Sześciopunkt

Magazyn Polskich Niewidomych i Słabowidzących

ISSN 2449-6154

Nr 11/44/2019
listopad

Wydawca: Fundacja Świat według Ludwika Braille’a

Adres:
ul. Powstania Styczniowego 95e/1
20-706 Lublin
Tel.: 697-121-728

Strona internetowa:
www.swiatbrajla.org.pl
Adres e-mail:
biuro@swiatbrajla.org.pl

Redaktor naczelny:
Teresa Dederko
Tel.: 608-096-099
Adres e-mail:
redakcja@swiatbrajla.org.pl

Kolegium redakcyjne:
Przewodniczący: Patrycja Rokicka
Członkowie: Jan Dzwonkowski, Tomasz Sękowski

Na łamach Sześciopunktu są publikowane teksty różnych autorów. Prezentowane w nich opinie i poglądy nie zawsze są tożsame ze stanowiskiem Redakcji i Wydawcy.

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść reklam, ogłoszeń, informacji oraz materiałów sponsorowanych.

Redakcja zastrzega sobie prawo do skracania, zmian stylistycznych oraz opatrywania nowymi tytułami materiałów nadesłanych do publikacji.

Materiałów niezamówionych nie zwracamy.

Publikacja dofinansowana ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.

Spis treści

Od redakcji

Listopad i listonosz - Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Tyflonowinki informatyczne i nie tylko

Zapłać w inny sposób - Czytelnik

Co w prawie piszczy

Są nowe środki finansowe na asystentów dla osób niepełnosprawnych - Sebastian Zaręba

Zdrowie bardzo ważna rzecz

Przejrzyj na oczy - przewodnik dla niewidomych i nie tylko - Andrzej Koenig

Gospodarstwo domowe po niewidomemu

Sprzęt ułatwiający pracę w kuchni - Alicja Cyrcan

Kuchnia po naszemu

Pasta z wątróbki - Kuchcik

Z polszczyzną za pan brat

Formy złożone czasu przyszłego - Tomasz Matczak

Z poradnika psychologa

Tracimy wzrok i co dalej? (cz. 2) - Małgorzata Gruszka

Rehabilitacja kulturalnie

Surrealizm pod palcami - Magdalena Dudowicz

Filmowy kalejdoskop. Niemoralna moralność - Alicja Nyziak

Zanim wyruszymy w pierwszą podróż - Paweł Wrzesień

Galeria literacka z Homerem w tle

Iza Galicka - notka biograficzna

Utwory wybrane - Iza Galicka

Nasze sprawy

Tak, ale... Rzeczywistość trzeba trochę podrasować - Stary Kocur

Nie wiadomo jak wyjdzie, ale warto spróbować - Jerzy Ogonowski

Wsparcie rodziny - Bożena Lampart

Czas to miłość - Teresa Dederko

Z uśmiechem przez życie

Niewidzenie z przymrużeniem oka - Iwona Włodarczyk

Życie potrafi zaskakiwać - Iwona Włodarczyk

Komunikacyjne wpadki - Iwona Włodarczyk

Samodzielne zakupy - Iwona Włodarczyk

Listy od Czytelników

Ogłoszenia

&&

Od redakcji

Drodzy Czytelnicy!

Mamy szczerą nadzieję, że w długie listopadowe wieczory znajdą Państwo czas na lekturę Sześciopunktu.

W bieżącym numerze warto zajrzeć do działu Nasze sprawy, w którym poruszany jest ważny temat - przyszłość i organizowanie liczącej się reprezentacji środowiska niewidomych. W rubryce dotyczącej zdrowia prezentujemy poradnik poświęcony chorobom oczu i ochronie wzroku. Wszystkich zainteresowanych prowadzeniem gospodarstwa domowego, odsyłamy do porad naszej doświadczonej gospodyni. W dziale Rehabilitacja kulturalnie tradycyjnie zamieszczamy recenzje z ciekawych wydarzeń kulturalnych. Gorąco zapraszamy również do pełnego pasji świata, autorki listopadowej Galerii literackiej.

Do redakcji przychodzi sporo listów, w których opisują Państwo swoje problemy życiowe. Staramy się, w miarę naszych możliwości, pomagać w ich rozwiązywaniu. Dziękujemy również Czytelnikom, którzy skontaktowali się z autorami listów i udzielili im praktycznych porad.

Zespół redakcyjny

<<<powrót do spisu treści

&&

Listopad i listonosz

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Jest listopad czarny, trochę złoty,
mokre lustro trzyma w ręku ziemia.
W oknie domu płacze żal tęsknoty:
Nie ma listów! Listonosza nie ma!

Już nie przyjdzie ni we dnie, ni nocą,
złote płatki zawiały mu oczy,
wiatr mu torbę otworzył przemocą,
list za listem po drodze się toczy!

Listonosza zasypały liście,
serc i trąbek złocista ulewa!
No i przepadł w zamęcie i świście
list, liść biały z kochanego drzewa...

<<<powrót do spisu treści

&&

Tyflonowinki informatyczne i nie tylko

&&

Zapłać w inny sposób

Czytelnik

Kilkanaście lat temu nasze portfele były wypchane gotówką, a czasy, gdy miliony złotych układaliśmy w stos banknotów, wielu z nas doskonale pamięta. Od kilkunastu lat banki oferują nam karty płatnicze i kredytowe, nierzadko dodając promocyjne warunki lub darmowe prowadzenie konta, jeśli opłaty dokonane kartą przekroczą określoną w warunkach promocji kwotę. Jakiś czas temu terminale płatnicze stały się bardziej nowoczesne, pozwalają na zbliżeniowe płatności, co upraszcza cały proces. Wraz z rozwojem techniki bardziej nowoczesny staje się również sposób dokonywania płatności kartą; dziś można portfel zostawić w domu i płacić... zegarkiem. Jak to działa, opiszę na przykładzie usługi Apple Pay, z której od roku korzystam.

Apple Pay czy dla mnie?

Usługa Apple Pay pozwala na dokonywanie płatności telefonem lub zegarkiem. To zaszyfrowana kopia karty płatniczej w telefonie, a narzędziem autoryzacyjnym jest odcisk palca lub kod odblokowujący zegarek. Do płatności musimy wykorzystać Apple Watch. Inne inteligentne zegarki pozwalają na płatności, np. w usłudze Google Pay.

Zanim zaczniemy korzystać z usługi warto się zorientować, czy nasz bank ma podpisaną umowę z Apple. Gdy usługa ta została uruchomiona w czerwcu 2018 r., jedynie kilka banków podpisało takie umowy, z czasem dołączały kolejne.

Usługa Apple Pay działa na obecnie sprzedawanych telefonach i jest bezpłatna, a jej konfiguracja jest bardzo prosta. Wystarczy postępować zgodnie z poniższymi krokami:

  1. Odblokuj iPhone i uruchom aplikację Wallet.
  2. Postępuj zgodnie z instrukcjami, by dodać kartę.
  3. Zeskanuj kartę. Osoba niewidoma bez problemu sobie z tym poradzi. Należy trzymać kamerę urządzenia kilka centymetrów nad kartą płatniczą i powoli ją przesuwać.
  4. Poczuj wibracje. Charakterystyczne wibracje będą wskazywać na wykrycie karty. Kartę możemy też dodać, ręcznie wpisując jej numer.
  5. Uzupełnij brakujące informacje. Po pomyślnym zeskanowaniu numeru karty uzupełnij brakujące informacje: datę ważności i kod CVC (3-cyfrowy kod na odwrocie karty).
  6. Zatwierdź i potwierdź regulamin świadczenia usługi swojego banku.

Może zdarzyć się, że bank poprosi o dodatkową weryfikację, np. podanie kodu z przysłanej wiadomości SMS. Gdy cały proces przebiegł pomyślnie, karta jest dodana i można nią płacić. Gdy mamy zegarek od Apple, pojawi się pytanie, czy dodać kartę również do zegarka. Jeśli wyrazimy zgodę, konieczne jest podanie 3-cyfrowego kodu i zaakceptowanie warunków; wówczas karta zostanie dodana do zegarka.

Aby korzystać z usługi, konieczne jest zabezpieczenie telefonu i zegarka kodem odblokowującym oraz dodatkowo zabezpieczenie telefonu odciskiem palca lub obrazem twarzy (Face ID).

Jak płacić?

Płacenie telefonem lub zegarkiem jest bardzo proste: wystarczy zamiast karty płatniczej bądź kredytowej wyjąć telefon, zbliżyć tylną kamerę urządzenia do terminala płatniczego i spojrzeć na telefon lub przyłożyć palec do przycisku Home, a płatność zostanie rozpoczęta. Posiadacz Apple Watch przed zbliżeniem zegarka powinien nacisnąć dwa razy przycisk boczny i zbliżyć zegarek do terminala. Płacąc w ten sposób od roku, nie zdarzyło mi się, bym musiał podać kod PIN, nawet przy dużych płatnościach.

Zalety

Moim zdaniem główną zaletą jest dokonywanie płatności bez wyjmowania portfela i karty. Mogę również zostawić telefon w domu i płacić zegarkiem. Kolejną zaletą jest fakt, iż nie trzeba podawać kodu PIN oraz pewność, że nikt nie będzie w stanie zapłacić, posługując się moim urządzeniem. Dodatkowo bieżące powiadomienia o płatności pozwalają zorientować się, czy pobrana kwota jest zgodna z ceną. Apple twierdzi, że usługa jest bezpieczna i producent telefonów nie ma możliwości odczytania karty. Karta jest przechowywana w urządzeniu jako zaszyfrowany klucz, a sprzedawca nawet nie wie, że Jan Kowalski zapłacił tą kartą.

Mimo braku plastikowej karty wciąż nią płacimy, dlatego na wyciągu z banku widoczne są nasze płatności; również niektóre serwisy internetowe pozwalają wybrać Apple Pay jako sposób płatności.

Zdarza się, że zbliżenie zegarka do terminala wywołuje zdziwienie, innym razem sprzedawcy proszą o kartę, ale rosnąca popularność tej usługi sprawia, że ten nowoczesny sposób płatności staje się bezpieczny.

Jeśli z czasem, użytkownik zdecyduje, że nie chce już korzystać z usługi, zawsze może usunąć kartę z aplikacji Wallet i płacić plastikową kartą lub gotówką.

Płatność Apple Pay w Polsce dostępna jest od 19 czerwca 2018 r. Lista banków oferujących tę usługę znajduje się na stronie internetowej: https://support.apple.com/pl-pl/HT206637.

<<<powrót do spisu treści

&&

Co w prawie piszczy

&&

Są nowe środki finansowe na asystentów dla osób niepełnosprawnych

Sebastian Zaręba

Od października tego roku gminy i powiaty będą mogły składać wnioski do wojewodów o pieniądze na pokrycie kosztów usług osoby pomagającej niepełnosprawnemu w załatwianiu spraw urzędowych, robieniu zakupów czy wyjściach z domu.

Takie dofinansowanie wynika z ogłoszonego przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej programu Asystent osobisty osoby niepełnosprawnej. Program będzie realizowany od 1 października br. do 31 grudnia 2020 r. Na usługi asystentów przeznaczono łącznie 80 mln zł (30 mln zł w 2019 r., a 50 mln zł w roku następnym). Środki będą pochodzić z Solidarnościowego Funduszu Wsparcia Osób Niepełnosprawnych. Jest to czwarty program finansowany ze środków tego funduszu (wcześniejsze dotyczyły usług opiekuńczych, urlopów wytchnieniowych dla opiekunów oraz tworzenia centrów opiekuńczo-mieszkalnych).

Zgodnie z programem asystenta będą mogły otrzymać osoby pełnoletnie posiadające orzeczenie o umiarkowanym lub znacznym stopniu niepełnosprawności. Nie będą ponosiły żadnych opłat, bowiem 100% kosztów usługi asystenta gmina lub powiat będzie mogła pokryć z dotacji. Pokryte mogą być wydatki na wynagrodzenie asystenta, zakup biletów komunikacji publicznej (jednorazowych lub miesięcznych) oraz ubezpieczenie OC.

Jednocześnie wyznaczono pewne granice poszczególnych wydatków. Stawka pensji asystenta za jedną godzinę wsparcia nie powinna przekroczyć 30 zł, a zakupu biletów i ubezpieczenia - odpowiednio 200 zł oraz 150 zł miesięcznie (jeśli będą wyższe, gmina dopłaci różnicę ze swojego budżetu). Zgodnie z programem gmina będzie mogła sama zatrudniać asystentów lub zlecić wykonywanie tego zadania innemu podmiotowi, np. organizacji pozarządowej.

Asystentem będzie mogła zostać osoba posiadająca dyplom potwierdzający posiadanie kwalifikacji w tym zawodzie lub mająca wykształcenie średnie i co najmniej roczne doświadczenie w udzielaniu bezpośredniej pomocy osobie niepełnosprawnej. Jeden asystent będzie mógł mieć pod opieką jednego podopiecznego. Asystent będzie mógł świadczyć usługi przez siedem dni w tygodniu, ale łącznie w miesiącu będzie można skorzystać maksymalnie z 30 godzin wsparcia asystenta.

Do obowiązków asystenta będzie należała przede wszystkim pomoc w wyjściu z domu i dojeździe do wybranego przez osobę niepełnosprawną miejsca, np. pracy, urzędu, kościoła, przychodni, szpitala, placówki rehabilitacyjnej, muzeum, kina oraz do rodziny czy znajomych. Poza tym asystent będzie mógł pomagać przy załatwianiu urzędowych spraw oraz robieniu zakupów.

Wnioski o dotacje gminy i powiaty mogą składać do wojewodów, którzy przeprowadzą ich weryfikację i przekażą do zatwierdzenia przez ministra rodziny - to on ostatecznie zadecyduje o przyznaniu i wysokości dofinansowania. Środki przyznane zostaną po podpisaniu umowy z wojewodą, ale będzie z nich można pokrywać wydatki poniesione wcześniej, bo od 1 października włącznie.

Źródło: Informator Obywatelski Osób Niewidomych

<<<powrót do spisu treści

&&

Zdrowie bardzo ważna rzecz

&&

Przejrzyj na oczy - przewodnik dla niewidomych i nie tylko

Andrzej Koenig

W obecnie tak zabieganym świecie wiele osób nie zdaje sobie sprawy jak ważne jest dbanie o swoje zdrowie. Prowadzimy aktywny, często stresujący tryb życia. Nie mamy czasu na nic, liczy się tylko praca. Zaniedbujemy rodzinę, najbliższych czy przyjaciół. Trwa to czasami dłużej, czasami krócej aż w pewnym momencie budzimy się z jakimś problemem czy schorzeniem zdrowotnym. Jeśli to jest jeden problem, to jeszcze jakoś próbujemy sobie dać radę, gorzej jak jest ich więcej. Wtedy pojawia się lęk i panika. Najgorzej dzieje się, jeśli jest to choroba przewlekła i stajemy się osobą niepełnosprawną. Liczną grupę niepełnosprawnych stanowią osoby ze schorzeniem narządu wzroku, czyli osoby niewidome, ociemniałe i słabowidzące.

Gdy zdiagnozujemy się, że mamy genetyczną chorobę oczu lub uszkodzenie wzroku jest na tyle duże, że lekarze nie mają dla nas żadnego ratunku, musimy bezwzględnie to zaakceptować i z tym żyć.

Jednak są momenty w życiu każdego z nas, kiedy możemy bez dużego wysiłku, uchronić się przed utratą wzroku lub chorobą oczu. O tym, jak zapobiegać uszkodzeniu narządu wzroku m.in. poprzez wykonywanie prostych ćwiczeń lub prowadzenie zdrowego trybu życia, napisała w swojej książce Przejrzyj na oczy Agata Plech - ordynator Oddziału Okulistyki Szpitala Śląskiego w Cieszynie i właścicielka Centrum Okulistyki Beskid Med w Cieszynie.

Książka napisana jest językiem zrozumiałym dla każdego i może stanowić przewodnik czy leksykon po zagadnieniach związanych z chorobami oczu i możliwościach jak im zapobiegać we wczesnym stadium choroby. Autorka zajmuje się tymi zagadnieniami przeszło 20 lat i z niejednym przypadkiem się już w swoim życiu spotkała.

Przyjmowałam tego dnia kolejnego pacjenta, gdy nagle zakiełkowała we mnie pewna myśl. A może by tak, zamiast każdemu z osobna wyjaśniać, dlaczego choruje i co mógłby zrobić, by złagodzić przebieg schorzenia, napisać o tym książkę? A może komuś, i to zawczasu, przyda się taka wiedza? Może kogoś uchroni przed chorobą? Jestem okulistą z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem. Praktykuję zarówno w zakresie diagnostyki, terapii zachowawczej, jak i chirurgii okulistycznej. W tym czasie zetknęłam się z ogromną liczbą osób cierpiących na rozmaite choroby oczu. Głęboko wierzę, że mamy znaczący wpływ na stan naszego zdrowia. Jestem przekonana, że oddziałujemy na nie codziennymi wyborami dotyczącymi stylu życia, tj. sposobem żywienia, aktywnością fizyczną, jakością i ilością snu, radzeniem sobie ze stresem, wykonywaniem badań profilaktycznych. Dzięki podejmowaniu właściwych decyzji zwiększamy swoje szanse na zdrowe ciało i duszę, dokonując natomiast chybionych wyborów, sami ograniczamy swoją szansę na życie wolne od chorób. Dziś i Ciebie zapraszam do poznania wiedzy, która pozwoli Ci podążyć w dobrym kierunku - pisze autorka książki Agata Plech.

Przejrzyj na oczy to książka, która pokazuje nam, jakie nawyki zmienić, by zwiększyć maksymalnie swoje szanse na radość z dobrego wzroku. Dowiadujemy się z niej, skąd biorą się choroby oczu, jak im zapobiegać i kiedy należy wybrać się do okulisty! Ale nie tylko! Cała wiedza i wszystkie rady zawarte w zaprezentowanej książce pozwolą nie tylko oczom, ale całemu organizmowi czuć się lepiej! Bo to nie geny czy system opieki zdrowotnej mają największy wpływ na nasze życie, ale… styl życia oraz otaczające nas środowisko. W książce zamieszczone są również wywiady z osobami, które autorka, jak sama przyznaje, ceni za wiedzę i pasję promowania zdrowego stylu życia, ruchu, bezpieczeństwa i higieny pracy.

Na łamach książki znajdziemy odpowiedzi na to, co wpływa na nasze zdrowie, jakie są przyczyny najczęstszych chorób oczu, sposoby ich uniknięcia, wady wzroku i sposoby ich powstrzymania, kiedy i w jakim wieku należy badać się okulistycznie, jak przygotować się do takiego badania, jak zadbać o zdrowe oczy w pracy, co radzi medycyna niekonwencjonalna w przypadku chorób oczu.

Książka Przejrzyj na oczy jest pierwszym wydawnictwem o charakterze profilaktyczno-poradnikowym. Recenzje osób, które zapoznały się z jej treścią, są bardzo pozytywne. Publikacja ta jest obecnie dostępna tylko w wersji czarnodrukowej, ale Okręg Śląski Polskiego Związku Niewidomych czyni starania, aby zdigitalizować tę pozycję dla osób ze środowiska niewidomych.

<<<powrót do spisu treści

&&

Gospodarstwo domowe po niewidomemu

&&

Sprzęt ułatwiający pracę w kuchni

Alicja Cyrcan

Praca w kuchni powinna być dobrze zorganizowana, a kuchnia właściwie wyposażona. Odpowiednio dobrany sprzęt kuchenny jest podstawą podczas przyrządzania posiłków: umożliwia ich przygotowanie, skraca czas, jaki musimy wygospodarować w ciągu dnia na ich przyrządzenie oraz pozwala rozwinąć kulinarne skrzydła.

Kuchenne urządzenia pomocnicze

Robot kuchenny jest niezastąpiony w każdej kuchni. Jest urządzeniem elektrycznym, uniwersalnym i wielofunkcyjnym. Dzięki niemu w krótkim czasie wykonamy wiele czynności związanych z przygotowaniem potrawy. Robot kuchenny wyposażony jest w misę oraz w różnego rodzaju dodatkowe elementy (urządzenia) - maszynkę do mielenia mięsa, wyciskarkę do ciastek, przystawki do rozdrabniania i przecierania warzyw i inne, które służą m.in. do: wyrabiania i mieszania ciasta, ubijania piany, śmietany i kremów.

Blender jest niewielkim urządzeniem elektrycznym, bardzo praktycznym. Można go nazwać szybkoobrotowym nożem wykonanym ze stali nierdzewnej. Umożliwia rozdrabnianie i siekanie. Jest idealny do przygotowywania koktajli oraz modnych zup-kremów. Blender może być ręczny lub kielichowy - wyposażony w szklany dzbanek tzw. kielich.

Sokowirówki i wyciskarki do soków są podstawą w gospodarstwie domowym ukierunkowanym na dobro i zdrowie rodziny. Dzięki nim samodzielnie przygotujemy wartościowe soki z owoców i warzyw bez zbędnych dodatków: konserwantów, cukru oraz sztucznych polepszaczy smaku.

Czajnik elektryczny przeznaczony jest wyłącznie do gotowania wody; jego zaletą jest to, że w krótkim czasie, przy niewielkim zużyciu energii elektrycznej zagotujemy wodę na herbatę czy kawę. Czajnik może być wykonany ze stali, szkła lub z ceramiki. W dolnej jego części zamontowana jest grzałka elektryczna. Jest estetyczny i bardzo praktyczny.

Tarki kuchenne muszą znaleźć się w każdej kuchni. Najczęściej wykonane są z blachy nierdzewnej, stali lub plastiku. Najlepiej sprawdzają się, gdy są nowe i ostre. Najwygodniejsza jest tarka czworoboczna, w której każdy z boków posiada inny rodzaj otworów do ścierania. Ścianka z najmniejszymi otworkami służy do tarcia chrzanu i ziemniaków, z odrobinę większymi do tarcia marchwi, selera, buraków gotowanych czy ogórków kiszonych. Największe oczka wykorzystuje się do tarcia włoszczyzny na zupę lub jabłek. Ścianka z nacięciami poprzecznymi służy do krojenia rzodkiewki lub ogórków na plasterki.

Sitka i cedzaki są bardzo pomocne w kuchni. Sitka gęste służą do przesiewania mąki, oprószania cukrem pudrem ciast i ciasteczek oraz do odseparowywania fusów z herbaty. Cedzaki służą do przecedzania, np. makaronu lub fasolki szparagowej. Mogą być wykonane ze stali nierdzewnej, emaliowanej lub z plastiku. W sklepach możemy nabyć cedzaki z rączką lub na podstawce.

Łyżki drewniane służą do mieszania potraw gorących i zimnych, wyrabiania mas i ciast, rozprowadzania zasmażek. Korzystając z nich należy pamiętać, że chłoną zapachy i nasiąkają płynami; dlatego najlepiej je myć zaraz po użyciu.

Deski do krojenia przydają się praktycznie codziennie. Na desce kroimy chleb, wędlinę, mięso, warzywa. Deski najczęściej wykonane są z drewna, plastiku oraz hartowanego szkła. Do krojenia mięsa lub ryb najlepiej posiadać odrębne deski.

Młynki idealnie nadają się do mielenia kawy oraz aromatycznych przypraw. W sklepach możemy nabyć młynki elektryczne, młynki na baterie lub tradycyjne wyposażone w korbkę. W kuchni najlepiej posiadać dwa młynki - jeden do przypraw, drugi do kawy.

Krajacz do jajek ułatwia krojenie ugotowanych na twardo jaj. Dzięki niemu jajka są ładnie pokrojone w równej grubości plasterki, które nie rozpadają się. Pokrojone w ten sposób jajka możemy wykorzystać do zrobienia kanapki lub udekorowania sałatki oraz ryby w galarecie.

Krążek do krojenia ugotowanych warzyw to chromowana obręcz wykonana ze stali nierdzewnej, wypełniona w środku drucikiem. Przyrząd bardzo dobrze sprawdza się podczas przygotowywania sałatek. Jest idealny dla osób, które niezbyt dobrze radzą sobie z krojeniem warzyw nożem. Dzięki niemu warzywa zawsze pokrojone są w drobną, równą kostkę.

<<<powrót do spisu treści

&&

Kuchnia po naszemu

&&

Pasta z wątróbki

Kuchcik

Składniki:

Wykonanie

Wątróbkę należy umyć, zdjąć błony i ugotować bez dodatku soli. Ugotowaną wątróbkę należy zmielić w maszynce wraz z pozostałymi składnikami, dodać sól, pieprz i zioła. Jeśli lubimy ostre potrawy, można dodać papryczkę chili, przeciśnięty przez praskę czosnek.

Pastę należy przechowywać w szklanym pojemniku na żywność lub w niskich szklanych słoiczkach, które z pewnością znajdą się w każdym gospodarstwie domowym.

Domowa pasta z wątróbki jest smaczna, tańsza od wytwarzanej przemysłowo, dobrze rozsmarowuje się na chlebie. Jeśli zrobimy jej zbyt dużo, można ją dodać do farszu pierogowego lub do pasztecików. Smacznego!

Rada: jeśli ktoś nie potrafi zdjąć błony z wątróbki, może poprosić osobę widzącą, aby pokazała jak to zrobić lub skorzystać z pomocy sprzedawczyni z zaprzyjaźnionego sklepu.

<<<powrót do spisu treści

&&

Z polszczyzną za pan brat

&&

Formy złożone czasu przyszłego

Tomasz Matczak

Czas przyszły w języku polskim ma dwie formy: prostą i złożoną. Do prostej zaliczamy czasowniki: zrobi od robić, przeczyta od czytać czy napisze od pisać. Formę złożoną tworzy się przez dodanie czasownika posiłkowego być, np. będę czytał, będę robił itp. W tym drugim przypadku możemy czasem mieć wątpliwości, czy po słowie będę powinniśmy postawić czasownik w formie bezokolicznika czy innej dopuszczalnej? Jak zatem prawidłowo powiedzieć: będę czytać czy będę czytał? Językoznawcy są tu zgodni: obie formy są poprawne. W języku pisanym spotyka się czasem szyk przestawny z czasownikiem posiłkowym być na drugiej pozycji: czytać będę lub czytał będę. Tu sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Specjaliści twierdzą, iż pierwsza forma, a więc czytać będę jest poprawna. Więcej wątpliwości budzi wyrażenie czytał będę, uznawane przez niektóre wydawnictwa poprawnościowe za błędne.

Zdecydowanie należy unikać także nadmiaru bezokoliczników. Dotyczy to formy czasu przyszłego z czasownikiem posiłkowym być oraz innym w bezokoliczniku, gdy dodatkowo łączy się on z innym bezokolicznikiem, np. nie będzie się opłacać tego kupić. W takim przypadku lepiej jest powiedzieć: nie będzie się opłacało tego kupić.

Mam nadzieję, iż nie będą mi Państwo mieli za złe, jeśli nadal będę pisać do Sześciopunktu.

<<<powrót do spisu treści

&&

Z poradnika psychologa

&&

Tracimy wzrok i co dalej? (cz. 2)

Małgorzata Gruszka

Utrata wzroku jest traumą, czyli wydarzeniem, na uporanie się z którym nasza psychika potrzebuje dużo czasu. To wstrząs, po którym życie się zmienia i często nie wraca na poprzednie tory. Nie oznacza to jednak, że po utracie wzroku nie można wrócić do równowagi psychicznej i na nowo poczuć zadowolenie z życia. W tej części poradnika piszę o uciążliwości życia bez wzroku, o czynnikach wpływających na reakcję na utratę wzroku, a także o praktycznej stronie zgody na zaistniałą sytuację.

Uciążliwość życia bez wzroku

Uciążliwość życia bez wzroku wynika z dominującej roli tego zmysłu. Zmysł ten dominuje w najważniejszych sferach naszego funkcjonowania, które poniżej omówię.

Swoboda osobista

Osoby widzące mogą poruszać się jak chcą i kiedy chcą. Częściowy lub całkowity brak wzroku znacznie ogranicza tę swobodę. Niedowidzenie wymusza ostrożność w wielu sytuacjach i może generować lęk, że zrobimy sobie krzywdę. Niewidzenie praktycznie pozbawia nas swobodnego funkcjonowania w nieznanym terenie, a i w znanym poruszanie się z białą laską jest nieporównywalnie trudniejsze niż korzystanie z przestrzeni z pomocą wzroku. Brak wzroku ogranicza również swobodę w zakresie wyboru zawodu i podejmowania wielu różnych decyzji życiowych. Swoboda osobista osób niewidzących jest mniejsza ze względu na przeżywany często stres. Poruszając się po ulicy, sprzątając mieszkanie, gotując, wykonując różne czynności w pracy, realizując różne pasje czy korzystając z restauracji, prawie cały czas trzeba być bardzo skupionym i uważnym. W przeciwnym razie można zabłądzić, zrobić sobie krzywdę lub narobić bałaganu. Dysfunkcja wzroku w mniejszym lub większym stopniu pozbawia nas luzu z jakiego osoby widzące korzystają w większości sytuacji.

Kontrola otoczenia

Wzrok sprawia, że można kontrolować otoczenie. Obserwować co się dzieje i co robią inni ludzie. Wzrok pozwala przewidywać poczynania innych, adekwatnie reagować i unikać wielu niebezpieczeństw. Brak lub znaczne osłabienie widzenia w ogromnym stopniu ogranicza te możliwości. Osoby słabowidzące częściowo kontrolują wzrokiem to, co dzieje się blisko nich. Osoby niewidzące nie wiedzą, co się dzieje, dopóki czegoś nie usłyszą lub ktoś im tego nie opowie. Słyszane dźwięki najczęściej nie dają pełnej świadomości tego, co właśnie wydarza się w zasięgu wzroku osób widzących. Nierzadko jest to przyczyną lęku, dezorientacji i zagubienia. Zdarza się i tak, że brak kontroli wynikający z dysfunkcji wzroku wykorzystywany jest przez otoczenie. Ludzie wiedząc, że ich nie widzimy, pozwalają sobie na zachowania, na które nie pozwalają sobie, gdy ktoś kontroluje wzrokiem ich poczynania. Zdarzenia takie mogą pogarszać nasze samopoczucie.

Komunikacja

Całkowity lub częściowy brak wzroku bardzo utrudnia komunikację z ludźmi. Ktoś powie: bzdura! Przecież niewidzący potrafią mówić! Potrafią, ale dla osób widzących pierwszym kanałem komunikacji jest zawsze wzrok. Ludzie najpierw się widzą, a potem odzywają do siebie. Odzywają się także dlatego, że czują się widziani. Oto powód często docierających do mnie skarg, że część sąsiadów czy współpracowników mija osoby niewidzące jak powietrze. Za pomocą wzroku osoby widzące przesyłają sobie wiele informacji, zwłaszcza tych dotyczących emocji. Porozumiewanie się wzrokiem odgrywa ogromną rolę w świecie ludzi widzących, a nam praktycznie jest niedostępne. Osoby widzące, z którymi kontaktujemy się regularnie, przyzwyczajają się do tego jak funkcjonujemy i komunikacja z nimi staje się łatwiejsza.

Od czego zależy reakcja na utratę wzroku?

Jak napisałam wcześniej, jest ona indywidualna i zależy od wielu opisanych niżej czynników.

Wiek

Osoby tracące wzrok we wczesnym dzieciństwie dużo łatwiej adaptują się do nowej sytuacji niż osoby dorosłe. Niewidzący kilkulatek uczy się wszystkiego jako osoba nieposługująca się wzrokiem. W życiu dorosłym często nie pamięta, że w ogóle widział. Dużo trudniejsza do przyjęcia jest utrata wzroku na progu dorosłości, gdy ma się już jakieś wykształcenie, wiedzę o sobie i plany na przyszłość. W większości przypadków utrata wzroku na tym etapie stanowi brutalną ingerencję w dotychczasowe życie. Podobnie wygląda to w wieku dojrzałym, gdy często trzeba zmienić plany zawodowe i od nowa nauczyć się funkcjonowania w wielu sferach. Utrata wzroku w wieku starszym również jest trudna do przyjęcia. Akceptację jej ułatwia nieco fakt, że najważniejsze role w życiu zostały już spełnione. Za nami już etap bycia rodzicem, robienia kariery zawodowej czy utrzymywania rodziny.

Sposób utraty wzroku

Utrata wzroku może nastąpić nagle lub stopniowo. Stopniowa utrata wzroku może trwać rok, kilka lub kilkanaście lat. Nagła utrata wzroku powoduje szok i najczęściej skutkuje długotrwałym kryzysem psychicznym. Stopniowe tracenie wzroku z jednej strony pomaga w stopniowym przystosowaniu się do nowej sytuacji. Z drugiej - często wywołuje graniczący z paniką lęk o to, czy i kiedy przestanie się widzieć. Stosunkowo najłatwiej przyjąć utratę wzroku będącą procesem rozłożonym w długim czasie. Tracąc wzrok po trochu, przez kilkanaście lat można powoli nabywać umiejętności potrzebnych w życiu bez wzroku, a także zdążyć zrealizować najważniejsze życiowe cele.

Zasoby osobiste

Gdy tracimy wzrok, nasza reakcja na ten stan zależy od posiadanych zasobów osobistych. Zasobami tymi są: cechy osobowości, sposoby radzenia sobie z sytuacjami trudnymi jakie przejęliśmy od środowiska lub wypracowaliśmy sami, obraz własnej osoby i aktualna sytuacja osobista. Utrata wzroku i związane z nią przeżycia nakładają się na dotychczasowe życie. W poradzeniu sobie z utratą wzroku pomagają m.in.: cierpliwość, opanowanie, umiejętność rozpoznawania i nazywania emocji, znajomość swoich dobrych stron, wypracowane sposoby reagowania na trudności, a także głębokie i ważne więzi z ludźmi.

Zdolności adaptacyjne

Pogodzenie się z utratą wzroku w ogromnej mierze zależy od posiadanych zdolności adaptacyjnych. Adaptacja to dostosowanie się do nowej sytuacji. Jedni z nas adaptują się szybciej, inni wolniej. Zdolność do adaptacji po części zależy od wrodzonych cech osobowości, po części od przeżytych wcześniej doświadczeń i przekazanych wzorców. Adaptacja do nowej sytuacji następuje tym szybciej, im szybciej przekonujemy się, że brak wzroku nie pozbawił nas wszystkiego.

Czym w praktyce jest zgoda na utratę wzroku?

Zgoda na utratę wzroku to nic innego jak akceptacja siebie ze słabszym widzeniem lub bez niego. Akceptacja ta jednak nie oznacza, że nigdy nie odczuwamy smutku, frustracji, złości i żalu z powodu przeżytej straty. Podobnie jak osoby pełnosprawne mamy prawo do złego samopoczucia, złego humoru, zmęczenia i zwieszania nosa na kwintę. Mamy prawo tym bardziej, że każdego dnia borykamy się z trudnościami, o których większość z nich nie ma pojęcia. Rzecz w tym, jak często to robimy. Pogodzenie się z jakąkolwiek trudną i nieodwracalną zmianą polega na tym, że związane z nią emocje, takie jak: żal, tęsknota, smutek, przygnębienie, pretensja i złość nie dominują w naszej codzienności. Inaczej mówiąc, strata, której doświadczyliśmy nie przysłania nam wszystkiego. Potrafimy cieszyć się życiem, mimo że nie widzimy. Czasami nawet udaje nam się o tym zapomnieć! Ważne jest również to, że akceptując siebie jako osobę słabowidzącą lub niewidzącą, wymienionych wyżej uczuć negatywnych nie kierujemy przeciwko sobie; w chwilach kryzysu nie jesteśmy źli na siebie za to, że nie widzimy, ale odczuwamy złość z powodu nadarzających się trudności technicznych, niemożności zobaczenia czegoś, na czym nam bardzo zależy itd.

Punkty krytyczne

W życiu osób tracących wzrok i tych, które już go utraciły, mogą pojawiać się tzw. punkty krytyczne. Punktami takimi są różne sytuacje, w których najdotkliwiej odczuwa się pogorszenie lub brak wzroku. Rozmawiałam kiedyś z osobą, która powiedziała, że pogodziła się już z tym, że nie widzi, ale nie może przeboleć faktu, że nie zdążyła zobaczyć wnuczki. Po każdym spotkaniu z wnuczką płacze i nie umie się powstrzymać. To był jej punkt krytyczny. Spytałam, jak długo płacze i co się potem dzieje. Powiedziała, że kilkanaście minut, potem się uspokaja i wraca do rzeczywistości. Doradziłam jej, żeby się nie powstrzymywała. Tylko w taki sposób mogła uwolnić swoje emocje i pozbyć się przykrego napięcia. Punkty krytyczne mogą pojawiać się nawet długo po utracie wzroku, gdy nasza równowaga psychiczna wróciła do normy. Najważniejsze w ich przeżywaniu jest to, by dać upust nagromadzonym emocjom: popłakać sobie, porozmawiać z kimś, przytulić się do najbliższej osoby lub skorzystać z innego - sprawdzonego i bezpiecznego sposobu na poprawę samopoczucia.

<<<powrót do spisu treści

&&

Rehabilitacja kulturalnie

&&

Surrealizm pod palcami

Magdalena Dudowicz

By oglądać jego słynne dzieła, wielbiciele sztuki surrealistycznej podróżują do muzeów rozsianych po całym świecie. Dlatego kiedy los robi ukłon w naszą stronę i prace tego artysty pojawiają się w naszym kraju, okazję taką należy wykorzystać.

Moje spotkanie z dziełami Salvadora Dalego stało się możliwe dzięki Muzeum w Pałacu Schoena w Sosnowcu, które wypożyczyło kolekcję dzieł Hiszpana od gruzińskiej rodziny Kesauri, by ją zaprezentować naszym rodakom oraz dzięki Stowarzyszeniu De Facto z Płocka, które zorganizowało warsztaty, by z wystawy tej mogły skorzystać osoby niewidome.

Motywem przewodnim ekspozycji były grafiki, które Dali namalował do wydania Boskiej komedii z okazji 700. rocznicy urodzin jej autora, Dante Alighieriego. Mimo że Włosi wycofali się ze zlecenia, surrealista swe dzieło ukończył. Jego czarno-białe akwarele postanowiono utrwalić metodą drzeworytu i sporządzono ich kolorowe odpowiedniki. Tak oto na wystawie znalazło się po sto ilustracji w każdej z technik, jedna wstępna i po trzydzieści trzy do każdej z trzech części arcydzieła literatury włoskiej.

Jak trudno jest osobie niewidomej odbierać sztuki wizualne, nie trzeba tłumaczyć. Ale dzięki tyflografikom i audiodeskrypcji stworzonej przez Stowarzyszenie De Facto stało się to dużo łatwiejsze.

Ze stu wybrano trzy akwarele, które można było dokładnie zwizualizować: wielkość, kompozycję, rodzaj kreski oraz użyte techniki i kolory. A tym samym zbliżyć się do dzieł geniusza z Katalonii i jego wizji wędrówki Dantego po zaświatach.

Pierwsza z akwareli to ilustracja szóstej pieśni z części Piekło. Przedstawia Cerbera, który w trzecim kręgu strzeże wejścia i dusz pokutujących za obżarstwo. Trzygłowy, monstrualnej wielkości pies zajmuje prawie całą grafikę. Stoi on z rozpostartymi łapami na tylnych nogach i wpatruje się w niewielką postać Dantego w prawym dolnym rogu. Pilnuje wejścia do czwartego kręgu, które spowite płomieniami jawi nam się w górnym lewym rogu. Jak dodatkowo podpowiadała audiodeskrypcja, postać psa w wykonaniu Dalego ma raczej sylwetkę potężnego konia, jest namalowana skłębionymi liniami i wygląda jakby była z dymu.

Druga grafika pt. Upadły anioł przedstawia harpio-anioła z pierwszej pieśni z cyklu Czyściec. Badanie dotykiem wypukłości na tyflografice odkryło anioła zawieszonego w próżni w pozycji siedzącej. Ma złożone skrzydła, pochyloną głowę, zamiast piersi ma dwie, tak charakterystyczne dla Dalego, szuflady. Podobne ma w miejscu pępka i narządów płciowych. Jest nagi i widać także jego długie, kościste nogi i stopy zakończone szponami. Przy tej tyflografice audiodeskrypcja podpowiedziała, iż anioł namalowany jest plamami i obłymi, typowymi dla Dalego, lejącymi się kształtami. A także, że anioł rzuca mocny cień, który nadaje przestrzenności kompozycji.

Chwała Beatrycze to ilustracja osiemnastej pieśni części Raj. Bohaterami, a zarazem jedynymi elementami wyczuwalnymi pod palcami, są tu dwie przechadzające się postaci: Beatrycze i Dante. Kobieta jest spowita szalem i spogląda na wyższego od niej Dantego. Postaci stoją do nas tyłem, a audiodeskrypcja podpowiadała o wrażeniu lekkości i niebiańskości, którą Dali uzyskał, stosując delikatne plamy barwne, świetlistość i przezroczystość. Ciekawie opisano także przenikanie się kolorów szat: niebieskiej Beatrycze z pomarańczową Dantego.

W kolekcji Gruzinów znalazło się także kilkanaście ceramicznych talerzy, na których to właściciel specyficznych wąsów umieścił jakże typowe dla siebie malunki, na przykład z sadzonym jajkiem czy pięć kart tworzących królewskiego pokera. Zaś figurka białego łabędzia z turkusowym wężem na grzbiecie, która po odwróceniu przedstawiała słonia, przypomniała mi niegdyś widziany obraz pt. Łabędzie przeglądające się w wodzie jako słonie. Ciekawostką były także medale zaprojektowane przez Katalończyka na olimpiadę w 1984 roku w Los Angeles oraz medale przedstawiające muzy ze swoimi atrybutami. Wzdychać zaś można było, oglądając widokówkę z Figueres, wypisaną ręką Gali, ukochanej żony Salvadora.

Banalnie byłoby zakończyć moją relację zachwytem, choć ten niewątpliwie się pojawił. Ja postanowiłam wrócić do Pałacu Schoena i tak też uczyniłam.

Moja kolejna, prywatna już wyprawa w to miejsce pozwoliła mi zapoznać się z każdą ze stu grafik dokładniej, a to dzięki cierpliwości mojego przewodnika i genialnym opisom pracownicy muzeum. I wiecie co? Nie mam dość. Dalego wciąż jest mi mało.

<<<powrót do spisu treści

&&

Filmowy kalejdoskop. Niemoralna moralność

Alicja Nyziak

Na projekcję filmu Jak pies z kotem w reżyserii Janusza Kondratiuka oraz na spotkanie z aktorem, Robertem Więckiewiczem udałam się przygotowana.

Tym razem przed projekcją w kinie miałam możliwość obejrzeć film z audiodeskrypcją w ramach Internetowego Klubu Filmowego Osób Niewidomych Pociąg. Dzięki takiemu rozwiązaniu spokojnie mogłam śledzić fabułę i nie zgubiłam wątku. Zanim rozpoczęło się spotkanie z odtwórcą postaci Janusza Kondratiuka, prowadzący opowiedział o reakcjach publiczności po pierwszym pokazie filmu. Komentarze były zarówno pozytywne, jak i negatywne. Ktoś z widzów stwierdził, że niemoralne jest pokazywanie intymnych szczegółów z życia osoby chorej. Czy rzeczywiście Janusz Kondratiuk postąpił niemoralnie, ukazując codzienne życie swoje i chorego brata? Żeby poszukać odpowiedzi na to pytanie, trzeba koniecznie obejrzeć film Jak pies z kotem, a także sięgnąć do własnych życiowych doświadczeń. Kto skonfrontował się z osobą po wylewie lub udarze, ten wie, jak to jest.

Jak pies z kotem to film pożegnanie. Oparty na faktach, opowiada o trudnej relacji jaka łączyła braci Kondratiuków. Kręcono go w posiadłości reżysera, czyli Janusza Kondratiuka, w której mieszka do dziś. Film pokazuje bez ubarwiania i bez patosu prawdę o bezradności człowieka po udarze. Znika tutaj tabu związane z intymnością fizjologiczną. Natomiast pojawia się wstyd i odrzucenie własnej bezradności ze strony chorego Andrzeja Kondratiuka.

Reżyser pokazuje także różne ludzkie postawy. Janusz Kondratiuk i jego żona (Beata) podejmują się opieki nad sparaliżowanym Andrzejem. Najbliższa osoba i wielka miłość Andrzeja (jego żona, Iga Cembrzyńska) okazuje się również wymagającą pomocy. Siostra Igi próbuje ją ubezwłasnowolnić i pozbawić prawa do mieszkania oraz oszczędności. Janusz w ostatniej chwili ratuje bratową przed szpitalem psychiatrycznym. W efekcie w domu państwa Kondratiuków pojawia się kolejny lokator. Rewelacyjna jest scena, w której dzieci Janusza stwierdzają, że nie tak to się robi. Są odpowiednie zakłady dla ludzi chorych. To jasny przekaz dla ojca, jak z nim w razie choroby postąpią dzieci.

W tym filmie śmierć zostaje oswojona. Staje się przyjacielem domu, który w pewnym momencie odejdzie, ale nie sam. Sceny trudne, poruszające, są zabarwione dozą humoru i dowcipu. Proszę zwrócić uwagę na moment, gdy trzej panowie siedzą na wersalce i piją piwo. Ta scena zarówno wzrusza, jak i powoduje rozbawienie.

Niesamowita jest gra aktorska Olgierda Łukaszewicza, który zagrał Andrzeja Kondratiuka. Poruszające są sceny ukazujące emocje człowieka skazanego na pampersowanie, karmienie, mycie. Człowieka, który zostaje zmuszony przez chorobę do obnażenia własnej ułomności. W filmie pojawiają się czworonożni bohaterowie, to jak najbardziej autentyczni mieszkańcy domów państwa Kondratiuków. Beata i Janusz naprawdę mają cztery psy, a Iga i Andrzej - starego kota. Jak podkreślał Robert Więckiewicz, chwilami było zabawnie i trochę dziwnie. Oto on dialoguje z filmową Igą, a za jej plecami pojawia się ta prawdziwa. Takich scen było sporo, bo film kręcono w domu, który jednocześnie żył własnym życiem i służył jako plan zdjęciowy.

Jeszcze na chwilę skupmy uwagę na gościu, Robercie Więckiewiczu. Jak pies z kotem to kolejna produkcja, w której odkrywamy tego aktora na nowo. Po rolach w filmach W ciemności, Wałęsa. Człowiek z nadziei, Pod Mocnym Aniołem, Dom zły, Ziarno prawdy, Kler, czy Konwój przyszła pora na postać zabarwioną zupełnie innymi emocjami.

Polecam, film warto obejrzeć.

<<<powrót do spisu treści

&&

Zanim wyruszymy w pierwszą podróż

Paweł Wrzesień

Wielu z nas marzy o dalekim świecie, czy też, cytując żartobliwie monologi Stefana Friedmanna z cyklu Pod kwadratowym globusem, czuje w duszy nutkę oberżyświata i globtrotuara. Wielki świat kusi nas egzotyką, perspektywą poznawania nowych ludzi; często jednak przeraża odległością, która zdaje się być nie do pokonania, zwłaszcza po niewidomemu. Czy jednak są to obawy racjonalne?

W nowoczesnym świecie udaje się wszak pokonać wiele fizycznych barier, a skoro lot do Rzymu, Londynu czy Aten trwa około dwie godziny, to może większość obaw przed podróżowaniem tkwi w naszych głowach? Wszak zwykła podróż pociągiem między dwoma polskimi miejscowościami trwa często znacznie dłużej. Osobiście stanowię przykład na to, że za przyczyną awarii sieci trakcyjnej można w pociągu relacji Warszawa-Szczecin spędzić nawet do 12 upojnych godzin. Zaryzykujmy więc stwierdzenie, że nie ten punkt jest naprawdę daleki, od którego dzieli nas wiele kilometrów, ale ten, którego pokonanie kosztuje nas dużo wysiłku lub stresu oraz absorbuje na długie godziny.

Aby poczuć głód poznawania obcych kultur, dobrze jest zacząć od podstaw. Kupno biletu i pakowanie walizek to prosta sprawa, ale czy podróże zawsze trzeba rozumieć dosłownie, czy nie podróżujemy również poprzez znajomości z cudzoziemcami, próbowanie egzotycznych potraw czy naukę języków? Liczy się przecież osobiste doświadczenie, samodzielne poznanie, które nie przekazuje nam informacji z drugiej ręki, ale bezpośrednio odpowiada na nurtujące nas pytania, ot choćby czy Amerykanie czasem gotują w domu, czy Hindusi chodzą w sandałach cały rok albo czy naprawdę w Tajlandii ulicą może być droga wodna między domkami na palach.

Oczywiście, zawsze możemy włączyć telewizor albo zatrudnić wujka Google’a. Czy jednak nie przyjemniej jest trafić do źródła wiedzy o świecie, a przy okazji nawiązać nowe, ciekawe znajomości, poświęcając jedynie nieco własnego czasu i uwagi?

Nazw zjawiska, które chciałbym zaprezentować jest kilka: penpals, penfriends, e-pals czy key-pals. Sporo jest także serwisów internetowych oferujących pośrednictwo między rozsianymi po całym globie osobami, chcącymi poznawać nowe kultury, nawiązywać przyjaźnie, a docelowo także spotkać się, jeśli obie strony poczują taką chęć. Bez trudu można odnaleźć takie, które oferują swe usługi bezpłatnie i nie wymagają tworzenia rozbudowanych profili, wielopoziomowej rejestracji i długiej drogi do skomunikowania się z nowymi znajomymi z zagranicy. Penpal czy penfriend to po prostu korespondencyjny znajomy, a ponieważ żyjemy w erze globalnej komunikacji elektronicznej, taką znajomość można nawiązać i podtrzymywać na co dzień, nie oczekując tygodniami na dostarczenie listu za morze. Najczęściej wystarczy podstawowa znajomość jednego z popularnych języków obcych; pamiętajmy, że osoba po drugiej stronie też zwykle nie jest w nich biegła, a przez dialog z nami chce m.in. doskonalić swoje umiejętności lingwistyczne. Nie bójmy się swoich błędów i nie zniechęcajmy tym, iż przykładowo angielski, niemiecki czy hiszpański znamy jedynie ze szkoły i początkowo skomponowanie parozdaniowej wiadomości zajmie nam sporo czasu, bo dając sobie szansę, można szybko się przekonać o prawdziwości przysłowia Praktyka czyni mistrza. Łatwo już po niedługim czasie zauważyć różnicę między mozolnym wbijaniem sobie do głowy gramatyki i słówek podczas teoretycznej nauki języka w szkole, a stosowaniem go w praktyce, gdy reguły i słownictwo same utrwalają się w pamięci, ponieważ nasz mózg uznaje je za praktycznie użyteczne.

Podstawowym nośnikiem wiadomości jest zwykle poczta e-mail, ale w miarę jak nabieramy zaufania i lepiej poznajemy drugą stronę, można rozszerzać ją dowolnie o media społecznościowe czy komunikatory typu Skype, WhatsApp itp.

Warto uzbroić się w cierpliwość i wyszukawszy w serwisie osoby bliskie nam zainteresowaniami lub takie, których kraj pochodzenia chętnie poznamy bliżej, przesłać wiadomość powitalną z krótką prezentacją własnej osoby do kilku z nich. Nie należy zrażać się tym, że odpisze nam co druga lub co trzecia, a spośród tych większa część przestanie się odzywać po wymianie kilku wiadomości. Jeśli wystarczy nam cierpliwości, z pewnością po kilku lub kilkunastu próbach trafimy na kogoś ciekawego, kto zaprosi nas do swojego Świata. Warto także pamiętać, że nawiązywanie znajomości ma służyć poznawaniu nowych kultur, doskonaleniu znajomości języków i powiększaniu grona znajomych (często same serwisy proszą o unikanie flirtu czy poszukiwań drugiej połówki za ich pośrednictwem).

Można oczywiście poprzestać na kontakcie internetowym, ale często gdy poczujemy się już prawdziwymi znajomymi, a nie tylko wirtualnymi dyskutantami, przychodzi chęć na coś więcej, choćby przesłanie sobie wzajemnie papierowych listów lub pocztówek (list napisany w brajlu stanowi często atrakcję) czy wymianę drobnych podarunków.

Nawiązując znajomości czy to realne, czy wirtualne, warto zachować zasadę ograniczonego zaufania i nie brać za dobrą monetę wszystkiego, co mówi nam druga strona. Warto przyjąć regułę, iż do budowania zaufania i więzi potrzeba czasu, który najlepiej weryfikuje to, czy druga osoba jest tym za kogo się podaje. Osoby szczere będą przedstawiać nam spójny i konsekwentny obraz swego życia, a przede wszystkim nie będą od nas oczekiwać niczego poza prawdziwą sympatią i obecnością. Gdy natomiast ktoś po kilku wymienionych wiadomościach będzie starał się nam wmówić swoją dozgonną przyjaźń i oddanie, a potem poprosi o wsparcie finansowe albo o podanie tzw. danych wrażliwych, wówczas najlepiej dać sobie spokój, ewentualnie podając dane kontaktowe delikwenta administracji serwisu, za pośrednictwem którego na niego trafiliśmy. Na szczęście odsetek tego typu niespodzianek jest znikomy.

Czy możemy liczyć jedynie na wirtualny kontakt? Nieformalne reguły budowania tego typu przyjaźni pozostawiają nam ogromną swobodę. Niekiedy komunikacja on-line bywa pierwszym krokiem do przeniesienia znajomości do tak zwanego realu. Wystarczy, że dwie osoby poznają się na tyle dobrze, iż zrozumieją, że nie jest to już jedynie poznawanie innych kultur czy trening zdolności językowych, ale poznawanie tej konkretnej osoby z całym dobrodziejstwem inwentarza. Osobiście nawiązuję tego typu znajomości od ponad 10 lat. Zdarzyło mi się spędzić wakacje z poznaną w ten sposób włoską rodziną, a także dostać zaproszenie na ślub koleżanki z Holandii, którą poznałem zanim jeszcze znalazła swego późniejszego męża. Mogę zapewnić z pełnym przekonaniem, że nawet najlepsze biuro podróży czy pobyt w pełnym przepychu, luksusowym hotelu nie pozwolą nam do tego stopnia poczuć lokalnej atmosfery i zakosztować prawdziwego życia tubylców, jak przebywanie pośród nich, zasiadanie razem do posiłków, wspólne spacery czy poznawanie miast i miasteczek z ich perspektywy, a nie jedynie poprzez destynacje turystyczne znane z folderów reklamowych, po których oprowadzi nas przewodnik, codziennie powtarzający nowej grupie przybyszów wyuczony dawno tekst. Ducha danego miejsca tworzą przecież w dużej mierze ludzie, a jeśli ich poznawanie potrafimy połączyć ze zwiedzaniem, mamy największą szansę stworzenia sobie w głowie pełnego obrazu danego miejsca, tak różnego od stereotypowych, uproszczonych schematów serwowanych nam na co dzień przez media, literaturę czy przyjmowanych jako wiedza potoczna. Jeśli czujemy się na to gotowi, możemy też zaprosić zagranicznych znajomych do siebie i na nowo zastanowić się nad tym, jakie miejsca sami uważamy za najbardziej wartościowe w swojej miejscowości czy kraju.

Jakie serwisy mogę z pełnym przekonaniem polecić na początek? Osobiście korzystałem i mogę ręczyć za trzy: http://www.penpalsnow.com, http://www.aj.cz/penfriends oraz http://www.penpalparty.com, ale każdy, w miarę zbierania doświadczeń, może odkrywać coraz większą ich liczbę, a wybór jest przebogaty.

Zaczyna się prosto, od kilku wystukanych na klawiaturze słów, a to co zbudujemy dalej, zależy tylko od nas.

<<<powrót do spisu treści

&&

Galeria literacka z Homerem w tle

&&

Iza Galicka - notka biograficzna

Urodziłam się w 1970 roku w Warszawie. Pierwsze wiersze i fraszki pisałam już w dzieciństwie. Debiutowałam czterema wierszami w czasopiśmie studenckim Decentrum w roku 1990. Ukończyłam filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim i równolegle Akademię Filmową profesora Toeplitza, specjalizację robiłam z teorii literatury i postmodernizmu w literaturze. Później skończyłam podyplomowe studia kulturoznawcze w IBL w PAN. Przez wiele lat byłam nauczycielką w warszawskich liceach, zajmowałam się też publicystyką. Uczyłam także technik medytacyjnych w Collegium Psychotronicznym. Wydałam cztery książki, m.in. Medytacja uzdrawiająca duszę i ciało oraz Stres w szkole. Jak oswoić potwora?. Publikowałam swoje wiersze w Babińcu Literackim, w Nieszufladzie i w fejsbukowych grupach poetyckich. Od trzech lat zajmuję się zawodowo problemami osób niewidomych, zwłaszcza w kontekście dostępności kultury. Jestem w grupie literackiej Poetica działającej przy Polskim Związku Niewidomych, drukowałam też wiersze w Sekretach ŻAR-u. W lutym 2018 wydałam tomik pt. Anima-cje w Warszawskim Wydawnictwie Anagram, w tym samym roku 10 moich wierszy znalazło się w antologii Modlitwa o miłość Wydawnictwa Astrum, a następnych 10 w antologii Spieszmy się kochać bliskich. Kolejne antologie z moimi wierszami to Miłość niejedno ma imię i Zanim zabierze nas wiatr.

Kocham psy, jazz, filmy Almodovara i południe Europy. Moje wiersze można dzisiaj znaleźć na portalach literackich Poemax i Poezja polska.

<<<powrót do spisu treści

&&

Utwory wybrane

Iza Galicka

&&

Piękne czasy

Zawsze miał te arystokratyczne ciągoty - nie wiadomo właściwie skąd. On, zwykły przeciętniak, któremu nie starczało niekiedy do pierwszego. Lubił otaczać się pięknymi rzeczami, nawet, jeśli były to drobiazgi. W fin de siecle’u zakochał się już na studiach. Czytał wtedy nocami Rimbauda i Mallarme’go, ale przede wszystkim Kwiaty zła Baudelaire’a. Ach, powinienem żyć w tamtej epoce, na przykład w Paryżu, czy choćby w Wiedniu - marzył na jawie. Pieczołowicie przechowywał puzderko babci, zachwycając się jego falistymi liniami i bogatą ornamentyką secesji. Już jako dorosły człowiek, kiedy tylko mógł, wyjeżdżał do Krakowa, w złudnej nadziei, że na rubieżach CK monarchii odnajdzie jakieś ślady swej wielkiej miłości. Jednak i Piwnica pod Baranami i Jama Michalikowa rozczarowywały go. To wszystko nie to! Przypadkiem zakupił w jakiejś księgarni reprodukcję Pocałunku Klimta, kiepski oleodruk, jakich wiele. Jednak dla niego stał się obsesją - po powrocie z pracy włączał V Symfonię Mahlera i godzinami wpatrywał się w lśniącą złotem postać. Fascynowała go i przyciągała, jej tajemnicze, przysłonięte zawsze powiekami oczy zdawały się przenikać w głąb jego wiecznie niezadowolonej duszy. Tego popołudnia wrócił do domu wyjątkowo zmęczony. Pracą i swoim nieciekawym życiem. W ulubionej porcelanowej filiżance parowała na szczęście mocna herbata. Przyszło mu na myśl, żeby zapalić skręta - dlaczegóż by właściwie nie? Ostry zapach dymu rozprzestrzenił się momentalnie, Mahler zyskał nieznaną dotąd głębię, on sam coraz mocniej zapadał się w skórzany fotel i w jakiś dziwaczny bezczas. Spojrzał na swoją złotą dziewczynę, a ona otworzyła oczy. Odsunęła lekko głowę towarzysza i szeleszcząc złocistą szatą zeszła z obrazu. Jej spojrzenie było szafirowe i przenikliwe, a w ręku… Cholera, to chyba różdżka - przemknęło mu przez myśl.

- Jestem - jej głos był miękki i ciepły. - Czego chcesz ode mnie?

- Przecież wiesz… - wyjąkał - chciałbym… żyć wtedy… choć przez chwilę…

Wydało mu się, że w jej wzroku dostrzegł coś dziwnego, ale uśmiechnęła się.

- Dobrze, skoro tego sobie życzysz… I skinęła różdżką.

Pokój nagle zadrżał w posadach, potem szaleńczo zawirował i wszystko osunęło się w niebyt.

Przetarł powieki. Ten sen był wyjątkowo ciężki. Dłonią bezwiednie przejechał po rzeźbionej poręczy fotela, po adamaszkowym obiciu… Olśnił go blask kryształowych luster w ciężkich, złoconych ramach. Cały gabinet (bo to był chyba gabinet) urządzony z niezwykłym wykwintem. Przed nim, na mahoniowym stole piętrzyło się obfite śniadanie - różowe szynki, jajka po wiedeńsku, tort Sachera. I kawa w miśnieńskiej porcelanie. Do komnaty wszedł kamerdyner (tak, to był na pewno kamerdyner).

- Czy Arcyksiążę raczył skończyć śniadanie? Za chwilę musimy wyruszać w drogę. Ekwipaż i kareta już gotowe.

Chyba powinienem znać swój rozkład dnia, głupio tak trochę, ale… - pomyślał.

- Tak, tak, za chwilę kończę. A jedziemy? - pytanie zawisło w powietrzu jak kula.

W głosie kamerdynera zabrzmiała nuta zdziwienia.

- Czyżby Arcyksiążę zapomniał? Do Sarajewa.

<<<powrót do spisu treści

&&

Ogórek i Bursztyn

(Z kroniki rodzinnej)

Okupacja w miasteczku W.
Dziadek miał fabrykę ozdób choinkowych
Z szyldem Świecidełka
I sklep niczym Wokulski
Miasteczkiem rządził znienawidzony Ogórek
Pół - Niemiec, pół - Ślązak
Mówił dziadkowi - Dzień topry -
I kupował czekoladę
Moja matka, dwuletnie dziecko
Umierała na zapalenie płuc
Ogórek sprowadził z Rzeszy lekarstwa
Mamo, zmów czasami zdrowaśkę za Ogórka
Którego zlikwidowali w końcu
Leśni chłopcy
Poniekąd
Dzięki niemu jestem
Bursztyn siedział u dziadka w piwnicy
Czuł się bezpiecznie
Mimo że całe miasteczko wiedziało
Ogórek też
Pod koniec wojny
Bursztyn wyjechał do Ameryki
Zostawił dziadkowi trzy futra
I kilka obietnic
Wrócił po wojnie
Zapomniał o futrach
Za to zaproponował dziadkowi
Interes życia w Stanach
Dziadek nie uwierzył Bursztynowi
Nie uwierzył też w nacjonalizację
Został z domiarem 3 milionów złotych
I pustym mieszkaniem
Gdybym znała kadisz
Odmówiłabym go za Bursztyna,
Dzięki któremu
Omal nie zostałam
Wnuczką milionera

<<<powrót do spisu treści

&&

Z Golgoty

(Z historii rodzinnych)

Pod koniec tego, co nieuniknione
Niemcy wypędzili ich wszystkich
Także tych z miasteczka W.
Babcia trzymała za ręce
Danusię i Dzidkę
Zasłaniając im oczy przed widokiem kolb i mundurów
Szła przez pola, łąki i ciche wsie
Złote pierścionki spadały w obce ręce
Stacja pierwsza. Pod Sochaczewem
Wielka hala dworca
Rozgrzane żelazo promieniowało strachem
Ssman zawołał ją parokrotnie
Tłum rozstąpił się w milczeniu
Nie wiedziała, czy idzie po śmierć
Dał jej czerwony pomidor dla dziecka
Nie zawinięty w chustę Weroniki
Stacja druga. Warszawa
Ranek zastał je przytulone do szczątków muru
Rzeźba świętego bez ręki i twarzy
To chyba kościół św. Andrzeja. Ulica Chłodna?
Było tak gorąco od płomieni
Że stały oniemiałe wśród gruzów
Stacja trzecia. Most pontonowy
Niech mała nie dotyka tych kolorowych guziczków
Wystających z ziemi
Wszystko zaminowane
Wytłumacz to dziecku
Przeszły wraz z innymi
Za ich plecami lewy brzeg dogasał bez jednego krzyku
Stacja czwarta. Praga
Tu życie toczyło się w miarę normalnie
Szymon z Cyreny o czerstwej twarzy chłopa
Wziął małżeńską obrączkę
Podsadził je na wóz drabiniasty
Przez pola, łąki i ciche wsie
Dowiózł do mieszkania w miasteczku W.
Splądrowanego
Bez mebli
Bez gobelinów
Bez krzyża

<<<powrót do spisu treści

&&

Nasze sprawy

&&

Tak, ale... Rzeczywistość trzeba trochę podrasować

Stary Kocur

PZN to mój dom od maja 1958 r. Już ponad pół wieku myszy w nim łowię. Widzicie, jaki jestem leciwy? Ale Wy nie widzicie, bo jesteście niewidomi.

Ten mój dom rozwijał się wspaniale do 1999 r. Wtedy miał najwięcej mieszkańców, bo ponad 83 tysiące, no i mnie. Teraz nikt nie wie, ilu tych mieszkańców pozostało, a ja zostałem precz przepędzony, chociaż formalnie jestem mieszkańcem. Można rzec, że jestem na wewnętrznej emigracji. No i dobrze! Nie jest to powód do zmartwień.

Gorzej, że mieszkańców ciągle ubywa. Jak się rzekło, nikt nie wie, ilu ich pozostało, bo z największej oficyny, czyli Mazowieckiego Okręgu nie ma statystyk. Statystyki w PZN-ie nigdy nie były zbyt dokładne, ale żeby ich nie było...

Może to jednak niewielki mankament, bo mądre z urzędu osoby potrafią to wyszacować i wyszacowały chyba na 38 tysięcy onych mieszkańców. Zatem pozostało ich całkiem sporo, ale nawet nie połowa z liczby dawnych lokatorów. Sęk i w tym, że proporcjonalnie najwięcej ubyło tych, dla których dom był budowany, czyli niewidomych. Zostali prawie sami niewidomi inaczej.

Do wiosny 2004 r. dom, o którym piszę, był w ruinie. Nic się tam dobrego nie działo. Na szczęście w 2004 r. odbył się zlot mieszkańców, którzy powołali nową gospodynię domu, która miłościwie panuje w nim do dnia dzisiejszego. Oby tak pozostało na wieki wieków amen, bo pod jej gospodarowaniem dom zaczął się rozwijać niebywale. Niektórzy twierdzą, że jest inaczej, że następuje atrofia całości i części. Ja też tak uważam, ale może się mylę, bo od maja 2004 r. w tym domu jest wszystko poufne, tajne, ściśle tajne, a nawet najtajniejsze. Być może, że z tych to przyczyn, znaczy się super tajności, nie widać sukcesów, osiągnięć, rozwoju. I słusznie. Po co jacyś zazdrośnicy mają wiedzieć o wielgachnych sukcesach naszego domu i jego mieszkańców i cierpieć z zazdrości.

Swoją drogą sprawa jest wielce pokraczna, że w domu dla niewidomych mieszkają prawie sami niewidomi inaczej, a prawdziwi niewidomi tułają się gdzieś po cudzych domach, budach, szopach, suterenach i poddaszach.

Cóż, to wszystko nie na moją głowę i może nie może być inaczej. Ale jest i ale. Otóż obiło mi się o uszy, że to może i dobrze, że jest mniej mieszkańców, bo luźniej, mniej sprzątania, mniej wymagań, mniej pretensji.

Tak się jednak tego nie tłumaczy. Słyszałem, że to dobrze, bo byli mieszkańcy nie potrzebują dachu nad głową, że mają gdzie mieszkać i nie potrzebują pomocy. Jeżeli tak jest, to dobrze, wspaniale, cudownie. Ale jeżeli jest inaczej...

Jeżeli mieszkańcy opuszczają dom o nazwie PZN, bo tam mało kto się nimi interesuje, mało kto pomaga, a prawie nikt pomagać nie może, bo nie ma pieniędzy. A co, jeżeli najbardziej potrzebujący pomocy nie znajdują, jeżeli we własnym domu nie są nikomu potrzebni, jeżeli miano niewidomy potrzebne jest tylko na szyld, na nagłówki pism urzędowych, jako argument w wystąpieniach do władz?

Można dorabiać teorię, że dobrze jest, kiedy dobrze nie jest. Można zakładać, że mieszkańcy dom opuszczają, bo gdzie indziej mają lepsze warunki. Można, ale co, jeżeli nie mają tych lepszych warunków, jeżeli mają złe, bardzo złe albo najbardziej złe? I na co komu teoria o zaradności byłych mieszkańców, o ich samowystarczalności, o tym, że nie potrzebują pomocy? Ale gdzie u diabła mają szukać pomocy, jeżeli będą jej koniecznie potrzebowali?

Mój protoplasta w maju 1951 r. znalazł wielką pomoc w PZN-ie, pracę w spółdzielni i mocne wsparcie w Związku. Z tego wsparcia, poparcia, pomocy materialnej i moralnej korzystał do czasu, kiedy mógł innym pomagać. Do dzisiaj z wielkim szacunkiem i wdzięcznością wspomina wspaniałego działacza, chociaż nie bez wad, Józefa Stroińskiego. Ten był pierwszy, a później byli inni, których nie wspominam, żeby kogoś nie pominąć i nie sprawić mu przykrości. Ale co tam rozrzewniać się nad przeszłością, gdy na przyszłość perspektyw nijakich nie widać. A może są perspektywy tylko ja ze starości dostrzec ich nie mogę. Szczęśliwy byłbym, gdyby tak było.

<<<powrót do spisu treści

&&

Nie wiadomo jak wyjdzie, ale warto spróbować

Jerzy Ogonowski

Pamiętam z początku ustrojowych przeobrażeń taką oto sekwencję wydarzeń: sekcja zatrudnionych na otwartym rynku pracy przy Polskim Związku Niewidomych wyszła z inicjatywą, aby jej przewodniczący, prawnik z wykształcenia, pełniący funkcję radcy prawnego, przedstawił przewidywane tendencje zmian w prawie odnośnie zatrudnienia, organizacji podmiotów gospodarczych itp. Władze się zgodziły i ucieszyły z tym, że na odpowiednio przygotowanym spotkaniu ich przedstawiciel wygłosił przed wykładowcą hymn pochwalny pod adresem władz w ogóle, co spowodowało, że przewodniczący sekcji skrócił swoje wystąpienie o połowę, gdyż w przeciwnym razie prezentowałby stanowisko i informacje, które nijak nie pasowałyby do takiego stanowiska władz Związku.

Zaraz potem w skali ogólnopolskiej zaczęto mówić, że wszystkie te organizacje stojące nad spółdzielczością, tak inwalidzką, jak i pracy, a więc Związek Spółdzielczości Pracy, Związek Spółdzielczości Niewidomych itp., są nikomu niepotrzebne, bo spółdzielnie powinny działać samodzielnie. ZSN postanowił się bronić i w radiu usłyszałem audycję, w której Związek ten prezentował, czym się zaczął zajmować dla dobra niewidomych spółdzielców. Następnie, dość niespodziewanie, przed Sejmem w czasie jego obrad zebrała się jakaś grupa manifestantów, która niemal ze łzami w oczach domagała się likwidacji tych nikomu niepotrzebnych organizacji, po czym likwidacja ta nastąpiła uchwałą Sejmu na tym samym posiedzeniu.

Dalej rozpoczęły się kłopoty spółdzielni, część padła; rodziła się na pniu ideologia, że po pierwsze - niewidomi nie mogą przecież zarabiać jak górnicy, a po drugie - kiedy zarobią dużo, to albo w części, albo całkowicie będą mieli zawieszone renty, więc dla ich dobra muszą zarabiać mniej.

Na tym nowym gruncie zrodziło się rozwiązanie, że pracodawca zatrudniający osobę niepełnosprawną będzie otrzymywał określone dotacje. W nowym ujęciu określenia niepełnosprawności trzeba było szybko coś zrobić, bo przyjęcie określenia niezdolny do pracy mogłoby spowodować pozbawienie pracy dużej liczby osób, które tę pracę z powodzeniem wykonywały. Został zatem wprowadzony stosowny artykuł, który pracę tę umożliwiał mimo wszystko, co stopniowo dziś zostaje zapominane i sprawa jak gdyby wraca w różnych postaciach.

To, co tu zostało powiedziane dotychczas, można ogólnie podsumować tak: rozpoczął się dość złożony galimatias co do orzecznictwa, pracy spółdzielczości inwalidzkiej itp., w dodatku był rozwiązywany przez osoby bardzo dobrej woli, ale bardzo małej wiedzy co do sytuacji i potrzeb osób niepełnosprawnych. Powołany przez Kuronia pełnomocnik Urbanik, zanim zdążył nauczyć się problematyki, jak obiecywał, został odwołany, a inni niekoniecznie obiecywali cokolwiek albo obiecywali cokolwiek bądź. A jeśli byli sami niepełnosprawni, co raczej zdarzało się rzadko, to głównie zajmowali się tym rodzajem niepełnosprawności, która ich dotyczyła bezpośrednio.

Wobec powstających żywiołowo fundacji i stowarzyszeń, pozyskujących różne środki finansowe i techniczne dla niewidomych, zaczęły powstawać jak grzyby po deszczu różne jednostki to czyniące, przy czym zdarza się, że właściciele takich fundacji zarabiają niewspółmiernie dużo w porównaniu z niewidomymi pracującymi naprawdę i na prawdziwym otwartym rynku. Bywa i tak, że niewidomy osiągający całkiem dobre wyniki na prawdziwym otwartym rynku rezygnuje z tej pracy na rzecz handlu sprzętem dla niewidomych, bo lepiej na tym wychodzi materialnie i nie musi stawiać czoła prawdziwej konkurencji. Jednocześnie warto zaznaczyć, że ów otwarty rynek coraz bardziej pozostaje w zasadzie tylko w samej nazwie, bo pracodawca otrzymuje na to pieniądze i co jakiś czas burzy się, że jego dotacje nie są rekompensowane proporcjonalnie do wzrostu wynagrodzeń i będzie musiał pozwalniać niepełnosprawnych.

Na tym tle potrzeba powołania organizacji ogólnopolskiej dokonującej globalnej oceny sytuacji niewidomych w kraju i opracowującej projekty nowych rozwiązań, które w dodatku jej członkowie potrafią uzasadnić w oparciu o posiadaną wiedzę i kompetencje. Konieczne jest jednak także uznanie, że nie wszyscy niepełnosprawni chcą podejmować wyzwania związane z ogólnie pojętymi kosztami (nie tylko finansowymi, choć te są również niebagatelne). Nie jest jednak dobrze, jeżeli ci, którym wystarcza życie na pół gwizdka, są lepiej sytuowani od tych, którzy podejmują wysiłek wyjścia w świat ze wszystkimi tego konsekwencjami i bez ulgowego traktowania. Musi tu działać racjonalna ochrona Państwa i służb społecznych. Na dzień dzisiejszy racjonalnym rozstrzygnięciem jest samodzielna działalność gospodarcza i Państwo udziela tu pewnych pomocy, muszą być one jednak racjonalnie rozwijane w oparciu o opinię kompetentnych organów zajmujących się problematyką osób niepełnosprawnych. Tego żadna mała fundacja, wygrywająca okresowo jakąś sprawę w konkursie, nie rozwiąże. Nie warto przymuszać do pełnowartościowej pracy kogoś, komu wystarcza ciche życie na rencie przy rodzinie. Trzeba tylko ocenić, czy takie zachowanie jest wynikiem niewiary we własne siły i wiarę tę można obudzić, czy też braku ambicji. Nakłady Państwa należałoby przeznaczyć głównie dla tych ambitnych, zdolnych, pragnących przezwyciężyć swą niepełnosprawność.

Ogólnopolski Związek Niewidomych działający bądź to na zasadach konfederacji, bądź inaczej, choćby na zasadach szeroko pojętego instytutu, nie musi, a nawet nie może być organizacją masową, zrzeszającą kogokolwiek, bo sprawa zostanie natychmiast pogrzebana. Będziemy mieli wówczas do czynienia z przykładami, kiedy jeden niewidomy, jeżeli uda mu się wskoczyć na odpowiedzialne stanowisko, bo nikt tego w otoczeniu nie chciał, zacznie atakować osoby, które pracują, stawiając im i światu pytania, jak taki człowiek może pracować, skoro ma orzeczenie o niezdolności do pracy. Inny znów po wyborze na przewodniczącego koła ogłosi, zabierając do kieszeni klucze od pomieszczenia, że pomieszczenie będzie otwarte, kiedy on uzna za stosowne. (Te dwa ostatnie przykłady nie są moim wymysłem, lecz miały miejsce realnie, jak wiele innych podobnych.) Potrzebna jest organizacja ogólnopolska niewidomych o charakterze niemasowym, lecz zrzeszająca ludzi kompetentnych, posiadających stosowną wiedzę, umiejętności i określony poziom moralności i kultury, a także potrzebę działania na rzecz innych. Nie może to być też organizacja rozbudowana administracyjnie z całą masą okręgów, kół szczebla dzielnicowego itp. Pozostaje otwarte pytanie, kto taką organizację miałby finansować. Zakładając, że byłaby to jednostka działająca w skali kraju na rzecz szeroko pojętego organizowania problematyki niewidomych, obok dotacji państwowych winna być finansowana po części z funduszy tych licznych fundacji, stowarzyszeń, organizacji. Jeżeli właściciele, np. fundacji sprzedającej niewidomym za pośrednictwem PFRON-u mogą budować sobie wille za willami, to przynajmniej połowa takich willi jest potrzebna tylko tym właścicielom, nikomu innemu. Stąd obciążenie ich tego rodzaju składkami, w zamian za możliwość skorzystania z fachowej pomocy merytorycznej, jest czymś naturalnym.

Powyższe ogólnie zarysowane pomysły można z pewnością uznać za utopię, ale jeżeli choć w części udałoby się rozwiązania takie czy podobne zrealizować, życie mogłoby stać się lżejsze, a osoby z osiągnięciami mogłyby się stać dobrym przykładem dla innych. Paradoksalnie PZN przed przełomem i zaraz na jego początku pełnił funkcję bardziej zbliżoną do tu proponowanej niż obecnie. Kiedy wystąpiłem o ustanowienie mnie tłumaczem przysięgłym, a Ministerstwo Sprawiedliwości miało jakieś wątpliwości, zwróciło się do PZN z określonymi pytaniami, a odpowiedzi na te pytania uznało za wiarygodne i godne uznania. Po latach, kiedy osoba niewidoma wystąpiła do Związku o pomoc w rozwiązaniu sposobu uczestnictwa jej w grze telewizyjnej, otrzymała odpowiedź, że konkretne osoby sobie tego nie wyobrażają. Trzeba więc odrobić powstałe opóźnienia i odtworzyć, a nawet wzmocnić utraconą pozycję. Ale już nie w oparciu o masowość ludzi bez wiedzy, wykształcenia i wiary we własne czy niewidomych siły. Można jeszcze dziś nie wiedzieć, jak to zrobić, ale można i trzeba się nauczyć.

<<<powrót do spisu treści

&&

Wsparcie rodziny

Bożena Lampart

Pragnę podzielić się moją refleksją na temat znaczenia rodziny w sytuacjach, które wymuszają zmianę dotychczasowego trybu życia, burząc stereotypowy ład i porządek, czy prowadząc do przewartościowania priorytetów. Przykładem takiej konsternacji może być utrata pracy, choroba prowadząca do niepełnosprawności czy uzależnienie od narkotyków bądź innych używek.

Na ocenę tej kwestii miał wpływ film obejrzany w ramach tegorocznego repertuaru Internetowego Klubu Filmowego Osób Niewidomych Pociąg realizowanego w projekcie Stowarzyszenia De Facto.

W obrazie filmowym Mój piękny syn belgijski reżyser - Felix Van Groeningen - próbuje uświadomić widzowi, na czym polega problem uzależnienia od narkotyków.

Młody chłopak - bohater filmu - wpada w ten brzemienny w skutkach nałóg. Reżyser nie roztrząsa po czyjej stronie leży wina za ową obsesję, lecz bardzo wyraźnie podkreśla rolę rodziny w rozwiązaniu problemu. Na fabułę filmu składa się splot dramatycznych wątków, które w efekcie końcowym mają pozytywny oddźwięk. Młody bohater wychodzi z nałogu. Tak, to bardzo ważne, jednak w mojej pamięci najbardziej utkwił obraz rodziny. Zmęczona wieczną gonitwą za znikającym w świecie nałogu nastolatkiem, odkładająca na dalszy plan mniej ważne sprawy życiowe, wyciąga chłopaka z choroby. Na twarzach osób najbliższych chłopcu maluje się obraz zadowolenia przeplatający się z niedowierzaniem oraz nieśmiałą radością.

Wielokrotnie spotkałam się z opinią, iż uzależnienie nie jest jedynie problemem jednostki wchodzącej w skład podstawowej komórki społecznej jaką jest rodzina, lecz zaczyna ciążyć na wszystkich jej członkach. Zatem tworzą się relacje interpersonalne polegające na wzajemnej odpowiedzialności i pomocy. Trudno bowiem przejść obojętnie obok bliskiej osoby dotychczas chętnie uczestniczącej w życiu rodziny, nagle oddalającej się i zamykającej we własnym świecie tajemnic. To nietypowe zachowanie niepokoi pozostałych i rozpoczyna się poszukiwanie przyczyn zmian emocjonalnych.

I taki oto obraz rodziny, w której nieszczęście prowadzi do zacieśnienia wzajemnych relacji i więzi, zmiany priorytetów, przepełnia nadzieją każdego, kto takiego wsparcia potrzebuje.

Spójrzmy jeszcze na społeczny wymiar funkcjonowania rodziny z niepełnosprawną osobą. Na początku wszyscy wydają się bezradni w obliczu nowej rzeczywistości, z czasem jednak pogłębiają wiedzę na temat dysfunkcji, uczą się siebie nawzajem, aby odnaleźć się w nowych okolicznościach. Co więcej, wychodzą naprzeciw środowisku społecznemu, ażeby znaleźć i tutaj zrozumienie, bowiem podstawową rolą rodziny jest niedopuszczenie do izolacji. Kontakt z ludźmi ma obopólną korzyść, bowiem nie wyklucza osoby niepełnosprawnej i jej opiekunów ze środowiska, a co za tym idzie - owo środowisko uczy się tolerancji osób z dysfunkcją. Poznaje ich potrzeby i pozbywa się lęku czy niechęci w nawiązywaniu wzajemnych relacji.

Kolejnym krokiem do rehabilitacji niepełnosprawnego członka rodziny jest edukacja. Do niejednych drzwi zapuka rodzina, aby dowiedzieć się o możliwości podnoszenia kwalifikacji, rozwoju zainteresowań, wreszcie nabycia uprawnień do pokrycia kosztów zakupu sprzętu rehabilitacyjnego ułatwiającego życie osobie z dysfunkcją.

Niełatwa jest rola rodziny, w której pojawia się osoba niepełnosprawna wprowadzająca jakoby chaos w dotychczasowych relacjach wewnątrzrodzinnych, aby uporządkować taki nieład.

To w prawidłowo funkcjonującej rodzinie kształtują się pierwsze postawy życiowe, występuje podejmowanie odpowiedzialności za czyny i za drugiego człowieka oraz pojawiają się pierwsze wizje na temat życia pozarodzinnego i uświadamiania zjawiska integracji.

Doceńmy więc jej poświęcenie i uczucie jakim nas darzy. Sami natomiast uczmy się cierpliwości, ponieważ niekoniecznie nasze oczekiwania muszą być natychmiast spełnione. Marzymy o tym, aby nas traktowano jak pełnoprawnych członków rodziny, zatem uśmiechajmy się, radujmy, gdy nasze potrzeby dostrzegają i chcą je spełniać. Nie wymagajmy całkowitego oddania, ponieważ nie stać nas na to samo.

<<<powrót do spisu treści

&&

Czas to miłość

Teresa Dederko

Takie było hasło wrześniowej Ogólnopolskiej Pielgrzymki Niewidomych do Sanktuarium św. Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy. Przygotowanie i prowadzenie wydarzenia na taką skalę z pewnością nie jest łatwe; jednak organizatorzy pomyśleli o wszystkim: o przygotowaniu nabożeństw w Sanktuarium, ale też o tym, żeby pielgrzymi mieli co jeść i gdzie spać.

13 września, i to w piątek, od samego rana do Trzebnicy koło Wrocławia przyjeżdżały autokary z grupami pielgrzymkowymi z różnych zakątków Polski. Na parkingi kierowała straż miejska będąca od wczesnych godzin w pogotowiu. Po przyjeździe każdy rejestrował się w recepcji obsługiwanej przez siostry Franciszkanki z Lasek, a potem był zaproszony na kawę lub herbatę z pączkiem. Poczęstunek przygotowali wolontariusze z Caritasu, wspierani przez dzieci i młodzież.

O godzinie 14.00 zgromadziliśmy się w Sanktuarium, gdzie przywitał nas krajowy duszpasterz niewidomych, ks. Andrzej Gałka i miejscowy proboszcz. Wiele grup miało tablice z nazwami miejscowości, które zorganizowały wyjazd na pielgrzymkę, więc można było zorientować się skąd przybyli. Oprócz księży przywitali pielgrzymów: prezes PZN - Anna Woźniak-Szymańska, matka generalna zgromadzenia sióstr Franciszkanek - siostra Judyta i prezes Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi w Laskach - Paweł Kacprzyk.

Następnie wysłuchaliśmy konferencji poświęconej życiu i działalności św. Jadwigi. Księżna Jadwiga, choć mogła żyć w dostatku, swoje dobra wykorzystywała na pomoc chorym, biednym i więźniom. W Środzie Śląskiej kazała wybudować szpital dla trędowatych, którymi osobiście się opiekowała. Dotykało ją wiele nieszczęść, z jej siedmiorga dzieci tylko jedna córka ją przeżyła, ale księżna nie poddawała się rozpaczy i mężnie znosiła cierpienia. Po śmierci męża - Henryka Brodatego - zamieszkała w ufundowanym przez siebie klasztorze w Trzebnicy.

Po konferencji wyszliśmy na Ścieżkę św. Jadwigi, aby uczestniczyć w Drodze Krzyżowej, którą przygotowało duszpasterstwo z Wrocławia. Treści przedstawiane w poszczególnych stacjach odczytywała z brajlowskiego tekstu młoda dziewczyna. Pierwszego dnia uczestniczyliśmy także we mszy św., a potem rozjechaliśmy się na noclegi do rodzin z różnych parafii.

To był najtrudniejszy moment pielgrzymki - kilkanaście minut oczekiwania na zaproszenie przez jakąś rodzinę. Tego właśnie najbardziej się bałam i dlatego nigdy wcześniej nie wybrałam się na pielgrzymkę. Okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. Rano w autokarze wymienialiśmy uwagi o naszych gospodarzach i warunkach, jakie zapewnili pielgrzymom. Wszyscy byli bardzo zadowoleni z okazywanej im gościnności. Jeszcze w drodze z Warszawy prowadzący naszą grupę ks. Tomek zaproponował, żebyśmy poprosili goszczących nas ludzi o kartki z intencjami w jakich chcieliby, abyśmy się pomodlili. Był to bardzo dobry pomysł, bo w ten sposób włączaliśmy goszczących nas parafian w naszą pielgrzymkę, a co najważniejsze, mogliśmy się im w jakimś stopniu zrewanżować.

Drugiego dnia rano odśpiewaliśmy Godzinki, zmówiliśmy różaniec prowadzony przez przedstawicieli różnych grup, wysłuchaliśmy konferencji o prymasie, kard. Stefanie Wyszyńskim. Nasz pobyt w Sanktuarium św. Jadwigi zakończyła uroczysta msza św., którą odprawił arcybiskup diecezji wrocławskiej, bp. Józef Kupny.

Na wstępie tej uroczystości powitał pielgrzymów burmistrz Trzebnicy - Marek Długozima, który krótko przedstawił historię i teraźniejszość miasta, a kończąc, nawiązał do swojego szczęśliwego dzieciństwa w wielodzietnej rodzinie, w której kilkorgiem dzieci opiekowali się niesłyszący rodzice. Podczas Mszy św. delegacje wielu grup pielgrzymkowych składały dary. Na zakończenie jeszcze podziękowano wszystkim, którzy przyczynili się do zorganizowania i przeprowadzenia Ogólnopolskiej Pielgrzymki Niewidomych. Do domów wyruszyliśmy zaopatrzeni w prowiant przygotowany przez miejscowy Caritas.

Ogólnopolskie Pielgrzymki Niewidomych odbywają się co dwa lata, ale szkoda, że uczestniczy w nich coraz mniej osób.

Prawdopodobnie przyczyną jest malejąca liczba członków Polskiego Związku Niewidomych, którego jednostki terenowe organizowały do tej pory wyjazd na pielgrzymkę. Uważam, że warto spotkać się w licznej grupie osób, które mają podobne problemy, przekonać się, że również inni są w takiej samej sytuacji, odnaleźć w gromadzie znajomych. Wspólna modlitwa dla osób wierzących też jest wsparciem dodającym sił do pokonywania trudności. Kiedy modlimy się razem, to nawet gdy na moment się wyłączymy, modlitwa nadal nas ogarnia i umacnia. Oprócz doznania ważnych przeżyć duchowych przy okazji wyjazdu można zwiedzić ciekawe historyczne miejsca.

Mam nadzieję, że w liczniejszym gronie spotkamy się na najbliższej pielgrzymce we wrześniu 2021 roku.

<<<powrót do spisu treści

&&

Z uśmiechem przez życie

&&

Niewidzenie z przymrużeniem oka

Iwona Włodarczyk

Dążenie do perfekcji to cel większości osób z dysfunkcją wzroku. Osoby te im mniej widzą, tym więcej wkładają wysiłku w to, aby to co robią, było wykonane jak najlepiej. Jednak wszystkim bez wyjątku, zarówno widzącym jak i tym, którzy mają problem z prawidłowym widzeniem, zdarzają się gafy.

Z moich obserwacji wynika, że im więcej się staramy, tym większy dopada nas stres, w wyniku którego popełniamy więcej błędów.

Czy naprawdę warto się denerwować? Czy nie łatwiej nam będzie na niektóre sytuacje, a w szczególności na te, na które nie mamy wpływu, popatrzeć z przymrużeniem oka?

<<<powrót do spisu treści

&&

Życie potrafi zaskakiwać

Iwona Włodarczyk

Służbie zdrowia z pewnością nasze niewidzenie oraz wszystko to, co się z nim wiąże, nie powinno przysporzyć żadnych problemów, a jednak…

Wchodzę do gabinetu, witam się z lekarzem, do którego przychodzę od wielu lat. Ów lekarz z ożywieniem opowiada o konieczności wprowadzania danych do komputera, przy czym mówi: Niech pani popatrzy, to jest pani kartoteka!, a kiedy w odpowiedzi słyszy, że ja niestety nic nie widzę, z przerażeniem w głosie mówi, żebym usiadła, ponieważ mogę się przewrócić. Z wrażenia usiadłam i nie wiedziałam, czy mam się śmiać, czy płakać, a kiedy jeszcze usłyszałam, że niemożliwe jest to, abym poruszając się przy pomocy laski, dotarła np. do przychodni, nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem.

Sytuacja ta miała miejsce w gabinecie lekarza rodzinnego, więc niewiedzę owego lekarza złożyłam na karb braku styczności z niewidomymi, lecz to co spotkało znajomą w gabinecie okulistycznym, zarówno u niej jak i u mnie wywołało śmiech przez łzy.

Owa znajoma podczas kontrolnej wizyty miała mieć zmierzone ciśnienie w gałkach ocznych. Pielęgniarka żwawo zabrała się do tego zadania, lecz po kilku próbach oświadczyła: Nie wiem, co się dzieje, ale w tym oku nie da się zmierzyć ciśnienia, na co w odpowiedzi od pacjentki usłyszała: Nie wiem, czy pani tego nie zauważyła, ale to jest proteza.

Kolejny niewidomy, kolejna sytuacja, tym razem na SOR-ze. Niewidomy trafia tam z powodu wysokiego ciśnienia, którego w żaden sposób nie potrafi obniżyć. Idzie z białą laską w dłoni, dodatkowo towarzyszy mu przewodnik, który pomaga mu w lokalizacji fotela, na którym siada. Podchodzi do niego pan z personelu, mierzy ciśnienie i w trakcie dokonywania pomiaru mówi: Proszę otworzyć oczy i popatrzeć na mnie, a kiedy pacjent mu odpowiada, że otwarcie oczu nic nie da, bo i tak one nic nie zobaczą, wybucha złością i ma pretensję, że nie został poinformowany o tym, iż ma do czynienia z osobą niewidomą.

Biała laska oraz obecność przewodnika nic temu panu nie powiedziały, a rada, jaką niewidomy uzyskał podczas owej wizyty, pozostanie w jego pamięci na długo; a brzmiała ona tak: Proszę otworzyć oczy i oddychać, a wszystko wróci do normy.

Powyższe wydarzenia są do tego stopnia absurdalne, że zamiast się denerwować, lepiej się z nich pośmiać.

<<<powrót do spisu treści

&&

Komunikacyjne wpadki

Iwona Włodarczyk

Wsiadając do autobusu, w którym jest mało pasażerów, zawsze delikatnie sprawdzam dłonią, czy pobliskie siedzenie jest wolne i to zdawało egzamin. Pewnego ranka jednak nie do końca ten sposób się sprawdził, a ja o mało nie usiadłam pasażerowi na kolanach. Pasażer widząc ruch mojej dłoni, odsunął się i oparcie było puste, co mnie zmyliło i pewna siebie przesunęłam się w kierunku siedzenia, co spowodowało, że pan siedzący na nim ze śmiechem w głosie, wstając, powiedział: Proszę sobie usiąść. Tym to sposobem usiadłabym obcemu człowiekowi na kolanach, a wszyscy zażyliby poranną dawkę śmiechu.

Innym razem, jadąc z córką, zamiast niej przy wysiadaniu chwyciłam za rękę inną pasażerkę, która przyjęła to z zaskoczeniem, ale i z uśmiechem.

<<<powrót do spisu treści

&&

Samodzielne zakupy

Iwona Włodarczyk

Uwielbiam sama robić zakupy, a do płacenia używam karty płatniczej, co już kilka razy wprawiło w osłupienie kasjerki. Otóż okazało się, że zamiast ową kartą chciałam zapłacić dowodem osobistym lub legitymacją prasową. Śmiechu było przy tym co niemiara, a mnie nauczyło to, że kartę mam mieć zawsze w tym samym miejscu.

Gdy jestem na zakupach z córkami, zdarza się nieraz, że na moje pytanie o daną rzecz w odpowiedzi słyszę: Mamy tylko to, co pani widzi. Nie irytuję się, lecz z uśmiechem odpowiadam, że nie widzę i w pewnym stopniu mam satysfakcję, że moje niewidzenie nie rzuca się w oczy.

<<<powrót do spisu treści

&&

Listy od Czytelników

&&

Droga Redakcjo!

Piszę do Sześciopunktu, aby podzielić się moimi przeżyciami. Podczas wakacji miałem okazję odwiedzić Szaflary - wieś oddaloną o 10 kilometrów od Zakopanego. Wieś tę odwiedziłem wraz z najbliższą moją rodziną: z mamą, siostrą i jej rodziną. Przez Szaflary przepływa Dunajec. Szum wody pięknie było słychać w pokoju, który wynajmowaliśmy w willi U Mariana. Wszyscy zachwycaliśmy się pięknem tej rzeki, jej szumem i widokiem odbijającego się w wodzie nieba i gałęzi drzew rosnących nad brzegami.

W tej wsi jest wiele ośrodków wczasowych, małych pensjonatów i pokoi gościnnych. Jest też restauracja i kościół pw. św. Andrzeja Apostoła. Dla wielbicieli gorących kąpieli w pobliżu znajdują się termy podhalańskie, cieszące się dużym zainteresowaniem turystów.

Ten pobyt, chociaż krótki, sprawił mi dużą radość. Na pamiątkę przywiozłem sobie magnes na lodówkę z widokiem wspomnianego kościoła i napisem Szaflary. Polecam tę miejscowość Czytelnikom Sześciopunktu lubiącym góry.

Serdecznie pozdrawiam Redakcję i Czytelników naszego miesięcznika. Bardzo lubię rozmawiać z ludźmi, dzielić się przeżyciami i otrzymywać listy. Proszę więc o kontakt osoby, które chciałyby do mnie napisać lub zadzwonić.

Mój adres i telefon: Adam Skorża, ul. Tetmajera 4B/8, 44-238 Leszczyny, tel. 32 427-17-02.

Adam

<<<powrót do spisu treści

&&

Szanowni Państwo!

Nazywam się Anita Murdza. Mam 26 lat. Jestem osobą całkowicie niewidomą od urodzenia z powodu retinopatii wcześniaczej. Jestem czytelniczką Sześciopunktu. Zdecydowałam się przedstawić na łamach tego magazynu swoją sprawę, ponieważ samotna walka o lepsze życie jest przeze mnie przegrywana. Mam nadzieję, że za pośrednictwem Fundacji Świat według Ludwika Braille’a i pomocy życzliwych osób moje życie zacznie się powoli zmieniać. Mieszkam w wiosce koło Sandomierza. Moja edukacja i rehabilitacja przebiegała w następujący sposób: kiedy miałam 2 lata, trafiłam do pani tyflopedagog ze Stalowej Woli, która przygotowywała mnie do nauki brajla poprzez różne zabawy, układanki itp. Do przedszkola chodziłam z dziećmi widzącymi, a potem naukę podjęłam w szkole masowej. Po lekcjach miałam zajęcia z panią tyflopedagog. Edukacja w taki sposób trwała do czwartej klasy podstawówki. Od piątej klasy podjęłam naukę w Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Dzieci Niewidomych i Słabowidzących w Krakowie. Wtedy już dobrze umiałam czytać i pisać brajlem. W Krakowie ukończyłam szkołę podstawową, gimnazjum, technikum w zawodzie Technik prac biurowych, szkołę policealną w zawodzie Technik realizacji dźwięku i szkołę policealną w zawodzie Technik administracji. Najlepiej czuję się w realizacji dźwięku. Posiadam dyplomy potwierdzające kwalifikacje zawodowe. Obecnie próbuję znaleźć pracę. Wiem, że nie będę tworzyć muzyki, bo nie po to kończyłam tę szkołę. Zdobyłam zawód realizatora dźwięku, ponieważ się tym interesuję i czuję się na siłach, aby pracować w domu jako montażysta, chociażby audiobooków.

Szukałam pracy, wysyłając swoje CV do różnych firm i rozgłośni radiowych. Kiedy to nie przyniosło rezultatu, zmieniłam taktykę i nie szukałam już pracy, ale pisałam pisma z propozycją współpracy. Efekt był tego taki, że jedni w ogóle się nie odzywali, a inni odpisywali, że dziękują za zainteresowanie ich firmami i pomyślą o współpracy. Niestety do dzisiaj cisza. Oczywiście nie pomijałam tego istotnego szczegółu, że jestem niewidoma i pisałam o sposobach pracy bezwzrokowej.

Niestety nie miałam nigdy możliwości odbycia porządnych praktyk, ponieważ szkoła na ul. Tynieckiej nie pomagała mi ich załatwić. Jestem więc realizatorem dźwięku bez doświadczenia zawodowego, ponieważ nie miałam gdzie go nabyć.

Ostatecznie edukację zakończyłam w czerwcu 2017 roku. Od października do grudnia 2018 roku pracowałam w stowarzyszeniu, ale zabierali mi połowę wynagrodzenia na swoje cele, dlatego stamtąd odeszłam. Ponadto nie przestrzegali zapisów umowy o pracę. Od tego czasu aż do dzisiaj siedzę bezczynnie w domu. Moje otoczenie nie umie mi pomóc, popadam w depresję, rodzina sugeruje mi Warsztaty Terapii Zajęciowej. Byłam na wielu spotkaniach, promując swoją osobę na szczeblu lokalnym; każdy obiecywał pomoc i wsparcie i na tym się kończyło. Mój okręg PZN wspiera tylko seniorów, organizując wyjazdy, a dla mnie nie mają żadnych ciekawych propozycji.

Uważam, że Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych nie wspiera osób ze średnim wykształceniem; ma projekty, ale tylko dla absolwentów uczelni wyższych. Według mnie jest to dyskryminacja osób mniej zdolnych. Nie każdy czuje się na siłach, żeby iść na studia. Nie jest dobrze, że motywacją dla potencjalnych pracodawców przy zatrudnianiu osób niepełnosprawnych nie są ich faktyczne umiejętności, ale fakt, że PFRON dofinansowuje do wynagrodzeń, a pracodawcy są wówczas zwolnieni z płacenia składek na Fundusz.

Dużo myślałam o życiu i owszem - medycyna się rozwija, a ja mimo tego nie chcę widzieć. Jestem niewidoma od urodzenia. To jest dla mnie naturalne, tak jak dla osoby widzącej wzrok. Wiem, że dzięki odpowiedniej rehabilitacji podstawowej będę w stanie żyć na własną rękę, założyć rodzinę i mieć dzieci, i wychować je metodami bezwzrokowymi. Według mnie pomoc kierowana jest do seniorów i osób ociemniałych, a niewidomi od urodzenia nie mają takiego wsparcia. Owszem każdy tego wsparcia potrzebuje. Z tego co można zaobserwować, najbardziej wspierane są osoby z umiarkowanym stopniem niepełnosprawności. Nieprawdziwe jest stwierdzenie, że udział osób niepełnosprawnych w ogólnym rynku pracy się zwiększa, ponieważ nie bierze się pod uwagę w takich raportach wszystkich grup niepełnosprawnych. Takie jest moje zdanie na ten temat.

Moja sytuacja socjalna wygląda następująco: jestem na rencie socjalnej, którą przyznano mi na 5 lat. Lekarz orzecznik stwierdził, że nie daje mi renty na stałe, ponieważ mogę iść do pracy, w której wzrok jest niepotrzebny. W moim miejscu zamieszkania nie mam jak się wydostać z domu, ponieważ brakuje komunikacji miejskiej. Nie mam instruktora orientacji przestrzennej. Ja chcę żyć niezależnie i samodzielnie na tyle, na ile się da, będąc niewidomą osobą. Potrzebuję zajęć z czynności dnia codziennego, orientacji przestrzennej, potrzebuję znaleźć pracę, która będzie zgodna z moim wykształceniem, ale przede wszystkim bezpieczna i dostosowana do moich możliwości jako osoby niewidomej.

Posiadam komputer z oprogramowaniem udźwiękawiającym, program do edycji dźwięku Reaper i skrypty, które powodują, że osoba niewidoma dobrze na nim pracuje. Mogłabym podjąć pracę zdalną w domu. Owszem nie mam studia nagrań, ale warunki do montażu nagrań dźwiękowych w domu mam.

Niestety moich potrzeb nie jest w stanie zaspokoić macierzysty okręg PZN i lokalne organizacje.

Piszę do Państwa, ponieważ wszystkie moje pomysły na wyjście z tej sytuacji, mówiąc wprost, się wyczerpały. Nie ukrywam, że zależy mi na otrzymaniu inteligentnego wsparcia od osób, które znają się na kompleksowej rehabilitacji osób niewidomych.

Kończąc mój list, podaję swojego maila: anita.murdza@gmail.com. Proszę o kontakt zarówno osoby prywatne a także potencjalnych pracodawców. Mam nadzieję, że Państwa Fundacja będzie w stanie pomóc osobie z woj. świętokrzyskiego. Z góry dziękuję za publikację mojego listu i za pomoc.

Z poważaniem
Anita Murdza

<<<powrót do spisu treści

&&

W sprawie cofnięcia ubezwłasnowolnienia

Jestem stałą czytelniczką Sześciopunktu i z zainteresowaniem śledzę różne zagadnienia z życia ludzi. Dziś sama chcę się podzielić wiedzą o bulwersującej mnie sytuacji pewnej pensjonariuszki z DPS-u.

Otóż pani ta została przed wielu laty ubezwłasnowolniona całkowicie przez własną matkę, która również jest jej opiekunem prawnym. Matka zamieszkująca w odległym mieście nie odwiedza swojej córki, nie zabiera jej na urlopy i święta. Natomiast pensjonariuszka DPS-u świadomie wszystkim wokół wyraża swój żal i bezradność, że jest pozbawiona wszystkich praw, które (każdemu?) obywatelowi gwarantuje Konstytucja. Dziwi mnie, że placówka przeznaczona dla osób niepełnosprawnych nie staje na wysokości zadania, by pomóc tej osobie odzyskać prawo do godności i do decydowania osobiście o swoich potrzebach. Wiem, że człowiek ubezwłasnowolniony sam może wystąpić z wnioskiem o cofniecie decyzji. Ale, moim zdaniem, decydenci z w/w DPS-u powinni pomóc swojej podopiecznej.

Pozdrawiam
Jaga

<<<powrót do spisu treści

&&

Ogłoszenia

&&

PODZIĘKOWANIA

Zarząd Fundacji Świat według Ludwika Braille’a z całego serca, dziękuje wszystkim, którzy zechcieli wesprzeć działalność fundacji jednym procentem podatku. Jesteśmy wdzięczni z okazane nam zaufanie i tak bardzo potrzebną pomoc. Uzyskane od Darczyńców wsparcie przeznaczamy na cele statutowe fundacji m.in. wydawanie miesięcznika Sześciopunkt, który dociera do coraz większej liczby Czytelników.

Z poważaniem
Teresa Dederko - Prezes Zarządu Fundacji
Patrycja Rokicka - Sekretarz Zarządu Fundacji

<<<powrót do spisu treści

&&

AKTYWNY ABSOLWENT

Zapraszamy do udziału w projekcie Aktywny Absolwent realizowanym przez Instytut Tyflologiczny Polskiego Związku Niewidomych, współfinansowanym ze środków PFRON.

Projekt skierowany jest do osób, które spełniają łącznie poniższe warunki:

Celem projektu jest pomoc w znalezieniu zatrudnienia. Uczestnikom oferujemy:

Osoby zainteresowane powinny wypełnić formularz rekrutacyjny i przesłać go na adres: aktywnyabsolwent@pzn.org.pl.

Formularz znajduje się do pobrania na stronie http://pzn.org.pl/aktywny-absolwent/ w sekcji Pliki do pobrania.

We wszystkich sprawach dot. projektu Aktywny Absolwent można kontaktować się telefonicznie pod nr tel. 22 635 60 38 lub 22 831 22 71 wew. 255.

Z wyrazami szacunku
Małgorzata Pacholec - Dyrektor Instytutu Tyflologicznego PZN

<<<powrót do spisu treści

&&

Zaproszenie

Serdecznie zapraszam na listopadowe spacery literacko-muzyczne W stronę światła. Autorskie spotkania odbędą się:

Serdecznie zapraszam
Ireneusz Kaczmarczyk

<<<powrót do spisu treści

&&

Pomóżcie mi wyjść z domu

Cześć!

Mam na imię Mateusz i mam 27 lat. Urodziłem się z czterokończynowym mózgowym porażeniem dziecięcym. Poruszam się na wózku oraz jestem niewidomy. Z zamiłowania jestem tyfloinformatykiem (informatykiem dla osób niewidomych). Pracuję online w Fundacji „Świat według Ludwika Braille’a”. Moim zadaniem jest szkolenie osób niewidomych z zakresu obsługi komputera, urządzeń i oprogramowania specjalistycznego (m.in. screen readerów, z ang. czytników ekranu). Nie ograniczam się do pomocy tylko w godzinach pracy, robię to również charytatywnie.

W wolnym czasie interesuję się muzyką i językami obcymi. Ponadto lubię poznawać różne kultury. Dobrze mówię po angielsku, a także uczę się szwedzkiego.

Pomimo różnych barier, jakie muszę pokonywać codziennie, staram się być pogodny i uśmiechnięty.

Na co zbieram pieniądze?

Zostaną przeznaczone na zakup wózka elektrycznego wraz z systemem pozwalającym na umiejscowienie mnie w aucie bez użycia siły. Na rynku jest dostępny zestaw, z którego chciałbym skorzystać. Obecnie jest to jedyne rozwiązanie, które pozwoli mi opuścić mury domu, pójść gdziekolwiek: do kina, teatru, kawiarni, czy odwiedzić znajomych:

Niestety cena wózka i systemu wraz z jego montażem przekracza moje możliwości finansowe, abym mógł go kupić samodzielnie. Mając rentę socjalną i niewielkie pieniądze za pracę w fundacji musiałbym zbierać na ten wózek 10 lat.

Powyższy zakup umożliwi mi dalszy rozwój, a także lepszą pomoc innym potrzebującym niewidomym podczas prowadzenia szkoleń. Dlatego też bardzo proszę wszystkich ludzi dobrej woli o pomoc i wsparcie. Można mi pomóc za pośrednictwem strony internetowej https://zrzutka.pl/carony.

Mateusz

<<<powrót do spisu treści

&&

Oferta firmy P.H.U. Impuls Ryszard Dziewa na 2020 rok

I. Pozycje brajlowskie

  1. Kalendarz na 2020 rok duży format. Tradycyjnie oprócz kalendarium w kalendarzu zamieszczone są sentencje na każdy dzień oraz cenne porady dotyczące naszego zdrowia: metody zwiększające odporność organizmu, zasady prawidłowego odżywiania, recepty na dobry sen, nauka prawidłowego oddychania itp. Cena 30,00 zł.
  2. Kalendarz na 2020 rok mały format. Kalendarium z imionami i ważniejszymi świętami. Cena 15,00 zł.
  3. Podręczniki do nauki języków obcych: angielskiego, hiszpańskiego, włoskiego, rosyjskiego i międzynarodowego Esperanto. Szczegóły dla zainteresowanych.
  4. Jolanta Michalska Być szczupłym i sytym. O zdrowym odżywianiu się. Książka dla tych, którzy chcą się odchudzić, zdrowo się odżywiać i nie odczuwać głodu". 2 tomy. Cena 120,00 zł.
  5. Helga Kuhn Poradnik pani domu. Książka proponuje skuteczne sposoby dbania o mieszkanie, żywność, odzież, biżuterie oraz własny wygląd i zdrowie. 2 tomy. Cena 100,00 zł.
  6. Zdrowie i kuchnia - miesięcznik. W poradniku znajdą Państwo cenne informacje dotyczące zdrowia, stylu życia, a także przepisy kulinarne dostępne do wykonania przez osoby niewidome. Cena 25 zł/numer.
  7. Książeczki czarnodrukowe z nadrukiem brajlowskim. Książeczki z tekstami popularnych bajek i innych tekstów edukacyjnych. Serie książeczek zapewniające przyjemność czytania niewidomym dzieciom z widzącymi rodzicami lub niewidomym rodzicom z widzącymi dziećmi. Kolorowe książeczki przekładane przezroczystą folią z nadrukiem brajla. Cena 25,00 zł.

II. Galanteria papiernicza

  1. Notesy brajlowskie: zeszytowy - cena 18,00 zł,
    kieszonkowy - cena 12,00 zł.
  2. Taśma dymo. Specjalna taśma samoprzylepna do podpisywania brajlem. Cena 14,00 zł/szt.
  3. Folia samoprzylepna A4 do podpisywania brajlem. Cena 12,00 zł/arkusz.
  4. Papier brajlowski do drukarek, maszyn i tabliczek brajlowskich. Format A4, gramatura 140. Cena 12,00 zł/kg. Minimalne zamówienie 5 kg.

III. Pomoce brajlowskie

  1. Tabliczki brajlowskie: rozmiar 9x30 cena 65,00 zł, rozmiar 9x21 cena 49,00 zł.
  2. IBAI - najlepszy notatnik z klawiaturą brajlowską. Urządzenie łączące tradycyjnie potrzebne niewidomym funkcje, pomagające rozwiązać codzienne bolączki i najnowocześniejsze rozwiązania komunikacji bezprzewodowej bluetooth, umożliwiające komfortowe korzystanie ze smartfonów, tabletów czy innych urządzeń. Łatwo w nim uruchomimy odtwarzanie książek, dyktafon, minutnik czy tester kolorów. Stabilność i sprawność łączenia bezprzewodowego, pozwala swobodnie wybierać na smartfonie właściwą aplikację, czy szybko pisać np. dłuższe e-maile. Cena 3 600,00 zł.
  3. Maszyny brajlowskie:

IV. Odtwarzacze książek mówionych

V. Dyktafony cyfrowe z udźwiękowieniem

VI. Gospodarstwo domowe

VII. Urządzenia codziennego użytku

VIII Rozrywka