pobrać tutaj Sześciopunkt marzec 2019 nr 3/36/2019

Sześciopunkt

Magazyn Polskich Niewidomych i Słabowidzących

ISSN 2449-6154

Nr 3/36/2019
marzec

Wydawca: Fundacja Świat według Ludwika Braille’a

Adres:
ul. Powstania Styczniowego 95e/1
20-706 Lublin
Tel.: 697-121-728

Strona internetowa:
www.swiatbrajla.org.pl
Adres e-mail:
biuro@swiatbrajla.org.pl

Redaktor naczelny:
Teresa Dederko
Tel.: 608-096-099
Adres e-mail:
redakcja@swiatbrajla.org.pl

Kolegium redakcyjne:
Przewodniczący: Patrycja Rokicka
Członkowie: Jan Dzwonkowski, Tomasz Sękowski

Na łamach Sześciopunktu są publikowane teksty różnych autorów. Prezentowane w nich opinie i poglądy nie zawsze są tożsame ze stanowiskiem Redakcji i Wydawcy.

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść reklam, ogłoszeń, informacji oraz materiałów sponsorowanych.

Redakcja zastrzega sobie prawo do skracania, zmian stylistycznych oraz opatrywania nowymi tytułami materiałów nadesłanych do publikacji.

Materiałów niezamówionych nie zwracamy.

Publikacja dofinansowana ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.

Spis treści

Od redakcji

Marzec - Leopold Staff

Nowinki tyfloinformatyczne i nie tylko

Free Music & Video Downloader - Sylwester Orzeszko

Co w prawie piszczy

Wyższe kwoty, finansowanie nowych zadań. Aktywny samorząd po konsultacjach społecznych - oprac. Beata Dązbłaż

Zdrowie bardzo ważna rzecz

Zmiany chorobowe stopy - dr med. Stanisław Rokicki

Naturalne probiotyki - Patrycja Rokicka

Gospodarstwo domowe po niewidomemu

Nie marnujmy jedzenia! - Alicja Cyrcan

Kuchnia po naszemu - D.S.

Z polszczyzną za pan brat

Funkcja i funkcjonalność - Tomasz Matczak

Z poradnika psychologa

Emocjonalne ABC (cz. 2) - Małgorzata Gruszka

Rehabilitacja kulturalnie

Drezdeński Panometr - Bożena Lampart

Kiedy światłość zgasła - Ireneusz Kaczmarczyk

Galeria literacka z Homerem w tle

Rocznica - Edyta Grabowska-Gwardiak

Nasze sprawy

Niepełnosprawni a wymiar sprawiedliwości - Hanna Pasterny

Dom opieki nie dla każdego - Adam Kowalski

Określenia i przywileje osób niepełnosprawnych - Iwona Czarniak

Komentarz do artykułu Określenia i przywileje osób niepełnosprawnych - Teresa Dederko

Nie przesadza się starych drzew - Genowefa Cagara

Z uśmiechem przez życie

Kolory życia (cz. 2) - Ryszard Dziewa

Ogłoszenia

&&

Od redakcji

Drodzy Czytelnicy!

Nadchodzi wiosna, najpiękniejsza pora roku. Będziemy częściej opuszczać nasze mieszkania, żeby cieszyć się ciepłym wiatrem, śpiewem ptaków i zapachem kwiatów.

Wśród tych wielu miłych chwil prosimy nie zapominać o Sześciopunkcie, który jak zwykle jest tak przygotowany, aby każdy znalazł tu coś interesującego dla siebie.

Na prośbę jednego z Czytelników w dziale o zdrowiu lekarz przedstawia najczęściej występujące choroby stóp.

Jak nie marnować jedzenia i kupować to, co naprawdę jest potrzebne, poradzi nasza niezawodna gospodyni.

Każdy, kto chce zrozumieć swoje emocje, może sięgnąć do Poradnika naszego Psychologa.

Lubiącym podróże proponujemy wyprawę do Drezna i zwiedzenie Drezdeńskiego Panometru.

Nie wszyscy już pamiętają, że w dniu 8 marca w wielu krajach obchodzi się Międzynarodowy Dzień Kobiet. Przypomina nam o tym autorka opowiadania zamieszczonego w Galerii literackiej.

Jak ważne znaczenie dla osób niepełnosprawnych mają szkolenia prowadzone dla przedstawicieli różnych zawodów i grup społecznych, przeczytamy w dziale Nasze sprawy. W tym dziale zamieściliśmy też kontrowersyjny artykuł dotyczący używanych określeń i przywilejów osób z niepełnosprawnościami.

Bardzo prosimy Państwa o opinie i komentarze.

Zespół redakcyjny

<<<powrót do spisu treści

&&

Marzec

Leopold Staff

Marzec. Wracamy z parku. Wreszcie przeszła zima.
Spod stopniałego śniegu wyjrzały murawy.
Drzewa nagie, lecz pierwsze kiełkują już trawy,
Choć na stawie zielony, cienki lód się trzyma.

Z upojonymi wiosną wracamy oczyma,
Krokiem lekkim, jak podczas tanecznej zabawy,
Ulicą po słonecznej stronie idziem prawej,
Za sobą ciepło słońca czujemy plecyma.

W rozpiętych płaszczach śpieszą ochoczo przechodnie.
Jacyś świeżsi, wesoło patrzą i pogodnie.
Niańki z dziećmi wychodzą z ciemnych domów sieni.

A my, pierwszą przechadzką dumnie upojeni,
Idziem w miasto po płytach suchych już chodników.
Z grudkami pulchnej ziemi na piętach trzewików.

<<<powrót do spisu treści

&&

Nowinki tyfloinformatyczne i nie tylko

&&

Free Music & Video Downloader

Sylwester Orzeszko

Wiele osób zna popularny program Songr służący do łatwego pobierania muzyki z Internetu. Program sam przeszukuje różne serwisy i wyświetla wyniki w postaci listy. Niestety z powodu braku aktualizacji program zwraca coraz mniej wyników wyszukiwania i nie potrafi pobierać m.in. z serwisu YouTube.

Kilkoro znajomych poprosiło mnie o znalezienie innego, dostępnego dla niewidomych tego typu programu. Alternatywą może być Free Music & Video Downloader. Jest on niemal tak samo prosty w obsłudze jak Songr i mimo pewnych niedogodności osoba niewidoma może sobie doskonale poradzić z jego obsługą. Ja posługiwałem się programem NVDA w wersji 2018.4.1 (najnowszą wersję można pobrać tutaj: https://nvda.pl/pobierz).

O programie Free Music & Video Downloader

Program jest bezpłatny i nie wymaga instalacji. To jeden plik o nazwie Lacey.exe. Można go też znaleźć pod nazwą Free Music Downloader (np. w popularnym serwisie dobreprogramy.pl). Najlepiej jednak pobrać go ze strony projektu https://www.the-sz.com//products/lacey/, gdzie znajdziemy najnowszą wersję.

Program przy każdym uruchomieniu sprawdza dostępność aktualizacji i wystarczy potwierdzić, że chcemy ją pobrać, a po chwili program uruchomi się ponownie w nowej wersji.

Przed pierwszym uruchomieniem

Ponieważ program nie wymaga instalacji, po jego pobraniu i rozpakowaniu archiwum warto zapisać plik Lacey.exe w jakimś konkretnym miejscu na dysku, a skrót umieścić na pulpicie (menu kontekstowe na pliku Lacey.exe, Wyślij do…, Pulpit (utwórz skrót). Nazwę Lacey.exe - skrót warto zmienić na jakąś bardziej przyjazną (F2 na tym skrócie, wpisujemy np.: Free Music Downloader i potwierdzamy Enterem).

Pierwsze uruchomienie

Przed rozpoczęciem ściągania warto odpowiednio skonfigurować aplikację. Interfejs programu jest prosty i doskonale odczytywany przez NVDA. Poruszamy się po nim Tabulatorem, a zakładki i przyciski aktywujemy Spacją.

Po uruchomieniu usłyszymy nazwę programu i jego wersję, a kursor będzie znajdował się w polu wyszukiwania utworów. Dodatkowo usłyszymy podpowiedzi: wciśnij Ctrl+S, aby wybrać źródła wyszukiwania; wciśnij Ctrl+P, aby zobaczyć popularne utwory.

Po wciśnięciu Ctrl+S wyświetli się lista obsługiwanych serwisów. Jest ich około 40 (kilka pozycji to opcje i separator menu). Niestety nie wszystkie serwisy są obsługiwane z polskiej lokalizacji (np. Zaycew.net wymaga rosyjskich adresów IP). Inne - takie jak: Vkontakte czy Mail.ru - wymagają logowania. Dane logowania wpisuje się w zakładce Konta. Jednak i tak pozostaje nam sporo serwisów a najważniejsze, że obsługiwany jest YouTube.

Listę serwisów przeglądamy strzałkami w górę lub w dół, a interesujący nas serwis zaznaczamy lub odznaczamy Enterem. Potem znów Ctrl+S i ponownie przeglądamy listę strzałkami. Na końcu listy znajdziemy polecenia: Wybierz wszystkie i Wybierz najbardziej popularne. Pamiętajmy, że domyślnie YouTube nie jest wybrany.

Opcje programu

Tabulatorem odszukujemy Opcje i naciskamy Spację. Znajdziemy się w polu edycyjnym Folder pobierania. Jeśli podana ścieżka nam nie odpowiada, to Tabulatorem przechodzimy do przycisku oznaczonego trzema kropkami (może być odczytany jako kropka) i naciskamy Spację. Pojawi się okno dialogowe Przeglądanie w poszukiwaniu folderu. Posługując się klawiszami strzałek (strzałka w prawo rozwija gałąź), odszukujemy interesujący nas folder i naciskamy Enter.

Pozostałe opcje, jakie znajdziemy Tabulatorem to:

Stosowanie tych ustawień pozostawiam do samodzielnego przemyślenia. Opcje te zaznaczamy i odznaczamy Spacją.

Zwrócę jednak uwagę na pole kombi o nazwie Układ folderów. Domyślnie ustawione jest ono na Podfoldery wykonawców i albumów, co sprawia, że dla każdego pobieranego utworu tworzony jest, w określonym wcześniej folderze pobierania, podfolder o nazwie Wykonawcy, a w nim kolejny o tytule albumu, z którego piosenka pochodzi. Wszystko oczywiście zależy od zapisanych w pliku metadanych. Myślę, że wygodniejsze będzie, jeśli pobierane utwory trafią do jednego folderu pobierania, dlatego w polu Układ folderów naciśnijmy strzałkę w górę, aby wybrać Wszystkie pliki w folderze pobierania.

Dalej możemy określić też:

Jak widać ilość dostępnych opcji nie jest przytłaczająca, a dla większości wystarczającym będzie określenie folderu pobierania i układu folderów. Opcji w żaden sposób się nie zapisuje. To po prostu jedna z zakładek programu. Wystarczy po ich zmianie Tabulatorem przejść do przycisku Szukaj i nacisnąć Spację.

Pobieranie muzyki

Po przejściu do zakładki Szukaj lub po ponownym otwarciu programu znajdziemy się w polu edycyjnym, gdzie wpisujemy nazwisko artysty lub tytuł utworu i naciskamy Enter.

Uwaga! Program Free Music & Video Downloader można wyłączyć, naciskając Escape, a jednocześnie można uruchomić kilka instancji aplikacji. Dlatego warto sprawdzać skrótem Alt+Tabulator, czy program nie jest już otwarty.

Po przeszukaniu wybranych serwisów program wyświetla listę odnalezionych utworów. Listę przeglądamy strzałkami w dół i w górę. Może ona przedstawiać następujące informacje: tytuł, wykonawca, album, czas trwania, szybkość transmisji (jakość utworu), format, źródło.

Nie dla każdego utworu wszystkie te dane są dostępne.

Kiedy znajdziemy interesujący nas utwór, a przy tym jego format pliku nam odpowiada, to naciskamy Enter lub Tabulatorem przechodzimy do przycisku Pobierz i naciskamy Spację. Aplikacja automatycznie przełączy się na zakładkę o nazwie Pobierania. Strzałką w dół przeglądamy listę aktualnie pobieranych plików. Usłyszymy między innymi procent pobierania. Skrótem Insert+strzałka w górę możemy odczytać ponownie bieżącą linię, aby zorientować się, czy plik już został w 100% pobrany. Jeśli słyszymy ciągle po tytule utworu zero, to oznacza, że serwis, z którego chcemy pobrać ten utwór, jest najprawdopodobniej nieobsługiwany i pobieranie nie powiodło się. Wówczas warto usunąć to źródło z listy wybranych serwisów, aby program w przyszłości nie przeszukiwał go.

Ciekawym rozwiązaniem programu jest to, że pobrana piosenka znika z listy znalezionych utworów, więc po powrocie do zakładki Szukaj, przeglądamy pozostałe, wcześniej odnalezione pliki.

Program umożliwia też pobieranie kilku utworów jednocześnie. Na liście wyszukanych utworów możemy zastosować wybiórcze zaznaczanie. Po odszukaniu pierwszego interesującego nas utworu wciskamy Ctrl i poruszamy się strzałką w dół lub w górę, a kiedy napotkamy kolejną interesującą nas piosenkę, nie zwalniając Ctrl, naciskamy Spację, aby ją również zaznaczyć. Kiedy już zechcemy pobrać zaznaczone utwory, przechodzimy Tabulatorem do przycisku Pobierz i naciskamy Spację. Otworzy się zakładka Pobierania.

W zakładce tej możemy odtworzyć każdą z piosenek. Wystarczy nacisnąć na niej Enter. Aby zatrzymać odtwarzanie, Tabulatorem musimy odszukać przycisk o nazwie Button 1 i nacisnąć Spację.

Kolejnymi elementami zakładki Pobierania są dwa suwaki. Pierwszy to regulacja głośności. Strzałki w lewo i w prawo zmieniają ją o 2%. Page Up i Page Down zaś o 10%. Klawiszem Home zmniejszamy głośność do zera, a End zwiększa ją do 100%.

Drugi suwak jest dostępny, kiedy utwór jest odtwarzany. Służy on do przewijania utworu. Każde naciśnięcie Page Down przesuwa nas o 1% do przodu, a Page Up o 1% do tyłu. Home to początek, a End koniec. Użycie Home lub End zatrzymuje odtwarzanie. Jeśli chcemy je wznowić od początku, musimy wrócić skrótem Shift+Tabulator do przycisku Button 1 (teraz to odtwarzaj) i nacisnąć Spację.

Z zakładki Pobierania możemy też szybko przejść do naszego folderu pobierania. Wystarczy odszukać przycisk Otwórz folder i nacisnąć Spację. Możemy też usunąć z listy pobierania każdy utwór, naciskając na nim Delete lub skrótem Ctrl+A zaznaczyć wszystkie utwory i usunąć je jednocześnie. Utwory te nie znikną z naszego folderu pobierania.

Inne operacje dostępne w programie

Oprócz zwykłego pobierania program Free Music & Video Downloader umożliwia też pobieranie i jednoczesną konwersję klipów wideo i innych typów plików do formatu mp3. Opcja ta jest dostępna z menu kontekstowego utworu wyświetlanego na liście wyszukanych. Niestety menu to nie działa z klawiatury, a jedynie po kliknięciu prawym przyciskiem myszy. Na szczęście program NVDA daje nam taką możliwość. Kolejną niedogodnością jest to, że menu to, mimo że jest wyświetlane po polsku, odczytywane jest po angielsku.

Jeśli chcemy wyświetlić menu kontekstowe danego utworu, musimy po jego odszukaniu strzałkami zastosować skrót Insert+numeryczny slash (dla laptopa: Insert+Shift+M), aby przenieść mysz do aktualnego obiektu. Pamiętajmy przy tym o wyłączeniu Num Lock. Dobrze też jeśli mamy włączone śledzenie myszy (Insert+M), wówczas wybrana linia spod wskaźnika myszy zostanie odczytana. Teraz naciskamy klawisz numerycznej gwiazdki (laptop: Insert+Prawy nawias kwadratowy).

W menu kontekstowym znajdziemy następujące opcje:

Po wyborze odpowiedniej opcji, strzałkami w górę lub w dół, naciskamy Enter, aby użyć danej funkcji.

Jeśli wybierzemy opcję Pobierz&Odtwórz (Dowload&Play) lub Odtwórz (Play), utwór po chwili zacznie wybrzmiewać. W tym momencie jednak program nie przełączy się na zakładkę Pobierania, gdzie możemy zatrzymać odtwarzanie.

W przypadku wyboru pozostałych dwóch opcji, czyli Pobierz (Download) i Pobierz i konwertuj do MP3 (Download and convert), aplikacja automatycznie przeniesie nas do zakładki Pobierania.

Menu kontekstowe w zakładce Pobierania

Menu kontekstowe dostępne jest też na liście pobierania. Wywołujemy je tak, jak na liście wyszukanych utworów, a więc przywołujemy kursor myszy do aktualnego obiektu skrótem Insert+numeryczny slash i naciskamy numeryczną gwiazdkę.

W menu, które się wyświetli, znajdziemy następujące pozycje:

Uwaga! NVDA informuje nas o dziewięciu pozycjach menu, ale faktycznie jest ich sześć. Trzy pozostałe to separatory dzielące to menu.

<<<powrót do spisu treści

&&

Co w prawie piszczy

&&

Wyższe kwoty, finansowanie nowych zadań. Aktywny samorząd po konsultacjach społecznych

oprac. Beata Dązbłaż

Do 11 marca 2019 r. samorządy powiatowe mogą występować do PFRON o przyznanie środków finansowych na realizację programu Aktywny samorząd, w ramach którego realizowane jest na poziomie lokalnym wsparcie dla osób z niepełnosprawnością. Obecną edycję programu zmodyfikowano w oparciu o sygnały od osób z niepełnosprawnością.

Co przewiduje program Aktywny samorząd?

Moduł I programu Aktywny samorząd

Terminy rozpoczęcia składania wniosków w ramach Aktywnego samorządu w Module I ustala samorząd. Tam także można otrzymać formularze wniosków. Natomiast termin zakończenia przyjmowania wniosków w samorządach upływa 31 sierpnia 2019 r.

Obszar A - likwidacja bariery transportowej

Cztery zadania w tym obszarze dotyczą pomocy w zakupie i montażu oprzyrządowania do posiadanego samochodu oraz pomocy w uzyskaniu prawa jazdy dla osób z dysfunkcją narządu ruchu i słuchu.

Obszar B - likwidacja barier w dostępie do uczestniczenia w społeczeństwie informacyjnym

Pięć zadań tego obszaru dotyczy pomocy w zakupie sprzętu elektronicznego lub jego elementów oraz oprogramowania, dofinansowania do szkoleń w tym zakresie, pomocy w utrzymaniu sprawności technicznej posiadanego sprzętu elektronicznego, zakupionego w ramach programu.

Obszar C - likwidacja barier w poruszaniu się

Wsparcie obejmuje pomoc w utrzymaniu sprawności technicznej posiadanego skutera lub wózka inwalidzkiego o napędzie elektrycznym; pomocy w zakupie oraz utrzymaniu protezy kończyny, w której zastosowano nowoczesne rozwiązania techniczne, tj. protezy co najmniej na III poziomie jakości.

Obszar D - pomoc w utrzymaniu aktywności zawodowej poprzez zapewnienie opieki dla osoby zależnej

Wsparcie dotyczy dziecka przebywającego w żłobku lub przedszkolu albo pod inną tego typu opieką. Pomoc adresowana jest do osób ze znacznym lub z umiarkowanym stopniem niepełnosprawności, które są przedstawicielem ustawowym lub opiekunem prawnym dziecka.

Moduł II - pomoc w uzyskaniu wykształcenia na poziomie wyższym, adresowany do osób ze znacznym lub z umiarkowanym stopniem niepełnosprawności

Dotyczy uczniów szkoły policealnej, kolegium, szkoły wyższej (studia pierwszego stopnia, studia drugiego stopnia, jednolite studia magisterskie, studia podyplomowe lub doktoranckie prowadzone przez szkoły wyższe w systemie stacjonarnym/ dziennym lub niestacjonarnym/wieczorowym/zaocznym lub eksternistycznym, w tym również za pośrednictwem Internetu). Mogą skorzystać też doktoranci, którzy otworzyli przewód doktorski poza studiami doktoranckimi.

Terminy rozpoczęcia składania wniosków w ramach Aktywnego samorządu w Module II ustala samorząd. Tam także można otrzymać formularze wniosków. Natomiast termin zakończenia przyjmowania wniosków w samorządach upływa:

PFRON zwiększył kwoty wsparcia

PFRON informuje, że zwiększył kwoty dofinansowania w dotychczas realizowanych zadaniach:

Finansowanie nowych zadań

W nowych zadaniach realizowanych w ramach Aktywnego samorządu maksymalne kwoty dofinansowań wynoszą:

Wkład własny

W przypadku nowych zadań w Module I wyznaczono minimalny wymagany udział własny:

Ważne terminy

Szczegóły o uprawnionych do starania się o dofinansowanie w ramach Aktywnego samorządu oraz kwoty dofinansowań i warunki znaleźć można na stronie PFRON.

Źródło: niepelnosprawni.pl, 04.02.2019

<<<powrót do spisu treści

&&

Zdrowie bardzo ważna rzecz

&&

Zmiany chorobowe stopy

dr med. Stanisław Rokicki

Zmiany chorobowe stopy występujące najczęściej i powodujące dolegliwości bólowe wzbudzają w nas niepokój.

W tym artykule omówię zapalenie rozścięgna podeszwowego stopy, w potocznym języku określane jako ostroga piętowa, co powoduje pewne nieporozumienie. Ostroga kości piętowej jest to narośl kostna na kości piętowej uwidoczniana nierzadko na zdjęciu bocznym RTG stopy. Natomiast rozścięgno podeszwowe jest pasmem tkanki łącznej biegnącym od pięty do palców od spodu, czyli po stronie podeszwowej stopy, będącym poprzez ścięgno Achillesa przedłużeniem mięśnia łydki. Można je porównać do cięciwy napinającej łuk stopy, bo taki kształt, obrazowo rzecz ujmując, ma stopa człowieka. Pełni ona funkcję amortyzatora.

Jako zapalenie rozścięgna podeszwowego określa się zwyrodnienie przyczepu bliższego rozścięgna, czyli okolicy pięty, powodujące ból utrudniający chodzenie. Zapalenie rozścięgna podeszwowego rozpoznaje się na podstawie objawów klinicznych, a nie na podstawie badań obrazowych (RTG).

Do tych objawów zaliczamy:

Przyczynami zwiększającymi ryzyko pojawienia się tego schorzenia są: nadwaga, praca wymagająca długiego stania, płaskostopie, przykurcze mięśni łydki.

Chociaż zapalenie rozścięgna podeszwowego jest najczęstszą przyczyną dolegliwości bólowych, to w rozpoznaniu różnicowym należy uwzględnić urazy takie jak: stłuczenie okolicy pięty, powolne złamanie kości piętowej, rozerwanie rozścięgna podeszwowego.

Trzeba tu też mieć na uwadze przyczyny neurologiczne pojawienia się tego schorzenia: ucisk na gałąź nerwową, również na poziomie odcinka lędźwiowo-krzyżowego kręgosłupa, zmiany okolicznych tkanek miękkich takich jak: zanik podściółki tłuszczowej, zapalenie ścięgna Achillesa, niedokrwienie kończyn, nowotwory.

U większości pacjentów uzyskuje się znaczną poprawę lub ustąpienie dolegliwości bólowych, stosując leczenie nieoperacyjne: regularne ćwiczenia rozciągające rozścięgno podeszwowe, które polegają na biernym rozciąganiu tej struktury. Rozciąganie trwa około 10 sekund, w jednej serii należy wykonać 10 takich rozciągań. Pierwszą serię należy wykonać przed wstaniem z łóżka, kolejne dwie serie - po odpoczynku bez chodzenia. Wykonujemy je codziennie przez okres 8 tygodni. Ćwiczeniom rozciągającym ścięgno Achillesa wystarczy poświęcić 1 minutę dziennie.

W leczeniu mogą być pomocne niesterydowe leki przeciwzapalne, ortezy i wkładki odciążające stopę podczas chodzenia i zakładane na noc, zabiegi fizjoterapeutyczne, miejscowe stosowanie wstrzyknięć kortykosterydów, miejscowe stosowanie toksyny botulinowej, leczenie falami ultradźwiękowymi.

Leczenie operacyjne stosuje się u osób, u których wyżej wymienione zabiegi okazały się nieskuteczne i polega ono na częściowym przecięciu rozścięgna podeszwowego w okolicy piętowej.

<<<powrót do spisu treści

&&

Naturalne probiotyki

Patrycja Rokicka

Probiotyki to szczepy bakterii korzystnie wpływające na nasz organizm, to pożyteczne bakterie, żyjące w symbiozie z naszym organizmem. Stosowane są z powodzeniem w profilaktyce zdrowia, w łagodzeniu negatywnych skutków antybiotykoterapii, w walce z nadwagą; zmniejszają ryzyko wystąpienia niektórych nowotworów, wspomagają układ odpornościowy oraz zapewniają prawidłową florę bakteryjną jelit, a jak dobrze wiemy, nasze zdrowie zaczyna się w jelitach.

Najbardziej popularne szczepy dobrych bakterii to Lactobacillus, Bifidobacterium, Lactococus i Streptococcus.

Zapotrzebowanie na probiotyki w naszym organizmie wzrasta po przebytej terapii antybiotykami, gdy palimy papierosy, nadużywamy alkoholu, stosujemy antykoncepcję, czy żyjemy w permanentnym stresie.

Probiotyki możemy przyjmować jako suplementy diety dostępne w aptekach, najczęściej występujące w formie zawiesiny lub kapsułek. Ale nie tylko. Źródłem przyjaznych bakterii są również naturalne substancje o właściwościach probiotycznych, do których zaliczymy produkty fermentacji mlekowej, np. kefir i zsiadłe mleko oraz kiszonki z warzyw, np. kapustę kiszoną.

Kefir

Wytwarzany jest przy użyciu tzw. grzybków kefirowych, które powstają z bakterii fermentacji mlekowej i drożdży. Kefir to bogactwo różnych kultur pożytecznych bakterii, pod tym względem nie ma sobie równych.

Kefir jest cennym źródłem witaminy B1, B12, kwasu foliowego, witaminy K, biotyny, wapnia i magnezu. Kefir jest napojem lekkostrawnym, oczyszczającym organizm, poprawiającym perystaltykę jelit. Regularne spożywanie kefiru reguluje rytm wypróżnień, redukuje wzdęcia i wspiera zdrowie układu pokarmowego. Kefir wspiera rozwój właściwej mikroflory organizmu oraz hamuje rozwój bakterii chorobotwórczych, dlatego zalecany jest przy chorobach wirusowych, np. opryszczce czy półpaścu. Kefir posiada również działanie antybakteryjne, od lat stosowany jest jako środek niwelujący podrażnienia i infekcje sfer intymnych. Ponadto kefir pozytywnie wpływa na stan naszej skóry, działając oczyszczająco i złuszczająco. Koi również układ nerwowy, łagodzi napięcie psychiczne, poprawia nastrój (bogactwo wit. z grupy B). Pijąc kefir, dbamy o nasze kości, dzięki czemu nie grozi nam osteoporoza. Warto codziennie pić szklaneczkę kefiru!

Zsiadłe mleko

To bogactwo witamin i mikroelementów. Zawiera witaminy: B2, B9, B12, witaminę A, D, K oraz potas i wapń. Pijąc zsiadłe mleko, dbamy o prawidłowe funkcjonowanie mózgu, zdrowe serce, wzrok, poprawę kondycji naszych włosów i paznokci oraz o mocne kości i zęby. Zsiadłe mleko jest alternatywą dla tradycyjnego nabiału, np. mleka krowiego. Dzięki obecności bakterii kwasu mlekowego ułatwia trawienie laktozy, która przez wiele osób nie jest tolerowana.

Regularne picie zsiadłego mleka wspomaga florę bakteryjną jelit; zapobiega biegunkom, wzdęciom, zaparciom; poprawia trawienie; zalecane jest osobom, które borykają się z chorobą wrzodową.

Zsiadłe mleko pomoże również w odchudzaniu, wpływa na wydzielanie się żółci i soków trawiennych, dzięki czemu skutecznie reguluje i przyspiesza przemianę materii. W konsekwencji szybciej spalamy spożywane kalorie. Zsiadłe mleko ma niski indeks glikemiczny, jest sycące i smaczne, może stanowić zdrową, niskokaloryczną przekąskę w diecie odchudzającej.

Zsiadłe mleko może być stosowane zewnętrznie jako naturalny środek, np. na oparzenia słoneczne. Zawarte w nim żywe kultury bakterii przywracają prawidłowe pH skóry, natomiast witaminy A i D przyczyniają się do regeneracji uszkodzonego naskórka. Okład z gazy nasączonej zsiadłym mlekiem, przyłożony do zaczerwienionej skóry, szybko złagodzi podrażnienia i ból.

W domu zsiadłe mleko można zrobić tylko z mleka niepasteryzowanego (mleka prosto od krowy), w przemyśle do produkcji mleka zsiadłego wykorzystuje się mleko pasteryzowane, dodając do niego czyste kultury bakterii kwasu mlekowego.

Kapusta kiszona

Niekwestionowana królowa kiszonek, zawiera kwas mlekowy wytworzony podczas procesu fermentacji, który pozytywnie wpływa na układ pokarmowy, oczyszczając go z bakterii gnilnych (będących przyczyną wielu chorób). Kwas mlekowy działa również bakteriobójczo i grzybobójczo. Osoby spożywające regularnie kapustę kiszoną zabezpieczają się przed rozwojem drożdżaków - chorobotwórczych grzybów, które są przyczyną np. drożdżowego zapalenia pochwy, grzybicy języka czy paznokci. Bakterie mlekowe przywracają prawidłową mikroflorę jelitową zakłóconą antybiotykoterapią.

Kapusta kiszona to bomba witaminowa, bogata jest w witaminy z grupy B, witaminę C, K, A i E (zwaną eliksirem młodości) oraz w związki żelaza, siarki, potasu, wapnia, cynku i manganu. Jest dobrym źródłem niacyny i beta-karotenu.

Kapusta kiszona wspiera naszą odporność, jest to szczególnie ważne w okresie jesienno-zimowym, kiedy wzrasta liczba zachorowań na grypę czy przeziębienia. Kapusta kiszona wykazuje również działanie antyoksydacyjne, zapobiega wolnym rodnikom, które odpowiedzialne są m.in. za starzenie się naszej skóry. Kapusta kiszona jest zaliczana do polskiej superfood - super żywności o właściwościach leczniczych i prozdrowotnych.

Kapusta kiszona powinna znaleźć się w jadłospisie osób dbających o linię. Jest niskokaloryczna, zawiera dużo błonnika, który daje uczucie sytości. Kapusta kiszona to żywność uniwersalna, mogą po nią sięgać zarówno dzieci jak i osoby starsze, jest łatwiej trawiona w porównaniu do kapusty świeżej.

Kapusty kiszonej nie należy płukać, ponieważ sok z kapusty pełny jest drogocennych dla naszego organizmu witamin.

Sok z kapusty kiszonej posiada właściwości przeciwkaszlowe i przeciwbakteryjne, reguluje ciśnienie, poprawia funkcję zapamiętywania i koncentrację, oczyszcza organizm. W czasach, gdy nie znano jeszcze tabletek przeciwbólowych, sok z kapusty stosowany był jako lek na uporczywe bóle głowy. Obecnie prowadzonych jest szereg badań nad prozdrowotnymi właściwościami soku z kiszonej kapusty. Najnowsze donoszą, iż wprowadzając go do codziennej diety, uchronimy się przed chorobą Alzheimera oraz demencją.

Kupując kapustę kiszoną w sklepie, zwracajmy szczególną uwagę na jej skład. Producenci często dodają substancje konserwujące, które obniżają jej walory zdrowotne. Warto czytać etykiety, ponieważ zamiast kapusty kiszonej, możemy kupić kapustę kwaszoną. Kwaszenie nie jest związane z naturalną fermentacją, polega na dodaniu octu, który zabija witaminy i jest niekorzystny dla naszego zdrowia.

Najlepiej by było, gdybyśmy sami kisili kapustę lub kupowali kapustę sprzedawaną z beczki. Przepakowywanie kapusty do torebek naraża ją na częściową utratę cennych składników. Kupując kapustę kiszoną, szukajmy lokalnych, zaufanych sprzedawców, którzy gwarantują smak i tradycyjną recepturę. Wówczas mamy pewność wysokiej jakości produktu i wartości prozdrowotnej.

Czytelnikom zainteresowanym dobroczynną fermentacją polecam książkę pt. Dzika fermentacja. Żywe kultury bakterii - smak, wartości odżywcze i rzemiosło autorstwa Sandora Katza.

Źródło: www.poradnikzdrowie.pl, https://dietetycy.org.pl/, www.naukawpolsce.pap.pl, zdrowie.tvn.pl

<<<powrót do spisu treści

&&

Gospodarstwo domowe po niewidomemu

&&

Nie marnujmy jedzenia!

Alicja Cyrcan

W obecnych czasach nie możemy narzekać na brak jedzenia. Sklepowe półki uginają się pod ciężarem przeróżnych produktów, zarówno krajowych jak i zagranicznych. Podobnie jest z naszymi lodówkami. Często kupujemy za dużo - kierowani reklamami czy kuszącymi promocjami. W efekcie część jedzenia marnujemy, wyrzucając do śmietnika przeterminowane lub nieświeże produkty.

Wyrzucając żywność, wyrzucamy własne, często ciężko zarobione pieniądze. Jak temu zapobiec?

1. Róbmy listę zakupów

Zanim wybierzemy się na zakupy, warto poświęcić kilka minut na przygotowanie listy zakupów. Usiądźmy w domowym zaciszu i dobrze przemyślmy swoje zakupy. Kupujmy tylko to, co jest nam aktualnie niezbędne. Unikajmy kupowania na zapas oraz tzw. przydasiów.

2. Czytajmy etykiety

Przed włożeniem towaru do koszyka sprawdźmy termin przydatności do spożycia. Wybierajmy towary z najdłuższym terminem ważności. Pamiętajmy, że zwykle z przodu wystawiany jest towar z krótszym terminem przydatności, dlatego sięgajmy głębiej, unikniemy w ten sposób szybkiego przeterminowania się produktów.

3. Nie ulegajmy promocjom!

Często kupujemy tylko dlatego, że cena jest niższa. Słowo promocja działa na nas jak zapalnik. Pamiętajmy, że towary z obniżonymi cenami często mają krótką datę przydatności do spożycia; zdarza się nawet, że jednodniową.

4. Na zakupy idźmy tylko po posiłku

Nie warto robić zakupów na tzw. głodniaka. Kiedy głodni spacerujemy po sklepowych alejkach, nasz mózg szaleje, a my kupujemy dużo za dużo. Dopiero po powrocie do domu orientujemy się, że zakupiliśmy wiele niepotrzebnych produktów, na które tak naprawdę nie mieliśmy ochoty.

5. Nie zapominajmy o przeglądzie lodówki

Codziennie sprawdzajmy zawartość naszej lodówki oraz terminy przydatności do spożycia ustawionej w niej żywności. Najpierw sięgajmy po produkty, które mają szansę popsuć się najszybciej.

6. Gotujmy z tego, co zostało

Z resztek, które zostały, np. po obiedzie, możemy wyczarować smaczne, nowe dania. Jest wiele przepisów, które opierają się na wykorzystaniu np. skrawków wędlin, wczorajszych ziemniaków czy warzyw z niedzielnego rosołu. Nauczmy się przekształcać jedną potrawę w drugą.

7. Nakładajmy mniejsze porcje

Nie bójmy się nakładania mniejszych porcji na talerze. Pamiętajmy, że lepiej jest poprosić o dokładkę, niż wyrzucić niedojedzony obiad. Warto również podawać składniki dania na oddzielnych talerzach lub półmiskach. Wówczas każdy z domowników wybierze sobie to, co chce i tyle ile potrzebuje.

<<<powrót do spisu treści

&&

Kuchnia po naszemu

D.S.

Kapusta z pieczarkami

Składniki:

Wykonanie

Pieczarki pokroić drobno lub zetrzeć na tarce o jednym ostrzu, przesmażyć na maśle. Kapustę odcisnąć, pokroić i dodać do pieczarek. Podlać wodą, dodać przyprawy. Gotować na wolnym ogniu przez około godzinę.

Danie to, dobrze smakuje jako dodatek do różnego rodzaju kluseczek.

Rada: Do przygotowania potrawy polecam kupić kapustę kiszoną sprzedawaną na rynkach prosto z beczki.

<<<powrót do spisu treści

&&

Sernik na biszkoptach

Składniki:

Wykonanie

Żółtka z cukrem ucieramy na gładką masę. Gdy cukier się rozpuści, ucierając dodajemy miękkie masło, kilka kropli olejku zapachowego, następnie (ciągle mieszając) dodajemy ser, ziemniaki, budyń wymieszany z proszkiem do pieczenia, bakalie i na końcu sztywną pianę z białek.

Średnią foremkę - 22x24 cm wykładamy papierem do pieczenia i lekko smarujemy tłuszczem, układamy biszkopty i wylewamy masę serową. Pieczemy w nagrzanym piekarniku ok. 40 min. w temp. 180 stopni C. Po upieczeniu sernik można posypać cukrem pudrem, polać rozgrzaną czekoladą.

Można również poczekać do wystygnięcia, ułożyć owoce sezonowe i zalać galaretką. Wówczas bierzemy 2 opakowania galaretki i mieszamy z jedną porcją wody. Czekamy aż galaretka zacznie gęstnieć i wtedy zalewamy nią owoce.

Do przygotowania tego sernika najwygodniejszy jest robot z obrotową miską. Wtedy obie ręce mamy wolne i możemy po kolei dodawać składniki, zmniejszając tylko obroty miksera.

Sernik po wystygnięciu wkładamy do lodówki. Z krojeniem czekamy do następnego dnia (wszystko musi się związać).

Rada: Aby nie wlać zbyt dużo olejku zapachowego, można do odkręconej buteleczki przyłożyć dużą rodzynkę, następnie buteleczkę szybko przechylić do góry dnem i wrócić do pozycji wyjściowej. Nasączoną olejkiem rodzynkę wrzucić do sernika, wymieszać. Jeśli mamy wrażenie, że olejku jest zbyt mało - czynność należy powtórzyć.

Życzę smacznego!

<<<powrót do spisu treści

&&

Z polszczyzną za pan brat

&&

Funkcja i funkcjonalność

Tomasz Matczak

Nie będę ukrywał, ale sprawa o której chcę dziś napisać, od dawna irytuje mnie niesamowicie. Nie pamiętam już dokładnie, kiedy to się zaczęło, lecz z pewnością jest to kwestia ostatnich kilku, maksymalnie dziesięciu, lat. Chodzi o synonimiczne traktowanie dwóch słów: funkcja i funkcjonalność. Bardzo wiele osób używa tych wyrazów zamiennie. Ba, zauważyłem nawet, że funkcjonalność, jako coś, co zawsze było funkcją jakiejś rzeczy, zaczyna zdecydowanie przeważać! Słyszę to w programach telewizyjnych, czytam w Internecie a nawet na naszych tyflolistach mailingowych. Dodaliśmy nową funkcjonalność na naszej stronie, sprzęt zyskał nowe funkcjonalności, nie wiem, czy ta aplikacja posiada taką funkcjonalność - oto kilka zwrotów, które w moim i nie tylko moim odczuciu są błędne. W internetowej poradni językowej znalazłem nawet krótką polemikę na ten temat. Kto ciekaw, niech skorzysta z wyszukiwarki.

Funkcjonalność i funkcja to nie to samo. Kiedyś funkcjonalność była cechą czegoś i określała pewną jego ogólną właściwość. Mówiło się na przykład o przestronnym i zarazem funkcjonalnym wnętrzu pojazdu, czyli takim, które zapewniało komfort pod wieloma względami. W Internecie znalazłem taką oto, do mnie bardzo przemawiającą, definicję: Funkcjonalność - zbiór atrybutów urządzenia, oprogramowania lub systemu, określających zdolność do dostarczenia funkcji zaspokajających wyznaczone i zakładane potrzeby, podczas używania w określonych warunkach. Tymczasem dziś, gdy ktoś poszerzy funkcjonalność jakiegoś urządzenia, np. do aparatu telefonicznego doda aparat fotograficzny, to, zdaniem sporej liczby osób, nie poszerza jego funkcjonalności, ale ją dodaje. Takie pojęcie funkcjonalności nie podoba się także językoznawcom, ale co tam, w zasadzie i tak weszło już do języka i koniec!

Mimo wszystko chyba porywam się z motyką na słońce.

Trudno, taki już jestem.

<<<powrót do spisu treści

&&

Z poradnika psychologa

&&

Emocjonalne ABC (cz. 2)

Małgorzata Gruszka

Witam i zapraszam do kontynuowania wspólnej podróży po świecie emocji.

Tym razem mam dla Państwa praktyczne wskazówki pozwalające lepiej funkcjonować w sferze uczuć. Wskazówki te są ogólne i raczej nie rozwiążą wszystkich indywidualnych problemów poszczególnych osób. Problemy emocjonalne mają często bardzo głębokie źródła, do których trudno jest dotrzeć każdemu z nas. Innymi słowy, w pewnych sytuacjach zachowujemy się w określony sposób i nie wiemy dlaczego tak jest. Co więcej, nie umiemy tego zmienić. Ale doświadczane emocje nie muszą nami rządzić i decydować o tym, jak się czujemy i co robimy. Mam nadzieję, że poniższe wskazówki pomogą Państwu w przyglądaniu się swoim emocjom i w bardziej świadomym reagowaniu na pojawiające się uczucia.

Emocje i reakcje

Emocje pojawiają się w nas niezależnie od naszej woli. Nie mamy wpływu na to, że czujemy emocję przykrą (taką jak: smutek, złość, strach czy wstręt) lub przyjemną (taką jak: radość, ekscytacja, podniecenie czy ciekawość). To tylko nieliczne z odczuwanych emocji. Doświadczane przez nas uczucia mają wiele stopni i odcieni. Przykładowo złość może mieć postać irytacji, zdenerwowania, gniewu, szału lub furii. Przyjemny lub przykry charakter emocji nie jest jednoznaczny. Na przykład zaskoczenie może być przyjemne lub przykre, a strach przeżywany w trakcie oglądania horroru może być przyjemny i podniecający. Widać stąd, jak bardzo skomplikowane, trudne do uchwycenia i określenia są nasze emocje. Jednego możemy być pewni: nie mając wpływu na pojawianie się poszczególnych emocji, mamy wpływ na wzrost ich natężenia (eskalację) i na to, co zrobimy, będąc pod ich wpływem. Od nas zależy, czy dopuścimy do tego, by irytacja zmieniła się w gniew, smutek w poczucie beznadziejności, a strach w panikę. Aby nie dopuścić do eskalacji emocji, trzeba je rozpoznawać, nazywać i powstrzymywać, zanim wezmą nad nami górę.

Rozpoznawaj i nazywaj emocje!

Rozpoznawanie emocji polega na orientowaniu się w tym, jaki jest stan naszej psychiki i jak się zmienia. Umiejętność ta łączy się bezpośrednio z nazywaniem własnych stanów emocjonalnych. Jedno i drugie warto doskonalić poprzez częste określanie własnego nastroju i tego, co czujemy. Świadomość emocji ćwiczymy poprzez wykrywanie ich i nazywanie, czyli mówienie sobie: czuję irytację, jestem zła, jestem przygnębiony, odczuwam obawę, martwię się, czuję lęk itd. Podałam przykłady emocji negatywnych, bo z tymi najczęściej mamy problem. Oczywiście, warto też rozpoznawać i nazywać emocje pozytywne, bo świadomość ich przeżywania wzmacnia je i sprawia, że czujemy się jeszcze lepiej.

W rozpoznawaniu i nazywaniu własnych stanów emocjonalnych pomoże lista emocji podstawowych i złożonych zamieszczona w pierwszej części Emocjonalnego ABC. Większość z nas ma problem z rozpoznawaniem i nazywaniem emocji, ponieważ nikt nas tego nie uczył. W domach rodzinnych i placówkach wychowawczych kładziono nacisk na właściwe zachowanie. O to, co czujemy, nikt nie pytał; dlatego tak trudno rozpoznać nam to i nazwać. Mam wrażenie, że i dziś nie uczy się dzieci radzenia sobie z emocjami. A szkoda, bo nieuświadomione, nienazwane i w porę nie ujarzmione mają ogromny wpływ na zachowanie, zwłaszcza dorastających ludzi.

Powstrzymuj emocje!

Powstrzymywanie emocji nie oznacza ich tłumienia, czyli udawania, że ich nie ma. Tłumieniu najczęściej podlegają emocje negatywne, a przede wszystkim złość. Nie okazujemy jej, bo nie wypada, a poza tym nie wiemy, jak to robić, by nie sprawiać wrażenia niezrównoważonych lub niedojrzałych emocjonalnie. Powstrzymywanie emocji polega na niedopuszczaniu do tego, by osiągnęły wysoki lub bardzo wysoki poziom i zawładnęły naszym zachowaniem. Gdy czujemy na przykład, że dopada nas złość, możemy nie dopuścić do tego, by osiągnęła górne rejestry. W przypadku przygnębienia możemy nie dopuścić do tego, by wpaść w pułapkę czarnych myśli i złych scenariuszy. W reakcji na pojawiające się emocje negatywne (złość, smutek i strach) warto zapytać siebie, co czujemy, a następnie, czy chcemy się tak czuć. Nie spowoduje to oczywiście, że emocja negatywna natychmiast nas opuści, ale dzięki temu powstrzymamy jej narastanie. Kolejnymi pytaniami, jakie warto zadać sobie w reakcji na trudne emocje są pytania o ich źródło i sposób na złagodzenie niechcianych uczuć. Warto więc zapytać siebie dlaczego się tak czuję, a następnie - co mogę zrobić, by poczuć się lepiej. Jak wspomniałam wyżej, nie zawsze jesteśmy w stanie dotrzeć do źródła przeżywanych emocji, co nie oznacza, że nie warto próbować. Bywa i tak, że źródła trudnych emocji nie da się zlikwidować, bo jest nim sytuacja, na którą nie mamy wpływu i której nie możemy zmienić. Dlatego, chcąc poprawić swoje samopoczucie, musimy modelować różne sytuacje życiowe lub skupić się na tym, by zmienić reakcje na te, które od nas nie zależą.

Myśli i emocje

Trudno w to uwierzyć, ale nasze emocje zależą od tego, co myślimy. Myślenie to czynność rozumu, a więc wydaje się niezwiązane z emocjami. Tymczasem prawda jest taka, że nasz stan emocjonalny zależy od tego, jak postrzegamy daną sytuację, czyli co o niej myślimy. Myśli te są zazwyczaj przelotne i nieuchwytne. Interpretując różne wydarzenia, posługujemy się często schematami i utartymi stylami, których sobie nie uświadamiamy. Co więcej, omylność naszego postrzegania rzeczywistości polega na tym, że własne odczucia uważamy za jedynie uprawnione i słuszne. One są uprawnione, bo są nasze własne. Czasami jednak bywają mylne, bo mylnie interpretujemy, czyli tłumaczymy sobie to, co nas spotyka. Emocjonalny odbiór sytuacji zależy od tego, jak ją postrzegamy. Jeśli w określonych sytuacjach bywamy źli, przygnębieni lub przestraszeni, warto zastanowić się nad tym, jakie myśli towarzyszą tym sytuacjom. Inaczej mówiąc, warto sprawdzić, czy interpretacja różnych wydarzeń jest korzystna dla nas samych, czyli naszych emocji. Błędne i niekorzystne dla nas interpretacje dotyczą najczęściej postaw i zachowań innych ludzi. Przypisując im negatywne intencje, sami fundujemy sobie pogorszenie nastroju. Czekając na spóźniający się autobus, możemy myśleć ci z komunikacji lekceważą pasażerów, mają nas gdzieś, nie obchodzi ich, że stoimy tu i marzniemy, w ogóle nie liczą się z ludźmi. Strumień takich myśli sprawi, że do autobusu wsiądziemy źli, sfrustrowani i przybici, a negatywne emocje będą towarzyszyć nam jeszcze przez pół dnia. Niezależnie od tego jakie są fakty, lepiej dla nas będzie, gdy nadamy swoim myślom inny kierunek i powiemy sobie: musiało się coś stać, że autobus się spóźnia. Oczywiście, w interpretowaniu różnych wydarzeń nie chodzi o to, by naiwnie przypisywać innym jedynie szlachetne intencje. Bywa różnie, ale interpretując różne wydarzenia, warto mieć na celu przede wszystkim własne emocje. My i tylko my możemy sprawić, że tych negatywnych będzie mniej lub nie osiągną poziomu, który trudno będzie obniżyć.

Odpowiedzialne podejście do emocji

Odpowiedzialne podejście do emocji polega na traktowaniu ich jako części samego siebie, a nie zewnętrznej siły, na którą nie mamy wpływu. Biorąc odpowiedzialność za własne emocje, stajemy się osobą reagującą w określony sposób i umiejącą przyznać się do tego. Odpowiedzialność za własne reakcje emocjonalne wyrażamy mówiąc: złoszczę się, smucę się, irytuję się zamiast - złości mnie, irytuje mnie, smuci mnie. Gdy sami irytujemy, złościmy się lub smucimy, możemy coś z tym zrobić. Gdy irytuje, smuci lub denerwuje nas coś z zewnątrz, to coś decyduje o naszym stanie emocjonalnym i nasz wpływ na ów stan automatycznie postrzegamy jako mniejszy. Bardzo często zdarza się, że odpowiedzialność za swój stan emocjonalny przerzucamy na innych ludzi. Mówimy na przykład: żona, sąsiad, szef mnie denerwuje. Tymczasem to my denerwujemy się na żonę, sąsiada lub szefa. Mówiąc w ten sposób, przypisujemy im intencję denerwowania nas. Nie twierdzę, że nigdy nie dzieje się tak, że inni ludzie świadomie wprawiają nas w złość. Ale zakładanie, że zawsze tak jest, obraca się przeciwko nam. Pod wpływem takiego założenia to my - nie oni - jesteśmy bardziej poirytowani, źli lub wkurzeni. Odpowiedzialny punkt wyjścia w emocjach sprawia, że możemy coś z nimi zrobić. Denerwuję się, a więc mogę sprawdzić, czemu tak jest i coś w sobie zmienić. Gdy denerwuje mnie ktoś lub coś - działa siła z zewnątrz, a ja tylko poddaję się jej i ulegam złości.

<<<powrót do spisu treści

&&

Rehabilitacja kulturalnie

&&

Drezdeński Panometr

Bożena Lampart

W odległości około 120 kilometrów od zachodniej granicy Polski leży miasto Drezno. Dla mieszkańców tej linii granicznej to przysłowiowy rzut kamieniem. Jak przystało na miasto historyczne, Drezno kryje w sobie dużo zabytków.

Jego największy rozkwit datuje się na przełom XVII i XVIII wieku za czasów panowania elekcyjnego księcia Saksonii Augusta II Mocnego, jednocześnie króla Polski. Popularne przysłowie Za króla Sasa jedz, pij i popuszczaj pasa charakteryzowało okres panowania tego władcy na terenach Polski i Saksonii.

Styl architektury barokowej widać, przyglądając się większości zabytków Starego Miasta. Imitacją świetności tego okresu jest wystawa umieszczona w Panometrze Drezdeńskim.

Na początku XX wieku wybudowano w tym mieście Gazometr. Jego nazwa została obecnie zmieniona na Panometr. Wywodzi się ze złożenia dwóch słów: pano - oznacza panoramę oraz metr - człon nazwy dawnego Gazometru; w związku z tym przeznaczenie tego obiektu się zmieniło. A to wszystko za sprawą wiedeńskiego artysty i architekta Yadegara Asisi. W 2006 roku zainstalował on w tymże budynku artystyczną wystawę. Przedstawia ona legendę Drezna, czyli jak żyło się drezdeńczykom w okresie baroku za panowania Augusta II Mocnego. To wycieczka wehikułem czasu pokazująca nam przeszłość miasta dzięki panoramie 27-metrowych płócien artysty.

Pora na opis obiektu i wystawy

Panometr ma kształt wysokiego walca pomalowanego na żółto, zwieńczonego piaskową kopułą. Na poszczególnych piętrach zostały wbudowane okna. Wejście do budynku jest z poziomu ziemi. W pobliżu pobudowano parking dla samochodów i autokarów.

Po przekroczeniu progu obiektu wchodzimy do obszernego pomieszczenia z kasami. Tutaj można zaopatrzyć się w opis wystawy w języku polskim (niestety tylko w czarnym druku). Można też kupić bilet wstępu. Honorowana jest Legitymacja Osoby Niepełnosprawnej zwalniająca z opłaty za wejście. W bliskiej odległości od kasy znajduje się winda, którą wjeżdżamy na piętro. Do wnętrza windy wlewa się muzyka barokowego kompozytora Jana Sebastiana Bacha, towarzysząca przybyłym podczas zwiedzania panoramicznej wystawy. Artystyczna instalacja Asisiego ma 27 metrów wysokości. Na specjalnej konstrukcji zawieszonych jest wiele połączonych ze sobą płócien malarskich, tworząc wysoką ścianę zamkniętą w okrąg o obwodzie 105 metrów. Metalowa konstrukcja z linami podtrzymującymi płótna jest ukryta wewnątrz tego dzieła, aby była niewidoczna. Tłumy zwiedzających powodują ruch powietrza, co z kolei może mieć wpływ na delikatne falowanie płócien, a co za tym idzie - na efekt ożywienia scen przedstawionych na obrazach.

Barokowa wystawa to mieszanina grafik i zdjęć dających w rezultacie wrażenie olejnych obrazów na płótnie. Nie brakuje tutaj scen z codziennego życia mieszkańców, takich jak: mężczyzna wracający z polowania ze strzelbą zawieszoną na ramieniu w towarzystwie swojego psa, ulica pełna domostw, kościół bogato zdobiony barokowymi elementami charakterystycznymi dla tego stylu w sztuce, prace budowlane, gospodyni dojąca kozę, kot przemykający pomiędzy zabudowaniami, czy kobieta siedząca w oknie i przyglądająca się lektyce kogoś bogatego niesionej przez służących, drzewa i kwiaty, nad którymi unoszą się ptaki i owady. Jednym słowem - życie codzienne mieszkańców. Są to na tyle naturalne i ożywione sceny, iż mogą jakoby zachęcić widza do wzięcia udziału w wydarzeniach. Jest to tym bardziej możliwe, ponieważ ludzie na płótnie są podobnych rozmiarów, co zwiedzający; bowiem wystawa została przygotowana w skali 1:1.

Artystyczna inscenizacja jest oparta na cyklu dnia i nocy. Dobra akustyka pomieszczenia sprawia, iż efekty dźwiękowe powodują dreszczyk emocji. Zatem wczuwamy się w śpiew ptaków obwieszczających nadejście świtu. Dzwony kościelne wzywają do rozpoczęcia ceremonii mszy świętej przy wtórze dźwięków wydobywających się z kościelnych organów. Z kolei nadejście nocy zwiastuje uliczny strażnik gaszący latarnie. Miauczący kot czmycha w poszukiwaniu noclegu. Mieszkańcy domów udają się po skrzypiących schodach na spoczynek. Wszystko się wycisza, aby następnie zwiedzający mogli usłyszeć efekty poranka.

Spacer dookoła okrągłego pomieszczenia, muzyka Bacha, rytm dnia i nocy - wszystko to daje poczucie harmonii i płynności niczym nie zakłóconej.

To jednak nie wszystko o czym warto wspomnieć przy okazji opisu wystawy Pana Asisi. Otóż pośrodku tego pomieszczenia znajdują się metalowe schody wiszące w powietrzu, wykonane w kształcie wieży. Chętni mogą się po nich wspiąć na wysokość kilku kondygnacji zakończonych tarasem widokowym. 15 metrów nad ziemią znajduje się niebo nad dawnym Dreznem. Natomiast gdy spojrzy się w dół, można przyglądać się życiu mieszkańców. Nie przesadzę, gdy powiem, że wszystko to sprawia wrażenie trójwymiarowego obrazu panoramicznego. Audiowizualne efekty przyciągają tu rzesze turystów.

Gdy szukałam w Internecie informacji na temat Panometru, znalazłam adnotację, iż obiekt jest dostosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych. Na stronie internetowej: www.panometer.de podany jest adres kontaktowy. Wysłałam zapytanie dotyczące udogodnień dla osób z dysfunkcją narządu wzroku. Otrzymałam odpowiedź z uprzejmą informacją, że udogodnienia dotyczą osób poruszających się na wózkach inwalidzkich. Korespondentka zachęcała jednak serdecznie do wizyty twierdząc, że na pewno będę w towarzystwie asystenta, który może opowiedzieć o scenografii, a efekty dźwiękowe pomogą mi przenieść się o kilka wieków wstecz. Z tego też powodu warto odwiedzić tę wystawę.

Dla zainteresowanych wycieczką do Drezna podaję adres strony internetowej, zawierającej wskazówki dotyczące obiektów bez barier: www.dvb.de/de-de/service//barrierefreies-reisen.

<<<powrót do spisu treści

&&

Kiedy światłość zgasła

Ireneusz Kaczmarczyk

26 grudnia 2018 roku odszedł do Wieczności Stanisław Bożek - niewidomy poeta, recytator i aktor z Łańcuta.

Podobnie jak Tadeusz Łomnicki - kochał scenę i podobnie, jak Tadeusza Łomnickiego - Pan Bóg zabrał go dosłownie wprost ze sceny.

Podczas spotkania wigilijnego w Centrum Kultury Niewidomych w Kielcach wyrecytował do końca swoje wiersze, zaraz potem stracił przytomność i już jej nie odzyskał. Dwa tygodnie później narodził się dla Nieba, jak poetycko wyraziła się jego żona.

W Łańcucie należał do Grupy Twórczej Inspiratio, ale to właśnie w kieleckim Centrum Kultury zdobywał pierwsze, prawdziwe doświadczenia sceniczne.

Stanisław Bożek to uczestnik prawie dwudziestu finałów Ogólnopolskich Konkursów Recytatorskich w kategoriach recytacja, monodram, w tym pięć razy Sacrum w Literaturze, drugie miejsce w Kamień Wiary, wiele wyróżnień w wyżej wymienionych kategoriach. Największe osiągnięcie to konkurs na Słowacji: pierwsze miejsca w kategoriach monolog i proza oraz drugie miejsce w kategorii poezja.

Obdarowany wieloma talentami i zainteresowaniami chętnie się nimi dzielił ze słuchaczami i widzami. Był prawdziwym patriotą. Droga mu była Ojczyzna, jej historia i dzień dzisiejszy, troszczył się o losy narodu i wychowanie młodego pokolenia Polaków. Akcentował to za każdym razem, kiedy znalazł się przed publicznością.

Jego prezentacje i propozycje repertuarowe były zawsze starannie dobrane, często inspirowane motywami klasyków rodzimej literatury: Jana Pawła II, Cypriana Kamila Norwida, Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, Kazimierza Przerwy-Tetmajera, Kazimierza Wierzyńskiego.

Historia i literatura ojczysta stały się także inspiracją i tematem jego własnej poezji.

Dbałość o wypowiadane słowo, fantastyczna dykcja i oryginalna, płynąca z wnętrza, oparta o własne przeżycia interpretacja przenosiła w kreowaną rzeczywistość nie tylko publiczność, ale także jurorów.

Do samego końca, mimo dręczących go chorób, był aktywny zawodowo, artystycznie i społecznie. Został za to uhonorowany odznaką Zasłużony dla Kultury Polskiej, przyznaną mu przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Jednak o tym już się nie dowiedział.

Żegnaj przyjacielu. Na zawsze pozostaniesz w mej pamięci i tomikach wierszy, jak lustro odbijających wrażliwość Twej duszy.

I jeszcze jedno - pozostawił po sobie piękną myśl - przesłanie zawarte w autorskim wstępie do wydanego w 2014 roku poetyckiego tomiku Ty i ja… Przyjaźń czy dylemat:

„A jednak myślę, że jest coś gorszego od ciemności niewidomego.

Najdotkliwszą ciemnością jest ciemność ducha towarzysząca każdemu zwątpieniu. Gdy wszystko dobrze się układa w świetlistej teraźniejszości, wydaje się, że przyszłość jeszcze bardziej będzie jaskrawa. Kiedy nagle człowiek przestaje widzieć, ogarnięty ciemnością często chce się od wszystkiego odciąć, ponieważ światłość zgasła… Pojawia się pytanie: Czy takie życie ma sens? A może wszystko przepadło? Na pewno nie! Życie, to najcenniejszy dar, który otrzymałeś, musi toczyć się dalej. Utrata lub brak wzroku nie jest jego końcem! To jest tylko próba wiary: w Boga, w siebie. Próba charakteru i hartu ducha, nad którą nawet w ciemności zawsze świeci słońce…”

<<<powrót do spisu treści

&&

Galeria literacka z Homerem w tle

&&

Rocznica

Edyta Grabowska-Gwardiak

Ada i Jerzy byli małżeństwem udanym, zgodnym i szczęśliwym. Poznali się przypadkiem w marcowy wieczór i ten przypadek dobrze wiedział, co robi, kiedy postawił jej zepsuty samochód na jego drodze. Droga była na uboczu, pora późna, a telefon Ady wracającej ze spotkania z okazji Dnia Kobiet wyładowany. Na szczęście Jerzy właśnie wybrał się na późny spacer, a że był mechanikiem samochodowym, to pospieszył z pomocą. Postawił staremu fiatowi trafną diagnozę, wezwał lawetę, która odholowała auto do jego własnego warsztatu, gdzie nazajutrz zajął się przywracaniem do sprawności pojazdu pięknej nieznajomej.

Zawarta w tak nieoczywistych okolicznościach znajomość właściwie kontynuowała się sama i szybko przerodziła w fascynację, a ta w miłość zakończoną ślubem. Teraz zbliżała się siódma rocznica tego wydarzenia i Ada postanowiła w drugą sobotę marca urządzić dla męża przyjęcie-niespodziankę. Zaprosiła przyjaciół i rodzinę, zamówiła catering i kupiła sukienkę w ulubionym lawendowym kolorze. Jednak przewrotny los postanowił inaczej…

Od kilku dni zachowanie Jerzego zaczęło ją poważnie zastanawiać. Wracał z warsztatu nieco później niż zwykle, był zmęczony, źle sypiał i wyraźnie coś go gnębiło. Zamyślał się i sprawiał wrażenie roztargnionego ilekroć poruszała jakieś domowe sprawy.

- Kochanie, wszystko u ciebie w porządku? - zapytała kiedyś przy śniadaniu. - Dobrze się czujesz?

- Tak, tak - odpowiedział szybko, ale nieuważnie. - A co masz konkretnie na myśli?

- Nic szczególnego - wyjaśniła, przyglądając mu się badawczo, chociaż dyskretnie.

Nieobecne spojrzenie męża utwierdziło ją w przekonaniu, że coś jest nie tak i to coś postanowiła wyjaśnić. Zaczęła od niespodziewanej wizyty w warsztacie. Jerzy, zamknięty w kantorku, prowadził ożywioną rozmowę przez telefon i nie zauważył jej cichego wejścia. Speszył się, kiedy spostrzegł, że Ada stoi za jego plecami. Pospiesznie odłożył słuchawkę i zainteresował się powodem jej wizyty.

- Zajrzałam tak sobie, bo byłam w pobliżu w markecie. Chciałam przy okazji sprawdzić, czy czegoś nie potrzebujesz - powiedziała i wyjęła z torebki jego ulubiony baton.

- Dziękuję - powiedział dość obojętnie i odłożył go bez entuzjazmu do szuflady.

Tego samego dnia wrócił bardzo późno i od razu położył się spać.

- Bolą mnie plecy - wyjaśnił i zniknął w pokoju gościnnym. - Muszę wygodnie się położyć - dodał i po raz pierwszy zapomniał o czułym pocałunku na dobranoc.

- Niedobrze… - powiedziała do siebie Ada i powzięła postanowienie, że wzmoże czujność.

Tak też się stało. Złamała swoje zasady i zajrzała do smartfona męża w czasie, gdy brał prysznic. Niczego nie znalazła, ale w kontaktach pojawiło się nieznane jej dotąd imię - Julia.

- Julia, jaka Julia? - zastanawiała się głośno, pijąc poranne cappuccino. - Nikogo takiego nie znamy, a klientki Jurek zawsze zapisuje pod nazwiskiem…

Postanowiła działać dalej, ale dwie kolejne niezapowiedziane wizyty w warsztacie niczego nie wyjaśniły. Dokonała jednak zaskakującego odkrycia. Zdumiał ją dziwny zapach wypełniający auto Jerzego. Pożyczyła je, bo we własnym zepsuły się hamulce, a ona musiała szybko pojechać do firmy, która przygotowywała dekoracje na przyjęcie-niespodziankę.

Hmmm… Laurent? Chanel? Armani? - myślała, wciągając głęboko całkiem ładny zapach. - Nie, nie, to przecież Dior! - ucieszyła się, rozpoznawszy znane perfumy.

Jednak po chwili zahamowała tak gwałtownie, że auto niemal zderzyło się z rowerzystą.

- Spokojnie, spokojnie… - powiedziała na głos. - Jerzy na pewno kupił mi takie perfumy z okazji rocznicy, a tu gdzieś schował papierowe paski, na jakie ekspedientki pryskają zapach do przetestowania. Na wszelki wypadek poszukała paska, ale… go nie znalazła. W starannie posprzątanym schowku, w którym mąż trzymał notes i ulubione landrynki, znalazła za to… damską żółtą apaszkę, a także mentolowe papierosy, których Jerzy nie palił. On nie palił nie tylko mentolowych, ale żadnych innych też i w ogóle miał uczulenie na dym tytoniowy!

- Nic to, nic to… - powtarzała słowa ukochanego bohatera literackiego, ale po jej twarzy popłynęły łzy.

Wzięła się w tak zwaną garść i wróciła do domu. Był to jednak już zupełnie inny dom niż ten, z którego wyjechała dwie godziny temu. Odstawiła auto do garażu i wolno weszła przez wewnętrzne drzwi do kuchni. Nalała wody do kubka, usiadła ciężko na taborecie i ukryła twarz w dłoniach.

Jerzy nie wrócił tego dnia na noc. Zatelefonował, że naprawa auta dla bardzo ważnego klienta się opóźnia, bo zamówione przez Internet części są uszkodzone. Nie słuchała reszty wyjaśnień. Wyłączyła telefon i postanowiła rozmówić się z niewiernym małżonkiem nazajutrz. Zastosowała znany i mądry sposób bohaterki Przeminęło z wiatrem - pomyślę o tym jutro.

Rankiem uświadomiła sobie z przerażeniem, że do rocznicowego przyjęcia pozostało zaledwie trzy dni.

- Dziś wieczorem ostatecznie wyjaśnimy sobie to i owo! - zadecydowała. Jednak wizja Jerzego trzymającego w ramionach jakąś kobietę omotaną żółtą apaszką i pachnącą najnowszym Diorem zawładnęła całkowicie jej umysłem. Pojechała szybko do warsztatu niewiernego małżonka.

- Zabiję! Najpierw ją, a potem jego! - planowała. - Później coś wymyślę. Zatrę ślady? Ucieknę za granicę? - rozkręcała się coraz bardziej.

Tuż przed drzwiami warsztatu zatrzymała się i przerażona uświadomiła sobie, że przecież kocha Jerzego, że rocznica, przyjęcie, wspólne lata…

- Nie, jednak go zamorduję! - zdecydowała i cicho, skradając się na palcach, wślizgnęła się do miejsca prawdopodobnej schadzki kochanków. W kantorku, jak przewidywała, mąż trzymał za rękę młodą, piękną, ogniście rudą kobietę, a ona głaskała go czule po zmęczonej, ale szczęśliwej twarzy. Furia Ady narastała z każdą sekundą. Serce szalało, dłonie drżały, a oddech przyspieszył. Rozejrzała się i jej wzrok spoczął na lewarku, który miała prawie w zasięgu ręki.

Najpierw uderzyć jego czy ją? myślała skoncentrowana na zadaniu. Przesunęła się delikatnie w stronę narzędzia zbrodni. Zapatrzeni w siebie kochankowie zdawali się niczego nie widzieć i nie słyszeć. Wyciągnęła więc powoli dłoń, by schwycić lewarek, uniosła go nieco i…

- Aduś, co z tobą?! Obudź się, bo chyba śni ci się coś strasznego - usłyszała jak przez mgłę ukochany głos.

- Jerzy?! Co ty tu robisz? - zapytała nieprzytomnie. - I gdzie ja jestem?

- Kochanie, jesteś w łóżku, a ja, jak zawsze, śpię obok. Niezmiennie od siedmiu lat, pamiętasz? - zaspany Jerzy przyjrzał się żonie z troską i czułością.

- To ty nie byłeś z nią w… - Ada w porę ugryzła się w język i nie dokończyła zdania.

- Z kim? Gdzie? Śpij, to był jakiś zły sen, mruczałaś coś o żółtej apaszce i francuskich perfumach. A zanim cię obudziłem, machnęłaś ręką tak mocno, jakbyś chciała mnie uderzyć.

- Przepraszam… - Ada przytuliła się mocno do małżonka. - Przepraszam cię bardzo…

- Śpij już, śpij, jutro ważny dzień, pamiętasz jaki?

Ada nie odpowiedziała, bo nadmiar wrażeń sprawił, że natychmiast zasnęła. Jej sen był tym razem spokojny i nie zakłócały go koszmary z rudą rywalką w roli głównej.

Poranek zapowiadał piękny, słoneczny, chociaż chłodny dzień. Ada obudziła się późno i z rozczuleniem patrzyła na śpiącego obok Jerzego.

- Idiotka - westchnęła, przypominając sobie swój sen. - I ja chciałam go zabić?

- Co mówisz? Kogo chciałaś zabić? - zamruczał Jerzy, budząc się po niespokojnej nocy.

- Eee, taki tam sen głupi miałam - odpowiedziała wymijająco.

- Opowiesz mi go?

- O nie, nigdy w życiu! - zawołała. Potem uśmiechnęła się i pocałowała męża.

- Wstajemy, bo goście… - po raz kolejny ugryzła się w język. Omal nie zdradziła niespodzianki.

- Co mówisz?

- Nic, nic, tak mi się coś przypomniało.

Ledwie Ada zdążyła ubrać szlafrok i zejść do kuchni, by zrobić obojgu kawę, zadźwięczał dzwonek u drzwi. Poszła otworzyć, dziwiąc się, że ktoś o tak wczesnej porze zakłóca spokój. Na progu stał przystojny posłaniec, który wręczył jej ogromny bukiet róż i białe pudełko przewiązane czerwoną wstążką.

- Wszystkiego najlepszego, proszę pani! - powiedział, uśmiechnął się i odszedł w stronę zaparkowanego przed furtką auta.

Zaskoczona przytuliła mocno bukiet. Zrobiło jej się głupio na myśl o niedawnym śnie. Otworzyła pudełko i znalazła w nim piękny, delikatny naszyjnik z niewielkimi diamentami oraz… flakon perfum Diora. To był ten sam zapach, który w jej śnie wypełniał auto Jerzego.

- Dziwne, bardzo to wszystko dziwne… - westchnęła. Coś mi się wydaje, że tej rocznicy nigdy nie zapomnę. I okropnego snu też na pewno nie…

<<<powrót do spisu treści

&&

Nasze sprawy

&&

Niepełnosprawni a wymiar sprawiedliwości

Hanna Pasterny

Czy głuchego kierowcę można ukarać mandatem za przekroczenie prędkości? Czy niewidomy jest wiarygodnym świadkiem? Jak dostosować składanie zeznań do potrzeb osoby z nadwrażliwością sensoryczną? Dlaczego w sprawach o ubezwłasnowolnienie należy pytać świadków także o zasoby i mocne strony osoby, wobec której toczy się postępowanie? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań szukali uczestnicy szkoleń zorganizowanych w ramach projektu Nie taki niepełnosprawny straszny, jak go malują współfinansowanego ze środków programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich Śląskie Lokalnie.

W listopadzie 2018 przeprowadziłam dwa szkolenia. Pierwsze odbyło się w Komendzie Miejskiej Policji w Bielsku-Białej, drugie w Prokuraturze Regionalnej w Katowicach. W zajęciach wzięli udział policjanci, strażnicy miejscy, prokuratorzy i pracownicy administracyjni prokuratur z woj. śląskiego.

Otwartość i pomoc

Dla wymiaru sprawiedliwości i służb mundurowych niepełnosprawność pokrzywdzonego, ofiary, świadka lub podejrzanego bywa wyzwaniem. Takich osób albo nie traktuje się poważnie, albo z góry rozgrzesza. Np. o to, co skradziono z mieszkania niewidomej kobiety, policja pyta jej sąsiadkę, nie przyjmuje zgłoszenia osoby z wadą wymowy, zakładając, że jest pod wpływem alkoholu, prokuratura odmawia wszczęcia dochodzenia w sprawie zgłoszonej przez osobę z zaburzeniami psychicznymi, bo pewnie ma urojenia, nie chce zająć się sprawą zdefraudowania pieniędzy przez osobę niewidomą zarządzającą organizacją, bo niewidomy nie może być przestępcą. Celem projektu był wzrost wiedzy i świadomości funkcjonariuszy i urzędników na temat komunikowania się z osobami z różnymi niepełnosprawnościami, możliwości potrzeb i ograniczeń wynikających z niepełnosprawności, zmniejszenie lęku przed kontaktem z niepełnosprawnym petentem, poprawa jakości obsługi i komfortu pracy.

Omawiając poszczególne niepełnosprawności, podpowiadałam, co ułatwi komunikację: zwracanie się bezpośrednio do osoby niepełnosprawnej a nie do jej przewodnika lub tłumacza, przesłuchanie w cichym pomieszczeniu, wykorzystanie do komunikacji komputera lub kartki. Formułowanie jasnych poleceń, utrzymywanie kontaktu wzrokowego z osobą z niepełnosprawnością intelektualną i monitorowanie poziomu jej uwagi, traktowanie rozmówcy z szacunkiem, uważne słuchanie, w razie potrzeby kilkakrotne powtórzenie pytania, przedstawienie się, spotykając osobę niewidomą. W części o dysfunkcji wzroku były również ćwiczenia praktyczne: wskazanie wolnego miejsca, objaśnianie drogi, ostrzeganie o przeszkodach, prowadzenie osoby niewidomej, chodzenie w goglach z białą laską i w uprzęży do nordic walking. Rozmawialiśmy też o dostępności stron internetowych oraz różnicach pomiędzy graficznym i tekstowym plikiem PDF. Duże zainteresowanie wzbudził temat tworzenia tekstów łatwych do czytania i zrozumienia. Dobre przykłady takich tekstów można znaleźć w broszurce autorstwa Moniki Zimy-Pariaszewskiej Moje prawa. Co osoba z niepełnosprawnością intelektualną powinna wiedzieć o postępowaniach sądowych wydanej przez Polskie Stowarzyszenie na Rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym. Czytamy w niej m.in.: Sąd będzie niezależny, bezstronny i niezawisły, czyli będzie orzekał na podstawie przepisów prawa i swojej wiedzy, a nie jak mu ktoś każe. […] W Polsce działa prokuratura i policja. Te organy chronią ludzi przed przestępcami. Do nich można pójść lub napisać jeśli wiemy, że ktoś popełnił przestępstwo. […] Świadkowie i pokrzywdzeni składają zeznania, to znaczy opowiadają o tym, co wiedzą na temat przestępstwa.

Potrzebne zmiany

W obu szkoleniach uczestniczył prawnik, który przeanalizował przypadki kontaktów osób niepełnosprawnych z wymiarem sprawiedliwości. Zastanawialiśmy się nad problemami w kontakcie z prokuraturą, policją, strażą miejską i szukaliśmy rozwiązań. Na tej podstawie opracowaliśmy listę ponad dwudziestu rekomendacji. Przydatne byłoby np. stworzenie procedury kontaktu z osobą niewidomą, byśmy wiedzieli, że pukający do drzwi to rzeczywiście policjant, w wezwaniach oraz innych pismach stosowanie czcionki bezszeryfowej, pomoc w dotarciu na komendę, umożliwienie złożenia zeznań w miejscu zamieszkania, zaplanowanie więcej czasu na przesłuchanie osoby niepełnosprawnej, przekazanie pracownikom informacji, kto w danej jednostce zna język migowy, podczas zatrzymania osoby niepełnosprawnej zwrócenie uwagi na jej sprzęt, by nie zgubił się lub nie uległ uszkodzeniu. Niektóre jednostki stosują powyższe dobre praktyki i wystarczy je upowszechnić. Jednak są także kwestie bardzo istotne dla osób z niepełnosprawnościami, które wymagają zmian w prawie: zastąpienie ubezwłasnowolnienia wspieranym podejmowaniem decyzji, dostosowanie procedury zatrzymania osoby niepełnosprawnej (stosowanie środków przymusu, kontakt z tłumaczem języka migowego), obligatoryjne zapewnienie niepełnosprawnemu pokrzywdzonemu obrońcy z urzędu, dostarczanie pism procesowych w dostępnych formatach (np. wersja elektroniczna, powiększona czcionka, brajl), jak najszersze stosowanie systemu przesłuchania na odległość. Propozycje zmian w przepisach przekazaliśmy parlamentarnym zespołom działającym w obszarze niepełnosprawności, rzecznikowi praw obywatelskich, pełnomocnikowi rządu ds. osób niepełnosprawnych i Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Wzajemne oswajanie

Mój pomysł tytułu projektu Nie taki niepełnosprawny straszny, jak go malują okazał się kontrowersyjny. Przekonanie rzecznika prasowego policji, że taki tytuł nikogo nie obraża i zamieszczenie go na stronie internetowej komendy nie jest niestosowne, zajęło mi trochę czasu. Początkowo uczestnicy mieli problem z mówieniem o tym, co jest dla nich trudne w kontaktach z osobami niepełnosprawnymi. Być może blokadą była moja niepełnosprawność i bali się mnie urazić. Ostrzegano mnie, że prokuratorzy to trudna, wymagająca grupa i mam się nie zdziwić, jeżeli będą traktować mnie z góry i okazywać znudzenie. Tym bardziej cieszyła mnie ich aktywność, ożywiona dyskusja, otwartość na moje pytania, chęć dowiedzenia się, na co osoby niepełnosprawne skarżą się w kontakcie z prokuraturą i sądem oraz zdanie z anonimowej ankiety ewaluacyjnej: Było ciekawiej niż się spodziewałem. Zaapelowano do organizacji pozarządowych, by przygotowywały osoby niepełnosprawne do kontaktów z urzędami.

Na zajęciach z policjantami założono mi kaftan bezpieczeństwa, zostałam też zakuta w kajdanki. O ile z kajdankami na rękach z przodu policjant był w stanie mnie prowadzić, o tyle z tyłu pchał mnie przed sobą. Było to bardzo nieprzyjemne; nie miałam kontroli nad drogą przede mną i czułam się jak przedmiot. Zgodnie z przepisami kajdanki zakłada się tylko z tyłu, co dla osoby z dysfunkcją wzroku jest bardzo niekomfortowe. Co prawda osobom z widoczną niepełnosprawnością nie zakłada się kajdanek, ale panowie przyznali, że w dynamicznie rozgrywającej się akcji bywa różnie. Często nie są też w stanie ocenić, czy podejrzany ma jakąś niepełnosprawność i zakładają mu kajdanki ze względów bezpieczeństwa. Może się tak zdarzyć również wówczas, gdy osoba nie jest agresywna, ale np. trzeba ją doprowadzić na przesłuchanie. Kaftan i kajdanki mogą stresować także osoby z zaburzeniami ze spektrum autyzmu. Wiele z nich ma nadwrażliwość na dotyk. Jednak dzięki temu, że na szkoleniu byłam królikiem doświadczalnym, odkryłam, że zastosowanie takiego sprzętu ma też zalety. Policjant nie dotyka bezpośrednio prowadzonej osoby, lecz kajdanek lub kaftana, co jest bardziej neutralne i z mojego punktu widzenia mniej narusza przestrzeń osobistą. Gdy podzieliłam się tą obserwacją z autystyczną kobietą, która kilkakrotnie została zatrzymana przez policję, po namyśle przyznała mi rację. Dzięki projektowi zgłębiłam również tajniki prawa, a pięćdziesięciu dwóch uczestników przekonało się, że niepełnosprawny nie jest przybyszem z innej planety, można się z nim dogadać i wspólnie znaleźć rozwiązanie. Ufam, że przekażą tę wiedzę swoim współpracownikom.

<<<powrót do spisu treści

&&

Dom opieki nie dla każdego

Adam Kowalski

Domy opieki powinny zapewniać swoim pensjonariuszom godne warunki. Domy całodobowe gwarantują co najmniej trzy posiłki dziennie, podstawowe wyposażenie w jedno-, dwu- lub wieloosobowych pokojach.

Mieszkańcom przysługuje sprzątanie, dbanie o czystość ciała i odzieży, leczenie, podstawowe badania, rehabilitacja, posługi religijne. Pensjonariuszy powinny wspierać zajęcia kulturalno-oświatowe, terapia zajęciowa, dostęp do biblioteki oraz psychoterapia. Osoby o słabszej konstrukcji psychicznej powinny mieć umożliwiony stały kontakt z psychologiem i psychiatrą.

W dziennych domach opieki (za niewielką opłatą) należą się dwa posiłki, terapia zajęciowa oraz inne atrakcje. W Polsce domy opieki prowadzą: Opieka Społeczna, Caritas, różne stowarzyszenia i fundacje (w tym wyznaniowe), Narodowy Fundusz Zdrowia finansujący Zakłady Opiekuńczo-Lecznicze, hospicja stawiane za przykładny wzór oraz osoby prywatne.

Fakty i mity na temat domów opieki

Mit - Idealne miejsce dla obłożnie chorych i żyjących w bardzo złych warunkach oraz w skrajnym ubóstwie.

Fakt - Nie zawsze. Umieszczenie w domu opieki chorego należy rozpatrywać indywidualnie, gdyż może godzić w jego nietykalność osobistą. Jeden pacjent dziękuje za okazaną pomoc, drugiemu przeszkadza leżenie w nieswoim łóżku, dotyk obcych rąk.

Złe warunki czy bieda to nie powód, by żyć w domach opieki. Jak twierdzą sami zainteresowani, najgorsze mieszkanie jest lepsze niż najlepsza placówka opiekuńcza.

Ludzie wymagający pomocy osób trzecich powinni otrzymywać wysokie świadczenia, by móc żyć godnie w swoim środowisku. Na Zachodzie dba się o obywateli specjalnej troski w miejscu zamieszkania; Polska ogromne środki przeznacza na domy opieki, obciążając samorządy terytorialne.

Zachodnie domy opieki drogo kosztują, bardziej opłaca się zatrudnienie prywatnego opiekuna.

Mit - Najlepsza przystań dla bezdomnych.

Fakt - Nie zawsze. Bezdomność jest czyimś wolnym wyborem. Jednego pensjonariusza zadowoli dach nad głową, ciepły posiłek, czysta pościel; inny nigdy nie zaakceptuje życia w niewoli, stoczy ostry bój, za co on sam zostanie obarczony winą a nie wadliwy system.

Mit - Raj dla niepełnosprawnych.

Fakt - Nie zawsze. Miejsca te kojarzą się z ograniczoną wolnością, brakiem prywatności, przymusową egzystencją wśród obcych. Nie każdy akceptuje narzucony tryb życia pod pręgierzem regulaminu i ma prawo do protestów, gdy czuje się zmanipulowany przez rodzinę, personel i system, nie ma nic do powiedzenia. Teoretycznie ubezwłasnowolnienie niepełnosprawnego jest trudne, ale rodziny w zmowie z lekarzami mogą omijać prawo, o czym świadczą wieloletnie procesy sądowe opisywane w reportażach.

Są to instytucje mroczne, nazywane umieralniami wskutek podeszłego wieku lub przewlekłych chorób, co psychikę wrażliwych mieszkańców może doprowadzić do ruiny a nawet śmierci samobójczej.

Nie cieszą się dobrą opinią, stąd slogan autorstwa starszych kobiet: Cudza opieka, życie wypieka.

Nie chcemy być w DPS-ach! - płynął w eter głos niepełnosprawnych okupujących siedzibę Sejmu.

Obojętny personel nie angażuje się w kłopoty protestujących pacjentów.

Zalety

W solidnych placówkach zatrudnia się instruktorów kulturalno-oświatowych z wykształceniem pedagogicznym, którzy umilają mieszkańcom wolny czas. Trudnej do zniesienia egzystencji może sprzyjać dobry kontakt z personelem oraz sąsiadami. Regularne wizyty lekarzy, w tym: internisty, psychiatry, w przypadku domów dla niewidomych okulisty - zaspokajają potrzeby zdrowotne. Domy o najwyższym standardzie posiadają kioski zaopatrzone w artykuły spożywcze i kosmetyki. Przysługują tam jedno- lub dwuosobowe pokoje z węzłem sanitarnym, telefonem oraz Internetem, niektórzy mogą posiadać własne meble, lodówki i pralki.

W oddziałowych kuchenkach można przyrządzić lub odgrzać ulubione potrawy. W specjalistycznych pracowniach odbywają się zajęcia kulinarne i rękodzielnicze. Organizowane są pikniki i zabawy, wyjścia do teatru, kina, na basen lub też wyjazdy na wycieczki czy wczasy pod opieką personelu.

Przychodzą fryzjerzy, mani- i pedicurzystki, organizowane są kiermasze odzieżowe i inne atrakcje.

Ważne informacje przekazywane są za pośrednictwem radiowęzłów.

Działają zespoły wokalno-instrumentalne oraz teatrzyki. W dobrze funkcjonujących domach tworzą się rady mieszkańców i odbywają się ogólne zebrania.

W niektórych domach mieszkańcy innych wyznań za zgodą dyrekcji mają dostęp do pomieszczeń, zamienianych czasowo na sale kultów religijnych.

Pod okiem rehabilitantów funkcjonuje sala gimnastyczna i gabinety fizykoterapii.

Bezpieczeństwo zapewniają poręcze umocowane wzdłuż korytarzy, instalowane są windy.

W ogrodach można się zrelaksować, pospacerować alejkami wśród drzew.

Wielu pensjonariuszom pobyt w domu opieki poprawił zdrowie i przedłużył życie nawet o kilka lat.

Podopieczni z pomocą pracowników dbają o groby zmarłych mieszkańców.

Każdemu przysługuje 21 dni urlopu na rok.

Wady

Wspólnoty tworzone przypadkowo, nazywane przez przeciwników gettami, nie wszystkim służą. Każdy oddział to zespół (lub z języka niemieckiego familia), który ma być namiastką rodziny. Odpłatność za pobyt wynosi 70 procent dochodów, zamożniejsi uiszczają całkowity koszt, dlatego mają poczucie krzywdy. To samo jedzą i w tych samych warunkach żyją byli więźniowie - niebieskie ptaszki, którzy bogatszym mieszkańcom śmieją się w twarz. Trafiają tu za pośrednictwem Ośrodków Pomocy Społecznej.

Zwolennika domowego, nawet skromnego jedzenia nigdy nie zadowoli jadło z kotła przygotowane z najtańszych produktów.

Ludzie z różnych warstw społecznych, uzależnieni od środków psychoaktywnych, przedstawiciele inteligencji, niepełnosprawni fizycznie i intelektualnie, pacjenci psychiatryczni tworzą swoistą mozaikę charakterów.

Narzucany jest kontakt z obcym lekarzem.

Mieszkańcy tzw. trudni za łamanie regulaminu mogą podlegać dotkliwym karom, np. być przenoszeni z pojedynczego pokoju do dwójki. W ten sposób za nic karana jest również druga osoba przymusowo skazywana na wspólne mieszkanie z kimś takim. Duża rozpiętość wieku utrudnia życie.

W domach opieki do dziś przebywają bliskie mi osoby. Byłem świadkiem waśni między młodą dziewczyną słuchającą głośnej muzyki a staruszką modlącą się na głos; umieszczono je w jednym pokoju. Po kilku kłótniach doszło do rękoczynów, należało panie rozłączyć w trybie natychmiastowym.

Pobyt w takich placówkach dobrze znoszą ich zwolennicy. Już wcześniej zaklepują sobie miejsce wdowcy, single pragnący towarzystwa. Liczą na znalezienie życiowego partnera lub małżonka, co się zdarza, a także osoby znużone załatwianiem codziennych spraw.

Niektórzy niepełnosprawni bardziej cenią egzystencję w domach opieki niż wegetację pod kuratelą nie zawsze przyjaznej rodziny. Wolą zapłacić za pobyt, mieć tam własny kącik i święty spokój.

Życie zatruwają indywidualiści umieszczeni tu nie z własnej winy i nie z własnego wyboru. Stronią od otoczenia, przejawiają postawy aspołeczne; zmuszani do nawiązywania kontaktów z innymi, wszczynają konflikty nawet z przyjaciółmi. Istną gehennę przeżywają pacjenci psychiatryczni źle tolerowani przez ogół.

Odrębny problem stanowią mieszkańcy roszczeniowi, im wszystko się należy.

Wspólne posiłki w jadalni, w hałasie, siedzenie przy stole z osobami nieprzestrzegającymi higieny osobistej czy smakoszami alkoholu - to źródła stresów. Niekiedy złą sławę przynoszą interwencje policji w wyniku rękoczynów, libacji, kradzieży, oszustw, wyłudzeń czy szantaży.

Zanim zostanie podjęta decyzja o zamieszkaniu w którejś z placówek, warto obejrzeć kilka i wybrać najlepszą. O własnym losie każdy powinien decydować sam. Warto o opinię na temat konkretnego domu spytać samych mieszkańców, przeczytać uwagi w Internecie i wyciągnąć wnioski. Do domów opieki dobrze jest przybyć na tzw. okres próbny, by w razie niepowodzenia móc wrócić do siebie.

W przypadku niskich dochodów do pobytu dopłaca Urząd Gminy gdzie pacjent był zameldowany. Na rodziny o wysokich dochodach spada obowiązek alimentacyjny. Warto prowadzić zdrowy styl życia, by jak najdłużej zachować sprawność fizyczną i umysłową.

<<<powrót do spisu treści

&&

Określenia i przywileje osób niepełnosprawnych

Iwona Czarniak

Na przestrzeni wieków nazewnictwo określające osoby z niepełnosprawnością ulegało zmianom i tak dzieje się do dziś. Pojawiają się wciąż nowe określenia, zastępując te używane przez lata. Jeżeli dobrze zagłębimy się w ten temat, to zaskoczy nas ilość stosowanego nazewnictwa.

Przytoczyć tu można określenia używane w stosunku do osób z dysfunkcją wzroku: ślepi, omacki, niewidomi, ociemniali, niedowidzący, inwalidzi wzroku czy stosowane obecnie - osoba z niepełnosprawnością wzroku bądź osoba z dysfunkcją wzroku.

Sama, będąc osobą, która straciła wzrok, nie bardzo przejmuję się określeniami mojej niepełnosprawności, poza jednym, a jest to określenie ślepy. Jak dla mnie wiąże się to z kontekstem, w jakim często jest to słowo używane. Zdarzało mi się jeszcze jako osobie widzącej usłyszeć: Co nie widzisz? Ślepa jesteś? W chwili, kiedy czegoś od razu nie spostrzegłam lub później, kiedy traciłam wzrok, nie raz usłyszałam: przecież masz okulary i nadal jesteś ślepa, a te i inne uszczypliwe uwagi były wypowiadane złośliwym tonem.

Medyczne określenie ślepota często jest wykorzystywane przez osoby z dobrym wzrokiem w celu obrażenia drugiego człowieka, pomimo iż brak wzroku nie sprawia, że ten jest w jakiś sposób gorszy od widzącego.

Drogą mailową otrzymuję od znajomych różne przydatne informacje i tak ostatnie maile, jakie przesłał mi niedowidzący Jacek z Zebrzydowic, zawierały zamiast obecnie używanych nazw, określenie ślepy. Zapytałam więc Jacka o powód użycia tego słowa. Oto co mi odpowiedział:

- Pytasz, dlaczego osoby niewidome nazywam ślepymi. Bo niewidomy a ślepy to prawie to samo znaczy, a krócej się pisze. Powiem więcej - ślepy jest lepszym i bardziej precyzyjnym określeniem, bo nazywa wszystkie osoby, które nie widzą, czyli niewidome i ociemniałe. Natomiast określenie niewidomy jest dyskryminujące, bo może sugerować, że chodzi tylko o osoby, które nie widzą od urodzenia lub wczesnego dzieciństwa, a pomijane są osoby ociemniałe, które utraciły wzrok na przykład już jako dorosłe. Pojęcie ślepy wywodzi się z określenia medycznego zwanego ślepotą, więc jest najbardziej poprawne - mówi Jacek i dodaje:

- Skoro jest Polski Związek Głuchych i niesłyszący nie widzą nic złego w tym, że nazywa się ich głuchymi, to nie uważam, że w nazywaniu niewidomych i ociemniałych ślepymi jest coś złego.

Napisałem i obroniłem pracę magisterską z prawa. Używałem w niej takich określeń jak: ślepy, głuchy, kaleka, ułomny, ale również zamiennie określeń nowszych, takich jak: inwalida, niewidomy, osoba niepełnosprawna, osoba z niepełnosprawnością itp. Użyłem też kilka razy określenia Murzyn. I zarówno promotorka jak i recenzentka pracy nie miały żadnych zastrzeżeń, a nawet promotorka namawiała mnie do opublikowania tej pracy.

Ogólnie uważam za niewłaściwy trend w wymyślaniu coraz to nowych określeń na to samo, bo stare nabrały negatywnego znaczenia.

Kiedyś było określenie kaleka. Zaczęło się to źle kojarzyć, to wymyślili nowe - inwalida. Inwalida zaczął się źle kojarzyć, to wymyślili określenie niepełnosprawny. Obecnie i to powoli staje się niemodne, to wymyślili określenie osoba z niepełnosprawnością. A jak za jakiś czas pojęcie osoba z niepełnosprawnością nabierze negatywnego skojarzenia, to znowu będą coś tam wymyślać, jakieś nowe? Podobnie debil i idiota - kiedyś były medycznymi określeniami stopnia upośledzenia umysłowego. Potem zaczęto od tego odchodzić, bo komuś to zaczęło się źle kojarzyć. Ja uważam, że nie tędy droga. Nie sztuka wymyślać coraz to nowsze słówka, żeby się źle nie kojarzyły, ale trzeba odczarowywać te już istniejące i edukować ludzi, co za danym określeniem się kryje; że mamy do czynienia po prostu z człowiekiem, który ma swoje problemy, jakich nie mają inni pełnosprawni; ale może i często potrafi być dobrym, pożytecznym obywatelem jak każdy inny; tylko innymi sposobami osiąga niektóre rzeczy.

Pewien nauczyciel na studiach nie nazwał mnie ślepym czy ślepawym, tylko użył niby ładniejszego określenia na moją wadę wzroku, czyli słabowidzący. Ale co z tego, że nazwał mnie słabowidzącym, a nie ślepym, nie chcąc mnie urazić, skoro zaraz potem zarzucił mi, że fakt, iż słabo widzę, nie usprawiedliwia tego, że mogę się mniej nauczyć. Wtedy akurat czegoś nie umiałem. No i co z tego, że użył niby ładniejszego określenia na mój rodzaj niepełnosprawności, skoro chwilę później uraził mnie niesłusznie posądzając o to, że ja roszczę sobie prawo do łagodniejszego traktowania i stawiania mi mniejszych wymagań z racji wady wzroku, choć ja nigdy niczego takiego od żadnego z nauczycieli nie oczekiwałem. Po prostu się nie douczyłem czegoś i tyle. Mnie zabolało takie posądzenie, a nie to, czy mnie nazwał ślepym czy nie. Bo tak jak napisałem - nie sztuka w wymyślaniu coraz nowszych i ładniejszych określeń. I co z tego, że ludzie będą używali tych ładniejszych, skoro mimo ich używania będą myśleli nadal stereotypowo, tak jak ten nauczyciel.

Powiem jeszcze, że kolega ze studiów, który używał określenia ślepy, nigdy niesłusznie mnie tak jak ten nauczyciel o nic nie posądził. Był koleżeński wobec mnie i jak trzeba było, to mi pomógł i w jego towarzystwie nie odczuwałem, że jestem jakiś gorszy czy inny od niego, bo ja słabo widzę, a on widzi dobrze.

Dlatego mam takie zdanie na ten temat.

Kolejna rzecz to przywileje z jakich mogą korzystać osoby z niepełnosprawnością. I tu bywa różnie - jedni twierdzą, że skoro mają takie prawo, to wykorzystują je do maksimum, lecz są i tacy, którzy robią to sporadycznie, mówiąc, że jeżeli sytuacja tego nie wymaga, to chcę robić wszystko tak jak pełnosprawni.

A oto co sądzi na ten temat Jacek:

- Odnośnie tematu postrzegania i traktowania niepełnosprawności można powiedzieć, iż niestety obecne rozwiązania prawne, które mają ułatwić inwalidom życie, niekiedy pogarszają postrzeganie tychże osób przez osoby pełnosprawne. A to z powodu pewnych niekiedy zbyt dużych, według pełnosprawnych i także według mnie, przywilejów. Podam pewien przykład: w Polsce wszyscy ze znacznym stopniem niepełnosprawności mają pierwszeństwo w kolejce do kasy biletowej. Pytanie tylko po co, skoro mogą kupić bilet kolejowy bezpośrednio w pociągu bez żadnej dopłaty i bez konieczności zgłaszania się do konduktora. Jedyną uzasadnioną okolicznością pierwszeństwa do kasy jest sytuacja, gdy chce się kupić bilet na pociąg Pendolino, bo w tym pociągu nikt poza osobami na wózkach inwalidzkich nie może kupić biletu bez dodatkowej opłaty. Ja nie korzystam z tego przysługującego mi pierwszeństwa, poza wyjątkami, gdy mi się bardzo śpieszy. Spotkałem się z osobami pełnosprawnymi, którym się nie podobało, że niepełnosprawni są za bardzo uprzywilejowani. Szczególnie to widać na Zachodzie.

Dwa lata temu byłem w Irlandii. Kolega Polak, który tam mieszka, mówił, że tam prawo i służby państwowe z przesadną ochroną podchodzą do inwalidów. Można wręcz powiedzieć o dyskryminacji pełnosprawnych przez państwo na rzecz niepełnosprawnych. Sam miał niemiłą sytuację i problemy z powodu powołania się kogoś na swoją niepełnosprawność. Pracując w pociągach, rozwoził na wózku jedzenie; kiedyś jedna z pasażerek bardzo niegrzecznie się wobec niego zachowała - była opryskliwa, a gdy miała zapłacić, rzuciła w niego specjalnie pomiętym banknotem. Kolega zwrócił uwagę na jej niegrzeczne zachowanie. Ona w ramach odwetu napisała skargę do jego pracodawcy, że jest niepełnosprawna (kolega twierdził, że wcale nie wyglądała na niepełnosprawną i chyba nawet nikt nie sprawdzał jej uprawnień). Pracodawca z góry przyjął, że to on jest winny i to on się musiał grubo tłumaczyć z tego, że śmiał zwrócić uwagę osobie niepełnosprawnej. Bo w Irlandii tak to działa, że jak ktoś ma status osoby niepełnosprawnej, to traktuje się go niemal jak świętą krowę. I jak ktoś zadrze tam z osobą ze statusem niepełnosprawności, to od razu jest na pozycji przegranej i o wiele trudniej mu się obronić przed taką osobą. Mój kolega ostatecznie przeprosił tę kobietę niby za to, że hipotetycznie mógł ją czymś urazić, bo widział, że pracodawca w imię poprawności politycznej obrał stronę tej kobiety tylko dlatego, że jest niepełnosprawna. W Irlandii osobom niepełnosprawnym nie można zwrócić uwagi nawet wtedy, kiedy na słowa krytyki zasłużą. Z mocy prawa są chronione, tak jak wszystkie pozostałe mniejszości. Ogólnie jest to związane z tak zwaną poprawnością polityczną, gdzie mniejszości, czyli niepełnosprawni i mniejszości seksualne, na przykład homoseksualiści, mniejszości religijne są pod specjalną ochroną, a w praktyce na pozycji uprzywilejowanej. Jest to tak zwana pozytywna dyskryminacja, czyli dyskryminacja większości normalnego społeczeństwa na korzyść poszczególnych mniejszości. Takie nadmierne uprzywilejowanie powoduje, że w efekcie osoby niepełnosprawne przestają być lubiane przez resztę społeczeństwa i są traktowane z wymuszoną grzecznością, ale i pewnie z większą ukrywaną niechęcią i obojętnością. I trudno się dziwić, że tak jest. Na szczęście do Polski to jeszcze nie dotarło, choć powoli to już wkracza jak wszystko, co przychodzi do nas z Zachodu.

Na lotnisku nie skorzystałem z prawa do odprawy poza kolejnością, bo nie uważam się za żadnego VIP-a. Cieszyłem się, że mogę się poczuć w tej kolejce jak zwykły pasażer a nie jakiś odmieniec.

W Irlandii poza kolejnością w kasach biletowych obsługiwane są nie tylko osoby ze znacznym stopniem niepełnosprawności, lecz wszyscy niepełnosprawni, a pracownik, który zostanie zwolniony z powodu złego potraktowania niepełnosprawnego, w papierach ma adnotację o dyskryminacyjnym zachowaniu. Teraz zwłaszcza na Zachodzie inwalidzi są niekiedy nadmiernie uprzywilejowani i mają (nie zawsze słusznie) więcej praw niż reszta społeczeństwa.

Takie jest zdanie Jacka, lecz ile osób tyle opinii na ten temat i chyba tak do końca żadne z obowiązujących rozwiązań nie będzie w stanie zadowolić wszystkich.

<<<powrót do spisu treści

&&

Komentarz do artykułu Określenia i przywileje osób niepełnosprawnych

Teresa Dederko

Skorzystam właśnie z mojego przywileju, tym razem jako redaktor naczelny a nie osoba z niepełnosprawnością.

Bardzo lubię autorkę powyższego artykułu i często zgadzam się z reprezentowanymi przez nią poglądami. Dziwią mnie natomiast stwierdzenia zawarte w wypowiedziach pana Jacka.

Osoba z wyższym wykształceniem powinna zdawać sobie sprawę, że język polski, tak samo jak inne języki, ewoluował przez stulecia. Wiele wyrazów zupełnie wyszło z użycia albo są zastępowane nowymi. Obecnie określenie ślepy ma wydźwięk pejoratywny i stosowane jest w zdaniach zawierających opinie negatywne, np. ślepa jestem, bo nie zauważyłam tej plamy, to znaczy - po prostu jestem gapa.

Wyjaśnię to dokładniej na przykładzie nazewnictwa dotyczącego osób pracujących na roli. Obecnie nazywa się ich rolnikami albo przedsiębiorcami rolnymi. Jeszcze nie tak dawno byli to włościanie, chłopi, a przed wiekami kmiecie.

Nie raz słyszałam jak młodzi ludzie wymyślają sobie właśnie od kmieciów, mając na myśli kogoś zacofanego, niedouczonego a nie wiejskiego gospodarza.

Od pewnego czasu spotykam się z terminem niewidzący, który oznacza osobę pozbawioną wzroku. Uważam to za właściwe określenie obejmujące wszystkie osoby niewidzące - bez względu czy są niewidome, czy ociemniałe; chociaż są sytuacje, w których duże znaczenie ma to, kiedy nastąpiła utrata wzroku.

Błędne jest natomiast używanie terminu niewidomi w odniesieniu do osób słabowidzących.

Co do drugiego tematu poruszonego w artykule, a dotyczącego wykorzystywania przywilejów przysługujących osobom niepełnosprawnym, zgadzam się całkowicie, że nie można ich nadużywać.

Oprócz litery prawa powinniśmy kierować się zdrowym rozsądkiem i okolicznościami, w jakich korzystamy z naszych uprawnień.

Nadal w społeczeństwie funkcjonują pewne stereotypy dotyczące niepełnosprawności, z którymi trudno jest walczyć. Z własnego doświadczenia wiem, że kolejkowicze prędzej przepuszczą mnie bez kolejki, gdy nie mam przewodnika niż z osobą towarzyszącą. W rzeczywistości ja przecież mogę postać i poczekać, ale gdy mam asystenta na parę godzin albo opłacanego przewodnika, wolałabym sprawy załatwiać bez straty czasu.

Osoby słabowidzące mogą nie zauważyć tego problemu, ponieważ w wielu wypadkach są samowystarczalne i nie muszą korzystać z pomocy przewodnika.

Odnoszę wrażenie, że pan Jacek w niewielkim stopniu zna realia, w jakich funkcjonują osoby całkiem niewidome. Zgadzam się za to w pełni, że nie można wobec nas stosować taryfy ulgowej.

Tak na zakończenie, panie Jacku, znam jeszcze jeden termin na określenie niewidomego, którego pan nie wymienił a mianowicie - brajlak. Skąd taka nazwa, to już zagadka dla pana.

<<<powrót do spisu treści

&&

Nie przesadza się starych drzew

Genowefa Cagara

Nieduże mieszkanie w centrum Warszawy. Tak mniej więcej 34 metry kwadratowe, ale wspaniale zaprojektowane: dwa pokoje z osobnymi wejściami z przedpokoju, malutka oddzielna kuchnia (ok. 3-4 metry kwadratowe), naprzeciwko nieduża łazienka z wanną, umywalką i wc oraz dosyć wąski przedpokój w kształcie litery L; nawet jest miejsce na nieduży balkon-loggię. Mimo, że mieszkanie znajduje się w wielkim koszarowym bloku w centrum Warszawy, jest tu całkiem cicho, nawet przy otwartych szeroko oknach... A przed oknami ładny krzak pachnących róż posadzony przez pana gospodarza, czyli dawniej dozorcę... I trawnik podlewany latem przez sąsiadów z mieszkania obok... Tak było przez wiele lat...

Niestety, tzw. prawo do wszelakiej działalności gospodarczej wszystko odmieniło. No, prawie wszystko, co nie zależało od nas...

W naszym bloku mieszkania coraz częściej zaczęły zmieniać właścicieli... Coraz to ktoś kupował kolejne z mieszkań, remontował je całkowicie, niszcząc dotychczasowy spokój, a potem zaczynała się właśnie ta, tak popierana działalność gospodarcza, czyli wynajem mieszkań na doby, inaczej mówiąc, na agencje towarzyskie, hostele i bardzo rzadko hotele, które na ogół zaczynały żyć od ósmej wieczorem, a kończyły koło piątej rano.

Ciekawe było również sprzątanie tych apartamentów, bo tak się te maksymalnie trzydziestometrowe mieszkania teraz nazywały.

W bloku z wielkiej płyty sufity wspaniale nadają się na membrany bębnów afrykańskich, zwłaszcza kiedy maszeruje po nich stado dwudziestoparolatek w wysokich szpilkach, stukając rytmicznie jak wojskowa kompania.

Nie mówię już o chłopakach, którzy wracali z klubów przed czwartą rano, umilając nam te wczesne godziny odgłosami raczej łazienkowymi... Współczuję Ukraince, która po ich wyjściu sprzątała te łazienki, sypialnie i pewnie jeszcze dodatkowe pomieszczenia.

Nie wiem, jak inni znoszą takie przedstawienia, ale po kilku latach nie wytrzymaliśmy i postanowiliśmy zmienić nasz ukochany Dom na coś cichszego...

Oczywiście szukaliśmy jakiejś agencji nieruchomości, bo w dzisiejszych czasach sam właściciel, w dodatku niewidomy, ma małe szanse na przeprowadzenie tej operacji. Za komuny robiliśmy to dwa razy, zamieniając samodzielnie, z pomocą jedynie adwokata do spraw papierkowych, nasze malutkie mieszkanko na właśnie ten nasz Dom, ale teraz... Tyle wokół oszustów...

No i ktoś powiedział, że jakaś pani pośrednik pomogła mu kupić mieszkanie i jest bardzo zadowolony.

Skoro klient jest zadowolony z kogoś, to musi znaczyć, że ten ktoś jest naprawdę dobry, więc skontaktowaliśmy się z tą panią...

Na początku było wiele ofert (w bazie wiele tysięcy), ale kiedy przyszło do oglądania tego naszego nowego lokum, okazało się, że przedstawiła nam jedynie dwie oferty: na Białołęce i... w Legionowie. To z Białołęki było zagrzybione, więc musieliśmy niestety znaleźć się w Legionowie.

Mieszkanie miało być na ostatnim piętrze, a wylądowaliśmy - na parterze...

Jeżeli ktoś z Czytelników chce zmienić mieszkanie, niech nigdy nie polega jedynie na uczciwości agenta. No i nie wolno robić tego w takim stanie, w jakim my byliśmy wtedy. (Może Pani Psycholog napisze coś mądrego na ten temat...)

Teraz, rok po przeprowadzeniu się, mamy jedynie jedną znajomą panią, z którą chodzimy na targ i ewentualnie na jakieś inne zakupy, a poza tym praktycznie siedzimy w czterech ścianach, bo nawet na przystanek jest bardzo trudno trafić... Google Maps pokazują zamiast naszej ulicy inną, z innym numerem bloku.

Kiedyś dziwiłam się, że osoby niewidome uciekają z mniejszych miejscowości do większych miast. Teraz je niestety dobrze rozumiem... Może po to był i jest ten nasz koszmar wyobcowania i kompletnej zależności od widzących...

Jedyne, gdzie się udaje trafić, to poczta, przychodnia (ta najbardziej podstawowa) i mały sklep osiedlowy, w którym nawet zwykła woda źródlana kosztuje o kilkadziesiąt groszy więcej niż w markecie...

Nie umiem się w ogóle odnaleźć w tym nowym miejscu i wciąż mam wrażenie, że ten okropny sen się skończy i wrócimy do naszego Domu, piekarni szwajcarskiej, apteki, Lubaszki i wspaniałej przychodni ze wspaniałą panią doktor...

Teraz wiem, że nie przesadza się starych drzew, tylko co zrobić, kiedy nie można żyć tam, gdzie przedtem i z ludźmi, którzy nas lubili i których myśmy lubili...

Przecież tam przeżyliśmy ponad połowę życia, a nasz syn, będąc zmuszony do wyprowadzenia się z własnego mieszkania i pokoju, zostawił tam całe swoje życie, przyjaciela i wspomnienia, które tak bardzo bolą, że nawet po roku łzy płyną na myśl o tym, co było piękne i nasze i za co często dziękowałam Bogu, myśląc: to moje miejsce, taki musi być początek nieba na ziemi...

<<<powrót do spisu treści

&&

Z uśmiechem przez życie

&&

Kolory życia (cz. 2)

Ryszard Dziewa

Pochwała niepełnosprawności

Drogę z pracy do domu znam na pamięć, ale jeżeli jakiś przygodny znajomy chce zaofiarować swoją pomoc, nigdy nie staram się jej odmawiać. Czasem taka pomoc jest nawet uciążliwa, zwłaszcza kiedy ktoś nie ma wyczucia i niemalże chciałby swego przygodnego podopiecznego zanieść do upragnionego celu, żeby solidnie wywiązać się z zaoferowanej przysługi.

Pewnego dnia, wracając z pracy, usłyszałem charakterystyczny stukot i rytmiczne skrzypienie. Od razu zorientowałem się, że to jakiś inwalida narządu ruchu. Nie pomyliłem się.

- Niech pan zaczeka, pomogę panu.

- No tak - pomyślałem - tak mi pomoże, że w domu będę później, a na dodatek będziemy obydwaj mieli siebie dosyć. Że też miał kiedy spotkać ślepy kulawego.

- Bardzo panu dziękuję, ale znam drogę i nie będę panu robił kłopotu.

- Ale co pan opowiada, ja takim jak pan pokrzywdzonym przez los to bym nieba przychylił. Ja mam protezę, ale co to jest w porównaniu z pańskim nieszczęściem. Co prawda wolniej chodzę, ale zawsze wszędzie dojdę o własnych siłach. Panu zawsze ktoś musi pomagać.

Nic się nie odezwałem. Trochę szlag mnie zaczął trafiać, ale pomyślałem: niech się facet dowartościuje.

I tak idąc, mój anioł stróż snuł swoje rozważania o moim nieszczęściu, podkreślając co jakiś czas swoją przewagę. A ja milczałem, ale to moje milczenie jeszcze dodawało mu większej pewności siebie w swoim przekonaniu o moim ciężkim losie, a swoim lekkim, niewiele znaczącym dla niego inwalidztwie.

Aż tu nagle trach! Coś trzasnęło i mój opiekun stanął jak wryty.

- Co się stało? - pytam zdziwiony.

- A niech to jasna cholera! Pasek pękł przy protezie.

- Może bym mógł panu w czymś pomóc.

- A co pan mi może pomóc, ja się sam nie mogę stąd ruszyć.

- Mogę kogoś powiadomić o pańskim nieszczęściu.

I rzeczywiście pomogłem. Zadzwoniłem pod wskazany numer i rodzina przetransportowała mojego pomocnika, który nie do końca mógł spełnić swoją misję.

Ciekawe, czy uświadomił sobie, że tak naprawdę nie ma lepszej i gorszej niepełnosprawności.

Ludzie bez sumienia

Rok 1981. W styczniowe popołudnie zatrzymuję się przed tłumem stojącym pod delikatesami. Ludzie coś głośno mówili, ale w tym rozgardiaszu trudno było cokolwiek usłyszeć. Wreszcie do moich uszu dotarło, że rzucili olej i miód. Pomyślałem, że przydałby nam się olej, ale na pewno dla mnie by go już zabrakło, bo przecież stoję na dworze, a w sklepie też kłębi się mnóstwo ludzi. Nawet nie pomyślałem o przepychaniu się bez kolejki, bo mimo symbolu ślepoty, który dzierżyłem w garści, szanse moje były żadne. Powoli z ciężkim sercem zacząłem wycofywać się, a tu nagle jakaś starsza pani energicznie chwyta mnie za ramię.

- Proszę pana, co pan chce kupić?

- Zrezygnowałem z zakupów. Nie mamy szans, taka długa kolejka. Na pewno dla nas już nie wystarczy.

- Ale co pan chce kupić?

- Przydałby mi się olej.

- A miodu pan nie potrzebuje?

- Nie, miodu jeszcze trochę mam.

- Kupi mi pan miód?

- Ale nie mamy szans, tyle ludzi.

- Ale kupi pan, jeżeli będzie taka możliwość?

- Nie miałbym nic przeciwko temu, ale przecież widzi pani...

- Ludzie! Czy wy już sumienia nie macie! Żeby niewidomego nie przepuścić. Trochę serca! Tylko każdy o sobie by myślał, nawet takiego nieszczęśliwego nie zauważy.

Tłum zakołysał się i nieco rozstąpił, a moja orędowniczka popchnęła mnie i swobodnie zacząłem przechodzić przez utworzony szpaler.

- Tylko niech pan nie zapomni o miodzie - szepnęła mi do ucha.

Kupiłem i olej i miód, ale wolałbym być jak najdalej od tych poszukiwanych towarów.

- Widzi pan, udało się. A pan mi nie wierzył - podsumowała starsza pani.

Teraz już wierzę, że nie ma rzeczy niemożliwych, jak ktoś się bardzo uprze.

Ślepy i pijany - to prawie to samo

W młodości lubiłem dużo samodzielnie podróżować. Pod koniec lat 60. wybrałem się do mojego przyjaciela mieszkającego w Białymstoku. Autobus przyjechał opóźniony. Było kilka minut po 22.00. Ale nic to! Wychodzę z autobusu i spokojnie czekam. Na razie nikt do mnie nie podchodzi.

- Co u diabła - pomyślałem - czyżby o mnie zapomniał?

Po dwudziestu minutach bezskutecznego oczekiwania wyciągam z teczki laskę i idę prosto przed siebie.

- Przepraszam pana bardzo, czy orientuje się pan, gdzie jest ulica Kraszewskiego?

- Chodź pan ze mną, zaprowadzę pana.

Wziął mnie mocno pod rękę i pociągnął w odwrotnym kierunku. Od razu poznałem, że mój przypadkowy przewodnik ma mocno w czubie. Ale to chyba dobry człowiek, skoro nie odmówił mi pomocy.

- Nie bój się pan, ze mną pan nie zginiesz - dodał mi otuchy po przejściu kilkuset metrów.

- Ja się nie boję, wiem że jest pan uczciwym człowiekiem i na pewno mnie pan doprowadzi na miejsce.

- Panie, to pan nie wiesz, że ślepy nie różni się niczym od pijanego? Pan nie wie gdzie idzie i ja nie wiem, gdzie idę. Mówię panu, jesteśmy jak bracia, niczym się od siebie nie różnimy.

Trudno, brat bratem, a ja muszę dojść do zamierzonego celu. Trzeba poszukać trzeźwą część społeczeństwa. I oto słyszę jakieś zbliżające się człapanie.

- Przepraszam pana, czy idziemy w kierunku ulicy Kraszewskiego?

- Dokładnie w odwrotnym kierunku - odezwał się trochę niewyraźnie napotkany przechodzień.

- Czy może mnie pan tam zaprowadzić?

- Z wielką przyjemnością, jak najbardziej zrobię to dla pana.

Objął mnie serdecznie i podążyliśmy w odwrotnym kierunku, pozostawiając mojego pierwszego opiekuna, który nawet już nie protestował.

- To byś pan szedł na Kraszewskiego, jak ja do swojej kobity.

- To znaczy? - pytam trochę zaniepokojony.

- To znaczy, że już idę przez trzy dni i nie mogę dojść. Zawsze coś się trafi lepszego niż moja baba. Już myślałem, że jakoś dojdę, a tu pan się znalazł w potrzebie. I jak mam panu nie pomóc.

Mój drugi brat nagle skręcił w lewo i znaleźliśmy się przed jakimś budynkiem. Kiedy otworzył drzwi, poczułem mocny zapach smażonych potraw. Zrozumiałem, że prowadzi mnie do knajpy.

- Proszę pana, mieliśmy iść na Kraszewskiego.

- I pójdziemy. A kto mówi, że nie pójdziemy. Ale na razie napijemy się po jednym. Ja stawiam, a pan tylko pijesz.

- Dobrze, ale tylko po jednym.

- Ma się rozumieć.

Zamówił po setce i tatara.

- Trochę się spieszę - ponagliłem pana Gienka, bo już zdążył mi się przedstawić.

- Nie ma sprawy, zaraz idziemy. Pożyczysz mi pan trochę pieniędzy, zapłacimy i już po nas.

Za ślepotę też czasem trzeba zapłacić pomyślałem i bez niepotrzebnych ceregieli zapłaciłem za siebie i pana Gienia.

A na ulicę Kraszewskiego pojechałem już spod restauracji taryfą. I to chyba była najrozsądniejsza decyzja. Szkoda tylko, że nie pomyślałem o tym wcześniej.

<<<powrót do spisu treści

&&

Ogłoszenia

Poszukuję pracy

Mam na imię Daria. Jestem osobą słabowidzącą ze złożoną niepełnosprawnością. Ukończyłam szkołę policealną masażu leczniczego. Poszukuję pracy jako masażystka, ale może być również praca zdalna. Telefon do kontaktu: 726-516-724.

Drodzy Przyjaciele miesięcznika Sześciopunkt!

Kierujemy do Państwa prośbę o przekazanie 1% podatku dochodowego za 2018 rok na rzecz Fundacji Świat według Ludwika Braille'a. Środki zebrane z 1% podatku zostaną wykorzystane na sfinansowanie wkładu własnego Fundacji w ramach realizowanego projektu pod nazwą Wydawanie specjalistycznego czasopisma dla niewidomych i słabowidzących Sześciopunkt dofinansowanego w 80% przez PFRON. Prośba nasza wynika z faktu, iż 20% wartości projektu Fundacja musi pokryć ze środków własnych, co dla organizacji pożytku publicznego, która nie prowadzi działalności gospodarczej, jest bardzo trudne. Wierzymy jednak w Państwa pomoc i mamy głęboką nadzieję, że w 2019 roku podarują Państwo swój 1% podatku na kontynuację naszego wspólnego dzieła, jakim jest magazyn Sześciopunkt, wpisując w odpowiednią rubrykę zeznania podatkowego nr KRS 0000515560 Fundacji Świat według Ludwika Braille'a - Organizacji Pożytku Publicznego.

Z poważaniem
Prezes Zarządu Fundacji

Teresa Dederko
Sekretarz Zarządu Fundacji
Patrycja Rokicka

<<<powrót do spisu treści