Sześciopunkt

Magazyn Polskich Niewidomych i Słabowidzących

ISSN 2449–6154

Nr 6/63/2021
czerwiec

Wydawca: Fundacja Świat według Ludwika Braille’a

Adres:
ul. Powstania Styczniowego 95D/2
20–706 Lublin
Tel.: 697–121–728

Strona internetowa:
http://swiatbrajla.org.pl
Adres e‑mail:
biuro@swiatbrajla.org.pl

Redaktor naczelny:
Teresa Dederko
Tel.: 608–096–099
Adres e‑mail:
redakcja@swiatbrajla.org.pl

Kolegium redakcyjne:
Przewodniczący: Patrycja Rokicka
Członkowie: Jan Dzwonkowski, Tomasz Sękowski

Na łamach Sześciopunktu są publikowane teksty różnych autorów. Prezentowane w nich opinie i poglądy nie zawsze są tożsame ze stanowiskiem Redakcji i Wydawcy.

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść reklam, ogłoszeń, informacji oraz materiałów sponsorowanych.

Redakcja zastrzega sobie prawo do skracania, zmian stylistycznych oraz opatrywania nowymi tytułami materiałów nadesłanych do publikacji.

Materiałów niezamówionych nie zwracamy.

Publikacja dofinansowana ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.
Logo PFRON

Spis treści

Od redakcji

Aforyzmy o dzieciach

Co w prawie piszczy

Praktyczny poradnik prawny (część II) – Prawnik

Zdrowie bardzo ważna rzecz

Sok z rokitnika – nowość na rynku soków – Damian Szczepanik

Kuchnia po naszemu

Urządzenia Tefal przyjaznymi kuchennymi pomocnikami osób niewidomych – Barbara Malicka

Z polszczyzną za pan brat

Bynajmniej – Tomasz Matczak

Z poradnika psychologa

Fachowa pomoc psychice – Małgorzata Gruszka

Rehabilitacja kulturalnie

Muzyka dodaje skrzydeł – Patrycja Rokicka

W poszukiwaniu ojca – ks. Piotr Buczkowski

Ludzie szlachetni odchodzą otoczeni wdzięczną pamięcią żywych. Wspomnienie w pierwszą rocznicę śmierci – Zygmunt Florczak

Pisarze a SB – studium przypadku – Paweł Wrzesień

Warto posłuchać – Izabela Szcześniak

Galeria literacka z Homerem w tle

Kim jestem? – Halina Kuropatnicka-Salamon

Nasze sprawy

Od izolacji do integracji społecznej – Radosław Nowicki

Ślepota to nie koniec świata – Andrzej Koenig

Zależność z przymusu – Iwona Włodarczyk

Moje dzieciństwo i pomoc mamy – Krystian Cholewa

Ręce opadają – Bożena Lampart

Tak, ale… Niewinne dziatki – Stary Kocur

Listy od Czytelników

Ogłoszenia

&&

Od redakcji

Drodzy Czytelnicy!

W kolejnym numerze magazynu Sześciopunkt tradycyjnie już omawiamy ważne tematy dotyczących życia osób niewidomych.

W pierwszym artykule Prawnik przedstawia świadczenia finansowe, z których mogą korzystać niepełnosprawni.

Z Poradnika psychologa dowiemy się, jak zadbać o zdrowie psychiczne i kiedy należy skorzystać z profesjonalnej pomocy.

W czerwcu obchodzimy Dzień Dziecka i Dzień Ojca. Temat rodziny i rodzicielstwa został przedstawiony w różnych wymiarach, w kilku artykułach zamieszczonych w działach Rehabilitacja kulturalnie i Nasze sprawy.

Jak zawsze zapraszamy do Galerii Literackiej, gdzie tym razem publikujemy opowiadanie popularnej autorki, znanej także poza granicami Polski.

Zachęcamy Państwa do przysyłania wspomnień poświęconych nauczycielom i wychowawcom pracującym w ośrodkach szkolno-wychowawczych dla dzieci niewidomych.

Życzymy ciekawej lektury.

Zespół redakcyjny

⇽ powrót do spisu treści

&&

Aforyzmy o dzieciach

*

Wśród milionów ludzi urodziłaś jeszcze jedno. Co? Źdźbło, pyłek, nic. Takie to kruche, że zabić je może bakteria, która tysiąc razy powiększona jest dopiero punktem w polu widzenia. Ale to nic jest bratem z krwi i kości fali morskiej, wichru, słońca, Drogi Mlecznej. Ten pyłek jest bratem kłosu, trawy, dębu, palmy, pisklęcia, lwiątka, źrebaka, szczenięcia. Jest w nim, co czuje, bada, cierpi, pragnie, raduje się, kocha, ufa, nienawidzi, wierzy, wątpi, przygarnia i odtrąca. Ten pyłek ogarnia myślą wszystko – gwiazdy i oceany, góry i przepaście. A czym jest treść duszy, jeśli nie wszechświatem? Jeno bez wymiaru. Oto sprzeczność w istocie człowieczej, powstałej z prochu, w której Bóg zamieszkał.

Janusz Korczak

*

Dziecko jest chodzącym cudem, jedynym, wyjątkowym, niezastąpionym.

Phil Bosmans

*

Dziecko to uwidoczniona miłość.

Friedrich von Hardenberg

*

Kto nigdy nie był dzieckiem, nie może stać się dorosłym.

Charlie Chaplin

*

Nie dlatego je kocham, że jest grzeczne, tylko dlatego, że jest moje.

Rabindranath Tagore

*

To, jak bardzo moje serce przywiązane jest do moich dzieci, jak ich radość staje się moją radością, muszą one odnajdować od rana do wieczora na mojej twarzy i w moich słowach.

Johann Heinrich Pestalozzi

*

Troskliwi rodzice mają na uwadze przede wszystkim dobro swych dzieci. Ich nieszczęścia są dla nich o wiele boleśniejsze aniżeli własne.

Johann Peter Hebel

*

Dzieci najuważniej słuchają, kiedy mówi się nie do nich.

Eleonor Roosevelt

*

Dziecko staje się dorosłym z chwilą, gdy zda sobie sprawę, że ma prawo nie tylko do tego, by mieć rację, ale również, by się mylić.

George Curtis

*

Dzieci i zegarki nie mogą być stale nakręcane. Trzeba im także pozwolić chodzić.

Jean Paul

*

Wszyscy dorośli byli kiedyś dziećmi. Tyle, że nieliczni spośród nich jeszcze to pamiętają.

Antoine de Saint-Exupéry

*

Nie ma dzieci – są ludzie, ale o innej skali pojęć, innym zasobie doświadczenia, innych popędach, innej grze uczuć. Pamiętaj, że my ich nie znamy.

Janusz Korczak

⇽ powrót do spisu treści

&&

Co w prawie piszczy

&&

Praktyczny poradnik prawny (część II)

Prawnik

W poprzednim artykule scharakteryzowane zostały ulgi jakie przysługują osobom niepełnosprawnym, a w szczególności osobom z dysfunkcją wzroku. W dzisiejszym numerze Sześciopunktu przyjrzymy się kilku spośród wymienionych form finansowego wsparcia.

Poniżej katalog możliwych świadczeń, o jakie osoby niepełnosprawne i ich opiekunowie mogą się ubiegać, tj.:

Analizując rodzaje świadczeń finansowanych ze środków publicznych, warto wspomnieć, iż uregulowane są w różnych ustawach, a mianowicie – ustawie o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, ustawie o pomocy społecznej jak i w ustawie o świadczeniach rodzinnych.

Renta socjalna przysługuje osobie pełnoletniej całkowicie niezdolnej do pracy z powodu naruszenia sprawności organizmu, która powstała:

O przyznaniu takiego świadczenia decyduje lekarz orzecznik ZUS. W decyzji ustala się też okres przez jaki będzie wypłacana.

Renta socjalna nie przysługuje m.in. osobie: uprawnionej do emerytury, uposażenia w stanie spoczynku, renty z tytułu niezdolności do pracy, renty inwalidzkiej lub pobierającej świadczenie o charakterze rentowym z instytucji zagranicznych, renty strukturalnej, a także osobie uprawnionej do zasiłku przedemerytalnego.

Od 1 marca 2021 roku jej wysokość to 1250,88 zł brutto.

Prawo do renty socjalnej zawiesza się w razie osiągania przychodu z tytułu działalności podlegającej obowiązkowi ubezpieczenia społecznego, tj. z tytułu zatrudnienia, służby w wojsku, policji itp., innej pracy zarobkowej lub prowadzenia pozarolniczej działalności gospodarczej. Prawo do renty socjalnej ulega zawieszeniu również w razie osiągania innego przychodu zaliczonego do źródeł przychodów podlegających opodatkowaniu lub osiągania przychodów z tytułu umowy najmu, dzierżawy lub innych umów o podobnym charakterze. Prawo do renty socjalnej zawiesza się za miesiąc, w którym zostały osiągnięte te przychody w łącznej kwocie wyższej niż 70% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia za kwartał kalendarzowy ostatnio ogłoszonego przez Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego dla celów emerytalnych.

W okresie od 1 marca do 31 maja 2021 roku kwota przychodu uzasadniająca zawieszenie renty socjalnej wynosi 3820,60 zł brutto.

Świadczenie uzupełniające 500 plus dla osób z niepełnosprawnościami jest dostępne od października 2019 roku. Świadczenie przysługuje osobom powyżej 18. roku życia, które są niezdolne do samodzielnej egzystencji, posiadają orzeczenie o znacznym stopniu niepełnosprawności.

Po spełnieniu wymogów formalnych kolejną ważną kwestią jest, czy wnioskodawca ma ustalone prawo do emerytury, renty lub do innego świadczenia pieniężnego i jeśli tak, to w jakiej wysokości. Jeżeli jego dochód nie przekracza 1250,00 złotych, to otrzymuje on pełne świadczenie w wysokości 500 zł. Od marca 2021 roku próg dochodowy uprawniający do świadczenia uzupełniającego dla osób niezdolnych do samodzielnej egzystencji został podwyższony do 1750,00 zł brutto.

Przy wypłacie świadczenia obowiązuje zasada złotówka za złotówkę. Świadczenie może być przyznane nawet w kwocie kilku złotych, jeżeli dana osoba osiąga dochód bliski 1750,00 zł.

Wniosek wraz z aktualnym orzeczeniem składamy w ZUS lub KRUS.

Co ważne, świadczenie uzupełniające jest wolne od potrąceń i egzekucji. To oznacza, że ZUS przekazuje całą kwotę osobie uprawnionej pod wskazany adres lub na konto.

Zasiłek pielęgnacyjny przyznawany jest w celu częściowego pokrycia wydatków wynikających z konieczności zapewnienia opieki i pomocy innej osoby w związku z niezdolnością do samodzielnej egzystencji.

Zasiłek ten przysługuje:

Natomiast nie mogą się o niego ubiegać:

Od okresu, na jaki zostało wydane orzeczenie o niepełnosprawności lub orzeczenie o stopniu niepełnosprawności zależy czas pobierania zasiłku. Co do zasady zasiłek pielęgnacyjny organ przyznaje na czas nieokreślony. Jeżeli jednak orzeczenie zostało wydane na czas określony, to prawo do zasiłku pielęgnacyjnego zostanie ustalone do ostatniego dnia miesiąca, w którym upływa termin ważności orzeczenia.

Jest świadczeniem niezależnym od uprawnienia do otrzymywania innych form wsparcia. Przyznawać je może zarówno ZUS jak i organ gminy (np. OPS).

Wypłacany jest w wysokości 215,84 zł miesięcznie. Najbliższa waloryzacja tego świadczenia przewidziana jest na listopad 2021 roku (dokonywana jest co 3 lata).

Bezsprzecznie omawiane zagadnienia do nieskomplikowanych nie należą. W niniejszym artykule udało się scharakteryzować dopiero kilka z przysługujących form wsparcia.

Serdecznie zapraszamy do lektury kolejnych numerów Sześciopunktu celem zaznajomienia się z pozostałymi świadczeniami.

⇽ powrót do spisu treści

&&

Zdrowie bardzo ważna rzecz

&&

Sok z rokitnika – nowość na rynku soków

Damian Szczepanik

Rokitnik to ciernisty krzew z małymi żółto-pomarańczowymi owocami. Sok z rokitnika pomaga nam zwalczać infekcję i drobnoustroje, a także stymuluje układ odpornościowy do prawidłowego działania i radzenia sobie z różnymi stanami zapalnymi.

Sok zawiera duże stężenie witaminy C – ponad 10 razy większe niż cytryna. Ponadto zawiera kompleks witamin: A, D, E, K, P oraz witaminy z grupy B. Jest również bogaty w mikroelementy takie jak: bor, cynk, fosfor, krzem, potas, mangan, wapń i żelazo. Ma również działanie przeciwstarzeniowe, a to dzięki połączeniu witamin A, C i E.

Sok z rokitnika posiada kompozycje takich składników jak: kwas foliowy, karotenoidy, kwasy organiczne, fitosterole, kwasy omega 3, 6, 7 oraz 9. Natura obdarzyła rokitnik we wszystko to, czego szukamy w żywności.

Sok z rokitnika często stosuje się przy problemach z układem pokarmowym, przy podwyższonym ciśnieniu i trójglicerydach oraz cholesterolu. Jeśli pijesz zieloną herbatę, to spróbuj herbaty z rokitnika. Jeśli nie pijesz, to najwyższa pora, aby zacząć.

Niestety w Polsce przetwórstwo rokitnika nie jest jeszcze w pełni rozwinięte. W Niemczech i Rosji używa się go w wielu sektorach przemysłu. Zaczynając od oleju, poprzez balsamy i kremy do ciała, a kończąc na alkoholach. Sok ten jest źródłem aminokwasów egzogennych i często podaje się go dzieciom jako alternatywny suplement diety zamiast tranu. Pierwsze soki i syropy na bazie rokitnika pojawiły się już w 1943 roku. Dziś dostępnych jest więcej produktów spożywczych z owoców tego krzewu, takich jak: nektary, dżemy, galaretki, marmolady, przyprawy do mięs oraz jogurty.

W Chinach sok jest stosowany do leczenia trudno gojących się obrażeń popromiennych, ponieważ jego składniki ułatwiają syntezę kolagenu. Można to powiązać ze zdrowym wyglądem skóry, włosów oraz paznokci. Rokitnik jest też polecany osobom, które są w okresie chemioterapii lub radioterapii, gdyż neutralizuje wszelkie negatywne ich działania. Dodatkowo sok z rokitnika sprawi, iż organizm zostanie wzmocniony, a osoby w trakcie chemioterapii i radioterapii będą miały więcej siły.

Jeżeli chcecie spróbować czegoś nowego, innego, co posiada niesamowite właściwości i pozytywnie wpłynie na wasze zdrowie, to ten sok jest doskonałą opcją.

⇽ powrót do spisu treści

&&

Kuchnia po naszemu

&&

Urządzenia Tefal przyjaznymi kuchennymi pomocnikami osób niewidomych

Barbara Malicka

W poniższym tekście przedstawię Państwu dwa przydatne urządzenia kuchenne firmy Tefal – Optigrill oraz ActiFry. Opowiem, do czego służą te sprzęty kuchenne, co możemy w nich przygotowywać i przygrzewać oraz jak można je obsłużyć bez użycia wzroku.

Dodatkowe urządzenia kuchenne bardzo pomagają w przyrządzaniu różnych dań oraz pozwalają na zupełnie nowe możliwości i przygotowywanie zdrowszego jedzenia.

Pierwszym wymienionym sprzętem elektronicznym jest Tefal Optigrill, który, jak sama nazwa wskazuje, służy do grillowania potraw w bezpieczny i dostępny sposób dla osób niewidomych i słabowidzących. Urządzenie swoim wyglądem bardzo przypomina znany na pewno wszystkim opiekacz, w którym przygotowuje się tosty, tylko że jest od niego około dwa razy większe. Po jego otwarciu mamy dostępną przestrzeń na położenie jakiegoś produktu, np. kiełbasy czy zapiekanki a po zamknięciu swobodnie możemy uruchomić funkcję grillowania. Urządzenie posiada technologię Automatic Sensor Cooking, która jest odpowiedzialna za szacowanie grubości smażonych potraw, co pozwala na dostosowanie odpowiedniej temperatury i czasu grillowania.

Na przedniej części Optigrilla znajduje się sześć przycisków, które odpowiadają za ustawienie automatycznych programów grillowania, takich jak burger, drób, kanapka, kiełbaski/wieprzowina, czerwone mięso oraz ryba. Poza powyższymi opcjami grillowania mamy jeszcze dostępne cztery ręczne ustawienia temperatury, co pozwala na bardzo dużą ilość funkcji dostępnych w jednym urządzeniu. Powyższe opcje mogą się nieco różnić, ponieważ na rynku w sprzedaży dostępne są różne modele tego urządzenia, dlatego trzeba zawsze dokładnie przeczytać opis produktu zanim zdecydujemy się na zakup konkretnego sprzętu.

Dla osób słabowidzących przydatnym rozwiązaniem jest świetlny wskaźnik, który informuje nas o nagrzewaniu urządzenia, rozpoczęciu smażenia oraz o delikatnym, średnim lub mocnym wysmażeniu produktów znajdujących się na tacce. Dodatkowo możliwość otwarcia pokrywy w każdej chwili pozwala na wyjęcie części smażonych produktów i pozostawienie reszty, gdy ktoś lubi na przykład bardziej wysmażone mięso.

Tefal Optigrill można kupić już za kwotę od około 600 zł, zależnie od wybranego modelu.

Drugim urządzeniem, jakie chciałabym Państwu opisać, jest Tefal ActiFry, zwany inaczej beztłuszczową frytkownicą.

Z przodu urządzenia umieszczona jest okrągła patelnia z rączką i otworem pośrodku, który służy do włożenia pokrętła. Całość zamknięta jest plastikową pokrywą, która kształtem przypomina kopułę. Natomiast na tylnej części znajduje się panel sterowania, gdzie umieszczone są trzy przyciski oraz ekran, gdzie widać dosyć wyraźnie, ile czasu pozostało jeszcze do końca smażenia. Lewy i prawy guzik służą do ustawiania czasu smażenia, a środkowy pozwala na włączenie lub wyłączenie urządzenia. W zestawie, oprócz patelni, która występuje między innymi w rozmiarach 1 kg, 1.25 kg czy 1.5 kg, dostajemy również pokrętło oraz miarkę do oleju w kształcie łyżki. Kiedy chcemy usmażyć frytki czy to mrożone, czy zrobione ze świeżych ziemniaków, musimy wlać jedną miarkę oleju i wrzucić frytki do patelni. Po uruchomieniu urządzenia pokrętło dokładnie miesza zawartość, a ciepłe powietrze smaży nam frytki przez ustawiony czas. Jednak najlepsze w tym sprzęcie jest to, że możemy w nim przygotowywać również wiele innych potraw, takich jak np. kurczak, zapiekanki, cukinia na gorąco lub przygrzewać przygotowane wcześniej dania, np. pierogi, kotlety czy naleśniki.

Tak samo jak w przypadku poprzedniego opisywanego urządzenia, funkcjonalność Tefal ActiFry może się nieznacznie różnić w różnych modelach. Cena tego wspaniałego elektronicznego wynalazku to również około 600 zł, zależnie od wybranej przez nas wersji.

Podsumowując powyższe opisy, muszę powiedzieć, że obydwa zaprezentowane sprzęty są mi bardzo przydatne w codziennym przyrządzaniu potraw. Dzięki nim mogę szybko coś położyć na grillu czy przygrzać za pomocą gorącego powietrza, co jest o wiele zdrowsze i smaczniejsze niż jedzenie odgrzewane w standardowej mikrofalówce.

Zachęcam wszystkich Czytelników do przejrzenia oferty sprzętów Tefal i wypróbowania jednego z zaproponowanych powyżej urządzeń, a na pewno nie pożałujecie.

⇽ powrót do spisu treści

&&

Z polszczyzną za pan brat

&&

Bynajmniej

Tomasz Matczak

Istnieją w polszczyźnie takie słowa, które słowniki zaliczają do tzw. książkowych, a które coraz częściej przenikają do mowy potocznej. Nie byłoby w tym nic złego, wszak ubogacanie języka używanego na co dzień w zwroty bardziej okrągłe nie jest niczym złym, lecz niestety często wiąże się to z błędami znaczeniowymi. Sztandarowym przykładem jest partykuła bynajmniej. Sam wielokrotnie spotkałem się z osobami, które używają jej jako synonimu słowa przynajmniej, co wciąż jeszcze uważane jest za błąd. Wciąż jeszcze, bo nasz język, nie wiem jak inne, bo się nie znam, lubi uginać się pod presją użytkowników. Oznacza to, że coś, co kiedyś było normą, dziś normą już nie jest, np. takie zwroty jak w radiu czy w studiu, dawniej niedopuszczalne, dziś nie są uważane za błędne.

Na razie jednak bynajmniej i przynajmniej nie są synonimami, więc trzeba uważać, kiedy się ich używa. To pierwsze słowo występuje najczęściej w połączeniu z nie lub innym zaprzeczonym czasownikiem: Reprezentacja Polski przegrała mecz, bynajmniej nie przez błędy sędziów. Czy nie mamy bynajmniej zamiaru oskarżać sędziów o to, że Polacy przegrali mecz. Partykuła ta może występować także jako samodzielny wykrzyknik, będący zaprzeczeniem odpowiedzi twierdzącej w dialogu, np. Lubisz ją? Bynajmniej!. Jako wykrzyknik może też wzmacniać przeczenie zawarte w poprzedzającej wypowiedzi, np. Nie był on odważny. Bynajmniej, uciekał zawsze pierwszy.

Tyle normy językowe, a co na to życie? Cóż, używanie bynajmniej zamiennie do przynajmniej staje się coraz bardziej popularne. Można je zaobserwować na wielu internetowych blogach, forach oraz w dyskusjach ze znajomymi. Sam niedawno usłyszałem na jednej z whatsappowych grup, której jestem członkiem, takie oto zdanie: Po aktualizacji aplikacji allegro, bynajmniej u mnie, nie mogę przewinąć listy zakupów. Ja zaś nie będę ukrywał, bynajmniej, że ta właśnie wypowiedź skłoniła mnie do spłodzenia niniejszego tekstu. Szukając materiałów na interesujący mnie temat, bo nie jestem bynajmniej specjalistą od języka, natknąłem się na zdanie językoznawcy, który stwierdził, że skoro innowacja polegająca na zamiennym, synonimicznym stosowaniu słów bynajmniej i przynajmniej przenika coraz częściej do języka osób wykształconych, to nie można wykluczyć, że kiedyś zostanie zaaprobowana.

Tyle językoznawca, a co ja na to? Pewnie nikogo to nie interesuje, bo żaden ze mnie opiniotwórca lingwistyczny ani jakikolwiek inny, ale zastanawiam się, czy to właściwy kierunek rozwoju polszczyzny? Skoro błąd może przestać być błędem tylko dlatego, że tak uznała większość, to po co w ogóle językowe normy?

To jednak temat na zupełnie inny felieton.

⇽ powrót do spisu treści

&&

Z poradnika psychologa

&&

Fachowa pomoc psychice

Małgorzata Gruszka

Zdrowie bardzo ważna rzecz to dział w Sześciopunkcie, z którego możemy czerpać niezwykle ważne i cenne wiadomości, rady i wskazówki dotyczące różnych schorzeń oraz stosowanej w nich pomocy lekarskiej. Zainspirowana tą rubryką, w kolejnym Poradniku psychologa piszę o tym, jak ważne jest zdrowie psychiczne i z jakiej pomocy możemy skorzystać w celu jego podtrzymania.

Zdrowie psychiczne – bardzo ważna rzecz!

Zdrowie psychiczne to bardzo ważny element naszego zdrowia ogólnego. Nasza psychika to efekt wielu zróżnicowanych i złożonych procesów, dzięki którym możemy myśleć, odczuwać emocje i działać. Zdrowie psychiczne, podobnie jak to fizyczne, nie oznacza idealnej formy i funkcjonowania. Będąc zdrowym fizycznie, miewamy bóle głowy, bywamy osłabieni, przeziębieni czy zmęczeni. Ze sporadycznym gorszym samopoczuciem fizycznym radzimy sobie sami: ratujemy się kawą, sięgamy po domowej roboty lub dostępne w aptece specyfiki łagodzące różnego typu dolegliwości. Gdy nie ustępują, idziemy do lekarza. Będąc zdrowym psychicznie, możemy przeżywać różnego rodzaju trudności. Nasze samopoczucie może zmieniać się w zależności od spotykających nas zdarzeń i sytuacji. W jednym z poprzednich Poradników pisałam, że w spektrum zdrowia psychicznego mieszczą się nie tylko stany, które odbieramy jako przyjemne i pożądane, ale również te, których wolelibyśmy uniknąć. Człowiek zdrowy psychicznie nie jest wolny od smutku, niepokoju, złości, gorszego nastroju, braku energii, napięcia, osamotnienia, stresu czy konfliktów z ludźmi. W dbaniu o zdrowie psychiczne – podobnie jak o fizyczne – najważniejsza jest obserwacja samego siebie, zauważanie tego, co się dzieje, przyglądanie się temu i reagowanie. Pierwszą reakcją na dyskomfort psychiczny jest próba zaradzenia mu w znane sobie lub przejęte od innych sposoby. Mając od czasu do czasu gorszy nastrój, sięgamy po aktywności, które go poprawiają. Dla jednych będzie to czytanie, dla innych słuchanie muzyki, dla jeszcze innych rozmowa z kimś bliskim, spacer, porządkowanie otoczenia, praca, zajęcie twórcze itp. Gdy czasami złość bierze nad nami górę, zastanawiamy się, co robić, by tak się nie działo. Poddając się czasami irracjonalnemu strachowi, analizujemy sytuację i kolejne działania planujemy tak, by strach nie wziął nad nami góry. Podobnie dzieje się z konfliktami z ludźmi, napięciem czy stresem. Tak jak umiemy, dążymy do tego, by je zminimalizować. Z pomocy specjalistów zajmujących się psychiką korzystamy znacznie rzadziej i mniej chętnie. Wydaje nam się, że ze wszystkim musimy poradzić sobie sami. Otóż nie musimy!

Trudności, zaburzenia i choroby psychiczne

Trudności psychiczne, choć nie są zaburzeniami, mogą dawać dyskomfort i obniżać jakość życia. Trudnością może być na przykład jakieś zachowanie, które przeszkadza nam, doskwiera i negatywnie wpływa, np. na nasze relacje z ludźmi. Z zaburzeniem lub chorobą psychiczną mamy do czynienia wówczas, gdy zwyczajny dyskomfort psychiczny lub uciążliwe zachowanie ulega znacznemu nasileniu. Inaczej mówiąc, przykre stany psychiczne lub skutki niepożądanego zachowania osiągają częstotliwość i siłę utrudniającą lub uniemożliwiającą codzienne funkcjonowanie. Gdy naturalny i przeżywany przez wszystkich smutek staje się głęboki i chroniczny; gdy gorszy czasami u wszystkich nastrój jest tylko zły i nie można go poprawić; gdy naturalny u wszystkich sporadyczny brak energii zaczyna przeważać – mamy do czynienia z epizodem depresyjnym, rozwijającą się lub rozwiniętą depresją. Gdy naturalny i doświadczany przez wszystkich w różnych sytuacjach strach zaczyna towarzyszyć wszystkiemu co robimy – prawdopodobnie mamy do czynienia z jakimś zaburzeniem lękowym. Gdy zaczynamy widzieć, słyszeć lub czuć coś czego inni nie widzą, nie słyszą lub nie czują – prawdopodobnie zaczynamy chorować na schizofrenię lub inną psychozę. Oznaką zaburzeń i chorób psychicznych są nagłe zmiany w samopoczuciu, w odbiorze rzeczywistości i w zachowaniu. Zmiany te są odczuwalne zarówno przez osobę, która ich doświadcza, jak i przez jej otoczenie. Zmian tych nie można powstrzymać ani cofnąć własnymi siłami.

Specjaliści pomagający psychice

Do zajmowania się naszym zdrowiem psychicznym uprawnieni są następujący specjaliści:

Psycholog

Psycholog to osoba, która ukończyła studia magisterskie z zakresu psychologii i uzyskała tytuł magistra. Psycholodzy pracują w szkołach, gdzie udzielają wsparcia psychicznego uczniom i nauczycielom. W poradniach psychologiczno-pedagogicznych zajmują się diagnostyką inteligencji, indywidualną pomocą dzieciom i młodzieży, poradnictwem dla nauczycieli i rodziców. W szpitalach i w poradniach zdrowia psychicznego zajmują się diagnostyką osobowości, zaburzeń i chorób psychicznych, a także terapią. Psychologia to bardzo obszerna i wciąż rozrastająca się dziedzina wiedzy i praktyki. Psycholodzy pomagają ludziom będącym w różnych rolach i sytuacjach. Mamy więc psychologów rodzinnych, dziecięcych, psychologów klinicznych, onkopsychologów, psychodietetyków, psychologów transportu, biznesu czy pracy.

Psychiatra

Psychiatrą jest osoba, która ukończyła 6-letnie studia medyczne, a następnie trwającą 5 lat specjalizację z zakresu psychiatrii. Psychiatra jest lekarzem zajmującym się zdrowiem psychicznym od strony biologicznej. Niektóre zaburzenia i choroby psychiczne mają podłoże biologiczne. Chodzi o to, że są skutkiem nieprawidłowości zachodzących w ośrodkowym układzie nerwowym dotyczących produkcji i przekazywania substancji chemicznych odpowiedzialnych za nasz nastrój, poziom energii i zachowanie. Nieprawidłowości tych nie da się zlikwidować lub zmniejszyć inaczej niż przez chemiczną regulację procesów, na które nie mamy żadnego wpływu. Regulację tę umożliwiają leki dostarczające odpowiednie substancje lub regulujące ich produkcję bądź wychwytywanie przez poszczególne receptory. Lekarz psychiatra jest jedynym specjalistą mogącym zalecać i przepisywać leki psychotropowe. W przewlekłych zaburzeniach i chorobach psychicznych receptę na zalecony przez psychiatrę lek może wypisać lekarz pierwszego kontaktu. Decyzja o tym, jaki to lek i jak ma być przyjmowany, należy tylko do lekarza psychiatry.

Przy okazji przypominam (bo kiedyś już o tym pisałam): leki psychotropowe nie uzależniają i nie zmieniają charakteru. Dobrze dobrane działają jedynie na niepożądane objawy, a to właśnie one zmieniają człowieka i jego dotychczasowe funkcjonowanie. Uzależniają jedynie leki z grupy środków uspokajających, ale te również dostaje się tylko z przepisu lekarza i nie stosuje się ich długofalowo.

Psychoterapeuta

Psychoterapeuta to osoba, która ukończyła studia magisterskie na kierunku związanym z szeroko pojętym pomaganiem ludziom, a następnie przeszła szkolenie psychoterapeutyczne. W zależności od szkoły, szkolenia takie trwają od kilku miesięcy do kilku lat. Psychoterapeutami zostają głównie psycholodzy, ale są nimi również osoby po kierunkach takich jak: pedagogika, resocjalizacja czy socjologia. Wśród psychoterapeutów nie brak też lekarzy psychiatrów, którzy ukończyli szkolenia terapeutyczne.

Czym jest psychoterapia?

Psychoterapia to polegający na co najmniej kilku spotkaniach i rozmowach kontakt z osobą poszukującą pomocy. Sposób prowadzenia rozmowy zależy od podejścia, w którym pracuje dany specjalista. W poszczególnych podejściach terapeutycznych stosuje się różne techniki rozmowy i akcenty na różne etapy, wydarzenia lub więzi w życiu klienta. Fundament psychoterapii stanowi przede wszystkim kontakt terapeuty z osobą, której pomaga. Niezależnie od podejścia, stosowanych technik i akcentów, najważniejsze jest to, by osoba korzystająca z pomocy czuła się słuchana, szanowana, rozumiana i bezpieczna. Pożądanym efektem psychoterapii jest pogłębienie wiedzy o samym sobie, a także osiągnięcie zmian pożądanych przez klienta.

Kiedy i do jakiego specjalisty się udać?

Z pomocy specjalisty warto skorzystać, gdy cokolwiek w naszym samopoczuciu lub funkcjonowaniu jest uciążliwe bądź niepokojące, powtarza się i nie ustępuje mimo samodzielnych prób zmiany na lepsze. Pomoc psychologiczna przydaje się w pokonywaniu różnego rodzaju trudności, które nie są jeszcze zaburzeniem, ale utrudniają życie i obniżają jego jakość. Pomoc psychiatryczna jest niezbędna w nagłych zmianach samopoczucia i funkcjonowania, z którymi nie można sobie poradzić, a których charakter i źródło trzeba określić i w razie potrzeby zlecić farmakoterapię. Spotkania z psychoterapeutą pomagają uporać się z problemami wymagającymi dłuższego, bardziej szczegółowego i głębszego oddziaływania.

Skorzystanie z pomocy psychologa, psychiatry lub psychoterapeuty nie jest oznaką słabości, nieradzenia sobie z życiem czy nieprzystosowania. Przeciwnie: świadczy o umiejętności obserwowania samego siebie i zauważania różnych rzeczy w sobie, o samoświadomości, odpowiedzialności i dbaniu o siebie. Trudności w sferze psychicznej dotykają nas wszystkich; zaburzenia i choroby psychiczne, podobnie jak te fizyczne, mogą zdarzyć się każdemu i na to, że się zdarzają, nie mamy wpływu. Korzystając z pomocy, gdy się zdarzą, bierzemy sprawy w swoje ręce, dając sobie szansę na lepsze życie mimo trudności, zaburzeń czy chorób.

⇽ powrót do spisu treści

&&

Rehabilitacja kulturalnie

&&

Muzyka dodaje skrzydeł

Patrycja Rokicka

W poniedziałek 1 marca 2021 roku wzięłam udział w wyjątkowym koncercie. Zaproszenie otrzymałam od niewidomej artystki Anny Głuchowskiej, która z pasją komponuje i wykonuje utwory na keyboardzie.

Pragnę przybliżyć Czytelnikom Sześciopunktu sylwetkę wrażliwej i utalentowanej dziewczyny, jaką niewątpliwie jest Anna.

Patrycja Rokicka: Skąd wzięła się u Pani pasja tworzenia muzyki?

Anna Głuchowska: Moja przygoda z muzyką rozpoczęła się, kiedy miałam 4 lata. Mama zauważyła, że jestem muzykalna i postanowiła kupić mi keyboard. Bardzo się ucieszyłam, rodzice też, bo potrafiłam już coś samodzielnie zagrać na instrumencie. Swoją grą chciałam sprawić radość bliskim, sobie również, gdyż od początku było to dla mnie ważne.

P.R.: Od jak dawna Pani komponuje?

A.G.: Komponuję swoje utwory od pięciu lat. Tworząc daję innym cząstkę siebie, ponieważ warto sprawiać radość drugiemu człowiekowi.

P.R.: Czy trudno jest komponować muzykę będąc osobą niewidomą?

A.G.: Niezależnie od tego, czy jest się osobą widzącą czy niewidomą, ważne jest, żeby czuć w sercu to co chciałoby się przekazać innym: wrażliwość, chęć sprawienia innym radości.

P.R.: Co jest dla Pani inspiracją?

A.G.: Moje przeżycia, emocje, uczucia. Niespełniona miłość dała mi tyle siły, że mogłam skomponować utwór. Wszystkie swoje radości i smutki przelałam na nuty i treść utworu. Właśnie wtedy skomponowałam piosenkę do własnego tekstu pt. Niespełniona miłość.

P.R.: Czy istnieje przepis na udaną kompozycję?

A.G.: Nie ma jednego uniwersalnego przepisu na udaną kompozycję. Jest to bardzo indywidualne, ponieważ każdy kto tworzy, wie co mu w duszy gra. Ja w swoich utworach zawieram moje życie, wszystko co mnie otacza – choć nie widzę, ale czuję.

P.R.: Czy wiąże Pani swoją przyszłość z muzyką?

A.G.: Ciągle myślę, by nie poprzestawać na tym co już skomponowałam. Szukam instytucji i osób, które mnie w tym wesprą. Niedawno pojawiło się światło w tunelu… W moim mieście, w obecnie remontowanym Centrum Kultury, ma powstać studio nagrań. Będę zabiegać o to, żeby zrealizować swoje marzenie: nagrać i wydać płytę!

P.R.: Co poradziłaby Pani osobom niewidomym, które marzą o przygodzie z muzyką, ale boją się porażki?

A.G.: Jeśli tylko mają w sobie to coś, czyli zamiłowanie do muzyki, nie mogą się bać i pozostawać w domu. Muszą wyjść do ludzi i instytucji po wsparcie i aprobatę. Każdy ma prawo do rozwijania swoich pasji i zainteresowań, te wszystkie dobra wracają później do ludzi.

P.R.: Czy tworzenie muzyki może być skuteczną formą rehabilitacji?

A.G.: Doskonaląc swój talent i umiejętności, uczę się bycia i funkcjonowania w społeczeństwie. Tworzenie muzyki, odczuwanie satysfakcji i radości, jest według mnie skuteczną formą rehabilitacji.

P.R.: Pani Anno, dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów.

A.G.: Dziękuję i serdecznie pozdrawiam Czytelników Sześciopunktu.

⇽ powrót do spisu treści

&&

W poszukiwaniu ojca

ks. Piotr Buczkowski

Ojciec Święty Franciszek, z okazji 150. rocznicy ogłoszenia św. Józefa patronem Kościoła powszechnego, napisał list apostolski Patris cordeOjcowskim sercem. Józef tak umiłował Jezusa, że nazywano Go w Ewangeliach synem Józefa – pisze Papież Franciszek na wstępie. Dalej wspomina, że Pius IX ogłosił św. Józefa patronem Kościoła katolickiego, Pius XII ukazał Go jako patrona robotników, a święty Jan Paweł II – jako opiekuna Zbawiciela. Wierzący przyzywają go jako patrona dobrej śmierci.

Kiedy zgłębiałem treść tego listu, odżyły wspomnienia pielgrzymki z grupą niewidomych do Fatimy, o której pisałem na łamach Sześciopunktu w listopadzie 2018 roku. Jakie przesłanie odkryłem podczas tamtej pielgrzymki? Naprzeciwko ołtarza polowego znajduje się niezwykła instalacja plastyczna, która przedstawia Świętą Rodzinę: św. Józef wpatrzony w Jezusa położonego w żłóbku i pochylona nad nim Maryja. Pomyślałem sobie wtedy o uczniach, którzy opowiadali o trudnych sytuacjach rodzinnych – z wieloma sobie nie radzą. Częstym problemem jest ojciec, a właściwie jego brak w rodzinie. Są to, moim zdaniem, skutki kolejnej wojny z rodziną. Jest to specyficzne wołanie o kochającą rodzinę.

Z tej pielgrzymki przywiozłem niezwykłą rzeźbę Świętej Rodziny. W kształt przypominający jajko są wpisane trzy postacie. U góry znajduje się św. Józef – jego głowa wystaje poza zarys rzeźby. W środku ukryta w bryle – jakby wtopiona w serce Józefa – widnieje Matka Boża, zaś na dole w serce Maryi wpisany jest mały Jezus. Gdy patrzymy z przodu na tę figurę, mamy wrażenie, że św. Józef lewą częścią długiego płaszcza okrywa Maryję i małego Jezusa przed czyhającymi zagrożeniami, zaś prawą dłonią osłania ich tak, jakby chciał uchronić przed nieprzyjaznym wiatrem. Jest to piękna wizja małżeństwa, zgodna z zamysłem Bożym, gdzie jest miejsce dla kochającego i gotowego do poświęceń ojca, dla matki czującej się bezpiecznie w ramionach swojego męża i dla dziecka – pięknego owocu ich miłości.

Rzeźba ta ukazuje, że wolą Bożą jest, by Jezus przyszedł na świat w kochającej rodzinie. Bóg wybrał Maryję na Matkę. Ona powiedziała tak Panu Bogu i Józefowi, który nie bał się wziąć Maryi do siebie. Otoczył płaszczem ogromnej miłości Ją i malutkiego Jezusa. Święty Józef miał okazję obserwować, jak Jezus wzrastał w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi – jak zauważył to św. Mateusz w Ewangelii.

Jakim był człowiekiem? Popularne ludowe wizje przedstawiają oblubieńca Maryi jako staruszka, co nie zgadza się z rzeczywistością. Był zapewne młodym człowiekiem, pełnym entuzjazmu i życia. Na pewno był mężem modlitwy. Służył rodzinie, zawsze będąc gdzieś w tle. W Ewangeliach nie znajdziemy żadnego wypowiedzianego przez Niego słowa. Pismo opowiada tylko o konkretnych czynach mających na celu ochronę rodziny, a w szczególności malutkiego Jezusa. Wgłębiając się w Ewangelię, dowiadujemy się, że był skromnym cieślą zaręczonym z dziewicą Maryją. Człowiekiem sprawiedliwym i zawsze gotowym na wypełnianie woli Boga. Po długiej i trudnej wędrówce przez góry z Nazaretu do Betlejem zobaczył Mesjasza rodzącego się w stajni, bo gdzie indziej nie było dla nich miejsca. Był świadkiem oddawania Mu czci przez skromnych pasterzy i Magów, którzy byli przedstawicielami pogańskich mędrców.

Miał odwagę podjąć się prawnego ojcostwa Jezusa, któremu nadał imię objawione przez Anioła. Czterdzieści dni po narodzeniu, w świątyni, Józef wraz z Matką ofiarował Dziecię Panu i ze zdumieniem wysłuchał proroctwa, które Symeon wygłosił w odniesieniu do Jezusa i Maryi. Aby obronić Jezusa przed zbrodnią Heroda, zamieszkał w Egipcie jako emigrant. Po jego śmierci wrócił do ojczyzny i osiadł w ukryciu, w małej, nieznanej wiosce Nazaret w Galilei. Powszechnie mówiono o tej krainie, że stąd nie powstanie żaden prorok i tam nie może być nic dobrego. Podczas pielgrzymki do Jerozolimy zgubili dwunastoletniego Jezusa. Szukali Go, martwiąc się, aż w końcu odnaleźli w świątyni, kiedy On rozmawiał z nauczycielami Prawa. Święty Józef, zatroskany o swoją rodzinę, zawsze był obecny gdzieś w tle. Żadna z Ewangelii nie ukazuje dalszej historii tego wielkiego człowieka. Nie wiemy, kiedy i w jakich okolicznościach odszedł do wieczności. Z tej historii jasno widzimy, z iloma trudnościami musiał się zmierzyć.

Czym się charakteryzowało ojcostwo św. Józefa? Święty Paweł VI stwierdził, że wyrażało się ono konkretnie w tym, że uczynił ze swego życia służbę, złożył je w ofierze tajemnicy wcielenia i związanej z nią odkupieńczej misji; posłużył się władzą, przysługującą mu prawnie w Świętej Rodzinie, aby złożyć całkowity dar z siebie, ze swego życia, ze swej pracy; przekształcił swe ludzkie powołanie do rodzinnej miłości w ponadludzką ofiarę z siebie, ze swego serca i wszystkich zdolności, w miłość oddaną na służbę Mesjaszowi, wzrastającemu w jego domu.

Gdzie szukać obecnego kryzysu ojcostwa? Mam wrażenie, że zgubiliśmy znaczenie słów służyć drugiemu. To nie znaczy, że jestem niewolnikiem – jak to niektórzy rozumują. Służę, bo bardzo kocham i pragnę być razem, i dzielić nie tylko chwile radosne, ale również te trudne. Takich postaw uczą się dzieci, obserwując swoich rodziców i potem naśladują ich w swoich zabawach. Jak ważne jest dla dziecka, by wdrapać się na kolana ojca, by spojrzeć mu w oczy, zadać trudne pytanie. Warto w takich chwilach zdjąć zegarek, by nie kradł czasu w tej szkole człowieczeństwa. Warto, by ojciec nauczył się zaplatania warkocza córkom, które nie tylko są wtedy dumne ze swego taty, ale też mają okazję spojrzeć mu prosto w oczy i zadać jakieś trudne pytanie, a on nie ma możliwości ucieczki. Z synem warto zagrać na podłodze w kapsle – to gra mojego dzieciństwa. Bycie na tej samej wysokości pomaga w nawiązaniu osobowych kontaktów. Jaką ogromną kondycję musi mieć ojciec, by temu wszystkiemu sprostać! Ale ten wysiłek jest opłacalny – jest inwestycją w przyszłość kolejnego pokolenia. To przykład służby ojca wobec dziecka. Nie ma tu żadnego przejawu niewolnictwa, jest za to prawdziwa miłość.

Zwróćmy uwagę, że św. Józef nie miał łatwego życia. Wspólnie z Maryją zmagali się z różnymi trudnościami. Przez to Święta Rodzina jest nam tak bliska.

⇽ powrót do spisu treści

&&

Ludzie szlachetni odchodzą otoczeni wdzięczną pamięcią żywych. Wspomnienie w pierwszą rocznicę śmierci

Zygmunt Florczak

Śp. Eugeniusz Gilewski
(ur. 5 marca 1939 r. – zm. 30 06. 2020 r.)

Chciałbym, aby ten tekst był hołdem ku czci i pamięci Tego, który przed 51 laty w trudny czas rozpoczął służbę na rzecz ludzi Rzeszowszczyzny z dysfunkcją wzroku. To on tworzył regionalną strukturę Polskiego Związku Niewidomych na naszym terenie oraz pozyskiwał środki na statutową działalność Stowarzyszenia. Eugeniuszowi Gilewskiemu zależało, aby zapewnić rehabilitację wszystkim osobom z problemami wzrokowymi, a ukrytymi gdzieś w różnych zakamarkach regionu; słowem tworzył podwaliny tego, co dzisiaj istnieje na Podkarpaciu.

W 2007 r. podczas pobytu naszego aktywu w Zatwarnicy udało mi się z Eugeniuszem Gilewskim przeprowadzić jedyny autoryzowany wywiad, z którego relację przedstawiam, aby zrozumieć, jakiej kategorii, klasy czy biegłości w naszych problemach był to Człowiek i działacz…

Kim jest, skąd przyszedł i czym się na trwałe zapisał w historii ruchu niewidomych Polski południowo-wschodniej?

Rozmawialiśmy 26 maja – tj. w Dzień Matki. Właśnie to święto sprowokowało Go do wspomnienia rodziców oraz powrotu do czasów wczesnego dzieciństwa. Jego rodzice to matka Cecylia oraz ojciec Michał. To w tej rodzinie, mieszkającej w Opatowie, w dniu 5 marca 1939 urodził się Eugeniusz. Pochodził z rodziny robotniczej, która kilka miesięcy po narodzinach syna przeniosła się do Ostrowca Świętokrzyskiego. Jak zauważył – wywodzi się z rodziny, w której nikt nie miał kłopotów ze wzrokiem. Jedynie On – z czworga rodzeństwa – miał je od dzieciństwa. Było to skutkiem awitaminozy, niedożywienia panującego podczas okupacji niemieckiej. Na jego gałkach ocznych powstała zaćma. W wyniku kilku nieudanych operacji w wieku półtora roku utracił bezpowrotnie wzrok.

Nasz kolega słynie z bardzo dobrej pamięci, ale cofając się do wczesno dziecinnych lat, nie może sobie przypomnieć chwil, gdy miałby chociaż poczucie światła. Z lat okupacji wspomina łapankę przeprowadzoną w ich budynku i bardzo dobrze pamięta moment, gdy przeprowadzający rewizję Niemiec przydepnął mu rączkę.

Z satysfakcją informuje, że od wczesnego dzieciństwa bardzo lubił majsterkować. Przypomina sobie, że z rozebranych skrzynek po amunicji produkował zabawki i wózki, którymi bawiła się młodsza siostra, zrobił nawet zestaw mebelków dla jej lalki.

W 1948 r. dyrektor szkoły, do której uczęszczało starsze rodzeństwo, dopomógł Jego rodzicom umieścić Go w krakowskiej Szkole dla Niewidomych przy ulicy Józefińskiej. To tam 22-11-1948 r. rozpoczął swoją edukację. Uczył się i aklimatyzował dość łatwo, więc szybko przystosował się do nowego środowiska. W szkole oraz w domu nadal dużo majsterkował. Interesował się wszystkim, bo nawet z kolegami – podczas tzw. wrocławskiego epizodu Jego życia – robił proste słuchawkowe odbiorniki radiowe.

W tym czasie zaczął edukację muzyczną, uczył się gry na akordeonie oraz perkusji. Od września 1952 r. pobierał dalszą naukę we wrocławskim ośrodku dla dzieci niewidomych przy ul. Kasztanowej. To tam w 1958 r. ukończył trzyletnią szkołę zawodową o kierunku włókienniczym – zdobył zawód dziewiarza, tkacza i szczotkarza. To tam – uczestnicząc w popołudniowych zajęciach – zgłębiał sztukę introligatorską, tajniki stolarstwa oraz grę na instrumentach. Dodatkowe zajęcia to dla Eugeniusza przyjemność i przyswajanie umiejętności, które wykorzystywał – m.in. dla dobra naszego środowiska.

Wspomina, że w stolarni wytwarzał pomoce przydatne młodszym, zaś o grze w zespole muzycznym mówi: gra w zespole była dla mnie miejscem do upustu energii, która mnie rozpierała. Jego grupa muzyczna obsługiwała szkolne akademie oraz wszelkie uroczystości i przede wszystkim grali na szkolnych potańcówkach. Pomimo tylu zajęć, jak wspominał, nauka szła Mu dość dobrze. Z satysfakcją mówi, że na koniec roku szkolnego 1955-1956 otrzymał w nagrodę zegarek kieszonkowy marki Kirow. Z dumą informuje, że w latach 1957-58 był przewodniczącym samorządu szkolnego i prowadził szkolny radiowęzeł. Wówczas realizował teatrzyk radiowy i przekazywał najświeższe wiadomości. Tylko Jemu wolno było uruchamiać radiolę, którą włączał rano, a wyłączał późnym wieczorem.

Po ukończeniu w 1958 r. wrocławskiej szkoły od września rozpoczął pracę w nowopowstałej Spółdzielni Niewidomych w Kielcach jako dziewiarz. Przepracował w niej do końca czerwca 1970 r. Równolegle z podjętymi obowiązkami zawodowymi udzielał się w PZN, podnosił kwalifikacje zawodowe, np. w kieleckiej Izbie Rzemieślniczej zdobył dyplom Mistrza dziewiarskiego oraz uprawnienia Instruktora zawodu. W 1965 r. rozpoczął zaocznie naukę w 3-letnim Technikum Ekonomicznym. Wspomina, że na zajęcia uczęszczał z 9-kilogramowym magnetofonem szpulowym w towarzystwie Saby – psa przewodnika. Maturę zdał w czerwcu 1968 r. Podkreśla, że był jednym z trzech prymusów i twardo dodaje: Swego dopiąłem, byłem dojrzały.

Na przełomie 1969/70 w kieleckiej Spółdzielni Niewidomych zwolnił się etat pracownika ds. kulturalno-oświatowych. Widząc szansę na odmianę losu, Eugeniusz Gilewski złożył podanie, starając się o to stanowisko. Smutno mówi, że został oszukany i zlekceważony. To spowodowało, że odwołał się do ZG PZN od decyzji macierzystej Spółdzielni. Po pewnym czasie, na początku 1970, otrzymał telefon od p. Włodzimierza Kopydłowskiego – ówczesnego przewodniczącego ZG PZN – który zaproponował Mu pracę w Rzeszowskim Okręgu PZN na stanowisku kierownika biura. Po kilku dniach namysłu wyraził zgodę; tak rozpoczynał się, trwający do dziś, rzeszowski etap życia naszego Kolegi.

Pracę rozpoczął 1 lipca 1970 r. Wówczas biuro znajdowało się przy Placu Wolności 1, a liczba członków wynosiła około 700. Przez pierwszy miesiąc kwaterował w hoteliku partyjnym przy ul. Batorego, na początku 1971 r. otrzymał mieszkanie w bloku.

Przez ten czas zreorganizował pracę biura Okręgu, przeżył różne momenty: remonty, przeprowadzki, walkę o dodatkowe pomieszczenia. Udało Mu się przejść z 32 m2 na lokal o powierzchni 102 m2 z indywidualnym ogrzewaniem. W 1992 r. biuro Okręgu Rzeszowskiego PZN przeniosło się do lokalu przy ulicy Batorego 9, o powierzchni 170 m2, zajmowanego do listopada 2000 r. Dyskretnie przypomina, że w pierwszej siedzibie stworzył dużą zabudowę holu oraz na wymiar zbudował szafki kuchenne, zaś w lokalu na Batorego zbudował wraz z kol. Błażejowskim magazyny na sprzęt.

Powracając do jego edukacji: spełniło się jego pierwsze marzenie – miał maturę, ale pozostał w nim niedosyt. Ten ambitny, twardy facet po cichu pragnął nadal się kształcić.

W 1979 r. ZG PZN otrzymał pulę 5 bezegzaminacyjnych miejsc na studia na UMCS w Lublinie. Skwapliwie wykorzystał szansę, studiując na Wydziale Pedagogiki i Psychologii w zakresie Pedagogiki Specjalnej; specjalność: rewalidacja niewidomych. Temat pracy magisterskiej to: Przyczyny nierealizowania obowiązku szkolnego przez dzieci niewidome i słabowidzące z dodatkowym inwalidztwem. Przy okazji wspomina, że podczas sesji posługiwał się magnetofonem kasetowym marki Grundig. Okazuje wielką wdzięczność pracownicy ZG PZN – Elżbiecie Oleksiak, Grażynie Wojtkiewicz z Pochodni oraz Ewie Ratajczyk z Okręgu Bydgoskiego PZN za dużą pomoc okazywaną Mu przez wymienione Panie, które razem z nim studiowały. Pragnie im za wyświadczoną pomoc serdecznie podziękować. Kierownikował, a nie dyrektorował Rzeszowskiemu Okręgowi PZN przez 29 lat. Dane mi było obserwować Jego rządy w ostatnim roku Jego zatrudnienia. Stało się to wtedy, gdy w wyniku reformy administracyjnej państwa z dniem 01. 01. 1999 r. reaktywowano województwo podkarpackie oraz stworzono Podkarpacki Okręg PZN. Pamiętam te trudne dla Niego miesiące oraz tzw. nagonkę wymierzoną przeciwko Niemu. W takiej sytuacji odchodził Człowiek, który całym swoim życiem zaświadczał, że priorytetem Jego życia i działalności zawodowej były sprawy niewidomych oraz wszystko co było z nimi związane.

Na – wręcz wymuszoną emeryturę odszedł 30. 04. 1999 r.

W przytoczonym wywiadzie mówi o swoich następcach: Annie Łabudzkiej, Jacku Czernym, Romanie Depowskim i obecnej – już z tytułem dyrektora – Małgosi Musiałek-Przyboś.

Był dobrze zorientowany w tym, co działo się w środowisku, bo żył sprawami Związku, tj. zarządu Okręgu, jak też – przede wszystkim – koła PZN Rzeszów.

W 1999 r., będąc już emerytem, Ani Łabudzkiej pomógł zorganizować okręgowy zjazd PZN, którego odkryciem stał się prezes Ryszard Cebula.

PZN oraz Ojczyzna – za uczciwą i oddaną pracę – odznaczyły Go Złotą Honorową Odznaką PZN, Srebrną Odznaką Zasłużony dla woj. Rzeszowskiego i Krośnieńskiego, a z wyróżnień państwowych otrzymał: Srebrny Krzyż Zasługi i Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.

I jeszcze jedno: Eugeniusz był jednym z ostatnich, który tak biegle władał dłutkiem i tabliczką brajlowską! To On zabezpieczał kolejne zjazdy okręgu PZN w obrajlowione kartki do głosowania; to On przeprowadzał konkursy czytania brajlem; to On – tak dogłębnie znał i skutecznie umiał naprawiać maszyny brajlowskie…

Niezmiernie cieszył się, że wybrano Go na honorowego członka Plenum Okręgu Podkarpackiego PZN i – póki służyło Mu zdrowie – brał udział w zebraniach.

Śp. Eugeniusz Gilewski był czynny na rzecz Związku do listopada 2019, czyli do ostatniego Okręgowego Zjazdu Delegatów PZN w Rzeszowie, w trakcie którego ze względu na stan zdrowia już nie podjął się pełnienia jakiejkolwiek społecznej funkcji na rzecz środowiska, któremu oddał całe swoje twórcze życie.

Jako ciekawostkę dotyczącą Zmarłego można podać informację, że Eugeniusz pracę w Rzeszowie rozpoczął 1 lipca 1970 r., natomiast zmarł 30 czerwca 2020 r. Stąd wniosek, że w stolicy regionu przeżył równe 50 lat!!!

4 lipca 2020 r. na rzeszowskim cmentarzu komunalnym w Wilkowyi w pożegnalnej mowie pogrzebowej dyr. Małgorzata Przyboś m.in. powiedziała: Któż to teraz z tak wielką pasją będzie śledził to, co w naszym środowisku się dzieje, nam doradzał i nas dopingował, gdy Ty Eugeniuszu odchodzisz na wieczny spoczynek?.

Ostatni rok był dla śp. Eugeniusza najtrudniejszy. Po kilkukrotnym pobycie w szpitalu – 30 czerwca 2020 r. po przeżyciu niezwykle twórczego, wyjątkowego życia do Wieczności odszedł niezwykły Kolega, niekwestionowany Przyjaciel i najbardziej nam życzliwa Osoba, której dokonania i legenda na długo będzie wśród nas kultywowana i żywa, bo zaiste na to sobie zasłużył.

Będzie nam Ciebie Eugeniuszu naprawdę bardzo brakowało!

Rocznicowemu wspomnieniu o zmarłym przed rokiem Koledze dałem tytuł Ludzie szlachetni odchodzą otoczeni wdzięczną pamięcią żywych.

Czy w tym wypadku przytoczona grzecznościowa myśl nie brzmi jak sarkazm, drwina czy szyderstwo z nas żyjących, którzy z nim niegdyś obcowaliśmy; jak skonfrontować, czyli porównać wyliczone zasługi Zmarłego z tak niewielką grupką ludzi reprezentujących nasze środowisko wówczas Go żegnających, szczególnie zaś z macierzystego koła PZN?

Zastanawiam się, czy coś z nami jest nie tak, że staliśmy się obojętni, mało wrażliwi, z bardzo krótką pamięcią i wdzięcznością wobec takich, jak wspominany w tym opracowaniu Kolega.

Uwaga skierowana jest do wszystkich: poczynając od związkowych decydentów, a kończąc na tych, którzy Gienka znali i niegdyś korzystali z Jego troski, operatywności i organizacyjnej przedsiębiorczości…

Cześć Jego pamięci!

⇽ powrót do spisu treści

&&

Pisarze a SB – studium przypadku

Paweł Wrzesień

Mówi się, że tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono. W przypadku pisarzy często próbę charakteru stanowią warunki historyczne, w których przyszło im tworzyć. Dla historii literatury polskiej niezwykle ciekawe pole obserwacji postaw moralnych pisarzy stanowi okres PRL. Swoistym papierkiem lakmusowym są tu stosunki literatów epoki Polski Ludowej z organami bezpieczeństwa Państwa. Stosunek twórców do Służby Bezpieczeństwa to probierz niezależności człowieka i siły jego charakteru. Niedorzecznym uproszczeniem byłaby jednak ocena moralności twórców jedynie na podstawie kontaktów z SB lub ich braku. Spróbujmy przyjrzeć się kilku postaciom wplątanym w grę służb, aby ocenić, czy można przyłożyć do nich tę samą miarę.

Andrzej Brycht w latach 60. był wschodzącą gwiazdą krajowej literatury. Młody, przebojowy, obdarzony specyficznym stylem reporterskiej, żywej narracji czerpał w prozie z własnej, bogatej biografii, m.in. pobytu w szkole wojskowej, kariery bokserskiej czy pracy w kopalni. Stawiał też egzystencjalne pytania istotne dla współczesnych mu rodaków. Zdobył ogromną popularność książką Dancing w kwaterze Hitlera czy późniejszym Raportem z Monachium. Wiele osób co prawda zarzucało mu, że część wydarzeń opisanych w Raporcie nigdy nie miała miejsca, a książka to nachalna antyniemiecka propaganda, lektura była jednak tak smakowita, że czytelnicy mimowolnie przyjmowali wszystko za dobrą monetę. Brychtowi świetnie się powodziło, brylował na salonach towarzyskich ówczesnej stolicy, imponował zamożnością i błyskawicznie piął się w górę. Kolejne powieści, które wydawał, często i szybko stawały się przebojami. Zamilkł nagle w roku 1970, kiedy przestały ukazywać się jego nowe teksty. Rok później poprosił o azyl polityczny w Belgii, skąd następnie wyjechał do Kanady. Na emigracji publikował rzadko, a dzieła znacznie odbiegały poziomem od twórczości krajowej. Po roku 1989. wyszła na jaw współpraca pisarza z SB. Brycht donosił na ogromną liczbę przyjaciół po piórze. Był bardzo wylewny, dzielił się z władzami poufnymi sekretami znajomych, a za swoje rewelacje pobierał honoraria. Jego twórcza płodność w kraju i jej brak za granicą nasuwa nawet podejrzenia, iż w pisaniu pomagały mu na swój sposób służby. Próba odegrania istotnej roli wśród zachodniej emigracji nie powiodła się. Brycht zmarł w roku 1998 okryty niesławą i poddany ostracyzmowi środowiska.

Zbigniew Nienacki był jednym z najsłynniejszych pisarzy dla młodzieży czasów PRL. Jego seria powieści o Panu Samochodziku rozchodziła się wśród czytelników w ogromnych nakładach. Niewątpliwie Nienacki nie mógł narzekać na brak popularności, sympatii, jak również na małe wpływy z honorariów autorskich. Nie potrzebował dodatkowego wsparcia w rozwoju kariery, bo zgrabnie napisane historie o przygodach detektywa amatora podróżującego po Polsce i Europie swym pokracznym wehikułem były przepustką na literacki szczyt. Jednocześnie Zbigniew Nienacki od 1962 roku był członkiem PZPR, a rok później wstąpił do ORMO. Znający go osobiście pisarz Erwin Kruk powtarzał przechwałki autora Pana Samochodzika o tym, jak tuż po wojnie utrwalał w Łodzi, ramię w ramię z Mieczysławem Moczarem, zręby władzy ludowej. Taka afirmacja obowiązującego w Polsce ustroju nie była jednak dla pisarza wystarczająca. Z ocalałych danych dotyczących spalonych w 1990 roku akt SB wynika, że już w okresie po stanie wojennym, gdy ustrój polityczno-gospodarczy PRL chwiał się w posadach, Nienacki został zarejestrowany jako kontakt operacyjny. Akta pisarza założone w roku 1984 liczyły dwa tomy. Warto podkreślić, że kontakt operacyjny to ktoś więcej niż zwykły tajny współpracownik. Takim mianem bywali określani ludzie zaangażowani w pracę dla bezpieki, dobrowolnie i z przekonaniem gromadzący przydatne informacje. Można więc określić krótko, iż Nienacki był agentem w łonie samej PZPR.

Jerzy Zawieyski to postać niezwykle istotna dla kręgu polskich pisarzy katolickich XX wieku. Jego subtelna w formie i wyrafinowana w treści twórczość miała na celu budzić w czytelniku dążenie do naprawy moralnej w duchu religijnym, co stało w sprzeczności z obowiązującym oficjalnie światopoglądem materialistycznym. Zawieyski był związany z kręgiem inteligencji katolickiej okresu powojennego, współpracował blisko z kard. Stefanem Wyszyńskim czy księdzem Janem Zieją. Przez kilka kadencji jako poseł katolickiego koła Znak zasiadał w Sejmie, był też członkiem Frontu Jedności Narodu. Jego karierę zakończyło piękne przemówienie sejmowe, biorące w obronę represjonowanych w marcu 1968 roku, m.in. Stefana Kisielewskiego. Nigdy nie współpracował z SB. Skąd zatem postać pisarza w tym tekście? W kręgach przyjaciół powszechnie znana była homoseksualna orientacja Zawieyskiego. Przez 36 lat żył w związku ze Stanisławem Trębaczkiewiczem, którego najpierw wziął sobie na wychowanie, aby potem pomagać w karierze naukowej. Nasz bohater był postacią niezwykle aktywną uczuciowo. Pod nieobecność partnera zapraszał do domu licznych kochanków. Często prowadził z nimi bardzo śmiałe rozmowy telefoniczne. Wobec zwykle młodych przyjaciół zachowywał się bardzo wylewnie, chciał imponować swym dorobkiem i pozycją, toteż sypał na lewo i prawo informacjami o znanych i cenionych postaciach ówczesnego życia literackiego i politycznego, wśród których na co dzień sam się obracał. Badania IPN wykazały, że Zawieyski był obiektem nasilonej obserwacji Służby Bezpieczeństwa. Spośród przygodnych partnerów pisarza rekrutowano często agentów SB, albowiem powzięte informacje o ich nietypowych skłonnościach seksualnych stanowiły wymarzone narzędzie szantażu. Zdobywali oni później dla służb cenne informacje, których roznamiętniony Zawieyski nie szczędził, nie zachowując zasady ograniczonego zaufania wobec osób w praktyce mu obcych.

Drogi, jakimi służby PRL pozyskiwały współpracowników, były rozmaite. Donoszono z przekonania, czując się sojusznikiem ludowego państwa, jak Nienacki, z dążenia do zysku i rozwoju kariery, jak Brycht, a często z nieświadomości lub padając ofiarą szantażu lub groźby, jak część osób z kręgu Jerzego Zawieyskiego. Czy każdy ze współpracowników zasługuje na jednakowe potępienie? Bo wszak na potępienie zasługują. Było przecież wielu takich, którzy żadnym naciskom nie ulegli i żyli w sposób niepozwalający na zdobycie przeciw nim przysłowiowego haka. Oni często za odmowę uczestnictwa w hańbie domowej płacili osobistą krzywdą lub złamaniem kariery. Zastanówmy się jednak nad tym, czy ostrości sądów nie warto złagodzić nieco refleksją dotyczącą współczesności. Dziś nie ma już tajnych współpracowników, ale czy to oznacza, że nie ma osób, które dla zysku, z braku kręgosłupa moralnego czy w ideologicznym zaślepieniu nie posunęłyby się do rzeczy podłych? Wolna Polska nie poddaje nas takim próbom, bądźmy więc choć odrobinę miłosierni, zanim pierwsi rzucimy kamieniem.

Czytelnikom zainteresowanym dalszym zgłębianiem tematu związków pisarzy polskich z SB polecam zaś dostępne w DZDN książki Joanny Siedleckiej.

⇽ powrót do spisu treści

&&

Warto posłuchać

Izabela Szcześniak

Akcja książki Anny Jean Mayhew pt. Sucha sierpniowa trawa toczy się w 1954 roku w Stanach Zjednoczonych.

June ma 13 lat. Wraz z rodzicami, dwoma siostrami i malutkim braciszkiem mieszka na przedmieściach stolicy stanu Karolina Północna – Charlotte. Dziewczynka czuje się nieakceptowana przez rodziców. Ojciec tylko June sprawia lanie, a matka wykorzystuje ją do trudnych zajęć w domu.

Gdy dziewczynka skończyła 5 lat, jej rodzice zatrudnili służącą Mary, która była mulatką. Kobieta często powtarzała June, że jest dobrą dziewczyną. Między białym dzieckiem i czarnoskórą służącą zawiązała się piękna przyjaźń.

Nadeszło lato 1954 roku. Paula Whots wraz z dziećmi i służącą wyjeżdża na wakacje do jej brata Taylora, który mieszka w Stanie Giorgia, a następnie nad ocean.

Po drodze rodzina Whots wstępuje do restauracji, przy której znajdował się hotel. Niestety Paula nie otrzymała zgody na nocleg kolorowej kobiety. Matka poszukała w końcu motel, w którym Mary znalazła dach nad głową i łóżko w malutkim domku. Warunki miała bardzo złe, lecz kobieta nie narzekała na swój los.

Kiedy rodzina Whots przybyła do brata Pauli – Taylora, Mery została umieszczona w dusznym i bardzo skromnie urządzonym pokoiku na poddaszu.

Wujek Taylor posiadał swoją prywatną plażę. June miała więc okazję spędzania czasu nad morzem. Dziewczynka zauważyła, że jej kuzynka Sara jest smutna i apatyczna. Podczas rozmowy na plaży dowiedziała się od niej o romansie swojego ojca z żoną wujka Taylora.

Pewnego dnia rodzina Whots wraz z Mary udała się do wesołego miasteczka. Służąca spotyka tam nielegalnie pracującego 15-letniego kolorowego chłopaka – Lizona, którego dobrze znała i zabiera go do domu Taylora.

Mary załatwiła chłopcu dach nad głową i pracę u znajomego Pastora w Charlotte. Taylor również pomógł Lizonowi. June podczas krótkiego pobytu chłopca bardzo z nim się zaprzyjaźniła.

Przyszedł dzień wyjazdu rodziny Whots.

Niestety w drodze na dalszy ciąg wakacji nad oceanem doszło do wypadku, który spowodował pirat drogowy. Paula wraz z dziećmi i służącą znalazły się w małym miasteczku nad morzem. Rodzina została umieszczona w domkach. W tym czasie mechanik naprawiał uszkodzony samochód.

Gdy William Whots dowiedział się od żony o wypadku, szybko przyjechał do rodziny. Kiedy czekali na naprawiony samochód, wiele się wydarzyło.

Podczas kłótni Paula powiedziała mężowi o tym, że wie o jego romansie. Starsza córka koniecznie chce wziąć udział w uroczystości religijnej, która ma się odbyć wieczorem w miasteczku. Paula zgodziła się, by córki w towarzystwie Mary uczestniczyły w nabożeństwie. Późnym wieczorem, w drodze powrotnej do motelu dziewczynki wraz z towarzyszącą im służącą zostały napadnięte przez niebezpiecznie wyglądających mężczyzn. Mary została bardzo pobita. Napastnicy zabrali kobietę do samochodu i wywieźli w nieznane. Dziewczynki wróciły do domu bez Mary. Następnego dnia rozpoczęły się poszukiwania służącej. June odwiedza szeryfa. Prosi także o pomoc w poszukiwaniach Mary poznaną podczas nabożeństwa kolorową kobietę. Wkrótce ciało zamordowanej na tle rasowym kobiety zostaje odnalezione i przewiezione do Charlotte.

Jakie będą dalsze losy June i jej rodziny? Przeczytajcie sami! Polecam, Anna Jean Mayhew Sucha sierpniowa trawa, czyta Olga Żmuda. Książka dostępna w formacie Daisy i Czytak.

⇽ powrót do spisu treści

&&

Galeria literacka z Homerem w tle

&&

Kim jestem?

Halina Kuropatnicka-Salamon

Z rozpaczliwą nadzieją skupiła spojrzenie na dobrotliwej twarzy psychiatry. Sądzę, że pani sprzeciwia się usunięciu ze swojej świadomości wspomnień o tamtym człowieku. Zawiodły wszystkie stosowane dotychczas metody. Nie pomogła pani ani narzucona samotność, ani grono towarzyskie, ani środki ekscytujące, ani sztuczny sen. Wraca tu pani po nowe próby. Sama pani musi przyczynić się do realizacji naszych poczynań.

Przecież chcę, tylko wciąż jestem bezradna wobec siebie. Gdybym mogła wyzbyć się pamięci! Wiem, że odszedł i nie wróci. Rozumiem, że oczekiwania nie mają sensu. Uszczęśliwiłoby mnie jednak, gdyby można było go zmusić, żeby wszedł czasem do mego mieszkania, popatrzył na mnie, powiedział coś, zrobił jakiś gest…. Pani Ewo, nie jesteśmy w stanie przymuszać kogokolwiek do czegokolwiek. Znamy natomiast przypadki uzdrawiania pacjentów drogą oddziaływania na nich kompleksami podobieństw między osobami, rzeczami bądź sytuacjami z przeszłości. Zaznaczam lojalnie, że są to postępowania ryzykowne. Trudno przy tym przewidzieć następstwa. Panie doktorze, proszę! Jeszcze ten raz proszę pana o pomoc.

Spokojnie, dziecko. Nasza poradnia może w pani imieniu wystąpić do Centrali Laboratoriów Odtwórczości z zamówieniem na robota­‑osobnika. Proszę przygotować filmowe materiały z głosem i sylwetką eksnarzeczonego. Niech też pani sporządzi pisemny zestaw jego podstawowych cech charakteru; należy uwypuklić najczęstsze zachowania i postawy. Jutro o dziesiątej proszę przyjść z podaniem i załącznikami.

No i rozpoczął się czas wyobrażeń, zwątpień i rozniecania wiary. Wreszcie w oznaczonym dniu usłyszała dzwonek przy drzwiach. Otworzyła. Boleśnie wciągnęła powietrze. Stał przed nią niby tamten, tak samo ostrzyżony, w ulubionym ubraniu, z zapachem tej samej wody po goleniu. Dobry wieczór, dziewczyno wyrzekł głosem ukochanego. Dobry wieczór, Wit wychrypiała. Dobry wieczór, dziewczyno odezwał się po pauzie. Już przywitaliśmy się. Wejdź.

Bezradnie zatrzymał się w przedpokoju. Ona zaś czuła więcej zdumienia i niepokoju niż radości.

Przymusiła się do uśmiechu. Chodź bliżej. Usiądź tu, na swoim ulubionym miejscu. Ulubionym? Podniósł brwi. Ach, to chwilowo bez znaczenia; kiedyś ci wyjaśnię. A dlaczego bębnisz palcami po stole? Zwykle tak robię. Jesteś pewien? Oczywiście! Ciągle mówili: Wit, patrz na siebie; Wit, słuchaj siebie; Wit, ucz się siebie… Umiałem wszystko, zanim pierwszy raz poruszyłem się i powiedziałem pierwsze słowa. Co wówczas czułeś? Tego mnie nie nauczyli. Ożywił się nieco. Ciebie też widziałem i słyszałem wiele razy. Kiedy powiedzieli: Pójdziesz do niej i zostaniesz z nią, już cię znałem. Ucieszyłeś się? Po dłuższej chwili odezwał się cicho: Oni widocznie nie popracowali nade mną porządnie. Znów czegoś nie rozumiem.

Późno już westchnęła. Pójdę spać. Wit nagle odezwał się głośno: Nie pojmuję, dlaczego nie przećwiczyli ze mną tego. Widziałem siebie, jak spałem nad wodą i wtedy w lesie, gdy przebiegła koło mnie wiewiórka. To jest jakoś inaczej niż podczas wyłączenia na trochę. Uśmiechałem się, krzywiłem, pocierałem nos… Słuchaj, czy ja koniecznie muszę nie znać tylu stanów? Nie myśl nad tym; każdy z nas do czegoś dojrzewa. Co ty robisz? Gładzę cię po twarzy. Czy to nie jest miłe? Obojętne. A co robisz teraz? Płaczę, Wit, płaczę!.

Któregoś dnia zatrzymała się zaskoczona na progu sypialni. Siedzisz sam? Dotychczas nie wchodziłeś tutaj. Wchodzę nieraz, kiedy śpisz. Obserwuję, jaka jesteś we śnie. To interesujące. Niepotrzebnie siedzę nocami w tamtym pokoju. Nie umiem spać, ale potrafię leżeć i udawać sen. Będę kładł się przy tobie. W pokoju obok jest tapczan. Ja chcę patrzeć na ciebie i słuchać, jak oddychasz. Dlaczego? Nie wiem. Dopiero niedawno zauważyłem to w sobie. Ci naukowcy pominęli coś. Możesz to uzupełnić? Na razie jeszcze nie jestem w stanie. Poczekam. A możemy już wybrać się do kawiarni w parku? Obiecałaś. Dobrze, ale teraz wyjdź; chcę zmienić sukienkę. Wychodziłaś przy mnie z kąpieli, ubierałaś się i nie oddalałaś mnie. Czemu teraz?… Przedtem nie patrzyłeś na mnie w ten sposób. No, idź. Przygotuj dla mnie kakao. A co ty robisz? Gładzę cię po twarzy. Podoba mi się to. Jeszcze bardziej, gdy przytulasz się do mnie. Serce zatrzepotało w niej znienacka. Jesteś miły, Wit. Bardzo przyzwyczaiłam się do ciebie. Przyniosłeś mi uspokojenie. Jeszcze raz przesunął ciepłą dłonią po jej policzku, a potem po włosach i wyszedł.

Wkrótce, po słodkim śniadaniu, z przyjemnością szła obok niego słonecznymi ulicami. W parkowej kawiarni zajęli stolik przy oknie. Było jasno, wesoło i nareszcie jakby świątecznie. Ewa, co robili ci dwoje w alejce? Spuściłaś oczy, gdyśmy ich mijali. Całowali się odpowiedziała zakłopotana. Całowali się? My nigdy nie zachowujemy się tak. Nam nie jest to potrzebne, lecz mogę cię pocałować – i zrobiła to ze śmiechem. Ewa, to jest piękne! Nie wiedziałam, że i dla ciebie może to mieć znaczenie. Ogromne! Powinniśmy to powtórzyć. W domu.

Dzień dobry, słucham państwa odezwał się kelner. Proszę mrożoną czekoladę zamówiła. A dla pana? Dziękuję, nic. Spostrzegłaś, jak on się uśmiechnął? Zapamiętał, że nigdy niczego nie zamawiasz. Czy to może wydawać się mu dziwne? Trudno sądzić. Możesz towarzyszyć mi po prostu, sam nie mając apetytu na cokolwiek. Fakt, nie znam apetytu.

Jakaż niespodzianka! Ewa! Nie widziałem cię od lat! Wysoki, opalony chłopak kierował na nią roześmiane spojrzenie. Artur! Ty tutaj? Uściskali się z dawnym kolegą. Poznajcie się, chłopaki. Obaj podali sobie ręce i wymienili imiona. Artur, przysiądź się do nas zaprosiła. Z radością, ale przedtem zamówię szampana. Milej będzie opowiadać o sobie. Pogodny nastrój nie udzielił się Witowi. Ty, Wit, nie pijesz? zainteresował się Artur. Wprawdzie, siedząc z taką śliczną dziewczyną, można zrezygnować z dodatkowych przyjemności. Ewa, czy ty wiesz, jaka jesteś ładna? Nie rumień się! To był przemiły dzień powiedziała Ewa do Wita, gdy wracali do domu. No i nadeszły inne, coraz milsze.

Przestań przytulać się do mnie zniecierpliwiła się kiedyś. Widzisz, że czeszę się. Dlaczego ty przestałaś przytulać się do mnie? Rzadko głaszczesz mnie po twarzy czy włosach i często zostawiasz mnie samego. Dziś pewnie też idziesz spotkać się z Arturem. Czy ja nie mogę, jak dawniej, chodzić razem z tobą na te spotkania? Zajmujemy się różnymi sprawami, które ciebie nie absorbują wymamrotała. Zajmujecie się sobą szepnął. To nie jest twoją sprawą zirytowała się. Niezależnie od tego mam do ciebie pretensję. To ja miałem być ci potrzebny, nie Artur. Mnie tutaj przysłano. Przecież jesteś ze mną więcej niż ktokolwiek inny. Nieprawda! On jest z tobą najwięcej i najbardziej, i najdosłowniej. Wit, ja ciebie nie poznaję! Czy to zazdrość? Skąd mogę wiedzieć? Oni celowo niedoprogramowali mnie, a ty świadomie wykorzystujesz wszelkie moje słabe strony, wszelkie braki. Udoskonaliłem się, ale dla ciebie to bez znaczenia. Wit, doceniam wszystko, tylko trudno mi w każdej sytuacji traktować cię jak mężczyznę. Postaraj się, spróbuj, bądź cierpliwa, a przekonasz się. Nie wychodź. Porozmawiajmy o nas. Nie teraz. Pomówimy wieczorem. Przyznaj otwarcie, że stałem ci się niepotrzebny. Znów nie masz racji. Opanuj się. Znajdź sobie jakieś zajęcie. Wrócę za kilka godzin. Pa!

Następnego dnia siedziała przed znajomym psychiatrą z uczuciem wewnętrznego rozbicia. Po wspomnianej rozmowie późno wróciłam do domu. Zastałam ciszę i wygaszone światła. Znalazłam go w sypialni. Leżał w kącie, za regałem. Oczy miał skierowane na sufit, mętne, bez wyrazu. Wołałam go, dotykałam. W końcu spostrzegłam kartkę wystającą z drukarki. Pozwoli pan doktor, przeczytam: Ewo, jestem ci wdzięczny, że zapragnęłaś mnie mieć i że byłem z tobą. Teraz jednak muszę przestać istnieć. Jeśli kiedyś zechcesz przywrócić mi dotychczasową rzeczywistość, jeżeli stanę ci się niezbędny, naciśnij klawisz pod moim sercem. Może dowiem się wtedy kim jestem.

⇽ powrót do spisu treści

&&

Nasze sprawy

&&

Od izolacji do integracji społecznej

Radosław Nowicki

⇽ powrót do spisu treści

Według Światowej Organizacji Zdrowia osoba z niepełnosprawnością to taka, która nie może samodzielnie, częściowo lub całkowicie, zapewnić sobie normalnego życia indywidualnego i społecznego na skutek wrodzonego lub nabytego upośledzenia sprawności fizycznej albo psychicznej. Jest to dość szeroka definicja, do której jednak dochodzono przez lata. Pojęcie niepełnosprawności tak naprawdę kształtowało się od wieków. Na jego ewolucję wpływ miały czynniki kulturowe, społeczne, historyczne i geograficzne, a także dominujące wartości w danym społeczeństwie.

W starożytności w wielu krajach niepełnosprawność traktowano jako karę Bogów za grzechy popełnione przez rodziców albo dalszych przodków rodziny lub wiązano ją ze znajdowaniem się we władaniu złych mocy. Stąd też osoby z niepełnosprawnością były odsuwane na margines społeczny. Okres starożytny nasycony był ignorancją, okrucieństwem wobec niepełnosprawnych i brakiem wiedzy na ich temat. W starożytnym Rzymie zabijano noworodki z deformacjami i defektami. W Sparcie na porządku dziennym było za to porzucanie ich, czego wymagało nawet prawo.

W średniowieczu osoby z niepełnosprawnościami uznawano za odmieńców. Wciąż dominowały negatywne stereotypy na ich temat, które powodowały ich wykluczenie i stygmatyzację. Zaczęły jednak pojawiać się zalążki pomocy dla nich, wynikające między innymi z idei miłosierdzia.

W kolejnych epokach następował rozwój wiedzy o niepełnosprawności, lecz nie szło to w parze ze zrównaniem praw osób z niepełnosprawnością oraz pełnosprawnych. Ci pierwsi nawet jeszcze w XX wieku byli zabijani w hitlerowskich Niemczech. Co więcej, nawet w obecnych czasach zdarza się, że niepełnosprawność jest różnie postrzegana w przestrzeni publicznej. Mimo że dużo mówi się o idei praw człowieka, o poszanowaniu jego godności i braku dyskryminacji, to wciąż pojawiają się sygnały świadczące o niezrozumieniu czy nieznajomości istoty danej niepełnosprawności.

Przez wiele lat na świecie dominował model medyczny niepełnosprawności. Jest ona w nim traktowana jako stan występowania ograniczeń w prawidłowym funkcjonowaniu organizmu człowieka, wymagający odpowiedniego leczenia. Wywołują go czynniki, na które medycyna często potrafi oddziaływać. Zdarza się, że stan ten jest spowodowany przez uszkodzenia mechaniczne i urazy, ale na wiele nieprawidłowych stanów istnieją leki albo metody inwazyjnej ingerencji prowadzące do naprawy funkcjonowania organizmu. Jeśli danej dysfunkcji nie można obecnie wyleczyć, to istnieje szansa, że dzięki rozwojowi medycyny taka możliwość pojawi się za jakiś czas. Z kolei osobom, których nie da się wyleczyć, model medyczny oferuje rehabilitację. Osoba z niepełnosprawnością traktowana jest w nim jako chora, niezdolna do samodzielnego życia i podejmowania decyzji. Wymaga specjalistycznej opieki. Jest zamykana w specjalistycznych zakładach, placówkach edukacyjnych, leczniczych i opiekuńczych. W efekcie nie może pełnić konkretnych ról społecznych, co obniża jej przydatność społeczną oraz sprawność ekonomiczną. Prowadzi także do jej zaszufladkowania, wykluczenia, dyskryminacji i prześladowania.

Dopiero w latach sześćdziesiątych XX wieku doszło do ogromnej zmiany w podejściu do niepełnosprawności. Zapoczątkowali ją niepełnosprawni aktywiści, szczególnie w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych, którzy zaczęli buntować się przeciwko postrzeganiu ich jako osób drugiej kategorii. Zaczęli tworzyć organizacje, za pośrednictwem których domagali się traktowania na równi z osobami pełnosprawnymi, dostępu do edukacji, rynku pracy i życia społecznego, a także do likwidacji barier utrudniających im codzienne funkcjonowanie. Doszło do zakwestionowania niepełnosprawności jako medycznego problemu jednostki, a zaczęto kłaść coraz większy nacisk na zewnętrzne ograniczenia, z którymi muszą zmagać się osoby z dysfunkcjami.

W końcu doszło do zanegowania modelu medycznego, a obowiązywać zaczął model społeczny, który kwestionuje indywidualne ograniczenia jednostki, a nacisk kładzie na społeczeństwo. W ten sposób odpowiedzialność związana z wykluczeniem społecznym przeniesiona jest z osoby z niepełnosprawnością (z jej niedoskonałego ciała lub umysłu) na ogół społeczny. W efekcie w modelu społecznym ma ona takie same prawa i możliwości funkcjonowania oraz rozwoju jak osoba pełnosprawna. Już Europejskie Forum Niepełnosprawności Parlamentu Europejskiego w 1994 roku dostrzegło, że głównym problemem osób z niepełnosprawnością są zewnętrzne bariery, twierdząc, że osoby te znajdują się w sytuacji upośledzającej na skutek barier środowiskowych, ekonomicznych i społecznych, których nie mogą przezwyciężać tak jak inni ludzie ze względu na występujące u nich uszkodzenia. Do wspomnianych barier można zaliczyć, np. niedostosowany system transportu publicznego, ograniczony dostęp do miejsc użyteczności publicznej ze względu na niedoskonałości architektoniczne, brak właściwych rozwiązań na rynku pracy, niedostosowane prawo, a także system edukacyjny oparty na segregacji ze względu na niepełnosprawność lub jej brak. Model społeczny zakłada także walkę ze stereotypowym postrzeganiem niepełnosprawności. Chodzi o to, aby osoby z niepełnosprawnościami przez pozostałą część społeczeństwa nie były postrzegane przez pryzmat ich dysfunkcji, aby nie budziły często skrajnych emocji, takich jak nadmierna ciekawość, strach, a nawet obrzydzenie. Normalizacja społeczna ma na celu uświadomienie tej drugiej grupy, że niepełnosprawność nie jest niczym nadzwyczajnym, dziwnym, niecodziennym, a osoby, które mają jakieś dysfunkcje są takie same jak pełnosprawni, mają takie same potrzeby i pragnienia. Chcą się uczyć, rozwijać, pracować, spełniać swoje marzenia, zakładać rodziny – słowem – pełnić takie same funkcje jak osoby pełnosprawne.

Często mówi się, że osoby z niepełnosprawnością są najliczniejszą mniejszością świata. Szacuje się, że obecnie na świecie aż 1/8 populacji ludzkiej zaliczana jest do tego grona. W samej Unii Europejskiej żyje około 14% osób z dysfunkcjami w wieku od 15 do 64 lat. Z kolei z danych zgromadzonych w trakcie przeprowadzonego w 2011 roku spisu powszechnego wynika, że w Polsce stanowią oni 12% społeczeństwa. Jest to znaczący odsetek, chociaż w dalszym ciągu wiele pełnosprawnych ludzi na co dzień unika kontaktu z osobami z niepełnosprawnością. Na szczęście takie osoby coraz częściej wychodzą z cienia. Można je spotkać w szkole, na studiach, w pracy czy na ulicy. Mimo różnych dysfunkcji coraz bardziej angażują się one w życie społeczne, nie chcą być wykluczane i marginalizowane, a społeczny model niepełnosprawności pomaga im w pełnym uczestnictwie w życiu społecznym. Wszak chodzi o to, żeby ich niepełnosprawność nie była postrzegana jako bariera, ale żeby do ich potrzeb dostosowywane było otoczenie, tak aby dochodziło do pełnej symbiozy osób pełnosprawnych i niepełnosprawnych w społeczeństwie. Wciąż jednak w tym zakresie jest jeszcze wiele do zrobienia.

&&

Ślepota to nie koniec świata

Andrzej Koenig

Każdy z nas ma podobno zmysł dotyku, smaku, węchu, słuchu i wzroku. Posługujemy się nimi automatycznie, nie zastanawiając się nad tym, że warto o te zmysły dbać, kontrolować, badać, czy nie dzieje się coś niepokojącego. Czasem jednak przychodzi taki moment, że tracimy któryś z nich. Tak było w moim przypadku.

Osoba niewidoma na ulicy wzbudza zainteresowanie, współczucie, niepokój. Ale utrata wzroku, czy nazywając to medycznie ślepota, nie jest końcem świata, nie oznacza społecznego wykluczenia.

Nie jestem niewidomy od urodzenia. Na takich jak ja mówi się ociemniały. To grupa osób z dysfunkcją wzroku, którzy kiedyś oglądali świat jak inni, ale z różnych względów stracili najważniejszy ze zmysłów – zmysł wzroku.

Będąc ociemniałym, w pamięci mam kolory, wiem jak wygląda samochód, słońce, chmury na niebie (mieszkam w górskiej miejscowości), droga do ośrodka zdrowia, na pocztę, na przystanek autobusowy. Pamiętam jak wyglądali członkowie mojej rodziny i znajomi; potrafię opisać szczegóły związane z miejscowościami powiatu sprzed 10 lat, gdy byłem jeszcze osobą widzącą. Podświadomość zmagazynowała w mojej głowie obrazy i wyświetla je podczas marzeń sennych. Uprzedzając pytanie powiem, że w moich snach świat widzę w kolorach. Otóż gdy coś mi się śni, to w różnych barwach. Podczas snu pojawiają się osoby, z którymi miałem kontakt w okresie widzenia.

Problemy z moim wzrokiem na poważnie zaczęły się w 2010 roku. Ale oczy domagały się jakiejś interwencji lekarskiej wcześniej. Szczegóły zostawię dla siebie. Po kilku zabiegach okulistycznych w Bielsku Białej i Katowicach okazało się, że siatkówki w moich oczach są martwe i niestety nigdy nie będę widział. Był to dla mnie wielki cios i po powrocie do domu straciłem sens życia. Zwątpienie, utrata jakiejkolwiek nadziei, depresja, najlepiej siedzieć w domu i niech inni się martwią. Tak było przez pół roku od momentu wygaszenia żarówek w moich oczach.

Pomocną dłoń wyciągnął w moim kierunku Polski Związek Niewidomych. Pojawił się instruktor pisma Braille’a, zaraz potem instruktor orientacji w terenie przy użyciu białej laski oraz projekt organizowany przez PZN. Potem pilotażowy program Aktywny Samorząd, dzięki któremu nabyłem pierwszy udźwiękowiony komputer. Zaczęły się spotkania z innymi osobami z problemem wzroku, wyjazdy na wycieczki, piesze rajdy górskie niewidomych, konkursy oraz kontakt z osobami, z którymi nie widziałem się od momentu utraty wzroku.

Zrozumiałem, że jesteśmy normalnymi ludźmi, mamy swoje upadki i wzloty, chwile gorsze i lepsze. Od widzących różnimy się tylko tym, że pewne czynności musimy wykonywać w nieco inny sposób, czasem wolniej lub z czyjąś pomocą.

W naszym środowisku można spotkać wiele osób, które odnajdują się w świecie widzących i często gdyby nie biała laska, czarne okulary, pies przewodnik czy osoba asystująca nikt by nie powiedział o nas niewidomy. Obsługa telefonu, komputera, aparatu fotograficznego, jazda na rowerze, uprawianie narciarstwa alpejskiego i biegowego, gra w piłkę nożną, tenisa ziemnego i stołowego, strzelectwo, lekkoatletyka – to wszystko stało się dostępne dla osób z dysfunkcją wzroku.

W naszym rejonie można spotkać w gabinecie niewidomych masażystów, na obiektach sportowych ociemniałego paraolimpijczyka z Rio czy słabowidzących jeżdżących na tandemie. Każdy z nas, jeśli tylko chce, potrafi się odnaleźć w tym czarnym świecie. Czasami zastanawiam się, czy nie lepiej wyobrażać sobie ten świat takim jak go pamiętam, żeby się po tych kilku latach nie zdziwić.

Wzrok jest jednym z najbardziej potrzebnych człowiekowi zmysłów. Bardzo często nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak dużą rolę odgrywa w naszym życiu i jak bardzo powinniśmy o niego dbać. To co mamy, doceniamy często dopiero po stracie. I choć medycyna niewątpliwie poszła naprzód, to o wzrok warto zadbać. Jednak kiedy się zdarzy jego utrata lub znaczne ograniczenie, nie należy rozpaczać, że to już koniec świata, tylko głowa do góry, biała laska do ręki i do przodu!

⇽ powrót do spisu treści

&&

Zależność z przymusu

Iwona Włodarczyk

Osób uzależnionych oraz przyczyn uzależnień jest wiele. Jedni są uzależnieni od używek, inni od hazardu czy zakupów, a dla niektórych praca jest jedynym celem w życiu i to jej gotowi są poświęcić wolny czas i własne zdrowie.

Niemała część naszego społeczeństwa to osoby z różnego rodzaju niepełnosprawnościami, które nie z własnego wyboru są zależne od drugiego człowieka, podejmowanych przez niego decyzji oraz towarzyszącej mu empatii.

Duże grono niepełnosprawnych, w tym niewidomi, korzysta z dostępnych szkoleń po to, aby móc być w miarę samodzielnym, jednak pomimo najlepszych chęci i wysiłku włożonego w rehabilitację całkowitej samodzielności nie są w stanie osiągnąć.

Poruszający się na wózku inwalidzkim nie będą w stanie pokonać piętrzących się przed nimi schodów i z tego też powodu niejeden niepełnosprawny ruchowo przez wiele dni, tygodni a nawet miesięcy nie opuszcza własnego mieszkania. Bez pomocy osób trzecich jest to najzwyczajniej w świecie niemożliwe, tak jak niemożliwe jest dostrzeżenie przez niewidomego umieszczonych na tablicach ogłoszeniowych informacji, np. o czasowym braku prądu, wody czy terminie kontroli szczelności instalacji gazowych.

Nie inaczej ma się sprawa, jeżeli chodzi o korzystanie przez osoby z niepełnosprawnościami z transportu publicznego. W trakcie podróży dzięki uprzejmości i pomocy współpasażerów mogą oni bezpiecznie dotrzeć do celu.

Szczególnie widoczna jest zależność osób niewidzących od innych ludzi podczas robienia przez nich zakupów, albowiem samodzielne bezwzrokowe odnalezienie wybranego produktu jest wręcz niemożliwe i bez pomocy sprzedawcy czy uprzejmości przypadkowego klienta się nie obejdzie.

O ile nazwy leków na opakowaniach są wytłoczone pismem punktowym, to już o przeczytanie daty ich ważności niewidomy musi poprosić kogoś widzącego.

Jak osobom z dysfunkcją wzroku tak i wielu osobom z innymi niepełnosprawnościami niezbędna jest pomoc w dotarciu do lekarza czy na zabiegi rehabilitacyjne, a zorganizowanie takiej pomocy bywa nieraz wielkim wyzwaniem; nie każdy potrzebujący ma stałego opiekuna czy asystenta, a członkowie rodzin, mając liczne obowiązki, nie zawsze mogą być dyspozycyjni.

Kolejną zależnością jest zależność od decyzji władz miast, powiatów czy gmin. Od działań podejmowanych przez pracujących tam ludzi zależy, np. przystosowanie przestrzeni publicznej do potrzeb osób niepełnosprawnych. Tylko dzięki życzliwości i udzielaniu wskazówek przez pracowników różnych instytucji niepełnosprawni mają szansę na uniknięcie długich i męczących wędrówek po licznych korytarzach budynków, w których owe instytucje mają swoje siedziby.

Od pracowników PCPR, MOPR oraz innych instytucji rozpatrujących wnioski o dofinansowania do turnusów rehabilitacyjnych, zakupu sprzętu komputerowego lub szkoleń, zależy czy składający wnioski niepełnosprawni będą mieli możliwość odpoczynku i rehabilitacji poza miejscem zamieszkania, czy dostaną szansę na likwidację barier w komunikowaniu się z otaczającym ich światem, dzięki nowo zakupionemu komputerowi, czy uzyskają dostęp do szkoleń, które pozwolą im na rozwijanie umiejętności i zainteresowań.

Dostęp osób z niepełnosprawnościami do dobrodziejstw szeroko pojętej kultury, dla których dotarcie do tej dziedziny życia nie jest obojętne, uzależniony jest od działań pracowników instytucji kulturalnych.

Wyżej wymienione przykłady to tylko niewielka część zależności, na jakie są skazane osoby z niepełnosprawnościami. Żadna terapia czy leki nie są w stanie sprawić, że owe zależności znikną.

⇽ powrót do spisu treści

&&

Moje dzieciństwo i pomoc mamy

Krystian Cholewa

1 czerwca obchodzimy Dzień Dziecka. Tu nasuwa się pytanie: do kiedy możemy nazywać się dziećmi? Czy tylko do ukończenia 18. roku życia? Odpowiedź jest jednoznaczna – do momentu, kiedy żyją rodzice, zawsze będziemy ich pociechami.

Inaczej sytuacja wygląda, gdy dziecko jest niepełnosprawne, ponieważ potrzebuje ono o wiele więcej wsparcia niż jego pełnosprawni rówieśnicy. Ze względu na swój stan zdrowia nie jest samodzielne. Dlatego rodzice są niezastąpieni a w szczególności mama. To ona przez 9 miesięcy nosi swoje maleństwo pod sercem. Wtedy między nimi rodzi się więź. Później ciężki poród. Jednak płacz nowo narodzonego dziecka jest dla niej największym szczęściem.

Tak też było w moim przypadku. To mama poświęciła mi najwięcej czasu poprzez opiekę i rehabilitację. Co roku podczas wakacji wyjeżdżaliśmy na turnusy rehabilitacyjne, gdyż intensywna rehabilitacja pod okiem specjalistów dawała najlepsze efekty. Zawsze na taki maraton wyjeżdżałem z mamą, bo tata musiał ciężko pracować na nasze utrzymanie. Jednak w wolnych chwilach przyjeżdżał do nas, nawet gdy ośrodek rehabilitacyjny znajdował się w odległości 200 km od domu.

Mama moja nauczycielka

W wieku 7 lat zacząłem edukację w szkole podstawowej. Na mój rozwój intelektualny bardzo dobry wpływ miała ówczesna nauczycielka wychowania przedszkolnego. To ona instruowała moją mamę, nad czym miałbym popracować w domu, ponieważ potrzebowałem o wiele więcej czasu na wykonanie danego zadania niż moi koledzy lub koleżanki. Popołudniami ćwiczyliśmy konkretną czynność – pisanie, rysowanie. Jak łatwo można się domyślić, dla dziecka z porażeniem mózgowym stanowiło to ogromny problem. Motywacja do działania przyniosła pożądany efekt. W szkole podstawowej mama siedziała ze mną nad lekturami oraz sprawdzała czy zadanie domowe wykonałem poprawnie. Jednak nieraz nawet mamie brakowało już sił. Wtedy szliśmy do kościoła, klękaliśmy przed ołtarzem i modliliśmy się.

Terapia mowy i jąkania

Przez kilka lat uczestniczyłem w terapii mowy i jąkania, która była bardzo ciężka, męcząca oraz kosztowna. Musiałem od nowa uczyć się mówić, najpierw wymawiać sylaby, głoski, wyrazy. Wykonywałem codziennie ćwiczenia przed lustrem. Poza tym przeprowadzałem wywiady z różnymi osobami, zadawałem pytania przechodniom i musiałem przemawiać do grupy osób. W pierwszym etapie terapii mówiłem bardzo wolno, więc mama była moim rzecznikiem prasowym.

Gdy byłem dzieckiem, wszędzie mnie było pełno; mimo niepełnosprawności miałem bardzo udane dzieciństwo. Nie chciałem być gorszy od moich kolegów. Zimą grałem w hokeja na wiejskim stawie, który został pokryty lodem. Sam się dziwię, jak ja się poruszałem mimo swojej dysfunkcji. Wieczorami lubiłem spotykać się w klubie, gdzie graliśmy w tenisa stołowego. Pamiętam, że schody tam prowadzące były bardzo strome. Latem, w pogodne dni wyruszaliśmy na wycieczki rowerowe. Przy wykonywaniu tych wszystkich czynności zawsze towarzyszyła mi mama. Nie wynikało to z jej nadopiekuńczości, lecz z troski o moje bezpieczeństwo, ponieważ nie byłem tak samodzielny jak inni. Ona jednak nie chciała mnie zamykać w czterech ścianach.

Moja mamusia mówiła, że nie potrzebowała żadnego fitnessu i aerobiku, gdyż ja jej to zapewniałem w gratisie.

Zawsze chciałem posiadać gospodarstwo rolne. Gdy jechał ciągnik, to szybko biegłem do okna. Jednak po kilku latach uświadomiłem sobie, że nigdy nie będę pracował w tej profesji ze względu na moją dysfunkcję. W tym zawodzie potrzeba bardzo dużej sprawności fizycznej.

Nieraz nie chciało mi się jechać na kolejne ćwiczenia rehabilitacyjne, logopedyczne czy kilkutygodniowy turnus wakacyjny, gdyż moi koledzy w tym czasie mogli sobie beztrosko biegać, leniuchować, a ja musiałem ciężko pracować. To mama potrafiła mnie zachęcić do działania mówiąc: Chcemy twojego dobra, żebyś w przyszłości sobie poradził; kiedy nas zabraknie, żebyś nie miał pretensji o to, że nie dbaliśmy o ciebie.

Gdyby nie moi rodzice, to pewnie bym nie mówił, nie chodził, nie ukończył żadnej szkoły, nie zdobyłbym żadnego doświadczenia zawodowego.

Jeżeli kiedykolwiek rodzice Was denerwują tym, że za bardzo się Wami opiekują, to wiedzcie jedno, że to wypływa z ich dobrego serca. Miłość rodziców do dziecka nie zna granic.

Nie wiem, jakby wyglądało moje dzieciństwo, gdybym był pełnosprawny. Na pewno nie byłoby w nim tyle ciepła, serdeczności ze strony moich rodziców. Czasami w mojej rodzinie były momenty bardzo trudne, związane z chorobą, z którymi trzeba było się zmierzyć. Jednak wsparcie najbliższych i wiara w Pana Boga dawały siłę do przetrwania.

Wszystkim dzieciom z niepełnosprawnością w dniu ich święta życzę, by Wasze dzieciństwo, mimo choroby i mniejszej sprawności, było wyjątkowe.

⇽ powrót do spisu treści

&&

Ręce opadają

Bożena Lampart

Z zainteresowaniem przeczytałam w magazynie Sześciopunkt (numer 3/60/2021) kolejny artykuł Starego Kocura noszący tytuł: Tak, ale… Czasami dobrze być niewidomym. Temat ironiczny, ale i moja historia trąci cynizmem. Staram się być osobą – w miarę moich możliwości – niezależną, lubię również towarzystwo ludzi, o których Stary Kocur mówi: …Znam mnóstwo niewidomych, którzy są przede wszystkim człowiekami, a dopiero później niewidomymi.

Korzystając z przykładów zachowania egocentrycznych niewidomych, skupionych na własnej osobie, interesownych – wskazanych przez autora we wspomnianym artykule, spróbowałam i ja uczynić pożytek z mojej dysfunkcji narządu wzroku i bezlitośnie wykorzystać tę okoliczność do nic nierobienia, ponieważ zmusiła mnie do tego sytuacja.

Podczas dłuższego pobytu życzliwej i bliskiej mi osoby w moim domu, którą Stary Kocur określa: …Człowieki uważają, że ślepota jest najgorszym kalectwem i największym nieszczęściem. A jak tak uważają, to się litują, uległam huśtawce nastrojów, które dotąd wydawały mi się obce. Od wściekłości, poprzez irytację i wreszcie depresję.

Powszechnie wiadomo, że potrafimy ogarnąć własny kąt na swój sposób. Gotujemy, zmywamy, pierzemy, prasujemy, myjemy okna (we własnej ocenie – zawsze idealnie!). No właśnie… A tu nagle nadgorliwy gość zaczyna na własną modłę wykonywać za nas te podstawowe czynności życiowe, których przez lata uczyliśmy się robić w ramach zajęć rehabilitacyjnych lub przez samorehabilitację. Nie byłoby o co kopii kruszyć, gdyby nie zmiany miejsca przechowywania podstawowych przedmiotów użytku w gospodarstwie domowym, po które z zamkniętymi oczami zawsze sięgamy.

Pranie pięknie wyprane, pachnące i poukładane w szafie z dokładnością, jaką może poszczycić się szwajcarski zegarek, lecz niestety nie na zwyczajowym miejscu. Zapach czystości rozdyma nozdrza i w ogóle jest pięknie, ale pięknie inaczej, nie na nasz fason.

Jako że jestem osobą niezwykle cierpliwą, nauczoną szacunku dla ludzi starszych, próbowałam grzecznie wytłumaczyć, że wyręczanie we wszystkim nie przynosi pożytku i podważa moją samoocenę. Stawia pod znakiem zapytania sens mojej obecności w tym miejscu. Wszystko na nic, gdyż tkliwa osoba robiła mi wyrzuty, że nie pozwalam sobie pomóc i jestem niewdzięczna. Tak jakby codzienne szorowanie kabiny prysznicowej zastąpić mogło utrzymanie jej w czystości do końca świata lub powtórne mycie tej samej podłogi eliminowało tę czynność na kilka miesięcy.

Finał tego permanentnego osaczenia mojej osoby był taki, że doszło do nieprzyjemnej wymiany zdań, nad którą do dziś ubolewam. Argumentowałam, że nadmierne niesienie pomocy pogłębia moją niepełnosprawność, co w efekcie może stać się przyczyną depresji. Chyba troszkę po bandzie poszłam, a nawet nie chyba a na pewno, bo łzy się strumieniem na świeżo umytą podłogę polały i zrobiło się niezręcznie.

Zrobiłam przykrość osobie, którą darzę ogromnym szacunkiem i uczuciem. Nie wierzyłam, że będę się cieszyła z jej wyjazdu, ale tak właśnie było.

No i zabrakło mi sprytu i pewności siebie niewidomego żebraka wysiadującego pod kościołem z wyciągniętą czapką na pieniądze oraz dziadka bez skrupułów korzystającego z dobrodziejstwa dofinansowania do zakupu sprzętu komputerowego ze środków PFRON a sprezentowanych wnukom, o których pisze w swoim artykule Stary Kocur.

Już przed oczami mam obraz niewidomego żebraka biegnącego z sakiewką pełną pieniędzy pod pachą do domu po zakończeniu dnia roboczego. Następnie zasiadającego do komputera i serfującego po mediach społecznościowych, aby dołączyć do współtowarzyszy niedoli, którzy wyśmiewają się z frajerów pracujących od do, że głupi, nawet głupsi niż ustawa przewiduje. Nad poszukaniem pracy w ogóle się nie zastanawiają, gdyż wzorem Ferdynanda z serialu Świat według Kiepskich twierdzą, że nie ma pracy zgodnej z ich wykształceniem. I w ten oto sposób stawiają jeszcze jedną kreskę do szkicu portretu osoby niepełnosprawnej.

Jak sama przyznałam wcześniej, zabrakło mi bystrości zaradnych niewidomych, jednak myślę, że wszystkiemu może nadejść kres i wówczas na nic przebiegłość i spryt, bo kto na tym się wyzna, ten się kilkakrotnie zastanowi, czy warto pomagać tym, których inteligencja przerasta przeciętną. Tak czy owak, pomocy w jakimś obszarze potrzebujemy i nigdy się to nie zmieni.

Mam nadzieję, że Stary Kocur nie będzie miał mi za złe, że własne 3 grosze dołożyłam, ale wynika to tylko z chęci poparcia tematu.

⇽ powrót do spisu treści

&&

Tak, ale… Niewinne dziatki

Stary Kocur

W felietonie Rodzice najlepiej wiedzą… pisałem, jakie banialuki potrafią pleść człowieki. Mają mnóstwo powiedzeń, które traktują całkiem serio, a które są jedynie dobrze brzmiącymi ćwierćprawdami albo zgoła nonsensami. No, zastanówcie się jeno nad powiedzeniem: Prawda zawsze leży pośrodku. Oznacza to tyle, że jak w sądzie prokurator twierdzi, że Wiśniewski jest mordercą a adwokat, że jest niewinny, to oznacza, że Wiśniewski tylko do połowy zabił. Nonsens, zabił albo nie zabił i tyle. Podobnych powiedzeń funkcjonuje mnóstwo, zwłaszcza dotyczących ludzi, którzy są w jakiś sposób inni od pozostałych. Ot, dla przykładu kilka z nich:

Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze – czy zawsze tak jest? Chyba nie, a często o ambicję, urazy, nieporozumienia, albo po prostu nie wiadomo o co, bo tego nie wiemy.

Rudzi są wredni – a niby kto i jak to stwierdził?

Garbatego by zgniewało – czy to oznacza, że garbaci są bardzo cierpliwi?

Niewidomi mają szósty zmysł, słuch absolutny, wspaniały dotyk, wszystko mogą, wszystko potrafią, mogą być bardzo dobrymi pracownikami. Według innych wypowiedzi ślepota jest najgorszym kalectwem, nieszczęściem, którego z niczym porównać nie można, no i lepiej ich nie zatrudniać, bo wszystko zepsują, nic nie zrobią i będą z nimi same kłopoty.

Gdy ludzie wiedzą, że ktoś jest osobą niepełnosprawną – wszystko o nim wiedzą. Kiedyś zrobiono badania. Pokazywano człowiekom zdjęcia innych człowieków i proszono o ich ocenę. Badanych podzielono na dwie grupy i w każdej grupie pokazywano te same zdjęcia, z tym że jedno ze zdjęć różniło się pewnym detalem. Mimo że był to ten sam mężczyzna, nawet to samo zdjęcie, ale w jednej grupie demonstrowano je w całości, a w drugiej do połowy. Było to zdjęcie mężczyzny na wózku inwalidzkim. Wszystkie charakterystyki były zdawkowe, bez szczegółów i bez uwzględnienia bogactwa cech ludzkich, które mogą charakteryzować człowieka. Wyjątek stanowiło zdjęcie faceta na wózku inwalidzkim. Charakterystyki sporządzone przez osoby, które widziały go do połowy, czyli bez wózka, były tak samo ubogie jak pozostałych osób demonstrowanych na zdjęciach.

Zupełnie inaczej sprawa wyglądała, kiedy na zdjęciu widać było wózek inwalidzki. I tu pojawiło się mnóstwo szczegółów, ciekawych opisów, osoby oceniające bardzo dużo wiedziały o mężczyźnie siedzącym na wózku inwalidzkim.

Ludzie, którzy mieli pozytywny stosunek do osób niepełnosprawnych, pisali, że wózkowicz jest osobą cierpliwą, łagodną, pogodną, życzliwą ludziom, wytrwałą – prawie, jeżeli niezupełnie, anioł, święty, ideał.

Ludzie o negatywnym stosunku do osób niepełnosprawnych naszego wózkowicza określali jako człowieka: złośliwego, zazdrosnego, nerwowego, wybuchowego, podstępnego, skrytego – jako diabła wcielonego.

Tak to jest z tymi poglądami, tymi przekonaniami. Ludzie widzą to, co chcą widzieć, co jest zgodne z ich przekonaniami, a nie z wiedzą.

Tacy są ludziska niezależnie od tego, czy są staruchami, maluchami czy nastolatkami.

Teraz Was proszę, żebyście chcieli zastanowić się nad bardzo popularnym określeniem: niewinne dziatki. No i co to Waszym zdaniem oznacza?

Moim zdaniem, jest to monstrualna bzdura. Okrucieństwo dzieci jest odwrotnie proporcjonalne do ich wieku i trzeba się dużo napracować, żeby z niewinnego dziatka zrobić w miarę przyzwoitego człowieka.

Okrucieństwo dzieci częściowo wynika z ciekawości, częściowo z nieświadomości, a częściowo z czystej chęci znęcania się nad innym, słabszym dzieckiem.

Jeżeli dziecię wyrywa musze skrzydełka, żeby sprawdzić czy poleci, jest to ciekawość, taka sama jak niszczenie zabawki, żeby zobaczyć co jest w środku, jak działa. Można powiedzieć, że jest to stadium rozwoju dziecka, w którym ciekawość jest siłą napędową poznawania świata. Dziecko poznaje otoczenie, prawa i zależności w nim działające, budowę roślin i zwierząt, ruch i wszystko inne. W tym sensie dziecko jest niewinne, ponieważ nie zawsze jest świadome skutków swoich poczynań i sprawianego bólu albo przykrości.

Jeżeli jednak znęca się nad słabszym kolegą, nad grubym, niezaradnym, niesprawnym, niewidomym czy słabowidzącym – a to zupełnie inna sprawa.

Jacek Iksiński był dzieckiem słabowidzącym i miał na imię Ślepy. A to nad stawem koledzy schowali mu ubranie w krzaki i cieszyli się, że nie może znaleźć, a to wykluczali go z zabawy, bo jest ślepy, a to wyśmiewali go, kpili z niego i drwili. Na jego cześć układali wierszyk: ślepy połamał cepy.

Warto wiedzieć, że nie tylko on był przedmiotem niewinności dziatek. W sąsiedztwie mieszkała dziewczynka, która miała rude włosy. Nic jej nie brakowało, tylko te włosy, ale chyba jeszcze więcej uwagi poświęcały jej niewinne dziatki. Nawet wierszyk na jej temat dłuższy ułożyli. Żółty rudy wlazł do budy. Buda trzeszczy, rudy wrzeszczy.

Niewinne dziatki potrafią zatruć życie każdemu koledze, każdej koleżance, która różni się od pozostałych dzieci w klasie. Uczeń gruby, częściowo głuchy, słabowidzący, kulawy – nie zawsze, ale często jest przedmiotem kpin, naśmiewania się, dokuczania. Nawet wówczas, gdy koleżance czy koledze nic nie brakuje, ale pochodzi z biedniejszej rodziny, może być przedmiotem wykluczenia i drwin. Bywa, że uczeń z patologicznej rodziny, nawet jeżeli jest całkowicie w porządku, cierpi za ojca pijaka czy przestępcę, a wszystko z powodu niewinności swoich kolegów i koleżanek.

Ale co ja będę Wam długo na ten temat opowiadać. Przecież spotykaliście się nieraz z takimi zachowaniami. Wy wiecie, również z własnego doświadczenia, że tak jest, ale też powtarzacie powiedzonko o niewinnych dziatkach.

Dodam, że za okrucieństwo dzieci w znacznej mierze odpowiadają dorośli. Wygłaszają przy dzieciach różne farmazony, a dzieci ich poglądy wcielają w życie. W miasteczku Jacka Iksińskiego było czterech mieszkańców o nazwisku, no powiedzmy, Nowak. Każdy z nich miał jakieś imię, ale dla rozróżnienia, o którym Nowaku mowa, nie używano ich imion, tylko innych określeń. Jeden był głuchy, a więc mówiono głuchy Nowak, drugi był kulawy – kulawy Nowak, trzeci mieszkał na skraju miasteczka, za maleńkim strumieniem i sadzawką, a więc był Nowak zza sadzawki, a czwarty był łysy.

Ale co tam wspominać dawne dzieje. Obecnie w miastach ludziska często nie znają nazwisk ani imion swoich sąsiadów, bo ktoś wielce mądry wymyślił RODO. No i warunki życia nie sprzyjają ożywionym kontaktom człowieków zamieszkałych w wielkich blokowiskach. Jeżeli spotkają się dwa takie człowieki i chcą wymienić jakąś informację o trzecim ludziu, najłatwiej określić go jakąś dobrze widoczną cechą. Mówią więc ten wysoki łysy, żona wózkowicza, lalusia pozująca na znaną aktorkę, niewidomy, głuchy, grubas, rudy, łysy czy jeszcze jakoś podobnie. Taka jest ich natura i na to rady nie ma. A skoro nie ma rady, skoro człowieków zmienić nie można, to niewidome człowieki powinny o tym wiedzieć i nie walczyć z całym światem. Przecie takiej wojny wygrać nie mogą, więc radzę uśmiechnąć się i robić swoje. Bo i z pomocy tych mało rozgarniętych osób czasami skorzystać muszą. Tak przynajmniej postępowałby każdy przyzwoity kocur i każda milutka kotka.

⇽ powrót do spisu treści

&&

Listy od Czytelników

&&

Usługi opiekuńcze

Dzień dobry!

Kiedyś korzystałam z tzw. opieki PCK, a było to dawno. Za czasów PRL-u osoby z I grupą inwalidzką korzystały z darmowych usług, reszta wpłacała po 10 zł za godzinę. Panie opiekunki musiały przejść 3-miesięczny kurs w szpitalu, były obserwatorkami na salach operacyjnych, w prosektoriach, miały praktyki w postaci ścielenia łóżek, pielęgnacji chorych, uczyły się na salach szpitalnych. Musiały nauczyć się podawania insuliny i morfiny w przypadku chorych z nowotworami oraz udzielania pierwszej pomocy. Zdawały praktyczne egzaminy z pielęgnacji. Dziś przyjmuje się te osoby z łapanki albo po znajomości, a szkolenia czy ich brak zależą od gminy. Panie dostawały normalne wypłaty, miały opłacane urlopy, L4, a dziś to wygląda dużo gorzej.

Mam inne spostrzeżenia na temat pań, które chodzą do niewidomych. Ta pani, o której był artykuł w Sześciopunkcie, musiała być wyjątkowo miła i dawała się nabierać.

Znam kilka osób korzystających z takich usług i nie są zadowolone. Najlepiej sprawdzają się osoby, które pracowały w Niemczech, Austrii i Szwajcarii, bo tam kładziono ogromny nacisk na porządnie wykonaną pracę.

Pozdrawiam
Czytelniczka

⇽ powrót do spisu treści

&&

Ogłoszenia

&&

Sprzedam powiększalnik

Sprzedam powiększalnik czarnobiały o nazwie Timans sprowadzony z Holandii, tel. 606-708-570.

Sławek

&&

Jak pomimo trudności cieszyć się życiem – porady psychologa dla osób niewidomych i słabowidzących

Fundacja Świat według Ludwika Braille’a, w ramach konkursu ofert Nr DZR/1/PFRON/2021 ogłoszonego przez Regionalny Ośrodek Polityki Społecznej w Lublinie, w okresie od 01.06.2021 r. do 30.07.2021 r. zrealizuje zadanie publiczne polegające na opracowaniu i wydaniu publikacji pn. Jak pomimo trudności cieszyć się życiem – porady psychologa dla osób niewidomych i słabowidzących.

Celem zadania publicznego będzie łagodzenie objawów napięcia psychicznego, obniżenia nastroju, smutku i przygnębienia wywołanego izolacją społeczną z powodu panującej sytuacji epidemicznej w kraju wśród osób z niepełnosprawnością wzrokową oraz zlikwidowanie bariery w dostępie do informacji z dziedziny psychologii wśród osób niewidomych i słabowidzących.

Publikacja zostanie wydana w piśmie Braille’a w ilości 60 egz. oraz w druku powiększonym w ilości 200 egz. i bezpłatnie przekazana do odbiorców zadania.

Odbiorcami zadania będzie 60 osób niewidomych oraz 200 osób słabowidzących zamieszkałych na terenie 20 powiatów województwa lubelskiego: (powiaty: lubartowski, radzyński, rycki, tomaszowski, lubelski, M. Lublin, krasnostawski, puławski, bialski, opolski, włodawski, świdnicki, biłgorajski, chełmski, zamojski, kraśnicki, janowski, łęczyński, łukowski, hrubieszowski).

Zadanie dofinansowane przez Województwo Lubelskie.

Herb województa lubelskiegoLogo ROPS w Lublinie

&&

Program edukacyjny KARUZELA SZTUKI

Stowarzyszenie artystyczne Otwarta Pracownia w Lublinie we współpracy z Centrum Kultury w Lublinie zaprasza na cykl warsztatów oparty na współpracy osób słabowidzących, niewidomych oraz widzących w ramach programu edukacyjnego KARUZELA SZTUKI.

Celem spotkań jest doświadczanie sztuki w sposób wizualny oraz pozawizualny, z wyciszeniem bodźców wzrokowych na rzecz aktywizacji pozostałych. Wykorzystywanie zasobów obrazów i tłumaczenie ich na język innych zmysłów.

Warsztaty będą opierały się na opowieściach i pracy manualnej, pojawią się także nagrania i inne formy doświadczania, które będą oswajać sztukę. Efektem cyklu warsztatów będzie specjalistyczna publikacja.

Kontakt:
e-mail: karuzela.sztuki@op.pl
https://karuzelasztuki.wordpress.com/informacje/
Zapraszamy!

Stowarzyszenie artystyczne „Otwarta Pracownia” w Lublinie, Centrum Kultury w Lublinie

Logo Centrum Kultury w Lublinie

⇽ powrót do spisu treści