywność - tania i ogólnodostępna?

Artykuł został napisany przez zespół dietetyków firmy Wygodna Dieta

Superfoods - jeden z najnowszych trendów żywieniowych czy sposób na racjonalne odżywianie? I jedno, i drugie, tyle, że podobnie jak w przypadku każdej mody, również wokół superżywności wyrosło wiele stereotypów. O ile warto promować modę na superżywność, o tyle na pewno nie powinno się jej utożsamiać jedynie z egzotycznymi i drogimi specjałami. Z superfoods kojarzymy zazwyczaj takie dary natury jak: jagody goji, acai, guaranę, chia, spirulinę czy quinoa. Ostatnio zawrotną karierę robi również korzeń maca. Mniej egzotycznie brzmi już awokado czy ostropest plamisty albo młody jęczmień – większość z nas jest jednak (ze szkodą dla siebie) przekonana, że superfoods to kolejny wymysł marketingowców i celebrytów. Nic bardziej mylnego – co prawda możemy (nie tracąc fortuny) spróbować zdrowych „nowinek”, ale na co dzień warto posiłkować się naszą rodzimą superżywnością. Wbrew pozorom nie jest ona ani droga, ani nudna. Całkiem śmiało możemy za superżywność uznać np.: kaszę jaglaną, czosnek, natkę pietruszki, brokuły, kapustę kiszoną, len, jajka czy aronię - a to jedynie krótki wycinek z listy superżywności typowej dla naszej strefy geograficznej. Podobnie jak w przypadku diety sezonowej (w ramach której zaleca się konsumpcję tych warzyw i owoców, które są charakterystyczne dla danej pory roku) tak również warto korzystać z naturalnych dobrodziejstw naszego regionalnego superfoods.

Moc zdrowia w małej porcji - czym jest superżywność?

Superfoods jest przeciwieństwem fast foodów. W niewielkiej porcji (np. kaszy jaglanej czy quinoa) znajdziemy o wiele więcej cennych dla zdrowia składników niż w kilogramach chipsów, czy w nawet mniej przetworzonej, typowej żywności dostępnej w sklepach (gotowe przetwory itp.). Superżywność możemy porównać do suplementów diety, tyle że w pełni naturalnych i dających porównywalny zastrzyk energii, niezbędnej do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Superżywność to naturalne źródło dużej ilości: witamin, minerałów, antyoksydantów, zdrowych tłuszczów, aminokwasów, enzymów, błonnika i dobroczynnych bakterii. Dzięki odpowiedniemu udziałowi superżywności w naszej diecie możemy liczyć nie tylko na skuteczną ochronę przed różnymi chorobami, ale również cieszyć się lepszą kondycją psychofizyczną i nie dać się tak łatwo procesom starzenia organizmu. Nie żałujmy sobie więc przede wszystkim taniej, rodzimej superżywności, dostępnej przez cały rok.

Superfoods made in Poland

Kasza jaglana - z racji swoich wyjątkowych właściwości zwana królową kasz – z triumfem wraca na nasze stoły. Jest nie tylko bardzo zdrowa, ale też ma wiele możliwości zastosowania – świetnie sprawdza się zarówno w wersji „na słodko”, jak i „na słono”. Obfituje w wiele witamin (w tym z grupy B) i minerałów (m.in.: żelazo, magnez, cynk, potas, miedź, selen i krzem). Posiada w swoim składzie także lecytynę, wiele błonnika pokarmowego i wyjątkowe antyoksydanty, np. kwas ferulowy. Kasza jaglana ma zasadowy charakter, co jest szczególnie istotne ze względu na to, że mamy tendencję do zakwaszania organizmu.

Czosnek - jak się o nim mawia - naturalny antybiotyk. Wykazuje również działanie antynowotworowe, wspiera układ sercowo-naczyniowy (zapobiega udarowi, zawałowi serca), a to tylko niektóre z jego prozdrowotnych właściwości. W tej niepozornej roślinie funkcjonuje ponad sto cennych składników, takich jak: witaminy (B, PP, C, A); minerały i mikroelementy (magnez, potas, wapń, nikiel, chrom, kobalt), siarczki i in. Pamiętajmy, żeby wybierać lepszej jakości czosnek polski (chiński - w kolorze białym - nie cieszy się dobrą opinią dietetyków).

Natka pietruszki - podobnie jak inne zielone "liście" - zawiera tak wiele cennych dla zdrowia składników, że bez żadnej wątpliwości można ją nazwać superżywnością. Wystarczy kilka listków, by zapewnić sobie odpowiednią ilość witaminy C na cały dzień, oprócz niej, w natce znajdziemy też pokaźne zasoby witaminy A i minerałów (szczególnie żelaza) oraz zdrowe olejki eteryczne.

Brokuły - te zielone różyczki powinny często gościć w naszym menu. Wystarczy wspomnieć o: całej palecie witamin - B, C, K; minerałów: magnezu, wapnia, manganu, potasu, żelaza, chromu; błonniku pokarmowym i związkach antynowotworowych (m.in. sulforafanie). Brokuły wspomagają także organizm w walce z anemią, są cenne dla cukrzyków, regulują ciśnienie krwi, wspierają odporność organizmu na wielu poziomach.

Kapusta kiszona - naturalny probiotyk, skarbnica witaminy C, B, E, beta-karotenu, żelaza, wapnia, potasu i magnezu. Wspiera procesy trawienia, oczyszcza organizm z toksyn, obniża poziom "złego" cholesterolu, zwiększa odporność organizmu, ma właściwości antynowotworowe. Najlepsza - jeśli ukwasimy ją sami albo w wersji eko - bez konserwantów.

Aronia - jej ciemne zabarwienie wskazuje na obecność wyjątkowo cennych substancji (antocyjanów) - to jeden z najzdrowszych owoców świata. Skarbnica witamin (C, B, P i E) antyoksydantów, minerałów (m.in. żelaza, wapnia, miedzi, jodu, boru). Ma właściwości antyrakowe, pomaga cukrzykom, obniża poziom cholesterolu, wspiera pracę serca i tętnic, jej spożywanie pomaga w zachowaniu dobrej kondycji oczu.

Jajka - najlepiej wiejskie albo od kur z wolnego wybiegu (oznakowanie: 0, 1). Inne to raczej produkty jajkopodobne i na pewno nie kwalifikują się jako superżywność. Dobrej jakości jajko zawiera właściwie większość składników potrzebnych do życia (aminokwasy, witaminy: A, z grupy B, D i E; lecytynę, kwas foliowy; wapń, żelazo, cynk, selen, miedź).

Len - siemię i olej lniany - zawierają wiele cennych składników - m.in.: kwasy Omega w bardzo dobrych proporcjach, lignany, fitoestrogeny, magnez, żelazo, potas, cynk, witaminę E, kwas foliowy. Dzięki tym właściwościom len wspiera nas w walce z nowotworami, redukuje stany zapalne, obniża cholesterol, wspiera serce, jest polecany diabetykom, obecny w siemieniu błonnik wspomaga procesy trawienia.

Źródło: www.babskiswiat.com.pl

<<< Powrót do spisu treści


&Kuchnia po naszemu

&Ciasto z owocami

Składniki:

Półtorej szkl. mąki pszennej, 0,75 szkl. mąki ziemniaczanej, niepełna szkl. mleka, proszek do pieczenia na pół kg mąki, cukier z prawdziwą wanilią, 1 szkl. cukru, 5 jajek, 15 deka margaryny, ok. 25 węgierek lub 4-5 jabłek pokrojonych w ósemki.

Sposób przygotowania:

Mąki i proszek do pieczenia mieszamy w oddzielnym naczyniu. Do miski, w której będziemy ucierać ciasto wbijamy żółtka. Oddzielamy przy użyciu separatora lub lekko uderzamy grubszym końcem jajka, obłamujemy skorupkę, aby powstał niewielki otworek, wąchamy jajko a następnie przechylamy delikatnie do miski, w której ubijemy pianę, sprawdzając strumień białka, kiedy jest coraz węższy powiększamy otwór i wylewamy tak, aby żółtko zostało na dłoni. Z białek i niewielkiej ilości cukru ubijamy pianę. Miękką margarynę, żółtka, cukier i cukier waniliowy ucieramy i kiedy się połączą sukcesywnie dosypujemy mąkę i dolewamy mleka w razie potrzeby. Ciasto musi być dość gęste, ale jeszcze lejące. Na końcu delikatnie mieszamy z pianą. Do foremki 25x27 cm wysmarowanej tłuszczem i wysypanej tartą bułką wylewamy ciasto, na wierzchu układamy owoce. Aby mieć pewność, że w śliwkach nie ma mieszkańców wybieram tylko te, których miąższ jest gładki i jędrny w środku, gdy nie mamy pewności płuczemy śliwki pod bieżącą wodą po usunięciu pestki. Pieczemy ok. 40 min. w temp 180 stopni C w piekarniku elektrycznym. Po wyjęciu z piekarnika chwilę trzeba odczekać, żeby odparowało. Na blaszce układamy deseczkę, chwytamy razem i odwracamy do góry dnem. Ciasto samo wychodzi i wtedy można posypać cukrem pudrem przez siteczko lub kupić opakowanie już z siteczkiem.

Udaje się zawsze.

Autor: N.G.

<<< Powrót do spisu treści

&Pyszny deser

Do wykonania tego deseru potrzebny jest spokój, aby nic nie odrywało nas od jego przygotowania, ponieważ dość szybkie tempo jest ważne. Do wykonania potrzebny będzie mikser najlepiej z obrotową miską. Wtedy obiema rękami możemy kontrolować nasze działania.

Składniki:

3 galaretki różnych smaków, każda rozpuszczona oddzielnie w szklance wrzącej wody, dwie literatki mleka skondensowanego bez cukru, ok. 15 podłużnych biszkoptów, filiżanka espresso zmieszana z kieliszkiem koniaku, rumu lub brendy do zamaczania biszkoptów, pokrojone owoce wg uznania.

Sposób przygotowania:

Do zimnej kawy wlewamy alkohol - lub nie, wg uznania. Do dużej tortownicy cieniutko wysmarowanej masłem wkładamy biszkopty uprzednio szybko zanurzane w kawie. W mikserze ubijamy jedną porcję mleka i łączymy z jedną wystudzoną, ale płynną galaretką i wylewamy na biszkopty, możemy wrzucić kostki pokrojonych owoców i wstawiamy do lodówki. Gęstnieje dość szybko. Płuczemy miskę miksera i końcówki do ubijania, wlewamy drugą szklaneczkę mleka, ubijamy i dolewamy galaretkę z drugiej szklanki, jeszcze chwilkę ubijamy, aby się ładnie rozprowadziła i wylewamy na już zastygniętą pierwszą warstwę, wkładamy kolejne owoce i wstawiamy do lodówki. Trzecią galaretkę mieszamy i możemy dać odrobinę wody więcej, bo nie dajemy mleka. Musi wystarczyć na zalanie całej tortownicy. Gdy jest już zastygnięta druga warstwa wylewamy galaretkę ostatnią. Zamiast wrzucać pokrojone owoce do warstw z mlekiem możemy ułożyć je przed zalaniem samą galaretką.

Do deserów nie używamy kiwi, ponieważ nie zastyga galaretka.

Autor: N.G.

<<< Powrót do spisu treści

&Na jesienne i zimowe zmarznięcie - tylko dla rozsądnych!

Espresso z wkładką

Do filiżanki espresso wlewamy 50 gram koniaku lub rumu. Pijemy możliwie gorące, zawsze po zmarznięciu i przyjściu do domu.

Herbata muzykancka

Jest to przepis od barmana z restauracji Hotelu (Sabała) w Zakopanem.

Zaparzamy szklankę dobrej, mocnej herbaty, nie słodzimy. Do dużej filiżanki wlewamy w kolejności: 1 kieliszek spirytusu - 30 gram, 2 kieliszki wiśniówki - 60 gram i herbatę. Pijemy gorące po zmarznięciu już w łóżku i następnego dnia jesteśmy zdrowi i idziemy do pracy. Wiem z autopsji, że działa.

Autor: N.G.

<<< Powrót do spisu treści


&Kulturalne co nieco

&Teatr dla niewidomych także w formie słuchowisk radiowych

Spektakle dla osób niewidomych i słabowidzących realizowane przez łódzki Teatr Powszechny będą od nowego sezonu prezentowane także w formie słuchowisk na antenie Radia Łódź. Najbliższa premiera odbędzie się 19 października.

Współpraca Teatru Powszechnego z Radiem Łódź to kolejny etap realizowanego od jedenastu lat autorskiego projektu dyrektor teatru Ewy Pilawskiej. "Teatr dla niewidomych i słabowidzących" jest unikatowym na skalę europejską przedsięwzięciem, stworzonym specjalnie dla osób, które ze względu na zmienioną percepcję nie mogą w pełni odbierać tradycyjnego spektaklu teatralnego.

Jak podała wczoraj rzeczniczka teatru Justyna Tomczak, do tej pory w ramach "Teatru dla niewidomych i słabowidzących" odbyło się 50 premier. Najbliższa, 51. z kolei, to komedia "Zwariowana terapia" Christophera Duranga, która zostanie zaprezentowana w środę 19 października; z okazji przypadającego w sobotę Międzynarodowego Dnia Osób Niewidomych i Słabowidzących spektakl będzie miał specjalną oprawę. Dzięki nawiązanej właśnie współpracy Powszechnego i Radia Łódź będzie też pierwszym przedstawieniem, które zostanie zarejestrowane również w formie słuchowiska radiowego.

Jak podkreśliła dyr. teatru Ewa Pilawska, projekt jest odpowiedzią na prośby środowiska osób niewidomych, szczególnie tych, które w ogóle nie opuszczają swoich domów.

- Nasze premiery cieszą się wielkim zainteresowaniem, odwiedzają nas widzowie z całego województwa łódzkiego. Regularnie gościmy również widzów z innych regionów, bardzo często odwiedza nas grupa z Wielkopolski. Jednak wciąż dla wielu osób droga do teatru, ze względu na stan zdrowia, jest granicą nie do pokonania - chcemy to zmienić - wyjaśniła.

Dyrektor dodała, że dzięki wsparciu i propozycji współpracy ze strony dyr. programowego Radia Łódź Marcina Wąsiewicza najbliższe spektakle osoby niewidome będą mogły - niedługo po scenicznej premierze - usłyszeć na antenie łódzkiej rozgłośni.

Według realizatorów spektakli prezentowanych w ramach cyklu adresowanego do ludzi z dysfunkcją wzroku, przedstawień tych nie można porównywać z obecnymi w repertuarach innych teatrów widowiskami z audiodeskrypcją. Są one bowiem tworzone w oparciu o zrozumienie wyjątkowości niewidomych widzów.

Każda premiera to inscenizacja nowego tekstu - dotychczas niewystawianego na scenie Teatru Powszechnego. Poprzedza ją etap prób - widzowie niewidomi otrzymują więc spektakl stworzony specjalnie dla nich, nie jest to tylko adaptacja repertuarowej propozycji teatru.

Spektakle dla osób niewidomych posługują się symboliczną dekoracją i kostiumami, nacisk kładziony jest na szczegóły dźwiękowe, czytane są także didaskalia. Prezentacjom towarzyszą programy teatralne; w tym wersje napisane alfabetem Braille’a.

Wszystkie spośród wystawionych do tej pory przez Powszechny spektakli dla niewidomych społecznie wyreżyserowała Ewa Pilawska. Za stworzenie pierwszego "Teatru dla osób niewidomych i słabowidzących", jego kontynuację i artystyczny rozwój została uhonorowana m.in. Złotą Odznaką Honorową Polskiego Związku Niewidomych.

Źródło: www.lodz.onet.pl/, 15.10.2016

<<< Powrót do spisu treści

&Świat tętniący pod palcami

Autor: Mateusz Różański

Jak znaleźć wspólny język z kimś, kto nie widzi i nie słyszy? Nie zna kolorów ani słów, żyje w całkowitej ciemności i ciszy. Wydawałoby się, że między takim człowiekiem a światem zewnętrznym istnieje nieprzekraczalna granica. Film „Historia Marii” (fr. „Marie Heurtin”) opowiada o przejściu przez tę granicę. W kinach od 21 października.

Instytut Larnaya pod Poitiers we Francji. Wręcz idylliczne miejsce, gdzie zakonnice zajmują się głuchymi dziewczętami. Uczą je języka migowego, a także pracy i funkcjonowania w społeczeństwie. Kobiety wspólnie pracują też w przyklasztornym ogrodzie, porozumiewając się językiem migowym. Harmonia i sielanka. W pewnym momencie ten idealny obraz zakłóca pojawienie się niespodziewanego gościa - Marie, dziewczyny, która od urodzenia jest głuchoniewidoma (w tej roli Ariana Rivoire).

„Czy mam ją oddać do domu dla obłąkanych?”

Marie do instytutu przywozi ojciec (Gilles Treton), który chyba jako jedyny, choć w minimalnym stopniu, potrafi porozumieć się z córką i którego ona akceptuje. Gdy mężczyzna oddala się tylko na chwilę, by porozmawiać z matką przełożoną (Brigitte Catillon), Marie wpada w szał. Rzuca się do panicznej ucieczki, bijąc napotkane po drodze zakonnice. Schronienie znajduje wspinając się na najbliższe drzewo.

Misja ściagnięcia dziewczyny na ziemię zostaje powierzona siostrze Margueritte (Isabelle Carré). To trwające zaledwie chwilę spotkanie całkowicie odmieni życie obu kobiet. Na początku jednak matka przełożona odmawia przyjęcia Marie, tłumacząc, że siostry prowadzą zakład dla głuchych, a nie dla głuchoniewidomych.

- Mam ją oddać do domu dla obłąkanych? - rzuca, odchodząc, ojciec dziewczyny i wraca z nią do domu.

Stworzyć nowy język

Inicjatywę przejmuje siostra Margueritte. Choć przyznaje, że zna się tylko na kopaniu grządek, chce za wszelką cenę zająć się Marie. Jak nietrudno się domyślić, pomysł ten nie podoba się matce przełożonej, która, mając w pamięci ostatnią wizytę Marie, boi się o to, jak klasztor poradzi sobie z dziewczynką. Problemem jest też pogarszający się stan zdrowia samej Margueritte, która sama podświadomie wyczuwa zbliżającą się śmierć.

W końcu jednak matka przełożona daje zielone światło szalonemu pomysłowi. Młoda zakonnica wyrusza, by przyprowadzić Marie i – jak mówi – nauczyć ją słów. Wpada przy tym na iście rewolucyjny pomysł, by znaki języka migowego układać na jej dłoniach. Dziś ta metoda zwana jest jezykiem migowym odbieranym dotykowo (ang. tactile sign language).

Film opowiada o czymś, co wydawałoby się niemożliwe - stworzenie niemalże od zera komunikacji z kimś, kto nie jest w stanie ani niczego usłyszeć, ani zobaczyć. Marie na wszelkie próby kontaktu reaguje agresją, wszystko, czego nie zna, jest dla niej groźne i wrogie. Jednak upór siostry Margueritte sprawia w końcu, że w murze, który oddziela dziewczynę od innych ludzi, pojawia się najpierw pierwsza, a potem kolejne szczeliny. Droga do zburzenia całego muru będzie naznaczona morderczą pracą i bólem - również fizycznym.

Ból i zwycięstwo

Można zaryzykować, że to właśnie ból jest swego rodzaju motywem przewijającym się przez cały film. To ból Marie, która jest zamknięta w swoim świecie, z którego zostaje wyrwana. Ból wynikający z braku komunikacji i niemożności porozumienia się z drugim człowiekiem. Widz jest też świadkiem bólu czysto cielesnego, bo kolejne próby nawiązania komunikacji z Marie kończą się jej atakami agresji - okładaniem zakonnic pięściami.

Twórcy filmu bez zbędnego owijania w bawełnę pokazują nam fizyczny aspekt relacji Marie ze światem i to, jaką rolę odgrywa w nim ciało i dotyk. Bez wątpienia jednym z najpiękniejszych momentów filmu jest ten, gdy Marie kładzie się obok siostry Margueritty i dłońmi zaczyna badać jej twarz, po czym się do niej przytula. Tak jakby zapraszała ją do swojego świata, gdzie dotyk jest najważniejszym zmysłem, sposobem i jedyną drogą komunikacji. Sama siostra Margueritte przyznaje, że dzięki Marie poznała „świat tętniący pod palcami”.

A Ty jakie masz bariery?

Obraz Jean-Pierre Amerisa, choć niezwykle oszczędny i wręcz ascetyczny, jest bardzo realistyczny i dopracowany. Twórcy nie tylko wzorowali się na prawdziwej historii, ale zadbali o to, by był on jak najbliższy rzeczywistości.

W filmie występują niesłyszące aktorki - jedną z nich jest odtwórczyni roli Marii, rewelacyjna Ariana Rivoire. Choć oczywiście film „Historia Marii” o lata świetlne jest odległy od brutalnego realizmu ukraińskiego filmu „Plemię”, to i tutaj nie mamy do czynienia z baśnią filmową o dzielnej zakonnicy i jej nietypowej podopiecznej. Wręcz przeciwnie, to dojrzałe i warte docenienia kino. Widz otrzymuje ciekawą i intrygującą historię, w której naturalnie pojawiają się refleksje zarówno o tym, jak wygląda świat osób głuchoniewidomych, ale też o własnej kondycji i swoich barierach w kontakcie ze światem.

Film do zobaczenia w polskich kinach od 21 października. Jego dystrybutor - Kondrat-Media - zadbał o to, by był on dostępny z udogodnieniami dla osób z niepełnosprawnością wzroku i słuchu.

Źródło: www.niepelnosprawni.pl, 20.10.2016

<<< Powrót do spisu treści

&Czy pismo Braille’a ma przyszłość?

Autor: Ireneusz Morawski, Wrocław 2008

Pismo Braille’a nie może przeminąć, jak nie mogą przemijać arcydzieła, ale dolą arcydzieł bywa też i to, że muszą się udawać na zaplecze, żeby je stamtąd wydobywać, gdy przyjdzie potrzeba.

Przez całe moje życie, od przedszkola po dzień dzisiejszy, brajl był moim największym przyjacielem. Wyznaję, że od paru lat ta przyjaźń zmienia swoje oblicze, jak gdyby się rozluźnia, ale wciąż trwa. Czy mogę opowiedzieć pokrótce historię tej przyjaźni?

Jeszcze dziesięć lat temu, gdy wyjeżdżałem na urlop, albo tylko na delegację, obowiązkowo zabierałem na drogę tabliczkę i papier do pisania brajlem. Przez kilkadziesiąt, przez sześćdziesiąt lat nosiłem przy sobie dłutko, (tak ten przyrząd nazywano w Laskach), miałem przy sobie dłutko, które w roku 1948 podarował mi Oleś Roszkowski. Było nas ośmiu jeszcze w siódmej klasie, a teraz żyje już nas tylko dwóch - Andrzej Bartyński i ja. Dłutko od Olesia dałem niedawno Wandzie Wantuchowej. Ona stworzyła kolekcję różnych dłutek, a moje jest zasłużone, bo nie zmieniając swojej tożsamości zrobiło bardzo dużo notatek w szkole podstawowej, przepisało dużo wierszy i piosenek, odrobiło mnóstwo lekcji – w tym także i w liceum, zdało maturę, a potem napisało pracę, którą przyjęto jako magisterską, a po egzaminie magisterskim wyrzucono może i dziesięć kilogramów zapisanego tym dłutkiem papieru. Nie miałem warunków, żeby te notatki, niektóre nawet cenne, żeby je przechowywać. Aktualnie w niedużym mieszkaniu mam około 40 tomów słowników, podręczników i jeszcze sporo własnych zapisków. Sądząc po ilości wyrzuconych koszy z zapisanymi przeze mnie brajlem papierami, to tych brajlowskich kropek, tych punktów zrobiło to dłutko bardzo dużo, Miliony, a może i miliard?

Tego już nie policzy nikt. W szkołach, a potem w pracy na podnoszących kwalifikacje szkoleniach i wysokiego lotu kursach, zawsze towarzyszył mi brajl. Kiedy już miałem odpowiednio mały dyktafon, nagrywałem wykłady, żeby potem zrobić z nich notatki brajlem, bo moja pamięć zawsze uczyła się lepiej tego, co dotarło do niej za pośrednictwem palców. Jeszcze żyją chłopaki z Lasek, które pamiętają, jakim byłem brajlistą. Ponieważ w Laskach brajlowskie książki, a nade wszystko podręczniki były jedynie w jednym egzemplarzu, to przeważnie mnie przypadała przyjemność głośnego czytania odpowiednich fragmentów. I też ja bywałem wyznaczany do pokazywania jak się czyta i pisze brajlem, gdy do Lasek przyjeżdżały różnego rodzaju ekspedycje, wśród których bywali ministrowie i ambasadorowie, a towarzyszące im damy wypychały moje kieszenie cukierkami, piernikami i czekoladą. Po tych pokazach miałem się czym dzielić z kolegami.

Mam jeszcze jedno dłutko, jeszcze ważniejszą pamiątkę. Ono ma kształt małej gruszeczki, a wraz z dziewięciorządkową tabliczką dostała je moja mama od siostry Michaeli w roku 1941, gdy po ukończeniu nauki w przedszkolu, zacząłem uczęszczać do pierwszej klasy. Mama, a także starszy brat pisali do mnie listy alfabetem Braille’a. Umiałem już trochę czytać. Czytałem te listy w pokoju, raczej w pokoiku siostry Michaeli. Pokoik znajdował się w domku św. Antoniego, po lewej stronie korytarzyka, który prowadził do jadalnio-bawialni. W pokoiku pachniało jakby jabłkami, a może to był zapach jodyny, czasem atramentem i habitem siostry Michaeli. To siostra Michaela nauczyła mnie literek i cyfr brajlowskich. Gdy uda się nam przyjechać do Lasek, idziemy zapalić światełko na jej grobku też takim maleńkim, jak była ona sama. No, taka refleksja. Ale pierwsza klasa nie była moim pierwszym kontaktem z pismem Braille’a. Nie wiem, czy pisząc, próbując napisać coś w sprawie przyszłości tego pisma, nie wiem, czy mogę pozwalać sobie na wspomnienia, ale cóż warta jest przyszłość, która nie nawiąże do minionego czasu. Kiedyś, w roku 1940-41 przebywałem w Laskach w przedszkolu. Kiedy w moją pierwszą noc bez mamy leżałem gorzko płacząc na łóżku w dusznej sypialence przedszkolaków na pierwszym piętrze domku św. Antoniego i próbowałem się pogodzić z czymś tak obcym, jak szelest wypychającej siennik słomy, kiedy rozdzwoniła się na wieczorny Anioł Pański sygnaturka laskowskiej kaplicy, kiedy zaczął trochę wariować mój nowy kolega, Cyganek, Tadeusz książę Murga, kiedy Cyganek zaczął wariować na sąsiednim łóżku, właśnie wtedy po raz pierwszy usłyszałem pochodzące z kącika koło drzwi, usłyszałem jakby stukanie, może coś podobnego do ptasiego dziobania na zaokiennym parapecie. To dziewczynka z siódmej klasy, to Jadzia Chmielewska odrabiała dłutkiem lekcje, a równocześnie pilnowała, żebyśmy byli grzeczni i cicho. Natomiast z prawdziwym brajlem zetknąłem się już dnia następnego, kiedy nieśmiałą dłoń wsunąłem do woreczka, jaki wisiał na ścianie w ubikacji, a w woreczku znajdowały się nieduże karteczki pocięte z zeszytów szkolnych takich, jakimi posługiwał się mój starszy brat. Kartki te były pokryte drobną kaszką, z której nie rozumiałem niczego, a która okazała się być największą szansą w moim życiu, bo bez Pisma Ludwika Braille’a byłbym nikim.

W Laskach długie lata pisało się na zapisanych po widzącemu zeszytach szkolnych biorąc po trzy kartki, co tworzyło potrzebną grubość papieru. Przez bardzo wiele lat były trudności ze zdobyciem odpowiedniego papieru dla brajlowskiego pisania, a pierwsze Pochodnie, pamiętam, drukowano na papierze pakunkowym. Trudno się to czytało. Może powiem też coś zabawnego. Kiedy na wakacje pojechałem do domu z brajlowską ministranturą, ja czytałem: “Introibo ad altare Dei, ad Deum qui letificat iuventutem meam”, a przechylony przez moje ramię brat z tej samej strony czytał: “30 fartuchów, 127 koszul, 180 chusteczek”... Bo ministranturę napisano na jakichś kartotekach z magazynu czy pralni. I dodam, że siostra Germana jeszcze w przedszkolu przyzwyczajała nas do brajla. To była taka zabawa. Klękaliśmy przy naszych miękko zaścielonych łóżkach i szpilkami wykłuwaliśmy dziurki w papierze, a potem musieliśmy palcami szczegółowo obejrzeć wyniki naszej pracy-zabawy.

Zdaje się, że podobnie pracował chłopiec Ludwik Braille, gdy z artyleryjskiego alfabetu kapitana Barbiera próbował stworzyć swój alfabet, który przez sto kilkadziesiąt lat był dla nas jedyną możliwością pisania i czytania tekstów. A w drugiej połowie dwudziestego wieku sami poszukaliśmy udogodnień. Od obszernych tomów, które trzeba było penetrować palcami, bardziej poręczne okazały się taśmy szpulowe, potem kasety z nagranymi książkami, teraz już płyty kompaktowe, a potem...
Kiedy w latach dziewięćdziesiątych minionego stulecia p. Marek Kalbarczyk pokazał mi gadającą wtyczkę, gadający syntezator mowy, który wtykało się do komputera, zrozumiałem, że zaczynamy nową epokę i natychmiast zakupiłem urządzenie do komputera w spółdzielni. Jak się teraz okazuje, owa wtyczka nie była jeszcze siódmym cudem techniki. Te cuda mamy ciągle przed sobą, ale ja też do domu kupiłem sobie używany komputer, przenośne cudo, które miało DOSa i pojemność chyba oszałamiające 70 Mb, a do tego oczywiście syntezator i Apollo z Altixu. Gadający komputer umożliwiał mi operacje, które w pisaniu brajlem są niemożliwe. Mogłem w tekście wycinek skreślić, dopisać, skopiować, przenieść z miejsca na miejsce... Cudowne! Niestety, w brajlu niemożliwe! Wprawdzie miałem już drukarkę igłową, ale nie miałem odpowiednich sterowników, drukarka nie drukowała, więc redagowałem listy i inne pisma na komputerze, a potem pod dyktando komputera przepisywałem je na maszynie, albo na brajla w zależności od potrzeb. Dziś prehistoryczna wtyczka z Altixu spoczywa gdzieś na dnie jakiejś szafki, a ja, a my mamy już inne rozwiązania.

I oto po stu kilkudziesięciu latach panowania w dziedzinie dostępności do wszystkiego tego, co może być nazwane oświeceniem, niewidomym dano olbrzymiego konkurenta dla pisma Braille’a, jakim jest komputer i nadane mu, i nadal nadawane mu możliwości. I jeszcze ta akcja, którą nazwano “Komputer dla Homera”. Dzięki tej akcji tysiące niewidomych mogło otrzymać bardzo poważną pomoc na zakupienie informatycznego sprzętu. Ze znacznym żalem dorzucę skargę. Oto PFRON postanowił, że gdy jesteś emerytem, nie przysługuje ci już taka pomoc. Dziwne, że ktoś to wymyślił. Autorowi pomysłu nie przyszło pewnie do głowy, że są emeryci, którzy potrzebują kontaktu z komputerem zaraz po porannym umyciu zębów.

Pamiętam, jak bardzo się cieszyłem, gdy po raz pierwszy odezwał się do mnie mój własny komputer. Ale pamiętam też, jak ogromnie się cieszyłem, gdy w roku 1961 nabyłem pięć tomów słownika angielsko-polskiego. Akurat wtedy musiałem coś sobie tłumaczyć i miałem na stole przed sobą tabliczkę i duży magnetofon szpulowy “Melodia”, a obok krzesła dwa tomy słownika po lewej stronie, tom pierwszy od a do c, tom drugi od d do j, a trzy inne tomy po stronie prawej. Technologia pracy wyglądała oto tak: Gdy natrafiłem na słowo na literę o, wyłączałem bieg taśmy, podnosiłem z podłogi tom trzeci, rozkładałem go na kolanach, szukałem słowa, jego znaczenie zapisywałem brajlem przy pomocy tabliczki i dłutka Olesia, odstawiałem tom trzeci, uruchamiałem znowu magnetofon... Czekałem na następne nieznane mi słowo. A że słów takich było sporo, to robota była nie do pozazdroszczenia, ale mój wieloletni szef, Antoni Maślanka powiadał, że niewidomy, zwłaszcza tzw. pracownik umysłowy, musi pracować wiele razy bardziej i więcej niż widzący. Więc pracowałem z tymi tomami, więc pracowałem godzinami, żeby przetłumaczyć całkiem nieduży kawałek tekstu.

A dziś... Komputerowi piszę dany wyraz, rozkazuję: Znajdź i po paru sekundach mam odpowiedź. Wygoda do pozazdroszczenia.
A jeszcze kilka lat temu Helena (to moja żona) przynosiła mi do czytania brajlowskie książki z biblioteki Ośrodka Dzieci Niewidomych. Kilka lat temu prenumerowałem Pochodnię, Nasz Świat i Encyklopedię Prawa w wersji brajlowskiej. Czytałem, szkoda mi było wyrzucać, wycinałem pracowicie co ciekawsze dla mnie fragmenty, gromadziłem na szafach, pod szafami też, żeby w końcu w dniu większych porządków w domu wszystko to zebrać i wynieść biednemu chyba sąsiadowi, który nadal zbiera makulaturę. Ciągle miałem gorzki wyrzut sumienia, że wyprodukowanie jednego egzemplarza np. Pochodni kosztuje spore pieniądze, a ten tom ma tylko jednego czytelnika i po przeczytaniu tak samo, jak jednodniowa gazeta czarnodrukowa, po jednym przeczytaniu odchodzi w niebyt.
Mam kolejny dobry komputer. Prasę brajlowską zacząłem zamawiać na dyskietkach, teraz na płytach CD, a Magazyn muzyczny i Biuletyn Trakt – bezpośrednio e-mailem. Cyfrowo zapisany tekst w ciągu sekundy kopiuje się na twardy dysk, a dyskietkę czy płytę o wiele łatwiej anihilować. Mam też na tym dysku 12.000 tytułów książkowych – m. in. Konstytucję Trzeciego Maja i pakt Ribbentrop-Mołotow. Mogę też skanować następne. Mało tego.

W sierpniowej Pochodni p. Wojciech Maj poinformował mnie, poinformował nas, że już stworzono sirecognizer, który skanuje bardziej precyzyjnie i skanuje teksty nawet pisane ręcznie, a nawet napisane na krzywiźnie np. naklejone na słoikach, bo to nie skanowanie, ale fotografia. Może nareszcie mógłbym, moglibyśmy czytać nie tylko to, co napisano, wydrukowano brajlem i co nagrano na nośnikach magnetycznych. Mielibyśmy poszerzony dostęp do zbiorów piśmiennictwa. Sirecognizer kosztuje tylko około 15.000 zł. Ponieważ nie pomoże mi finansowo PFRON, to zacznę z emerytury odkładać co miesiąc jakie sto złotych i już za 150 miesięcy, więc za nieduże 12 lat, będę mógł sobie już kupić to cudo. A może trochę stanieje?

Przyszłość brajla w moim życiu jest prosta. Nie po to wymyślono i stworzono te wszystkie ułatwienia dla niewidomych, żebym z nich nie korzystał. Bardzo nieraz chciałbym sobie poczytać brajlem, ale Helena nie pracuje już w bibliotece i nie będzie przynosić mi książek, a ośrodek dla dzieci niewidomych wraz z biblioteką przeniesiono hen! na drugi koniec miasta. Prasę dostaję na płytach. Na urlop nie zabieram już tabliczki i papieru, bo po co. Mam dyktafon – cudowne pudełeczko, na którym mogę nagrywać informacje bieżące, a przed wyjazdem wgrywam sobie do niego ze trzy książki z płyt w formacie MP3 i słuchawki czytają mi nawet i w nocy. Słowniki, których pewnie nigdy nie wyrzucę, stoją karnie w pawlaczu wzdłuż całego przedpokoju. Nie wspinam się do nich, bo mogę sobie “kliknąć” klawiaturą komputera i już wiem.
A brajl? Na fiszkach mam dużo telefonów. Mógłbym je wgrać do dyktafonu, ale mam niechęć do tej roboty. Brajlem opisuję płyty i kasety magnetofonowe, ale na takim opisie zmieści się najwyżej tytuł. Zawartość przynajmniej niektórych nagrań zapisuję w komputerze. Robię też sobie brajlowskie wyciągi z różnych instrukcji np. do dyktafonu Milestone, komend Jawsa, albo Kajetka. No i mam też problem. Przygotowuję pewien referat, który będę musiał przed dostojnym audytorium wygłosić osobiście. Na razie potrzebne do referatu materiały zapisuję na dysku, ale przecież nie zabiorę ze sobą komputera. Więc?
Więc będę musiał położyć przed sobą tabliczkę, (nie lubię brajlowskiej maszyny do pisania), wydobyć dłutko, którego nie oddałem jeszcze do kolekcji Wandy, i po prostu przepiszę to, co na dysku, bo przecież jeszcze nie wymyślono niewidomym możliwości łatwego czytania czarnego druku. To informatycy mają jeszcze do zrobienia.
Dodam, że nie mam drukarki brajlowskiej. Wiem, że są brajlowskie drukarki w miejscach powszechnie dostępnych, ale najczęściej nie ma tam osoby, która umiałaby urządzenie obsługiwać.
Przepraszam, że wciąż mówię o sobie. Tak mówię, bo to najłatwiej, ale przecież nie wszyscy niewidomi mają komputery, kajetki, inne notatniki. Bo wśród niewidomych jest tak: Jedni z nas, też niewidomi, widzą na tyle, że brajla nie potrzebują. Co najwyżej pomaga im skuteczna lupa. Inni znowu brajla nie uważają. Kiedyś nawet umieli czytać, ale, jak twierdzą, mają za grubą skórę na palcach. Nie czytają. Lecz są i tacy, którzy bardzo chcą czytać i kto może odpowiedzieć na pytanie: Czy dla tej grupy będzie się wydawać czasopisma? Czy będzie się drukować książki?

A czy ułatwi się im, wręcz umożliwi łatwy obrót tymi książkami? A czy w szkołach dla niewidomych przywróci się rangę i ważność uczenia się brajla? A czy nie jest tak, że w szkołach znaczenie brajla maleje? A czy uczestnicy turnusów rehabilitacyjnych, na których są uczeni tego pisma, czy oni będą zdobytą wiedzę pogłębiać? Bo ja wiem na pewno, że dobrze, że płynnie czytają brajla tylko ci, (przyjmuję, że są wyjątki, ale ja ich nie znam), że płynnie tylko ci, którzy nauczyli się go od dziecka. Nikt z moich kolegów – cywilnych ofiar wojny nie czytał płynnie. Bo jest taki czas w życiu dziecka, kiedy najlepiej wychodzi łączność sygnałów z receptorów z ich utrwaleniem w mózgu. Dlatego sądzę, że bardzo nieliczni uczestnicy tych turnusów próbują kontynuować czytanie w domu. A co mają czytać? Czy jest w moim mieście takie miejsce (z wyjątkiem szkoły dla niewidomych), gdzie można wypożyczać książki? A w szkole czy komuś z zewnątrz wypożyczy się chętnie? Natomiast biblioteki publiczne uruchamiają wymianę książek na kasetach, już bardziej na płytach, już przymierzają się do wypożyczania “Czytaków”, więc trend jest pod prąd, trend jest brajlowi przeciwny. Ostatnią książkę brajlem... ja, który mimo wszystko miałem łatwy dostęp do biblioteki brajlowskiej, ostatnią książkę przeczytałem brajlem może dwa lata temu, a że czas szybko leci, to może i dawniej. Natomiast w czasie tych lat nieczytania brajlem, na pewno przeczytałem całkiem sporo książek dostępnych mi inaczej. Wszelako na czytaniu książek nie kończy się pożyteczność brajla. Niewidomy powinien umieć brajlem opisać sobie w domu kolory ubrań, koszul, bluzek, skarpetek, a także w kuchni... Większość produktów w kuchni może i powinna być opisana brajlem. Podobnie lekarstwa. Nigdy nie będzie tak, że wszystkie leki przyniesione z aptek będą oznakowane po brajlowsku. Takie oznaczenia ogromnie podnoszą samodzielność w samoobsłudze. Szczególnie mocno chcę podkreślić tę funkcję brajla, funkcję brajla domowego, ponieważ sam z niej nie korzystam. Wyznaję: nie korzystam z lenistwa. A jakże często, gdy nie ma w domu widzących domowników, poszukuję konserwy z byczkami w pomidorach, albo słoika z chrzanem, albo wiśniowych konfitur, albo... Każde mieszkanie jest przepełnione takimi “albo”. Wszelako dla sprawiedliwości powiedzmy, że informatycy i w tym względzie postarali się pominąć brajla. Wystarczy wziąć dwa czy trzy tysiące złotych i kupić sobie urządzenie do rozpoznawania kolorów, a potem podjąć z banku piętnaście tysięcy i kupić sobie sirecognizer, żeby nam czytał zawartość puszek i słoików. Warto dodać, że te tysiące w banku trzeba najpierw po prostu mieć. Ale teoretycznie jest taka możliwość czytania nam z nalepek na słoikach, i niestety, jest i taki wniosek, że znika nam potrzeba korzystania z kochanego brajla. Znika...

I jeszcze jedno – jest łacińska maksyma: “Nie wszystek umrę”. Jeszcze długo brajl będzie potrzebny dla muzycznych notacji, a także do zapisu treści i znaczeń nauk ścisłych – matematyki, fizyki, chemii, może biologii. Wedle mojej wiedzy nic nie wskazuje na to, że przy pomocy programów udźwiękowiających będzie się przekazywać mądrość ścisłej wiedzy. Czy Jaws wie cokolwiek o języku matematyki? Za mało wiem w tej sprawie, żeby przedłużać ten wywód.

Jeżeli dojdzie do skutku polska wyprawa śladami Ludwika Braille’a, też się wybiorę. Nad Jego mogiłą Jego wspomnieniu powiem, że przez sto kilkadziesiąt lat Jego pismo było dla niewidomych odkryciem wręcz kopernikańskim. Ale w dobie lotów w kosmos i próby dotarcia do wiedzy o początkach wszechświata, pismo to jest jedyne w swoim rodzaju, bo lepszego nie wynaleziono, jednakże maleje możliwość i chęć jego praktycznego wykorzystywania. W tym ograniczaniu ma też udział Biblioteka Centralna PZN, bo ona też wprowadza digitalizację, cyfryzację, informatyzację zbiorów, bo taki jest wymóg i konsekwencja czasów, w których żyjemy. Niech Ona to robi z powodzeniem. Nie warto tępić postępu.

<<< Powrót do spisu treści

&7 najważniejszych wartości w życiu Polaka

Autor: www.glamour.pl

W życiu każdy człowiek reprezentuje jakiś swoisty system wartości. Dla jednego najważniejsze są dobra materialne, inny preferuje wartości duchowe. Wybór określonego światopoglądu przez człowieka determinuje jego system wartości. Za sprawą globalizacji i integracji europejskiej świat zachodni bardzo mocno przeniknął do mentalności Polaków. Hedonizm stał się dla wielu wyznacznikiem postępowania i kierunku życia.

Jednak po kilku latach oczarowania zachodem zauważono, że promowane wartości niekoniecznie muszą dawać ludziom szczęście. Fachowe badania opinii publicznej pokazały, że dla Polaków nadal tradycyjne wartości odgrywają bardzo ważną rolę.

Oto lista 7 najważniejszych wartości Polaka, widziana z perspektywy potrzeb Maslowa:

1. Szczęście rodzinne

Jest ono najważniejszą wartością Polaków. Mimo, iż co trzecie małżeństwo się rozpada, ta tradycyjna wartość znajduje uznanie nawet 90% respondentów. Szczęście rodzinne ma niewątpliwie związek z najważniejszą potrzebą każdego człowieka - potrzebą samorealizacji. Gdzie indziej jak nie w rodzinie człowiek ma szansę na w pełni osobowy rozwój? Tylko rodzina daje bezinteresowną miłość i zapewnia bezpieczeństwo, które umożliwia odkrywanie i pomnażanie talentów. Energia życiowa człowieka wzrasta, gdy ten posiada szczęśliwą rodzinę.

2. Zachowanie dobrego zdrowia

Wartość ta zdobyła uznanie u ponad 70% respondentów. Zalicza się ją do potrzeb niższego rzędu. Nie oznacza to jednak, że jest mniej ważna. W teorii Maslowa chcąc zaspokoić potrzeby wyższego rzędu, należy najpierw zadbać o te podstawowe.

3. Uczciwe życie

23% ankietowanych określiło tę potrzebę ważną dla siebie. Uczciwe życie należy do potrzeb wyższego rzędu. Wiąże się z potrzebą uznania, szacunku, prestiżu. Niewątpliwie osoba postępująca uczciwie zasługuje na szacunek i powszechnie jest nim obdarowywana. Pragnienie czynienia dobra jest głęboko zakorzenione w ludzkim sercu.

4. Spokój

Preferuje go 20% respondentów. Potrzeba bezpieczeństwa i spokojnej egzystencji jest fundamentalną potrzebą.

5. Praca zawodowa

Jej znaczenie w ostatnich latach maleje. Ludzie odkrywają, że istnieją cenniejsze wartości od awansu zawodowego i pieniędzy. Praca głównie służy zaspokojeniu potrzeb niższego rzędu, lecz nie wyklucza wyższych aspiracji.

6. Wiara religijna

17% ankietowanych uznało ją za ważną. Taki wynik nie dziwi w dobie zalewu Polski przez ideologie neopogańskie. Wiara niewątpliwie należy do potrzeb wyższego rzędu, a konkretnie do potrzeby samorealizacji. Doświadczenie ludzkiej małości i słabości skłania do zwrócenia się do Istnienia Wyższego.

7. Szacunek innych ludzi

Potrzeba uznania należy do potrzeb wyższego rzędu. Każdy pragnie bycia docenionym i podziwianym. Dlatego wielu zostaje sportowcami, aktorami czy artystami. Za tą wartością tęskni 13% respondentów.

Pragnienia ludzkie ulegają ciągłej zmianie. Wpływ na nią mają takie czynniki jak wiek, rozwój osobowościowy czy status materialny. Za sprawą kultury zachodniej promowano wartości oparte na potrzebach niższego rzędu. Obecnie obserwujemy tendencję powracania do tradycyjnych wartości, opartych na potrzebach wyższych. Ludzie rozumieją, że życie znaczy coś więcej niż tylko dobrze zjeść czy wypić.

Źródło: www.babskiswiat.com.pl

<<< Powrót do spisu treści

&Nasze Sprawy

&Jubileusz 65-lecia Polskiego Związku Niewidomych

Autor: PAP

Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Andrzej Duda wręczył odznaczenia państwowe podczas obchodów Jubileuszu 65-lecia Polskiego Związku Niewidomych pod hasłem „W Służbie Pokoleń”.

Prezydent podkreślił, że spotkanie odbywa się w szczególnym momencie: kilka dni po obchodach Międzynarodowego Dnia Osób Niewidomych oraz w roku dwóch jubileuszy: 70-lecia Zjednoczenia Ruchu Osób Niewidomych w Polsce oraz 65-lecia Polskiego Związku Niewidomych „W Służbie Pokoleń”. W uroczystości pod honorowym patronatem Prezydenta RP uczestniczyła również Pierwsza Dama Agata Kornhauser-Duda, a także Szef Gabinetu Prezydenta RP minister Adam Kwiatkowski, minister Wojciech Kolarski oraz Doradca Prezydenta RP Tadeusz Deszkiewicz.

Jak powiedział Andrzej Duda, jest to środowisko niezwykle zasłużone dla Polski. - Chylę przed Państwem czoła jako Prezydent Rzeczypospolitej dzisiaj, bo to są dziesięciolecia czynienia przez Państwa naszego kraju, Polski - Rzecząpospolitą. To znaczy taką, która w miarę jak to tylko możliwe jest równa dla wszystkich, w której życie w miarę możliwości jest dla wszystkich jednakowo dostępne - mówił prezydent.

- Tylko wtedy Polska będzie państwem nowoczesnym, tylko wtedy Polska będzie państwem, o którym będzie można mówić, że jest na wyżynach cywilizacyjnych, gdy będą stwarzane jak najlepsze szanse każdemu jej obywatelowi, także temu, którego los dotknął niepełnosprawnością, w tym przypadku niepełnosprawnością narządu wzroku - dodał prezydent. Podkreślił, że niezwykle ważne dla każdego cywilizowanego społeczeństwa jest, „aby wykluczonych nie było”.

- Jestem wdzięczny wszystkim tym (…), którzy myślą o innych, którzy myślą o tym, jak uczynić Polskę dostępną, jak uczynić Polskę nowoczesną, jak uczynić Polskę Rzecząpospolitą w pełnym tego słowa znaczeniu - mówił prezydent.

Odznaczeni zostali, za zasługi w działalności na rzecz osób potrzebujących pomocy oraz wsparcia, zagrożonych wykluczeniem społecznym:

Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski:

Norbert Galla

Wiesława Kowalska

Elżbieta OLEKSIAK

Małgorzata Pacholec

Anna Woźniak-Szymańska

Teresa Wrzesińska

Złotym Krzyżem Zasługi po raz drugi:

Maria Okulska

Ksiądz Kazimierz Olszewski

Teresa Szumowska

Złotym Krzyżem Zasługi:

Jadwiga Broniec (Siostra Hieronima)

Zbigniew Czerski

Romuald Jantarski

Józef Małosek

Tadeusz Piotrowski

Józef Placha

Mirosław Szymczyk

Srebrnym Krzyżem Zasługi:

Elżbieta Bania

Zdzisława Krupa

Marian Kusaj

Jolanta Maciejewska

Jan Ortyl

Krystyna Pacholik

Ewa Redzimska

Aleksander Rodziewicz

Brązowym Krzyżem Zasługi:

Jerzy Łączny

Dorota Moryc

Małgorzata Musiałek.

Jedna z odznaczonych, prezes Polskiego Związku Niewidomych (PZN) Anna Woźniak-Szymańska podkreśliła, że ruch osób niewidomych w Polsce "to zasługa ludzi, którzy nie pogodzili się z własnym losem i walczyli o lepsze jutro". - Tworzyli miejsca pracy, walczyli o edukację, walczyli o dostępność do leczenia, rehabilitacji - wyliczyła.

- Dzisiaj także marzymy, ale nasze marzenia nie dotyczą tylko zaspokajania podstawowych potrzeb (…). Dzisiaj marzymy o systemowych rozwiązaniach, np. takich jak narodowy program rehabilitacji, który gwarantowałby równy dostęp wszystkim osobom niewidomym i słabowidzącym do świadczeń gwarantowanych - powiedziała prezes PZN.

Podczas uroczystości w Pałacu Prezydenckim PZN wręczył też swoją nagrodę "Człowieka Roku". Otrzymała ją Ewa Fraszka-Groszkowska - jak powiedziała Woźniak-Szymańska - "pasjonatka nauki korzystania z pisma punktowego dla niewidomych, a także wielka propagatorka czytelnictwa wśród dzieci, młodzieży i osób dorosłych".

Uczestnicy spotkani zapoznali się też z wynalazkami 22-letniego Piotra Psyllosa, które mają pomagać osobie niewidzącej odnaleźć się w otoczeniu. Psyllos pokazał m.in. "sztuczne oko" - elektroniczne urządzenie, które wykorzystując sztuczną inteligencję poprzez komunikaty głosowe informuje korzystającą z niego osobę, co znajduje się na jej drodze.

Źródło: www.prezydent.pl, 20 października 2016

<<< Powrót do spisu treści

&Wystąpienie Prezydenta RP na uroczystości z okazji Międzynarodowego Dnia Osób Niewidomych

Szanowni Państwo Ministrowie,

Szanowne Panie Posłanki,

Szanowna Pani Prezes,

Szanowni Państwo Prezesi,

Czcigodny Księże, Czcigodna Siostro,

Wszyscy Drodzy Dostojni Zgromadzeni Goście!

Ogromnie się cieszę! Właściwie powiem ogromnie się cieszymy. Razem z moją małżonką, że możemy Państwa gościć w Pałacu Prezydenckim środowisko niezwykle zasłużone dla Rzeczypospolitej. Co przez to rozumiem, zaraz powiem, ale chcę też powiedzieć, że to jest w pewnym sensie wyjątkowy moment. Nie tylko dlatego, że Państwo tu jesteście, w siedzibie Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, ale to także dlatego, że kilka dni temu obchodziliśmy Międzynarodowy Dzień Osób Niewidomych, w szczególnym roku, w roku jubileuszowym, 70-lecia, Zjednoczenia Ruchu Osób Niewidomych w Polsce. 65-lecia istnienia Polskiego Związku Niewidomych. Proszę Państwa, jednocześnie Towarzystwo Opieki Nad Ociemniałymi w Laskach, które prowadzi znany w całej Polsce Ośrodek Szkolno-Wychowawczy dla dzieci niewidomych liczy sobie już ponad 100 lat.

Chylę przed Państwem czoła jako Prezydent Rzeczypospolitej dzisiaj, bo to są dziesięciolecia czynienia przez Państwa naszego kraju, Polski - Rzecząpospolitą, to znaczy taką, którą w miarę jak to tylko możliwe jest równa dla wszystkich, w której życie w miarę możliwości jest dla wszystkich jednakowo dostępne. Państwo od dziesięcioleci pełnicie tę niezwykle ważną służbę, nie tylko dla środowiska osób niewidomych i z dysfunkcją narządu wzroku w Polsce, nie tylko dla osób dotkniętych niepełnosprawnością, ale czynicie to dla Rzeczypospolitej. Dlaczego? Dlatego, że tylko wtedy Polska będzie państwem nowoczesnym, tylko wtedy Polska będzie państwem, o którym będzie można mówić, że jest na wyżynach cywilizacyjnych, gdy będą stwarzane jak najlepsze szanse każdemu jej obywatelowi, także temu, którego los dotknął niepełnosprawnością, w tym przypadku niepełnosprawnością narządu wzroku.

Dlatego, proszę Państwa, cieszę się tak ogromnie, cieszę się też ogromnie, że jest to rewizyta, bo przecież rok temu, razem z moją żoną gościliśmy u Państwa, w Polskim Związku Niewidomych, w Tyflogalerii, gdzie zorganizowaliście Państwo swoją edycję Narodowego Czytania „Lalki” Bolesława Prusa. Mogliśmy tam podziwiać kunszt Państwa podopiecznych, niewidomych, którzy czytali „Lalkę” Bolesława Prusa wydaną Braillem lepiej niż często czynią to zwykli dobrze widzący ludzie. To pokazuje jak wielka praca pedagogiczna, instruktorska jest wykonywana i jak doskonałe Państwo osiągacie efekty. Bardzo za to serdecznie dziękuję! Bo to są dziesięciolecia, tak jak powiedziałem, pracy dla pokoleń młodych i starszych naszych rodaków, po to, żeby stworzyć im szansę. Gratulując osobom, którym przed chwilą wręczałem odznaczenia państwowe, mówiłem „dziękuję za te dziesięciolecia solidarności”. Dziękuję za te dziesięciolecia Państwa pracy polegającej na wyrównywaniu szans. To niezwykle ważne zadanie, do którego my, jako Para Prezydencka, przywiązujemy ogromną wagę.

Nie tak dawno, tu w Pałacu Prezydenckim gościliśmy laureatów Nagrody Prezydenckiej „Lider Dostępności”. To ci, którzy na co dzień pracują nad tym, jak usuwać bariery, bariery właśnie dla osób niepełnosprawnych, z różnymi niepełnosprawnościami. To przedstawiciele samorządów, to przedstawiciele firm architektonicznych, pracowni, które przygotowują projekty, które wymyślają rozwiązania ułatwiające życie. To przedstawiciele, także i młodych wynalazców, którzy pracują nad tym jak usunąć bariery, w jaki sposób ograniczyć niedostępność, w jaki sposób zminimalizować w związku z tym także wykluczenie, które jak Państwo doskonale wiecie, bardzo często z niepełnosprawnością jest związane. Być może nawet przede wszystkim właśnie z niepełnosprawnością narządu wzroku, gdzie tak trudno jest cokolwiek zrobić, gdzie tak trudno jest się choćby poruszać. To właśnie praca pedagogów, to właśnie praca instruktorów, a na początku wielki wysiłek rodziców, jeżeli ktoś z tą niepełnosprawnością się urodził, daje ten błogosławiony efekt, w postaci zredukowania wykluczenia. To co przecież jest tak niezwykle ważne, w każdym cywilizowanym społeczeństwie, aby wykluczonych nie było. Można to zrobić tylko poprzez redukcję barier.

Ogromnie się cieszę, proszę Państwa, że będziemy mogli Państwu dzisiaj zaprezentować coś niezwykłego, coś niezwykłego dla Państwa, dla tych, którzy pracują z osobami dotkniętymi niepełnosprawnością narządów wzroku, z osobami niewidomymi i słabo widzącymi, a także dla tych przede wszystkim, którzy są tym dotknięci. Jest z nami dziś młody, genialny polski wynalazca, Pan Piotr Psyllos, który jest laureatem wielu międzynarodowych nagród. Ma tylko 22 lata, a już opracował dwa urządzenia, które mają redukować bariery, właśnie dla osób niewidomych. I jedno z tych urządzeń, oczywiście nowoczesnych, elektronicznych, będących właściwie szczytowym osiągnięciem tego co można nazwać innowacyjnością, będzie tutaj Państwu dzisiaj przez niego, zaprezentowane. Ogromnie się z tego cieszę. Muszę Państwu powiedzieć, że także i młodzi ludzie, którzy zakładają startupy, a gościliśmy też ich tutaj niedawno w Pałacu, pracują nad rozwiązaniami usuwającymi bariery dla osób niepełnosprawnych. To urządzenia dla osób głuchoniemych, to różnego rodzaju rozwiązania, które mają pomóc, które mają likwidować, ograniczać wykluczenie. Jestem wdzięczny wszystkim tym, przede wszystkim właśnie Państwu, ale wszystkim, także tym młodym, którzy myślą o innych, którzy myślą o tym, jak uczynić Polskę dostępną, jak uczynić Polskę nowoczesną, jak uczynić Polskę Rzecząpospolitą, w pełni tego słowa znaczeniu.

Jeszcze raz składam Państwu ogromne, ogromne wyrazy wdzięczności i ogromne wyrazy szacunku. Jesteśmy z moją żoną Agatą zaszczyceni, że możemy Państwa gościć dzisiaj w Pałacu Prezydenckim.

Dziękuję bardzo!

Źródło: www.prezydent.pl, 20 października 2016

<<< Powrót do spisu treści

&Premier Szydło: do końca roku kompleksowy program dla osób z niepełnosprawnością

Autor: PAP

Premier Beata Szydło podczas expose

- Do końca roku zostanie przyjęty kompleksowy program dla niepełnosprawnych, w najbliższych dniach zaprezentowana zostanie pierwsza ustawa tego dotycząca - zadeklarowała we wtorek 25 października na konferencji prasowej po posiedzeniu rządu premier Beata Szydło.

Dziennikarze pytali premier w pierwszą rocznicę wygranych przez PiS wyborów parlamentarnych, jak wygląda realizacja obietnic złożonych opiekunom dorosłych osób z niepełnosprawnością przez PiS w kampanii wyborczej.

„Już niebawem”

Premier Szydło przypomniała, że niedawno w Sejmie zaproponowała program, który z jednej strony ma wesprzeć kobiety w tzw. trudnych ciążach - program „Za życiem”, a z drugiej strony „będzie to szeroka kompleksowa propozycja kierowana do środowisk osób niepełnosprawnych”.

- Już niebawem ten program zostanie zaprezentowany i pokażemy państwu te rozwiązania, które w nim proponujemy - powiedziała premier.

Dopytywana czy stanie się to jeszcze w tym roku odpowiedziała:

- Do końca roku program zostanie przyjęty. Będzie również już niebawem pierwsza ustawa - jeszcze w tym tygodniu dowiecie się państwo o tych propozycjach - powiedziała dziennikarzom szefowa rządu.

Źródło: www.nowe.niepelnosprawni.pl, 25.10.2016

<<< Powrót do spisu treści