Sześciopunkt

Magazyn Polskich Niewidomych i Słabowidzących

ISSN 2449–6154

Nr 3/120/2026
Marzec

Wydawca: Fundacja „Świat według Ludwika Braille’a”

Adres:
ul. Anny Walentynowicz 9 pok. 121
20–328 Lublin
Tel.: 697–121–728

Strona internetowa:
http://swiatbrajla.org.pl
Adres e‑mail:
biuro@swiatbrajla.org.pl

Redaktor naczelny:
Teresa Dederko
Tel.: 608–096–099
Adres e‑mail:
redakcja@swiatbrajla.org.pl

oraz Kolegium redakcyjne

Na łamach „Sześciopunktu” są publikowane teksty różnych autorów. Prezentowane w nich opinie i poglądy nie zawsze są tożsame ze stanowiskiem Redakcji i Wydawcy.

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść reklam, ogłoszeń, informacji oraz materiałów sponsorowanych.

Redakcja zastrzega sobie prawo do skracania, zmian stylistycznych oraz opatrywania nowymi tytułami materiałów nadesłanych do publikacji.

Materiałów niezamówionych nie zwracamy.

Publikacja dofinansowana ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.
Logo PFRON

&&

SPIS TREŚCI

Życzenia

Od redakcji

Nie narzekaj... - Ks. Piotr Pawlukiewicz

Nowinki tyfloinformatyczne i nie tylko

Wszystko w kieszeni - Wojciech Maj

Prawo na co dzień

Spokój i ochrona finansowa: jak dobrać najlepsze ubezpieczenie dla siebie - Katarzyna Prędotka

Zdrowie bardzo ważna rzecz

Wielkanoc cukrzyka – porady nie tylko dla diabetyków - Agata Sierota

Z poradnika psychologa

Uważność: czym jest i do czego się przydaje - Małgorzata Gruszka

Z polszczyzną za pan brat

Wielkanocna Polszczyzna - Tomasz Matczak

Rehabilitacja kulturalnie

Ostrawa, czyli krótka wizyta u sąsiadów - Paweł Wrzesień

Malta, trochę wiosny w środku zimy - Henryka Kwiatkowska

Niewidzialne bohaterki Polski - Radosław Nowicki

Felietony zza zasłony. Kobiety, którym się udało, chociaż się nie udawało - Danuta Szewczyk

Warto posłuchać - Izabela Szcześniak

Galeria literacka z Homerem w tle

Helena Skonieczka – twórca i animator kultury

Wiersze wybrane - Helena Dobaczewska-Skonieczka

Nasze sprawy

Patronaty na dzisiejsze czasy - Teresa Dederko

Chciałam być fryzjerką – kilka refleksji o kobietach i kobiecych marzeniach - Agata Sierota

Moja walka z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych - Krystian Cholewa

Etykieta stołu – swoboda, pewność i radość przy wspólnym posiłku - Katarzyna Widort

Ogłoszenia

&&

Życzenia

W ten piękny, wiosenny dzień, niech nas ogarnie radość z wiary w Zmartwychwstanie Pańskie, a nadzieja na lepsze jutro zawsze nam towarzyszy; niech w te najwspanialsze Święta przy wielkanocnym stole zapanuje serdeczna atmosfera oraz miłość łącząca wszystkich bliskich i przyjaciół.

Dobrych, pogodnych, błogosławionych Świąt życzy

Zespół redakcyjny!

⤌ powrót do spisu treści

&&

Od redakcji

Drodzy Czytelnicy!

Marcowy numer miesięcznika „Sześciopunkt” pojawia się w Państwa domach wraz z wiosną, która nastraja nas bardziej optymistycznie do życia.

W marcu obchodzimy święto kobiet, więc w dziale „Rehabilitacja kulturalnie” publikujemy parę tekstów poświęconych ich znaczeniu w historii i w kulturze. Dłuższe, wiosenne dni sprzyjają podróżowaniu. Tym razem, wraz z naszymi autorami, zwiedzimy Maltę i Ostrawę.

Zapraszamy do „Galerii literackiej”, w której można zapoznać się z twórczością znanej poetki i animatorki kultury, Heleny Dobaczewskiej-Skonieczki. Polecamy uwadze Czytelników poradniki: psychologa – omawiający, na czym polega uważność, językowy – pomagający unikać błędów oraz z zakresu zdrowia – podpowiadający, czego unikać przy wielkanocnym stole.

W rubryce „Nasze sprawy”, jak zwykle poruszamy różne zagadnienia związane z funkcjonowaniem osób niepełnosprawnych.

Zapraszamy do kontaktu z redakcją i biurem Fundacji.

Zespół redakcyjny

⤌ powrót do spisu treści

&&

Nie narzekaj...
Ks. Piotr Pawlukiewicz

Nie narzekaj na bałagan po imprezie, bo to znaczy, że masz przyjaciół…
Nie narzekaj, że płacisz podatki, bo to znaczy, że masz zatrudnienie…
Nie narzekaj na trawnik, który musisz skosić, bo to znaczy, że masz dom…
Nie narzekaj, że masz za ciasne spodnie, bo to znaczy, że masz co jeść…
Nie narzekaj na rachunek za ogrzewanie, bo to znaczy, że miałeś w zimie ciepło…
Nie narzekaj na stos ubrań do prania, bo to znaczy, że Twoja rodzina jest blisko…
Nie narzekaj na budzik, który odezwał się tego ranka, bo to znaczy, że żyjesz…

⤌ powrót do spisu treści

&&

Nowinki tyfloinformatyczne i nie tylko

Wszystko w kieszeni
Wojciech Maj

Coraz więcej pojawia się w naszym otoczeniu rozwiązań, które zmieniają urządzenia techniczne powszechnie dostępne na tzw. otwartym rynku w przydatne pomoce dla osób z niepełnosprawnością wzroku. Niejako ubocznym skutkiem tego, skądinąd jakże pożądanego, kierunku rozwoju jest stałe zmniejszanie się liczby specjalnych rozwiązań technicznych z dziedziny technologii wspierających, przeznaczonych dla osób z dysfunkcją wzroku czy z innymi niepełnosprawnościami. Tym bardziej interesujące okazują się takie właśnie specjalistyczne rozwiązania adresujące szerokie spektrum potrzeb niewidomych i słabowidzących użytkowników, szczególnie osób mniej zainteresowanych wdrażaniem się w użytkowanie takich ultranowoczesnych technologii, jak smartfony czy tablety. I dlatego szczególnie godny zauważenia jest fakt, że na polski rynek wkracza właśnie takie wielofunkcyjne, kieszonkowe urządzenie, które może stać się prawdziwym przebojem dla określonych grup osób z dysfunkcją narządu wzroku.

Mowa o urządzeniu VoxiVision, francuskiej firmy VoxiWeb. VoxiVision to towarzysz osoby niewidomej i słabowidzącej pozwalający na zaspokojenie bardzo wielu potrzeb w dziedzinie technologii wspierających, nie wymagając jednocześnie od użytkownika zaawansowanej wiedzy i złożonych umiejętności technicznych.

VoxiVision ma postać sporego smartfonu, wyposażony jest, oczywiście, w ekran dotykowy, jednak na tym ekranie naklejona jest, w jego dolnej części, specjalna plastikowa ramka z trzema okrągłymi otworkami, w których operujemy palcem bez obawy, że nie trafimy w żądany przycisk. Poza tymi trzema „klawiszami”, VoxiVision wyposażone jest w trzy fizyczne przyciski – dwa przyciski głośności i jeden przycisk funkcyjny, wszystkie trzy zlokalizowane na prawym boku. Klawisze głośności mają oczywistą funkcję, natomiast klawisz funkcyjny włącza i wyłącza urządzenie, a wciśnięty krótko, uruchamia nasłuchiwanie komend głosowych, gdyż VoxiVision można w znacznym stopniu obsłużyć głosem.

W aktualnej wersji VoxiVision wyposażony jest w wysokiej klasy – choć bardzo prosty w użyciu – dyktafon, moduł do skanowania krótkich dokumentów, moduł do skanowania dokumentów wielostronicowych, moduł do rozpoznawania otoczenia z pomocą sztucznej inteligencji, wielofunkcyjny czytnik do rozpoznawania kodów paskowych, banknotów różnych walut i etykiet NFC, bardzo zaawansowaną lupę elektroniczną, rozbudowany zestaw ustawień, w tym możliwość łączenia się z sieciami Wi-Fi oraz urządzeniami audio Bluetooth, np. słuchawkami czy głośnikami. Wkrótce będzie tu także tester kolorów i inne rozwiązania wspomagające, a wszystko to w jednym, kieszonkowym urządzeniu.

Do skanowania wielostronicowych dokumentów VoxiVision wyposażony jest w specjalny, bardzo trwały, składany statyw z metalu i drewna, który dodatkowo ma taką funkcję, że gdy zdejmiemy zeń VoxiVision w trakcie skanowania wielostronicowego dokumentu, urządzenie automatycznie kończy skanowanie i zapisuje wszystkie wskanowane strony do pliku. Samo skanowanie również odbywa się w sposób zautomatyzowany, tak że wystarczy jedynie przewracać strony dokumentu, a VoxiVision automatycznie i błyskawicznie wykonuje kolejne zdjęcia oraz informuje o zakończeniu rozpoznawania kolejnych stron. Moduł skanujący, zastosowany w VoxiVision, rozpoznaje z bardzo wysoką dokładnością także pismo ręczne, można więc odczytać kartkę informacyjną pozostawioną przez domownika na stole, ale także przetworzyć na postać cyfrową stare, archiwalne zapiski sporządzone kiedyś ręcznie.

Dodatkowo mamy tu rozpoznawanie inteligentne i można „kazać” VoxiVision wyodrębnić z rozpoznanego tekstu adresy e-mail, numery telefonów czy adresy uliczne, o ile takie elementy znajdują się we wskanowanym dokumencie.

Niebywały jest też dyktafon VoxiVision, gdyż można kazać urządzeniu dokonać transkrypcji nagranego tekstu, a tak „przepisany” tekst można następnie kazać przetłumaczyć maszynowo na dowolny spośród ponad dwudziestu języków, jakimi operuje VoxiVision. Można zatem nagrać konferencję, wykład czy audycję w nieznanym sobie języku obcym, w przeciągu kilkudziesięciu sekund sporządzić transkrypcję nagrania na tekst i w przeciągu kilkudziesięciu kolejnych sekund mieć ten tekst przetłumaczony na polski, aby się z nim móc zapoznać! Możemy też, oczywiście, nagrać lub napisać tekst po polsku i przełożyć go maszynowo na przeszło dwadzieścia obcych języków, w celu np. umieszczenia ogłoszenia w mediach społecznościowych.

Interesujący jest też moduł opisywania otoczenia z pomocą sztucznej inteligencji. Tu mamy specjalne udogodnienie, jakiego nie spotkałem nigdzie indziej. Możemy mianowicie poprosić moduł o podanie jedynie krótkiego opisu zawierającego najważniejsze informacje o sfotografowanym obiekcie czy przestrzeni lub o podanie opisu rozbudowanego, w zależności od tego, jak dużo informacji potrzebujemy. Opisy takie mogą być zapisywane w galerii urządzenia i możemy do nich później powracać. Podobnie, we wspomnianej galerii zapisywane są nasze nagrania, transkrypcje nagrań na tekst czy tłumaczenia tekstów napisanych czy uzyskanych w drodze transkrypcji.

Bardzo interesująca jest także lupa oferowana przez VoxiVision, wyposażona we wszystkie niezbędne osobie słabowidzącej narzędzia, jak szeroki zakres powiększeń, możliwość zamrażania obrazów, modyfikowania ich zgodnie z potrzebami i zapisywania ich w galerii lub natychmiastowego usuwania z pamięci VoxiVision, specjalne narzędzia, jak przysłony ułatwiające czytanie itp.

Warto wspomnieć, że w trakcie czytania tekstów do dyspozycji mamy słownik pozwalający na wyświetlanie tekstu znak po znaku czy wyraz po wyrazie wraz z możliwością pozyskiwania definicji odczytywanych wyrazów. VoxiVision korzysta w języku polskim z głosów Nuance Krzysztof, Zosia i Ewa – do wyboru, automatycznie rozpoznaje język skanowanego tekstu i wypowiada go właściwym głosem syntetycznym bez konieczności przełączania czegokolwiek, we właściwym języku realizuje transkrypcję nagrania wykonanego z pomocą dyktafonu i z pomocą właściwej mowy syntetycznej odczytuje automatycznie teksty przetłumaczone.

VoxiVision posiada także interesujące funkcje dla instytucji pragnących wypożyczać urządzenie do celów realizowania różnych krótkoterminowych zadań, np. w szkole, ośrodku pomocy społecznej czy w innej instytucji. Administrator urządzenia może ograniczać różne jego funkcje, pozostawiając na określony czas działanie jedynie funkcji wybranych.

Słowem, mamy do czynienia z bardzo zaawansowanym, wielofunkcyjnym, kieszonkowym rozwiązaniem w dziedzinie technologii wspierającej, które zainteresuje osoby prowadzące własną firmę, wykonujące różnego rodzaju prace biurowe, potrzebujące szybkiego tłumaczenia tekstów obcojęzycznych lub polskich tekstów na różne języki obce, ale także osoby pragnące skorzystać z nowoczesnych możliwości technicznych bez konieczności uczenia się bardzo zaawansowanych sposobów użytkowania nowoczesnych urządzeń. VoxiVision będzie też bardzo przydatnym urządzeniem dla szkół czy instytucji pomocowych.

Czy zatem wreszcie pojawia się na naszym rynku coś naprawdę nowatorskiego i naprawdę godnego uwagi? Warto przyjrzeć się temu rozwiązaniu z bliska, a ja chętnie w tym dopomogę.

⤌ powrót do spisu treści

&&

Prawo na co dzień

Spokój i ochrona finansowa: jak dobrać najlepsze ubezpieczenie dla siebie
Katarzyna Prędotka

Ubezpieczenie to nie tylko dokument formalny czy obowiązek – to inwestycja w spokój psychiczny oraz bezpieczeństwo finansowe. Rynek oferuje wiele rodzajów polis, dlatego tak ważne jest, aby podjąć świadomą decyzję, która będzie dopasowana do indywidualnych potrzeb, sytuacji rodzinnej i stylu życia.

Co to jest ubezpieczenie zdrowotne i na życie?

Ubezpieczenie zdrowotne koncentruje się głównie na ochronie związanej z kosztami leczenia, wizyt lekarskich, badań diagnostycznych czy hospitalizacji. Dzięki niemu pacjent może korzystać z opieki medycznej bez obaw o nagłe wydatki – w niektórych przypadkach mogą to być bardzo wysokie koszty.

Z kolei ubezpieczenie na życie pełni przede wszystkim funkcję ochrony finansowej rodziny lub bliskich na wypadek śmierci osoby ubezpieczonej. Polisa zapewnia wypłatę określonej kwoty pozwalającej zabezpieczyć przyszłość finansową rodziny, spłacić kredyty, pokryć bieżące wydatki czy zapewnić środki na edukację dzieci. W praktyce ubezpieczenie na życie daje spokój psychiczny i pewność, że najbliżsi nie zostaną pozostawieni bez wsparcia finansowego w trudnym momencie.

 

Rodzaje ubezpieczeń zdrowotnych

Ubezpieczenia zdrowotne można podzielić w zależności od zakresu ochrony i sposobu korzystania z usług medycznych:

 

Rodzaje ubezpieczeń na życie

W praktyce polisy dotyczące ubezpieczenia na życie można podzielić na kilka podstawowych typów, które różnią się zakresem ochrony, sposobem naliczania składki i czasem trwania umowy:

 

Jak wybrać odpowiednie ubezpieczenie

Należy pamiętać, że przy wyborze ubezpieczenia na życie istotny jest wiek, stan zdrowia i styl życia osoby ubezpieczonej. Młodsze osoby zwykle płacą niższe składki, natomiast osoby z chorobami przewlekłymi lub prowadzące ryzykowny tryb życia mogą napotkać wyższe składki lub ograniczenia w polisie. Dlatego przy wyborze ubezpieczenia ocenia się zarówno potrzeby własne, jak i sytuację finansową rodziny, tak aby polisa skutecznie chroniła w najbardziej prawdopodobnych scenariuszach.

 

Przed spotkaniem u ubezpieczyciela:

 

Obowiązki i wyłączenia:

 

Zgłoszenie roszczenia

Pierwszym krokiem jest kontakt z ubezpieczycielem. Można to zrobić telefonicznie, przez formularz online lub mailowo.

Procedura zgłoszenia roszczenia:

 

Praktyczne wskazówki:

Podsumowując, szybkie zgłoszenie, kompletna dokumentacja i współpraca z ubezpieczycielem zapewniają, że polisa działa skutecznie, a świadczenie zostanie wypłacone sprawnie i bez problemów.

Źródło: niepelnosprawni.pl

⤌ powrót do spisu treści

&&

Zdrowie bardzo ważna rzecz

Wielkanoc cukrzyka – porady nie tylko dla diabetyków
Agata Sierota

W czasie Wielkanocy spotykamy się rodzinnie przy stole, który zazwyczaj obfituje w wiele pysznych dań. Niestety, tradycyjne potrawy wielkanocne są zwykle wysokokaloryczne, dość tłuste, a ciasta przeważnie zawierają dużo cukru. Świąteczny czas może być szczególnie trudny dla osób z cukrzycą czy nadwagą z powodu wielu jedzeniowych pokus, które na nich czekają. Niemało osób przeżywa stres w obliczu Świąt, bojąc się, że ulegną widokowi pięknych, niezdrowych potraw i odbije się to na ich zdrowiu. Jednak wprowadzając nawet niewielkie zmiany w wielkanocnym jadłospisie i przestrzegając kilku podstawowych zasad zdrowego, świątecznego odżywiania, cukrzyk i jego rodzina mogą spędzić ten czas w dobrym zdrowiu i samopoczuciu.

 

Jak zdrowo spędzić Święta?

Tak naprawdę cukrzykom zaleca się zasady ogólnie przyjętego zdrowego odżywiania, co oznacza, że warto, by stosowała je cała rodzina, a szczególnie osoby z nadwagą. Pamiętajmy, że nadwaga to podstawowy czynnik rozwoju cukrzycy typu 2. Jeśli wcześniej nie przemyślimy i nie zaplanujemy wielkanocnego jadłospisu, rzeczywiście może nas czekać stres, a później – problemy zdrowotne. Nawet, jeśli spędzamy Święta poza domem i nie mamy wpływu na kupowane do dań produkty, możemy jedną czy kilka potraw zabrać ze sobą, np. dietetyczną sałatkę albo niskokaloryczne ciasto, słodzone ksylitolem czy stewią.

 

Jak jeść w Święta, czego unikać?

Warto świąteczne potrawy w dość prosty sposób zmodyfikować lub przynajmniej trzymać się ogólnych zasad żywienia. Podstawą jest zachowanie zasady jedzenia pięciu lub sześciu małych posiłków oraz powolne spożywanie potraw. Trawienie pokarmu zaczyna się pod wpływem enzymów śliny już w jamie ustnej. Poza tym sygnał o zaspokojeniu głodu dociera do mózgu z opóźnieniem, dlatego jedząc wolno, prawdopodobnie zjemy mniej. Tradycyjnie kupowane słodkie napoje zamień na wodę mineralną czy zieloną herbatę z cytryną. Sprawdź, czy masz w kuchni różnorodność przypraw i sól ziołową, a najlepiej morską o obniżonej zawartości sodu, którego nadmiar niekorzystnie wpływa na układ sercowo-naczyniowy nie tylko cukrzyków. Zaplanuj jak najmniej smażonych potraw, a jeśli już – to używaj do nich oleju rzepakowego, a nie – tłuszczów zwierzęcych. Nie kupuj gotowych wielkanocnych ciast z mnóstwem cukru, lecz zrób swoje wypieki. Zdrowa, wiosenna rzeżucha, rzodkiewka czy szczypiorek mogą być dodawane do większości dań, warto je więc wykorzystać.

 

Alkohol w Święta

W wielu domach jest podawany alkohol w czasie Świąt. Diabetycy i osoby, które chcą schudnąć, nie powinny w ogóle spożywać alkoholu, ponieważ jest wysokokaloryczny i może doprowadzić do niebezpiecznego u cukrzyków obniżenia poziomu cukru. Jeśli już po niego sięgamy, trzeba pamiętać, że:

– nie wolno pić alkoholu przed posiłkiem, gdy jesteśmy już głodni, np. oczekując na kolejne danie;

– trzeba unikać wysokokalorycznych alkoholi, jak piwo czy likiery;

– pić małe ilości, najlepiej wytrawnych alkoholi;

– jeśli mamy cukrzycę, mierzyć poziom cukru po ich spożyciu.

 

Jajka

A co z jajkami, podstawowym symbolem Wielkanocy i składnikiem wielu dań świątecznych? Samo jajo kurze nie zawiera tłuszczu. Jest jednak wysokokaloryczne, zawiera 80 kilokalorii. Gdy podczas śniadania zjemy kilka jajek - podczas składania tradycyjnych życzeń, w majonezie, w sałatce i żurku, a także w cieście - może się okazać, że dostarczyliśmy naszemu organizmowi około 500 kilokalorii! Aby obniżyć wartość energetyczną posiłku, do potraw dodaj więcej białek zamiast całego jajka. Większość kalorii pochodzi z żółtka, więc warto kilka z nich zastąpić samym białkiem.

 

Majonez

Majonez dodawany do wielkanocnych jajek i sałatek jest bardzo kaloryczny. 100 gramów majonezu to ponad 700 kilokalorii. Łyżka tego dodatku do sałatki czy jajek to ponad 160 kilokalorii, warto używać więc wersji niskotłuszczowych. Dla porównania – łyżka majonezu light ma około 3-4 razy mniej kilokalorii niż zwykły majonez. Innym sposobem jest użycie jogurtu naturalnego, np. gęstego greckiego, który można zmieszać z odrobiną chrzanu lub musztardy. Można dodać też do niego koperek, natkę pietruszki, szczypiorek czy rzeżuchę.

 

Niskotłuszczowe wyroby mięsne

Warto kupować mięso i wędliny o niskiej zawartości tłuszczu, najlepiej drobiowe. Na wielkanocnym stole zazwyczaj jest wybór wędlin. Zamiast po szynkę z tłuszczykiem czy boczek można sięgać po pierś z kurczaka czy indyka albo cielęcinę.

 

Wielkanocny żurek dla cukrzyka

Zupy dla diabetyka najlepiej przygotowywać na wywarach warzywnych, a nie mięsnych, bo to obniża ich wartość energetyczną. Tradycyjny żurek jest dość kaloryczny – z boczkiem, kiełbasą i jajkiem może mieć ponad 400 kilokalorii. Cukrzyk czy osoby chcące zrzucić dodatkowe kilogramy powinny zrezygnować z boczku, kiełbasę wieprzową zamienić na drobiową, z jajka dodać tylko białko, a śmietanę zastąpić jogurtem. Taki żurek będzie miał o połowę kalorii mniej. Dla cukrzyka i każdej osoby chcącej zdrowo się odżywiać dobrym wyborem do świątecznego żurku będzie razowe, ciemne, pełnoziarniste pieczywo, zamiast tradycyjnego jasnego.

 

Słodko a bezpiecznie w Święta

Jeśli odpowiednio przygotujemy wielkanocne ciasta, cukrzyk wcale nie musi rezygnować ze słodkich pyszności. Na wielu polskich stołach królują babki, mazurki i inne specjały, wręcz przepełnione białym cukrem. Zjedzenie takich wypieków w zbyt dużej ilości może spowodować znaczny wzrost stężenia glukozy we krwi. Dlatego warto, robiąc ciasta, używać zamienników cukru – ksylitolu lub erytrytolu – albo wykorzystać naturalną słodycz owoców, dodając np. kilka daktyli. Można zastąpić białą pszenną mąkę – pełnoziarnistą, orkiszową, gryczaną, owsianą, z ciecierzycy, soczewicy lub kokosową. Większa zawartość obecnego w nich błonnika spowolni wchłanianie słodkości i zmniejszy ryzyko niekorzystnych skoków poziomu cukru. Można samemu przygotować mąkę z otrębów żytnich czy owsianych. Wystarczy je zmielić lub zblendować. Zrezygnuj z mas kajmakowych oraz kandyzowanych i suszonych owoców. Zamiast nich lepiej wykorzystać świeże owoce oraz dodatek rozmaitych orzechów. Orzechy warto też dodawać do sałatek, ponieważ są dobrym źródłem wielonienasyconych kwasów tłuszczowych. Tradycyjny mazurek z masą kajmakową to prawie 500 kilokalorii w małym 100-gramowym kawałku. Zamiast słodkiej masy, mazurek posyp orzechami, suszonymi owocami lub posmaruj niskosłodzonym dżemem.

Słodkie przekąski, napoje czy ciasto niech nie stoją cały czas na stole. Zamiast nich niech to będą wspomniane orzechy, suszone lub świeże owoce i chipsy warzywne, np. z buraków czy jarmużu. Wraz z trendami zdrowego odżywiania coraz częściej na świątecznych stołach pojawiają się ciasta z warzyw: piernik marchewkowy, brownie z pomidorów czy ciasta z dodatkiem szpinaku. Jeśli jednak chcesz podjąć ryzyko zjedzenia tradycyjnego ciasta z białym cukrem, ogranicz się do małej porcji i zjedz ją zaraz po wytrawnym posiłku.

 

Zakończenie

Odpowiednia dieta w okresie wielkanocnym zapewni lepsze samopoczucie i zdrowie nie tylko diabetykowi, ale i całej rodzinie. Właściwe przygotowanie potraw i trzymanie się opisanych wyżej zasad sprawią, że zmniejszy się ryzyko niebezpiecznych skoków cukru, a nam i bliskim nie przybędą dodatkowe kilogramy po Świętach. Nie możemy również zapominać o aktywności fizycznej, wyjściu na świeże powietrze w poszukiwaniu wiosny i spacerze z rodziną. Pozwoli to spalić dodatkowe kalorie.

⤌ powrót do spisu treści

&&

Z poradnika psychologa

Uważność: czym jest i do czego się przydaje
Małgorzata Gruszka

Uważność to postawa, o której sporo się mówi, ale nie wszyscy rozumieją na czym dokładnie polega i jak można stosować ją w codziennym życiu. W kolejnym „Poradniku” wyjaśniam, czym jest uważność, podpowiadam, w jakim celu i jak korzystać z niej na co dzień.

 

Zanim zaczniemy

Zanim zaczniemy, poproszę cię o wyciągnięcie ręki, sięgnięcie po coś co masz blisko siebie, potrzymanie tego w ręku i odłożenie na miejsce. Zrób to wyraźnie wolniej niż robisz zazwyczaj. Co było innego niż w wykonywaniu tej czynności w zwykłym tempie? Co zauważyłeś/aś? Na czym skupiła się twoja uwaga? Co poczułeś/aś?

 

Czym jest uważność?

Uważność, to stan psychiczny charakteryzujący się trzema cechami: uwagą, świadomością i byciem obecnym. Pierwowzorem uważności jest buddyjskie pojęcie „sati”, przetłumaczone ze starożytnego języka palijskiego. Do kultury zachodniej wprowadził je Jon Kabat-Zinn studiujący uważność z pomocą nauczycieli buddyjskich. Istotą uważności jest doświadczanie, które polega na zauważaniu i skupianiu uwagi na tym co dzieje się z nami w chwili obecnej. Wyłączając stan nieprzytomności i głęboki sen, w każdej chwili mamy jakieś doznania w ciele, wrażenia zmysłowe, myśli i uczucia. Wszystko to razem składa się na nasze doświadczenie.

A teraz odpowiedz na poniższe pytania:

Czy podczas wolniejszego wykonywania zaproponowanej czynności Twoja uwaga była bardziej skupiona na tym co robisz? Czy byłeś/aś bardziej świadomy/a co robisz? Czy byłeś/aś tu i teraz? Jeśli tak, to gratuluję! Właśnie udało Ci się osiągnąć uważność!

 

Przygoda z uważnością – kolejny krok

Licząc w myślach do 5, zauważaj, jak oddychasz. Przez kolejne 5 sekund zauważaj, jak siedzisz. Jeśli to możliwe, kolejne 5 sekund poświęć na zauważanie tego co widzisz. Teraz, licząc do 5, zauważaj to, co czujesz na skórze. Przez następne 5 sekund zauważaj, czy wyczuwasz jakiś zapach, jeśli tak, to jaki. Teraz, licząc do 5, zauważaj, jaki smak czujesz w ustach.

Wszystko to co działo się w Tobie i wokół ciebie podczas tego ćwiczenia, jest doświadczaniem rzeczywistości wewnętrznej i zewnętrznej. Rzeczywistości, która dzieje się tu i teraz, której byłeś/aś świadomy/a i która jest chwilą obecną, nie przeszłością i nie przyszłością.

Teraz odpowiedz na poniższe pytania:

Jak czułeś/aś się podczas ćwiczenia? Co przeszkadzało w wykonywaniu ćwiczenia?

Większość wykonujących to ćwiczenie po raz pierwszy czuje zmęczenie i irytację z powodu trudności w oderwaniu się od myślenia o różnych rzeczach. Jeśli tak stało się w Twoim wypadku, jest to naturalne, powszechne i zdrowe. Naturalne, bo nasze umysły nieustannie myślą, tj. kojarzą, oceniają, wnioskują i przewidują, przez co trudno jest nam przełączyć się na doświadczanie. Powszechne, bo w mniejszym lub większym stopniu dotyczy nas wszystkich. Zdrowe, bo takie jest zadanie i rola umysłu.

W skupianiu się na doświadczanych odczuciach i wrażeniach pomaga nazywanie ich w myślach, np. słyszę samochód, widzę okno, czuję, jak golf dotyka mojej szyi, nie czuję w ustach wyraźnego smaku, czuję zapach moich perfum.

 

Przygoda z uważnością – kolejny krok

Licząc do 5, zauważaj, jak oddychasz. Następnie przez dłuższą chwilę zauważaj swoje myśli. W kolejnym kroku zacznij zauważać swoje emocje i rób to przez dłuższą chwilę.

Teraz odpowiedz na poniższe pytania:

Jak czułeś/aś się podczas ćwiczenia? co przeszkadzało w wykonywaniu ćwiczenia?

Większość wykonujących to ćwiczenie po raz pierwszy czuje zmęczenie i irytację z powodu trudności w obserwowaniu własnych myśli. Obserwowanie własnych myśli jest czymś innym niż myślenie. Bywa też tak, że żadne myśli nie przychodzą do głowy.

Jeśli chodzi o emocje, to często trudność polega na tym, że nie zauważamy ich, gdy nie są wyraźne i nasilone. Tymczasem, neutralny stan emocjonalny nie jest brakiem emocji, jest stanem równowagi. Jeśli tak się dzieje, możemy powiedzieć: jestem spokojny/a, zrelaksowany/a, odprężony/a. Świadome skupianie się na doświadczanych myślach i emocjach jest trudniejsze od skupiania się na doświadczanych doznaniach z ciała i zmysłów. Dlatego, przygodę z uważnością najlepiej zaczynać od pierwszego kroku.

W skupianiu się na doświadczanych myślach i uczuciach pomaga nazywanie tego, co się w nas dzieje, np. nie mam żadnych myśli; nic nie przychodzi mi do głowy; trudno powiedzieć o czym myślę; myślę o tym, że to ćwiczenie jest trudne; myślę o tym, że dziś jest piątek; czuję zmęczenie; jestem poirytowany/a; nie wiem, co czuję; czuję spokój; jestem odprężony/a.

 

Przygoda z uważnością – kolejny krok

Uważne doświadczanie jest zauważaniem tego, co się w nas lub wokół nas dzieje, bez nadawania temu znaczeń lub oceniania. Nie od razu się to udaje, bo niełatwo jest wyłączyć tę funkcję naszego umysłu.

Przykład

Doświadczenie: nie czuję w ustach wyraźnego smaku.

Ocena: to jest bez sensu.

Doświadczenie: nie mam żadnych myśli.

Ocena: chyba coś ze mną nie tak.

Doświadczenie: czuję irytację.

Ocena: to źle, mam być spokojny/a.

Nadawanie znaczenia i ocenianie dostrzeganych zjawisk wewnętrznych i zewnętrznych jest myśleniem. W uważności chodzi zaś o to, by przełączyć się z myślenia na nieosądzające doświadczanie.

 

Przygoda z uważnością – kolejny krok

Codzienna praktyka uważności – bycie uważnym można praktykować podczas czynności wykonywanych każdego dnia. Wybierz jakąś codzienną czynność i skupiaj się na tym, co robisz i co w związku z tym widzisz, słyszysz i czujesz.

Przykład

Mycie twarzy. Poczuj, jak woda dotyka Twoich dłoni; poczuj jej temperaturę; zauważ ruch rąk w kierunku twarzy; poczuj, jak woda dotyka skóry; jak po niej spływa; zauważ zapach mydła lub żelu; zauważ odgłos wody spływającej do odpływu; zauważ swoją postawę ciała itd.

Gdy pojawią się jakieś myśli, zauważ je, odnotuj ten fakt i spokojnie wróć do skupiania uwagi na doznaniach związanych z wykonywaną czynnością.

 

Przygoda z uważnością – sukces!

Sukces w praktykowaniu uważności nie polega na tym, że przez cały czas ćwiczenia nasza uwaga będzie skierowana na wybrane zjawiska (doznania z ciała, wrażenia zmysłowe, myśli czy uczucia). Zwłaszcza na początku jest to po prostu niemożliwe. Sukces w byciu uważnym polega na tym, że zauważamy, iż oderwaliśmy się od tego, na czym chcieliśmy się skupiać (łapiemy się na tym) i z powrotem kierujemy uwagę na wybrane zjawisko.

Przykład

Skupiając się na tym, co słyszę, zauważam, że zamiast słuchać, myślę o tym, co muszę dzisiaj kupić. Zauważam, zatrzymuję się i wracam do skupiania się na wrażeniach słuchowych lub kolejnych. Innymi słowy, z myślenia o tym co będzie, wracam do chwili obecnej i do tego, na czym chcę się skupiać.

Praktykowanie uważności w codzienności najlepiej zacząć od czegoś, co sprawia nam przyjemność. Przyjemność to właśnie doznania. I skoro już je zauważamy, świadome skupianie się na nich będzie łatwiejsze.

 

Czym nie jest uważność?

Uważność nie jest upajaniem się chwilą obecną bez myślenia o przeszłości i przyszłości. Nie oznacza również rezygnacji z myślenia na rzecz doświadczania. Analizowanie przeszłości, planowanie przyszłości, kojarzenie i dokonywanie ocen, wnioskowanie i inne operacje myślowe są niezbędne do tego, byśmy funkcjonowali na co dzień.

 

Dlaczego warto stosować uważność?

Stosowanie uważności w życiu codziennym pomaga zachować równowagę między myśleniem a doświadczaniem. Znaczna przewaga myślenia sprawia, że nasz umysł często dryfuje w przeszłości lub przyszłości. Innymi słowy, myślami jesteśmy gdzieś indziej. Dzięki uważności ograniczamy nieco funkcjonowanie na tzw. autopilocie i autentycznie kontaktujemy się z rzeczywistością. Pewien automatyzm w codziennym funkcjonowaniu jest oczywiście potrzebny. Nie można zastanawiać się i skupiać dosłownie na wszystkim. Uważność pomaga zatrzymywać się i dostrzegać rzeczy, które umykają, gdy nie ma nas tu, gdzie jesteśmy. Stosowana regularnie łagodzi objawy depresji i lęku poprzez ograniczanie strumienia negatywnych myśli. Skupiając się na doznaniach z ciała i wrażeniach zmysłowych, łatwiej zatrzymać taki strumień. Ciało zawsze jest tu i teraz, umysł może zamartwiać się przeszłością lub tym co może się wydarzyć. Dzięki uważności rzadziej zastanawiamy się, czy wyłączyliśmy gaz i zamknęliśmy drzwi, rzadziej szukamy różnych przedmiotów, potrafimy cieszyć się małymi rzeczami, np. smakiem ulubionych potraw, spacerem, wygodnym łóżkiem, kąpielą, ulubioną muzyką czy książką. Do tego, by zacząć być uważnym, wystarczy to, co zrobiłeś/aś na początku: zwolnić…

⤌ powrót do spisu treści

&&

Z polszczyzną za pan brat

Wielkanocna Polszczyzna
Tomasz Matczak

Czy do świąt wielkanocnych można podejść językowo? Cóż, a dlaczego nie? To w końcu część naszego życia, czerwone kartki w kalendarzu, ale także i specyficzny język, specyficzne nazwy i sformułowania. Dziś zebrałem garść informacji na tematy związane ze świętami Wielkiej Nocy pod kątem poprawności językowej. Będzie trochę o pisowni i etymologii.

Tradycyjnie przed Wielkanocą wierni przygotowują się do świąt przez ponad czterdzieści dni. Czas ten nazywamy wielkim postem. Mimo, że jest on wielki, to w zapisie stosujemy litery małe w obydwu jego członach. Za to dzień, którym się zaczyna, czyli Popielec lub Środa Popielcowa, wymaga zapisu od wielkiej litery. To samo dotyczy trzech bezpośrednio poprzedzających Wielkanoc dni, a więc Wielkiego Czwartku, Wielkiego Piątku i Wielkiej Soboty. Oba człony zaczynają się wielką literą. Wielkanoc poprzedza Wielki Tydzień i tutaj także stosujemy wielkie litery na początku obydwu słów.

A co z zapisem nazw nabożeństw wielkopostnych? Gorzkie żale i Droga krzyżowa są nieodłącznie związane z tym okresem. Zapisuje się je dwojako: generalnie pierwszy człon wymaga litery wielkiej, zaś drugi małej, choć zdarza się czasem spotkać oba człony zapisane wielkimi literami. Normy pozostawiają tu pewną swobodę, choć forma z wielką literą na początku pierwszego i małą na początku drugiego członu jest niejako właściwsza pod kątem językowym. Małą literą zapisuje się natomiast rzeczownik rezurekcja, oznaczający mszę świętą, odprawianą wczesnym rankiem w Wielkanoc. Bardziej konkretnie jest w przypadku śmigusa-dyngusa. Prawidłowa forma to dwa słowa zapisane małymi literami, rozdzielone krótkim łącznikiem. Inne modyfikacje są błędne. Warto wiedzieć, że obecny śmigus-dyngus kiedyś był dwoma odrębnymi zwyczajami. Pierwszy, czyli śmigus, polegał na smaganiu młodych dziewcząt po nagich łydkach palmami lub cienkimi gałązkami, a także na polewaniu wodą. Miało to im przynieść zdrowie, płodność i zwiastować rychłe zamążpójście. Dyngus natomiast, nazwa prawdopodobnie pochodzi z języka niemieckiego od czasownika oznaczającego wykupić się, polegał na odwiedzaniu domów przez krążące po wiosce grupki, które zbierały prezenty w zamian za pozostawienie domowników w spokoju. W przeciwnym razie, gdy nie otrzymywały wykupnego, dopuszczały się żartów i psikusów. Bardziej swojsko brzmiąca nazwa lany poniedziałek jest tak, jak wspomniany przed chwilą śmigus-dyngus, nazwą zwyczaju, a więc, zgodnie z wytycznymi Rady Języka Polskiego, zapisywaną małymi literami, jak andrzejki czy mikołajki.

Kolorowe jaja wielkanocne noszą nazwę pisanek, ale niby dlaczego nie malowanek? Otóż w dawnej polszczyźnie czasownik pisać oznaczał rysować, malować. W niektórych częściach Polski pisanki nazywa się kraszankami. Nazwa ta z kolei wywodzi się od słowa krasa, czyli uroda. Kraszanki się krasi, czyli dodaje im urody. Samo słowo krasa pierwotnie oznaczało barwę czerwoną, później rozszerzyło znaczenie na piękna barwa, piękny kolor, a następnie stało się synonimem piękności, urody czy ozdoby. Zresztą w niektórych regionach stosuje się rozróżnienie: pisanka to jajo malowane w różne wzory, kraszanka zaś jest jednobarwna.

Wesołego alleluja!

⤌ powrót do spisu treści

&&

Rehabilitacja kulturalnie

Ostrawa, czyli krótka wizyta u sąsiadów
Paweł Wrzesień

Wyjazdy zagraniczne nie zawsze muszą się wiązać z daleką podróżą i dużymi wydatkami. Czasem krótki wypad do sąsiadów może obfitować w ciekawe doświadczenia i pozostawić po sobie niezapomniane wspomnienia.

Interesującą propozycją na kilkudniową wycieczkę jest czeska Ostrawa. Jako słowiańska osada istniała od VIII wieku, a prawa miejskie uzyskała w wieku XIII. Przez jej tereny biegł ważny szlak handlowy z Moraw na Górny Śląsk. Przez stulecia ścierały się tu wpływy czeskie, polskie i niemieckie. Od XVIII wieku, gdy w Ostrawie odkryto znaczne złoża węgla kamiennego, rosło jej znaczenie jako ośrodka górniczego i przemysłowego. Ostatecznie wydobycia paliw kopalnych zaprzestano w 1994 roku. Obecnie Ostrawa liczy niespełna 300 tysięcy mieszkańców, jest stolicą kraju morawsko-śląskiego i trzecim co do wielkości miastem w Czechach.

Z większych miast w Polsce można wygodnie dojechać do Ostrawy przede wszystkim koleją. Poza ofertą spółki PKP Intercity warto zwrócić uwagę na prywatne koleje Regio Jet, które od grudnia 2025 oferują regularne kursy do kilku miejscowości w Czechach, m.in. z Warszawy, Pyrzowic, Gliwic czy Raciborza. Przykładowo, bilet z Warszawy do Ostrawy wykupiony z tygodniowym wyprzedzeniem, w dniu powstawania tego artykułu, zależnie od klasy kosztował od 38 do 90 złotych. To znacznie taniej niż w Intercity. Trzeba podkreślić, że jest to pełna cena, albowiem w komunikacji międzynarodowej nie przysługują osobom niepełnosprawnym ulgi ustawowe. Na bilety zniżkowe możemy za to liczyć podczas zwiedzania miasta. Mimo że polska legitymacja osoby niepełnosprawnej oficjalnie nie jest honorowana w Czechach, to uznaniowo respektuje ją wiele instytucji turystycznych, zadowalając się widniejącym nań oznaczeniem rodzaju niepełnosprawności, jak np. 04-O. Często osoba z niepełnosprawnością może liczyć na darmowe wejście, a przewodnik na zniżkę.

Miasto oferuje podobny poziom dostępności do wielu polskich miejscowości. Znajdziemy tu dźwiękowe sygnalizatory świetlne na ulicach, linie prowadzące w chodnikach, głosowe komunikaty o bieżącym i kolejnym przystanku w autobusach, tramwajach i trolejbusach.

Fascynującym doświadczeniem jest wizyta w Wielkim i Małym Świecie Techniki. Są to dwa centra położone tuż obok siebie na Dolnych Witkowicach. Zwiedzanie odbywa się głównie poprzez dotykanie i eksperymentowanie, a nie tylko oglądanie eksponatów za szybą. Można tu choćby zmierzyć swój wzrost przy pomocy ogromnej suwmiarki czy wziąć udział w wyścigu na ekologiczną produkcję prądu, kręcąc pedałami jednego z kilku rowerów stacjonarnych sprzężonych z prądnicą. Dużo frajdy dostarcza także wejście do ogromnego kołowrotu przypominającego powiększoną wersję kołowrotków dla chomików. W dawnych czasach takie urządzenie było wykorzystywane do produkcji prądu poruszającego fabryczne maszyny. W owym kołowrocie możemy biegać niczym chomik, co w wielu wypadkach kończy się przewrotką. Zamiast siniaków przynosi to jednak dużo śmiechu zarówno uczestnikom jak oglądającym. Można tu poznawać dotykiem przekroje mechanizmów i silników dawnych urządzeń przemysłowych. Muzeum posiada także część poświęconą transportowi. Osoby z dysfunkcją wzroku mogą tu zasiąść w symulatorze jazdy samochodem i bez ryzyka kolizji ruszyć w drogę z rykiem silnika. Innych atrakcji jest co niemiara, a opuszczając gościnne progi, dziwimy się, jak szybko minęło te kilka godzin.

Aby ochłonąć po opisanych wyżej atrakcjach, warto wybrać się na wieżę widokową nowego ratusza. Sama budowla ma aż 85 metrów wysokości, a taras widokowy jest umieszczony 73 metrów nad ziemią. Na górę można wygodnie wjechać windą, a w opisie rozpościerających się z góry widoków osobom z dysfunkcją wzroku może pomóc przewodnik. W ten sposób usłyszymy historię widocznej przemysłowej części miasta, wielkich osiedli zbudowanych za czasów socjalizmu, a także nowoczesnej zabudowy ostatnich 30 lat. Przy dobrej pogodzie z wieży widać nawet przygraniczne tereny Polski. Opowieści wzbogacają: doświadczenie wiejącego tam silniej niż na dole wiatru oraz odgłosy miasta położonego u naszych stóp.

Interesującym punktem turystycznym jest ostrawskie zoo wraz z ogrodem botanicznym. To nie tylko zwierzęta, ale także obszerne tereny parkowe. Znajdują się tam eksponaty dotykowe, przy niektórych obiektach opisy w brajlu oraz ścieżki dostępne dla osób z różnymi potrzebami. Słyszymy tam odgłosy zwierząt i ich otoczenia. Można także dotykać egzotycznych roślin zgromadzonych w ogrodzie botanicznym.

Obowiązkowym do odwiedzenia miejscem dla osób niewidomych, słabowidzących i ich widzących towarzyszy jest Tyflocentrum Ostrawa. Można tam doświadczyć symulacji różnych rodzajów wad wzroku, przejść z białą laską specjalnie przygotowaną trasę oraz posłuchać instrukcji o tym, jak orientować się w przestrzeni jako osoba niewidoma. Są tam działania sensoryczne, np. strzelanie dźwiękowe, które pomagają zrozumieć na czym polega odnajdywanie się w przestrzeni bez użycia wzroku. Dla samych niewidomych to świetny poligon doświadczalny pozwalający na bezpieczny trening poruszania się po mieście.

Podczas wizyty w Ostrawie nie można pominąć wizytówki tego miasta, czyli Zamku Śląskoostrawskiego. Choć to głównie atrakcja wizualna, zamek i otaczające go tereny parku to dobre miejsce na spacer. Można dotykać architektury i chłonąć dźwięki otoczenia, jak echo, odgłosy rzeki i parku. W sezonie często organizowane są tam spacery z przewodnikiem pozwalające poznać historię budowli i jej kolejnych gospodarzy. Wśród zabytków sakralnych na szczególną uwagę zasługuje wzniesiona pod koniec XIX wieku Katedra Boskiego Zbawiciela. To jedna z największych świątyń katolickich w regionie Moraw i Śląska. Zbudowano ją w stylu neorenesansowym, a więc charakteryzuje się harmonią form, gładkimi ścianami i proporcjami inspirowanymi stylem klasycznym. Może pomieścić aż 4000 wiernych, a monumentalne rozmiary sprawiają, że dźwięki liturgii, gra organów czy bicie dzwonów brzmią w jej wnętrzu wyjątkowo. Zwiedzając katedrę poza czasem odprawiania nabożeństw, można dotykiem poznawać detale wnętrza, np. bogato rzeźbione ławki, kolumny czy marmurową podstawę ołtarza.

Odwiedzając południowych sąsiadów, warto uzupełnić zwiedzanie o doznania kulinarne. W Ostrawie polecić można wiele wyśmienitych barów i restauracji. Na szczególną uwagę zasługuje lokal działający w dawnej stołówce górniczej na terenie muzeum górnictwa Landek Park. Wnętrze cechuje się ceglanymi ścianami i akcentami przemysłowymi. Menu zaś oparte jest o tradycyjne dania kuchni czeskiej i piwo. Potrawy są tu dość ciężkie, często na bazie przyrządzanej na różne sposoby wieprzowiny lub wołowiny z dodatkiem knedli czy smażonego sera. Nie sposób jednak odmówić im walorów smakowych, dają również dużo energii do dalszego poznawania okolicy. W Ostrawie wśród turystów dominują Polacy. Nie dziwi zatem, że wszędzie bez kłopotu porozumiemy się z tubylcami, nawet jeśli nie władamy językiem czeskim. Otwartość i serdeczność Czechów sprawiają też, że pobyt w Ostrawie pozostawia po sobie niedosyt zachęcający do kolejnych odwiedzin u naszych południowych sąsiadów.

⤌ powrót do spisu treści

&&

Malta, trochę wiosny w środku zimy
Henryka Kwiatkowska

W końcu grudnia, wraz z grupą składającą się z rodziny i przyjaciół, wyruszyliśmy na Maltę samolotem z Modlina. Na wyspę dolecieliśmy po niespełna trzech godzinach. Nasz hotel znajdował się w mieście Qawra nad Zatoką św. Pawła. Po wyjściu z samolotu, zaskoczenie. Temperatura +14 stopni Celsjusza i mimo wiatru szybko zrobiło się nam za ciepło w zimowych ubraniach. Nasz hotel usytuowany był bardzo blisko morza, więc po wyjściu na zewnątrz było słychać charakterystyczny szum morskich fal.

Teren na Malcie jest pofalowany, więc idzie się to w górę, to w dół. Chodniki w Qawrze są bardzo wąskie i nierówne, więc niełatwo się po nich chodzi we dwójkę, często trzeba iść gęsiego. Przejść dla pieszych przez jezdnie jest mało, a dźwiękowej sygnalizacji ulicznej nie ma wcale. Budynki zbudowane są z piaskowca i mają płaskie dachy, ponieważ śnieg tam nie pada. W Qawrze nie ma piaszczystych plaż. Są kamienne zejścia nad morze albo nadmorskie place pokryte drobnym żwirem. Nie można więc spacerować brzegiem morza, jak na piaszczystych plażach nadbałtyckich. Woda w Morzu Śródziemnym jest bardziej słona i trochę cieplejsza niż w maju w Bałtyku.

Na Malcie rosną palmy o pniach gładkich lub włochatych i o wachlarzowatych, imponująco dużych liściach. Rosną też cyprysiki, drzewa oliwne i mandarynkowe, które kuszą owocami. Żywopłoty utworzone są z roślin o niedużych, twardych liściach i ciernistych gałązkach. Rośliny ozdobne, które my hodujemy w doniczkach, takie jak kalanchoe czy stefanotisy, rosną tam w gruncie i są okazalsze niż nasze doniczkowe. Jeden ze stefanotisów miał ogórkokształtny, twardy owoc. Niestety, owoce tego pnącza nie są jadalne. Na wyspie rośnie dużo opuncji. Są to kaktusy o bardzo grubych i szerokich, członowatych pędach, pokrytych cierniami i drobniutkimi kolcami. Owoce opuncji są jadalne, więc zerwaliśmy jeden, żeby każdy mógł spróbować po kawałeczku. Owoc był podłużny i miękki. Przed zjedzeniem trzeba było go dokładnie obrać ze skórki. Należy to robić w rękawiczkach, ponieważ w skórce są bardzo drobne kolce. Jednak owoc nie okazał się smaczny, ale nasiona, które znalazłam w swoim kawałeczku, przywiozłam do Polski.

Wybraliśmy się też na wycieczkę statkiem po Morzu Śródziemnym z przystankami na wyspach Comino i Gozo. Przez mikrofon podawano (również po polsku) informacje o mijanych budowlach i jaskiniach. Wejście na wyspę Comino ze statku nie jest łatwe, bo trzeba iść po kamieniach, więc należy ostrożnie stawiać stopy. Na wyspie Comino, przy Błękitnej Lagunie, statek zatrzymał się na godzinę. Rozłożono zjeżdżalnię, po której można było zjechać ze statku wprost do wody. Mimo chłodnego powietrza (+14 stopni C), wiatru i deszczu, znaleźli się amatorzy kąpieli w wodach laguny. Na tej wyspie mieszkają na stałe tylko 3 osoby. Comino oferuje frytki, lody i drinki w specjalnych koszykach z przyczepionymi liśćmi ananasa. Na wyspie są wróbelki, które chętnie biorą frytki wprost z rąk turystów. Jednak frytki nie są najlepszym pokarmem dla ptaków, ale wróble zachowują się trochę jak ludzie. Wiele razy słyszymy, że fastfoody są niezdrowe, a mimo to wydają się nam tak atrakcyjne, że często je jemy.

Wreszcie statek zatrąbił i popłynęliśmy na wyspę Gozo. Autobusem dotarliśmy do stolicy wyspy, Wiktorii. Tam obejrzeliśmy stare miasto obwarowane murami.

Ciekawa też była wizyta w Narodowym Akwarium w Qawrze. U wejścia leżą dwie jaszczurki wykonane z gładkich płytek. Mają one smukłe tułowie, 4 pięciopalczaste łapy i długie, zakręcone ogony. Na najwyższym poziomie Akwarium jest sala kinowa i muzeum morskie, niżej jest restauracja i sklep, a najniżej mieszczą się właściwe akwaria. Za bardzo grubymi szybami (grubość szyby można zbadać ręką), które muszą wytrzymać duże ciśnienie wody, można podziwiać wodne stworzenia, w tym różne gatunki ryb. Pływają więc małe, kolorowe rybki na rafie koralowej, płaszczki oraz inne duże ryby, ale nie ma tabliczek z opisami gatunków. W pewnym miejscu szyba jest łukowato wygięta tak, że nad głową tworzy półokrągłe sklepienie. Za bocznymi ścianami pływają ryby, a nad głową śmigają rekiny. Jest tam też niski tunel, do którego wchodzi się na klęczkach. Wszystkie powierzchnie tunelu są oszklone, co sprawia wrażenie, że wodne stworzenia opływają obserwatora ze wszystkich stron. Oprócz różnych gatunków ryb morskich i słodkowodnych są też meduzy, ośmiornice, żaby, żółwie, węże i owady. Przy wężach jest specjalna nisza, do której wchodzi się kucając, a głowę wkłada się w specjalny oszklony otwór, żeby być bliżej węży. W Akwarium jest też komora udająca podwodną kapsułę. Po zamknięciu drzwi kapsuła zaczyna się bujać, trząść i zgrzytać. Za szybami widać przepływające stworzenia. No więc trochę nas potrzęsło, pobujało w niepokojącym zgrzytaniu i stukocie, aż dał się słyszeć jakby alarmowy sygnał i drzwi się otworzyły.

W muzeum morskim osoby niewidome niewielu eksponatów mogą dotknąć, bo znajdują się one przeważnie w gablotach. Można obejrzeć łódź rybacką ze zwiniętą na dnie siecią o niewielkich okach i ciężkim wiosłem ułożonym wzdłuż burty. W kinie można zapoznać się z filmem o eksploracji statku zatopionego u wybrzeży Malty, ale tekst trudno było usłyszeć, ponieważ sala kinowa nie jest wyciszona, więc hałas wywołany przez zwiedzających uniemożliwiał zrozumienie słów lektora.

Najciekawsza dla mnie była wizyta w ptaszarni. Oprócz papug były tam kury, koguty, kaczki, perliczki, sowy, kruk, flamingi, żurawie i inne. Kruk włożył dziób w oczko siatki, więc mogłam pogłaskać go po dziobie. Najśmieszniejszą cechą tego kruka była umiejętność naśladowania ludzkiej mowy. Mam nagranie, na którym kruk coś mówi, ale nie wiem, w jakim języku ani tym bardziej, co mówi. W ptaszarni mieszkał puchacz, który z jakiegoś powodu był przywiązany sznurkiem za nogę. Można było go głaskać. Ponieważ się rozpadało, puchacz przypominał raczej zmokłą kurę niż dostojną sowę. Za pierwszym razem ptak dawał się głaskać bez protestu, jednak za drugim razem zaczął pohukiwać, a gdy miał już dość pieszczot, zaskrzeczał dwa razy i odszedł. Ale udało mi się zrobić nagranie ze spotkania z nim. Wśród papug były papużki faliste, jakieś małe, bardzo kolorowe papugi, kakadu, ary i inne. Papugi ćwierkały, skrzeczały, gwizdały, śpiewały i krzyczały. Niektóre duże papugi mówiły "hello", a wśród kakadu była "dama" o imieniu Klara. Klara chętnie wypowiadała swoje imię, a nawet mówiła "hello Klara". Wzbudzało to wesołość wśród odwiedzających, którzy specjalnie zachęcali Klarę do mówienia. Klara miała jeszcze jedną miłą cechę. Przysuwała głowę do siatki i czekała, aż ktoś przełoży palec przez niewielkie oczko w siatce i podrapie ją po łebku. Mimo padającego deszczu udało się zrobić niezłe nagrania ptaków, które były uprzejme się odzywać.

Nagrania do posłuchania znajdują się na stronie

https://cyfromaks.home.pl/wroblowe/malta/malta.htm

Warto wybrać się na Maltę, ponieważ dla każdego znajdzie się tu coś ciekawego. Przede wszystkim można poczuć oddech wiosny, ponieważ na Malcie jest znacznie cieplej niż w grudniu w Polsce.

⤌ powrót do spisu treści

&&

Niewidzialne bohaterki Polski
Radosław Nowicki

8 marca jest jednym z tych dni w roku, które prowokują do refleksji nad rolą kobiet w społeczeństwie. To moment, w którym na chwilę zatrzymujemy się przy słowach uznania, gestach wdzięczności i symbolicznych formach pamięci. Jednak czy za tym wszystkim idzie realne zrozumienie tego, jaką rolę kobiety odgrywały w historii Polski i dlaczego ich obecność tak często pozostaje niewidoczna w oficjalnych narracjach?

Historia Polski od wieków opowiadana była językiem przełomowych wydarzeń, powstań, bitew, zmian ustrojowych i traktatów. Taki sposób narracji tworzył złudzenie, że każda zmiana dokonywała się nagle, gwałtownie i wyłącznie dzięki decyzjom podejmowanym przez jednego przywódcę. Tymczasem życie społeczne, a wraz z nim historia - w swoim najgłębszym sensie – rozwijała się inaczej – powoli, nierówno, w codzienności, która rzadko bywa spektakularna. W tej codzienności przez całe dekady obecne były kobiety. Nie na marginesie, nie obok wielkich wydarzeń, lecz w samym centrum rzeczywistości społecznej. A jednak to właśnie one najczęściej znikały z opowieści o tym, jak kształtowała się polska historia. Nie dlatego, że ich wpływ był znikomy, lecz dlatego, że nie pasował do konkretnego modelu historii.

Brak kobiet w podręcznikach nie jest wynikiem ich nieobecności w życiu publicznym. Jest skutkiem selekcji, bowiem historia, którą utrwalano, faworyzowała władzę formalną, spektakularne gesty i jednorazowe działania – takie, które można opisać jedną datą lub jednym nazwiskiem. Tymczasem kobiety najczęściej działały tam, gdzie zmiana była długotrwała, np. w edukacji, opiece, organizowaniu życia społecznego, podtrzymywaniu wspólnot w momentach kryzysu. To praca, której nie da się zamknąć w jednym wydarzeniu ani przypisać jednemu bohaterowi. Jednym z najważniejszych paradoksów jest fakt, że bez tej niewidzialnej pracy żadna historia nie mogłaby się wydarzyć. Ktoś musiał wychować kolejne pokolenia, zadbać o chorych i rannych, utrzymać ciągłość życia w czasie wojen, stworzyć zaplecze społeczne dla wszelkich zmian politycznych i ustrojowych. To właśnie robiły kobiety. A mimo tego przez lata uznawano te działania za naturalne i oczywiste, a więc niegodne zapisu historycznego. Praca, która poniekąd działa się sama, nie wymagała uznania. Jej efekty traktowano jak tło, a nie jak fundament.

Polska kultura szczególnie silnie opiera się na micie heroizmu. Bohater to ten, kto walczy, poświęca się, ryzykuje życie i działa w imię wielkich idei. Kobiece doświadczenie często nie pasowało do tego wzorca. Było pełne troski, sprzecznych emocji, odpowiedzialności za innych i konieczności dokonywania wyboru pomiędzy ideałem a przetrwaniem. Zamiast prostych narracji o zwycięstwie przynosiło opowieści o trwaniu, a ono rzadko bywa uznawane za bohaterstwo, choć to ono decyduje o tym, czy wspólnota w ogóle ma szansę przetrwać.

Jednym z powodów, dla których kobiety tak długo pozostawały poza główną narracją historyczną, jest język historii. Został on skonstruowany tak, by opisywać decyzje, konflikty i momenty kulminacyjne. Znacznie trudniej opisać procesy, podtrzymywanie więzi czy wychowanie. Kobiece doświadczenie często wymyka się temu językowi. Podobnie jak utrwalany przez dekady podział na sferę publiczną i prywatną. Publiczne było to, co należało do mężczyzn, czyli polityka, władza, wojna. Prywatne – dom, opieka, czyli elementy przypisywane kobietom. Tymczasem to właśnie w sferze prywatnej kształtowały się postawy, wartości i normy społeczne. W niej uczono lojalności, odpowiedzialności, solidarności.

Wpływ kobiet szczególnie silny był w obszarze edukacji. Przez dekady to właśnie kobiety uczyły dzieci czytać i pisać. Przekazywały wiedzę w warunkach represji, podtrzymywały język i kulturę oraz kształtowały postawy obywatelskie. Ich wpływ na kolejne pokolenia był ogromny, ale rozciągnięty w czasie. Nie przynosił natychmiastowych efektów, lecz zmieniał sposób myślenia całych pokoleń. Była to jednak zbyt miękka forma oddziaływania, by pasowała do klasycznej narracji historycznej skupionej na wydarzeniach, a nie na procesach.

Historia bowiem lubi rewolucje, upadki, przełomy. Tymczasem społeczeństwa nie składają się wyłącznie z takich wydarzeń. Składają się również z ciągłości. Z faktu, że mimo katastrof życie toczy się dalej. Kobiety bardzo często pełniły rolę strażniczek tej ciągłości. Dbały o to, by następne pokolenia miały punkt odniesienia, by wiedza i doświadczenie nie zostały przerwane, by wspólnoty mogły odbudować się po zniszczeniach. To rola mało efektowna, nierewolucyjna, ale bez niej żadna rewolucja nie miałaby sensu.

Nieobecność kobiet w historii nie jest przypadkiem, a mechanizmem, gdyż uznawano, że opieka to instynkt, a nie kompetencja. Że organizowanie codzienności to naturalna predyspozycja, a nie praca wymagająca odpowiednich umiejętności. Taki sposób myślenia pozwalał korzystać z efektów tej pracy, jednocześnie jej nie nazywając i nie doceniając. A to co nie jest nazwane, bardzo łatwo znika z pamięci zbiorowej. Przez długi czas nieistotnym elementem były też emocje. Tymczasem kobiece doświadczenie w ogromnej mierze dotyczyło właśnie pracy emocjonalnej, radzenia sobie z lękiem i stratą, odpowiedzialnością za innych. To kobiety bardzo często podtrzymywały morale, uczyły dzieci życia w niepewności, pomagały innym funkcjonować mimo traumy. Przez lata tworzyły sieci wsparcia działające poza oficjalnymi strukturami. Historia skupiona na jednostkach rzadko potrafiła opisać wartość wspólnoty. A to właśnie ona decydowała o odporności społecznej i o tym, czy społeczeństwo potrafi przetrwać kolejne kryzysy.

Choć dzisiejsza Polska różni się radykalnie od tej sprzed lat, wiele schematów myślenia pozostało podobnych. Kobiety nadal częściej wykonują pracę, której nie widać. Częściej działają społecznie, bez rozgłosu i rzadziej są uznawane za autorki zmian. Choć rozwój ruchów emancypacyjnych umożliwił im aktywniejsze uczestnictwo w życiu publicznym, nauce i polityce. Ich głos coraz częściej kształtuje debatę społeczną, decyzje polityczne i kierunki zmian. Współczesna Polska opiera się coraz wyraźniej nie tylko na cichym wysiłku kobiet, lecz także na ich jawnej obecności w życiu publicznym jako liderek, ekspertek i autorek przemian. Ten proces nie jest jednak ani łatwy, ani zakończony, bo ich działania nadal często napotykają na bariery.

Historia kobiet w Polsce nie jest zamkniętym rozdziałem ani opowieścią, którą można uzupełnić kilkoma brakującymi nazwiskami. Jest procesem, który nadal trwa – w domach, szkołach, wspólnotach lokalnych i relacjach międzyludzkich. To historia bez jednego punktu kulminacyjnego, ale z nieprzerwanym ciągiem działań, które podtrzymują społeczeństwo przy życiu. Jej największą siłą nie była spektakularność, lecz ciągłość, nie rewolucyjność, lecz odpowiedzialność. Kobiety zmieniały Polskę nie dlatego, że miały formalną władzę, ale dlatego, że brały na siebie ciężar codzienności wtedy, gdy zawodziły systemy, a wielkie narracje traciły sens. Dostrzeżenie tej historii wymaga uznania, że to, co ciche, długotrwałe i niewidzialne również tworzy historię, że praca opiekuńcza, edukacyjna i wspólnotowa nie jest dodatkiem do prawdziwych wydarzeń, ale ich warunkiem.

Historia Polski nie zaczyna i nie kończy się na przełomowych momentach. Toczy się każdego dnia – w decyzjach podejmowanych bez rozgłosu, w odpowiedzialności za innych, w trosce o ciągłość życia społecznego. A w tej historii kobiety nigdy nie były na marginesie. Były tam zawsze. To, że dopiero teraz uczymy się je widzieć, nie zmienia ich roli. Zmienia tylko naszą gotowość do opowiadania historii w pełniejszy, uczciwszy i bliższy rzeczywistości sposób. Pewnie przyjdzie czas, w którym i one będą nadawały ton polskiej historii. Jeśli 8 marca ma mieć znaczenie wykraczające poza gest, może być momentem, w którym nie tylko składamy im życzenia, ale też zmieniamy sposób opowiadania historii na taki, w którym ich rola zostanie zauważona i doceniona.

⤌ powrót do spisu treści

&&

Felietony zza zasłony. Kobiety, którym się udało, chociaż się nie udawało
Danuta Szewczyk

Co może być miarą sukcesu? Pieniądze, władza, sława. A jeśli sława, to czym podyktowana? Talentem czy pracą – a może jednym i drugim?

Sukces to nie przypadek. To efekt ciężkiej pracy, wytrwałości, nauki, analizy, poświęcenia, a przede wszystkim miłości do tego, co robisz lub czego się uczysz. Ale sukces to także ciąg zbiegów okoliczności, które się nam przytrafiają, a my nie pozostajemy obojętni: bierzemy te zdarzenia w swoje ręce i działamy.

Tak właśnie było w większości przypadków znanych i sławnych dzisiaj kobiet, o których poniżej piszę. Podziwiamy je i zachwycamy się nimi. Były, jak na swoje czasy, niezwykłe, jedyne w swoim rodzaju. Czasem wyprzedzały własną epokę, nie bacząc na trudności, z którymi się mierzyły. Ale początki zawsze były trudne: choroba, ubóstwo, sieroctwo, samotność. Początki nie zapowiadały takich końców, nie zapowiadały sławy i uznania.

Jestem bardzo ciekawa, jak te kobiety odnalazłyby się w dzisiejszych czasach. Czy talent i osobowość wystarczyłyby w świecie, który ściga się sam ze sobą? Czy zaimponowałyby dzisiejszemu światu?

 

Apolonia Chałupiec nigdy nie przypuszczała, że zostanie najsławniejszą aktorką kina niemego, że zapatrzona we włoską pisarkę i poetkę Adę Negri przyjmie kiedyś pseudonim „Pola Negri”. Z maleńkiego miasteczka o nazwie Lipno (w dawnej guberni płockiej) przenosi się razem z mamą do Warszawy po tym, jak jej tata, aresztowany przez władze rosyjskie, zostaje zesłany na Sybir. To wersja na potrzeby biografii, bo tak naprawdę tata porzuca mamę, a mama zatrudnia się jako pomoc domowa, by opłacić córce naukę w Cesarskiej Szkole Baletowej. Gruźlica przekreśla marzenia o karierze tancerki, ale artystyczne ciągoty zostają. Mama nieustannie wspiera dostrzeżony wcześniej artystyczny talent córki i zapisuje ją do Cesarskiej Szkoły Dramatycznej.

Młoda aktorka debiutuje już w wieku 15 lat. Rozpoczyna karierę aktorską: filmową i teatralną. Warszawa, Sosnowiec, Bydgoszcz… Polska, potem Berlin i Stany Zjednoczone. Film za filmem, rola za rolą, małżeństwa, romanse i… sława. A gdyby została w Lipnie?

 

Gabrielle urodziła się we Francji i nie miała łatwego dzieciństwa. Jej matka zmarła, gdy córka miała zaledwie 11 lat, a ojciec wkrótce po tym wydarzeniu oddał ją i jej dwie siostry do sierocińca prowadzonego przez katolickie siostry zakonne. Pobyt w sierocińcu wywarł znaczący wpływ na młodą Gabrielle. To właśnie tam nauczyła się szyć. Później ta umiejętność stała się fundamentem jej kariery w świecie mody. Surowa dyscyplina i prostota panujące w sierocińcu znalazły odzwierciedlenie w jej późniejszych projektach, charakteryzujących się minimalizmem i funkcjonalnością.

Po sześciu latach spędzonych w sierocińcu, w wieku 18 lat, Gabrielle zamieszkała u ciotki, uczęszczała do szkoły i kontynuowała naukę szycia. W tym okresie dorabiała również jako śpiewaczka w lokalnych kawiarniach, gdzie zyskała przydomek „Coco”. Gabrielle Chanel, czyli Coco Chanel. Wczesne lata życia, naznaczone stratą i skromnymi warunkami, ukształtowały jej silną i niezależną osobowość oraz determinację, co pozwoliło jej odnieść niezwykły sukces w świecie mody.

A gdyby mama nie umarła tak młodo, a tata nie oddał jej do sierocińca?

 

Magdalena Carmen miała pięć lat, gdy zachorowała na polio. Przeżyła, ale po chorobie została jej krótsza noga. Miała 18 lat, gdy uległa poważnemu wypadkowi podczas autobusowej katastrofy komunikacyjnej. Przeżyła, ale… metalowa barierka przeszyła jej ciało na wylot, złamała kręgosłup oraz miednicę, strzaskała prawą stopę i nogę. Przez kilka miesięcy Magdalena leżała w gipsowym opatrunku, później długo uczyła się chodzić i do końca życia musiała walczyć z bólem. Bywały lata, kiedy musiała przechodzić po kilka operacji; w sumie było ich ponad 30. Trzykrotnie też nie mogła donosić ciąży! Cierpiąca, załamana i samotna, w szpitalu zaczyna malować na leżąco. Autoportrety, kolibry, małpki, strzaskane kolumny… Tak, to ona – świat zna ją jako Magdalenę Carmen Fridę Kahlo y Calderón. To najsławniejsza malarka meksykańska.

A gdyby nie wsiadła wtedy do autobusu?

 

Dzieciństwo urodzonej w Paryżu Giovanny Gassion naznaczyły bieda i zaniedbanie. Była córką ulicznej śpiewaczki i akrobaty ulicznego. Rodzice szybko ją porzucili. Przez chwilę opiekowała się nią jedna babcia, a później druga, będąca właścicielką domu publicznego. Dziewczynkę wychowywały prostytutki, które nauczyły ją gry na pianinie. Ponoć od trzeciego do siódmego roku życia była niewidoma z powodu zapalenia rogówki. Według jednej z biografek odzyskała wzrok po tym, jak prostytutki z domu babci zebrały pieniądze na pielgrzymkę do Lisieux. W wieku 15 lat dziewczynka zaczęła śpiewać na ulicach Paryża, by zarobić na życie. Później były kabarety, kluby, wielkie sceny. Tak narodziła się Edith Piaf, „mały wróbelek”, najbardziej ikoniczna piosenkarka swoich czasów.

A gdyby rodzice nie porzucili jej, lecz mocno kochali?

 

Maria Anna Cecilia Sofia urodziła się w Nowym Jorku. Jej rodzice byli greckimi imigrantami. Matka od początku wywierała presję na córkę, by rozwijała swój talent wokalny. Sama bowiem marzyła o karierze artystycznej, której nie udało jej się zrealizować. Już w dzieciństwie Maria pobierała prywatne lekcje śpiewu, a w wieku zaledwie 11 lat wystąpiła w popularnym programie radiowym. Podczas pobytu w Grecji, w trudnych czasach II wojny światowej, młoda Maria musiała mierzyć się z wieloma trudnościami. Jej matka zmuszała ją do występów przed niemieckimi i włoskimi żołnierzami w zamian za jedzenie i pieniądze, co negatywnie wpłynęło na ich relacje. Ale to właśnie ukształtowało osobowość sceniczną jednej z największych śpiewaczek operowych świata – wielkiej Marii Callas.

A gdyby matka nie przeniosła na córkę swoich niespełnionych wokalnych marzeń?

 

Maria Salomea urodziła się w Warszawie, w Królestwie Polskim pod zaborem rosyjskim. Była najmłodszym z pięciorga dzieci nauczycielskiej pary Bronisławy i Władysława. Ojciec uczył matematyki i fizyki, co z pewnością miało wpływ na późniejsze zainteresowania Marii Skłodowskiej-Curie.

Dzieciństwo Marii naznaczone było ciężkimi wydarzeniami. Jej matka zmarła na gruźlicę, gdy dziewczynka miała zaledwie dziesięć lat. Wcześniej zmarła także jej starsza siostra Zofia. Te straty spowodowały, że stała się agnostyczką. Pomimo trudności rodzinnych Maria pracowicie pielęgnowała swe niezwykłe zdolności. Miała także wybitną pamięć. Jej dokonania były absolutnie przełomowe i spektakularne na wielu płaszczyznach. Promieniotwórczość, polon, rad, nagrody Nobla (dwie!), doktorat nauk ścisłych… Była nie tylko wybitną naukowczynią, ale także niezwykle odważną i zdeterminowaną kobietą, która dzięki swojej pracy zmieniła świat. Jej wkład w naukę i medycynę jest nieoceniony. Nie znam drugiej tak genialnej kobiety!

A gdyby mama nie umarła tak wcześnie, a tata nie był fizykiem i matematykiem?

 

Trudności i nieszczęścia innych ludzi nie mają poprawiać nam samopoczucia, wywoływać myśli, że może nasza sytuacja jest lepsza. Mają nam jednak dać inną perspektywę wobec naszych nieszczęść i porażek. Każdy ma w sobie potencjał do niezwykłości. Niezwykłość nie polega na byciu innym, ale na dostrzeganiu piękna tam, gdzie inni go nie widzą.

Wiem, że nie zostanę już diwą operową, nie namaluję spektakularnego obrazu, nie rozbiję atomu – ale wiem, że mogę żyć najpiękniej, jak potrafię, z tym, co mam. I staram się to robić.

PS. Zrównoważę kiedyś ten niezwykły świat genialnych kobiet genialnymi mężczyznami wraz z ich niezwykłym światem. Obiecuję!

Źródło: IOON nr 143 2025

⤌ powrót do spisu treści

&&

Warto posłuchać
Izabela Szcześniak

Akcja książki Kathryn Hughes pt. „List” rozpoczyna się w 1973 roku. Tina mieszka w Manchesterze i pracuje w małej firmie ubezpieczeniowej jako stenotypistka. Mąż – Rick jest alkoholikiem i hazardzistą. W domu po pijackich libacjach Tina doświadcza awantur i przemocy fizycznej. Nie mając środków na opłacenie rachunków, dziewczyna dodatkowo pracuje w sklepie charytatywnym z odzieżą używaną. Właścicielem jest bukmacher Graham, który przyjaźni się z Tiną. Bohaterka powieści w kieszeni starego garnituru znajduje list. Koperta jest zaklejona, lecz na znaczku brakuje stempla pocztowego. Po przeczytaniu listu, Tina podejmuje decyzję o rozpoczęciu poszukiwań jego adresatki i nadawcy.

Tina zauważa kradzież chowanych w szklanym słoju swoich oszczędności i odchodzi od męża. Nadal pracuje w firmie ubezpieczeniowej oraz w sklepie u Grahama. Wkrótce odkrywa, że spodziewa się dziecka. Tina odnajduje matkę Billy'ego Stierlinga i pokazuje jej stary list.

Akcja powieści przenosi się. Jest lipiec 1939 roku. Billy Stierling wraz z kolegą Clarkiem udają się na zabawę taneczną, podczas której poznają dwie dziewczyny. Silvia porywa Billy'ego do tańca, a Clark spędza czas na rozmowie z Christine. Towarzystwo Silvi nie jest Stierlingowi na rękę. Pragnie nawiązać kontakt z piękną i skromną Christine Skiner, która świetnie się bawi z Clarkiem.

Kilka dni po zabawie Billy odnajduje dom Skinerów i spotyka się z Christine. Zabiera dziewczynę na wspólne spacery. W sercach młodych ludzi zaczyna kiełkować uczucie miłości i dochodzi do zbliżenia. Wkrótce Christine odkrywa, że spodziewa się dziecka. Dziewczyna dzieli się z narzeczonym wiadomością o ciąży. Billy, wiedząc o zbliżającej się Ii wojnie światowej, nie wie, jak sobie poradzić z zaistniałą sytuacją. Po otrzymaniu informacji o poczętym dziecku, chłopak odchodzi.

Dowiedziawszy się o ciąży córki, ojciec wpada w gniew i podejmuje decyzję o wysłaniu jedynaczki do mieszkającej w Irlandii cioci Kathlen. Do domu nie wpuszcza Billy'ego, który przychodzi, by porozmawiać z narzeczoną i wyjaśnić swoje zachowanie. Matka chłopaka zachęca syna do napisania listu do ukochanej. Chcąc, by przesyłka jak najszybciej dotarła do rąk Christine, Billy udaje się na pocztę. Po drodze spotyka ojca Christine. Billy dowiaduje się, że narzeczona już wyjechała do Irlandii. Zasmucony chłopak prosi o podanie adresu do córki, ale otrzymuje odmowną odpowiedź. W końcu błaga o przekazanie listu. Dla świętego spokoju ojciec Christine zgadza się, ale zawzięty człowiek nie przekazuje córce powierzonej mu przesyłki. W 1940 roku Billy ginie podczas wojny na froncie.

Wraz z zarządcą Jacksonem, Christine pomaga Kathlen w prowadzeniu gospodarstwa. Po kilku miesiącach od przybycia, dziewczyna opiekuje się ciocią, która choruje na gruźlicę. By mogła spokojnie urodzić dziecko, przed śmiercią Kathlen załatwia Christine miejsce w znajdującym się w klasztorze domu dla dziewcząt z niechcianą ciążą wysyłanych tam przez rodziców.

Na świat przychodzi synek William. Przez trzy lata Christine opiekuje się dzieckiem i pracuje dla klasztoru. Bardzo kocha Williama, ale zostaje zmuszona do oddania synka do adopcji. Christine wraca do domu cioci i pomaga Jacksonowi w prowadzeniu gospodarstwa.

Jak potoczyły się dalsze losy bohaterów powieści? Czy Tinie udało się odnaleźć Christine i jej syna Williama? Przeczytajcie sami!

Kathryn Hughes

„List”

Czyta Agata Darnowska

Książka dostępna w formacie Daisy i Czytak.

⤌ powrót do spisu treści

&&

Galeria literacka z Homerem w tle

Helena Skonieczka – twórca i animator kultury

Helena Skonieczka zamieszkała w Bydgoszczy 50 lat temu, rozpoczynając studia w 1973 r. i wtedy zaczęła już działać w środowisku jako animator kultury. Po studiach (1977 r.) rozpoczęła pracę w Wojewódzkim Ośrodku Kultury w Bydgoszczy. Kiedy choroba wyłączyła ją z aktywności zawodowej, trafiła do Polskiego Związku Niewidomych (1997). Jest redaktorką wielu publikacji przedstawiających twórczość osób niewidomych.

Po latach zaczęła dzielić się swoją twórczością literacką, którą uprawiała od dawna, jednak jej nie publikowała. Zadebiutowała w 2006 roku w Kielcach u Stanisława Nyczaja (prezesa ZLP Oddziału Świętokrzyskiego). Od tego czasu jest autorką dwudziestu publikacji, w tym 13 tomików poetyckich, które publikuje pod nazwiskiem Helena Dobaczewska-Skonieczka. Publikowała swoje utwory w wielu ogólnopolskich i międzynarodowych almanachach literackich. Jej twórczość tłumaczona była na język czeski, ukraiński, niemiecki, francuski, angielski i esperanto. Jako laureatka konkursów literackich i recytatorskich prezentowała swoje utwory w Reykiawiku, Pradze, Rotterdamie, Lille, Lizbonie, a także w Manchester i w Wilnie.

Zawsze chętnie uczestniczy w różnego rodzaju warsztatach literackich, doskonaląc swoje umiejętności twórcze. W 2016 roku została członkinią Związku Literatów Polskich. Jest także członkiem Międzynarodowego Związku Esperantystów (Uniwersala Esperanto Asocio) w Rotterdamie od 1987 r. Uczestniczyła w 13. międzynarodowych kongresach, gdzie prezentowała swoją twórczość w języku esperanto. Aktywnie działa jako wolontariuszka w szeregach ZHP, którego jest członkinią od 1963 roku. Obecnie w stopniu harcmistrza działa w Referacie Starszyzny i Seniorów Chorągwi Kujawsko-Pomorskiej ZHP.

Przez wiele lat udzielała się w Polskim Związku Niewidomych. Od 2002 r. była koordynatorem ds. kultury w Okręgu Kujawsko-Pomorskim PZN, proponując różne formy aktywności twórczej i kulturalnej. Była założycielką Klubu Aktywności Twórczej i Kulturalnej „OKATiK”, Teatru „Wspólnego”, Klubu Miłośników Książki Mówionej itp. Zainicjowała wydawanie Biuletynu Informacyjnego „OKO”, publikowanego w wersji czarnodrukowej, pismem Braille'a i nagrywanego w formacie audio, który ukazywał się w Okręgu Kujawsko-Pomorskim PZN w latach 2002-2021. Jako prezes klubu i wiceprezes Okręgu Kujawsko-Pomorskiego PZN była realizatorką ponad stu projektów artystycznych i kulturalnych, dofinansowywanych przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, PFRON, Urząd Wojewódzki i Urząd Miasta Bydgoszczy. Realizacja poszczególnych projektów przyczyniała się do aktywnego uczestnictwa w kulturze osób niewidomych i niedowidzących. Brała też czynny udział w Bydgoskim Kongresie Kultury (2011) i w pracach Obywatelskiej Rady Kultury w Bydgoszczy (2011-2016).

Od 2017 zajmuje się realizacją projektów literackich promujących i przypominających twórczość rodzinną swoich dziadków, którzy byli członkami Związku Zawodowego Literatów Polskich w Wilnie jeszcze w okresie międzywojennym. Pomimo swojej niepełnosprawności wzrokowej ciągle aktywnie działa na polu literatury i kultury. Jej działalność i twórczość wielokrotnie były doceniane przez liczne nagrody i przyznawane stypendia za działalność artystyczną.

W 2020 r. Helena Skonieczka zainicjowała I Ogólnopolski Konkurs Literacki „Na chwałę słońca”. Obecnie Biblioteka Wojewódzka w Bydgoszczy finalizuje kolejne edycje tego konkursu, który cieszy się dużym zainteresowaniem nie tylko w Polsce, ale i poza granicami.

Od 2021 roku organizuje comiesięczne twórcze spotkania interdyscyplinarne w Wojewódzkiej Bibliotece w Bydgoszczy jako Bydgoskie Środy Literackie (na wzór wileńskich), które odbywają się już piąty rok i nadal cieszą się dużym zainteresowaniem. W okresie wakacyjnym Helena Skonieczka była organizatorką wakacyjnych spotkań z poezją „Letniego Salonu Poetyckiego” (w latach 2019-2025), gdzie nie tylko bydgoscy poeci prezentowali swoją twórczość. Pod koniec 2022 roku z rąk biskupa bydgoskiego Krzysztofa Włodarczyka otrzymała medal za twórczy wkład w kulturę chrześcijańską, jako „Twórca Kultury za 2022 rok”. W 2023 została Bydgoską Wolontariuszką Roku. Nadal realizuje projekty literackie, którymi dzieli się na swoim blogu od 16 lat.

https://lena-skonieczka.blogspot.com/

⤌ powrót do spisu treści

&&

Wiersze wybrane
Helena Dobaczewska-Skonieczka

Wiosenne oczekiwanie

Porządkujemy myśli
głaszczemy metafory
zamknięci
w kokonie ścian
rozliczamy marzenia
Budzi się świat
w pulchnym cieście
rozmrażanej ziemi
szuka zwiastuna
wiosny
Która tym razem
zapomniała
o swoim istnieniu

 

Poranek

Na drodze brzasku
zgubiłam sny
rozchylam dłonie
do słońca
Promienie poranka
biegną w moją stronę
będą ciepłem
dzisiejszego dnia
Gałęzie przytulają
ptaki i zieleń
a ja odradzam się
w wiośnie

 

Słowa

Słowa kołyszą
słowa ranią
oddają kształt
i barwy życia
Z nich się wyrywa
srebro mowy
monolog, dialog
epopeja
Bo na początku
było słowo…
a nie
złoto milczenia

 

Zielono mi

Zielone są moje myśli
zielenią się drzewa na wiosnę
zielona jest moja nadzieja
Że jutro obudzi się lepsze
że myszka będzie spokojna
i bardziej kolorowa
A wspólny spacer
nie będzie paradą pokoju
lecz „Odą do nadziei” budzącego się jutra

 

Wiosna

Wiosna zatrzepotała
skrzydełkami ptaków
zapachniała
tysiącem zapachów
i rozbłysła tęczą
zakwitających kwiatów
z których każdy ma
coś nowego do powiedzenia.
Wiosna pokazała nam
swoją siłę i moc
odradzającego się życia,
przebaczania win
i radości,
którą chce się wyśpiewywać
całemu światu.

 

Wyznanie

Jesteś
na moje upadki
oddechem powietrza
w trudnych chwilach
Nie musiałam wybrać
właśnie Ciebie
chciałam z Tobą
cieszyć się pejzażem dni
Jesteśmy
doskonale niedoskonali
utrzymuje nas złożoność
małych codziennych rzeczy
Nasza miłość
ograniczona jedynie
przypadkiem poszukiwania
szlaku do prawdy życia
Jest

 

Bezsenność

Modlitwy długie niewysłuchane
bezsenna pościel porą smutków
Można szeptać
słychać nocne kuszenie anioła i bicie
zmartwychwstania
Wiją się drogi rozstajne i powrotne
budzi się przydrożna nadzieja
Wstaje dzień
Światło przy wspólnym stole

 

Wiersze z żywego drzewa

Siwa pani z laseczką wędrowała ulicami miasta
wszyscy ją znali i nazywali Wandą – pisarką
Była trochę obca
nie stąd – gdzieś z Wilna
jej kłopot z chodzeniem był pamiątką z Ravensbrück
piekła dla kobiet
Tylko czasem tam wracała
Ocalone życie oddała wnukom
Drzewa urosły
książki przycichły
wiersze z żywego drzewa płyną dalej…
tylko trochę dalej
Pięćdziesiąt gałęzi rozrasta się
a wiatr na nich gra jak na harfie
rozwiewa kolejne liście
kolejne wersy

 

Podziękowanie

Poezja to proza życia
spleciona
radością tworzenia
Dziękuję za wszystkie
dobre chwile
za radosne spojrzenia
dotyki rąk
Za to że mogłam
dzielić się z Wami
swoim czasem
słowem… i czułością

⤌ powrót do spisu treści

&&

Nasze sprawy

Patronaty na dzisiejsze czasy
Teresa Dederko

Z okazji roku bł. Matki Czackiej, ogłoszonego uchwałą Senatu RP, wróciłam do czytania artykułów i opracowań dotyczących błogosławionej. Większość osób kojarzy działalność Matki z Ośrodkiem Szkolno-Wychowawczym w Laskach, może z jej zainteresowaniami tyflologicznymi np. dostosowaniem alfabetu brajlowskiego do potrzeb polskiego języka i ewentualnie z założeniem zgromadzenia zakonnego.

Jestem wychowanką Lasek, otrzymałam tam wykształcenie, wychowanie religijne i zdobyłam umiejętności niezbędne do prowadzenia samodzielnego życia po niewidomemu. Po opuszczeniu bezpiecznej przystani w laskowskim Ośrodku nieraz zastanawiałam się, czy naprawdę Matka całą uwagę poświęcała wyłącznie edukacji dzieci niewidomych. Już dawno, czytając materiały biograficzne, znalazłam informacje o działalności jeszcze wówczas hrabianki Róży Czackiej z okresu przed pierwszą wojną światową. Założone przez nią w 1911 r. Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi prowadziło schronisko dla kobiet, ochronkę, szkołę, warsztaty produkcyjne, bibliotekę i tzw. patronaty mające na celu wsparcie niewidomych oraz ich rodzin. Pamiętam, że właśnie w takim patronacie rozpoczynała swoją pracę na rzecz niewidomych pani Zofia Morawska, która później przez długie lata zajmowała się administrowaniem i finansami zakładu laskowskiego, z wielkim talentem zdobywając środki na jego utrzymanie. Patronaty funkcjonowały więc w okresie międzywojennym, niosąc pomoc niewidomym i ich rodzinom.

Po zakończeniu edukacji w Laskach i powrocie do Warszawy, od starszych koleżanek dowiedziałam się, że u naszych sióstr, w klasztorze przy ul. Piwnej aktywnie działa duszpasterstwo niewidomych. I rzeczywiście, wystarczyło księdzu Stanisławowi Hoince zgłosić zapotrzebowanie na lektora lub przewodnika, a w niedługim czasie otrzymywało się kontakt do młodych ludzi, którzy jako wolontariusze czytali lektury, udzielali korepetycji, pomagali w załatwianiu różnych spraw, a nawet gdy rodzice byli niewidomi, chodzili z dziećmi na spacery czy na wizyty lekarskie. Wtedy jeszcze nie istniał PFRON ani program asystent osobisty. Owszem, tzw. pracownicy umysłowi otrzymywali niewielkie stypendia na opłacanie lektora. Duszpasterstwo niewidomych chyba „od zawsze” organizowało rekolekcje i rodzinne wczasy, a nieco później pielgrzymki ogólnopolskie i zagraniczne, a także spotkania w ostatnią niedzielę miesiąca.

Duszpasterstwo osób niewidomych i niedowidzących funkcjonuje od 1957 r., w tym czasie zmieniali się duszpasterze i siostry, jednak życzliwość oraz otwarte serca dla nas pozostały. We wrześniu ubiegłego roku do pomocy ks. Sławkowi Opalińskiemu w prowadzeniu duszpasterstwa niewidomych w Warszawie dołączyła siostra Dolores, śpiewająca, zawsze uśmiechnięta, pełna werwy i energii, a przede wszystkim zauważająca potrzeby innych osób, szczególnie tych z problemami wzroku. O siostrze Dolores wiedziałam tylko tyle, że ładnie śpiewa i że dłuższy czas pracowała w Rabce, w szkole dla dzieci niewidomych z dodatkowymi niepełnosprawnościami. Trochę się mijałyśmy, ponieważ z powodu braku przewodnika nie brałam udziału w Ogólnopolskiej pielgrzymce do Niepokalanowa, więc byłam zaskoczona, gdy dowiedziałam się, że sama mogę dołączyć do wycieczki do Żułowa, gdzie znajduje się znany mi Dom Pomocy dla Kobiet i Warsztaty Terapii Zajęciowej. Ta wyprawa tak się fantastycznie udała – wspólne obchodzenie imienin, spacer nad jeziorem, zwiedzanie warsztatów – że z wielkim entuzjazmem zapisałam się na zimowisko do Rabki. Tym razem jednak zdecydowałam, że na dłużej w obce miejsce nie mogę jechać bez przewodnika, bo przecież i tak będę musiała korzystać z jakiejś pomocy. Gdy o moim problemie opowiadałam na urodzinach wnuka, druga babcia zaproponowała, że wybierze się razem ze mną i będziemy miały możliwość nawiązania bliższej znajomości, bo do tej pory spotykamy się dosłownie od święta.

Program zimowiska był bardzo urozmaicony, ale uwzględniono też czas wolny. Następnego dnia po przyjeździe mieliśmy wykupione aż 3 godziny w termach chochołowskich. Wieczorem wspólnie śpiewaliśmy kolędy. W programie 6-dniowego zimowiska przewidziano jeszcze zabawę karnawałową, kulig z ogniskiem i kiełbaskami, a także zjazdy na nartach pod opieką profesjonalnego instruktora. Ostatniego wieczoru siostra Alberta zaprosiła nas na spotkanie poświęcone Matce Czackiej, podczas którego odtworzyła słuchowisko ukazujące dzieciństwo, utratę wzroku i początki dzieła jeszcze wtedy hrabianki Róży Czackiej. Na naszą prośbę mogliśmy też wysłuchać głosu Matki nagranego rok przed Jej śmiercią. Było to bardzo wzruszające przeżycie, gdy Matka udzielała błogosławieństwa, pamiętając o wszystkich, a więc o pracownikach świeckich, siostrach i niewidomych.

Zimowisko w Rabce było krótkie, ale bogate w wydarzenia i fantastyczne przeżycia. Jestem wdzięczna wszystkim siostrom – Dolores, Ancilii, Fides – za codzienną radość, którą nas obdarowywały, uważność, udzielanie wsparcia wtedy, gdy było to potrzebne. Nigdy nie odczuwaliśmy tego, że ktoś się poświęca, jak to czasem bywa w przypadku tzw. Opiekunów, a po prostu stanowiliśmy grupę, w której wszyscy dobrze się czują ze sobą i świetnie się bawią.

Dziękuję również ks. Sławkowi nie tylko za posługiwanie w kaplicy, ale za zauważanie, kiedy trzeba było pomóc osobie niewidomej, która nie miała przewodnika. Zachęcam do zaglądania na stronę internetową duszpasterstwa i na Facebooka, bo naprawdę program wydarzeń na ten rok jest bardzo bogaty i urozmaicony. Oczywiście, nie można traktować duszpasterstwa jak biura podróży, bo jego najważniejszym zadaniem jest działalność formacyjno-religijna; organizatorom udaje się łączyć atrakcyjny wypoczynek z zadbaniem o potrzeby duchowe. Najbliższym wydarzeniem będą rekolekcje w Laskach, odbywające się w pierwszy weekend majowy. Duszpasterze niewidomych pracują w różnych diecezjach, więc warto zainteresować się ośrodkiem duszpasterskim najbliżej miejsca zamieszkania.

 

Krajowe Duszpasterstwo Niewidomych

Duszpasterstwo niewidomych jest duszpasterstwem specjalistycznym. Wspiera osoby z dysfunkcją wzroku mieszkające na terenach parafii i pozostające w obrębie poszczególnych duszpasterstw parafialnych. Duszpasterstwo Niewidomych w skali ogólnopolskiej zostało zainicjowane w roku 1957, a jego pierwszym duszpasterzem był ksiądz Tadeusz Fedorowicz – wieloletni ojciec duchowy środowiska Lasek. Główną siedzibą duszpasterstwa jest klasztor Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża przy kościele św. Marcina w Warszawie przy ul. Piwnej 9-11.

Duszpasterz niewidomych ks. Andrzej Gałka –

duszpasterstwo.niewidomych@op.pl

Dane kontaktowe:

Krajowe Duszpasterstwo Niewidomych

ul. Piwna 9-11, 00-265 Warszawa

tel.: (22) 831-02-21 lub 22,

fax.: (22) 635-80-51

e-mail: duszpasterstwo.niewidomych@op.pl

www.dn.triuno.pl

www.duszpasterstwoniewidomych.pl

⤌ powrót do spisu treści

&&

Chciałam być fryzjerką – kilka refleksji o kobietach i kobiecych marzeniach
Agata Sierota

Zawsze lubiłam psychologiczne testy, w których trzeba było uzupełniać zdania, puszczając wodzę wyobraźni i fantazji. Odpowiadając na pytanie: „co byś chciała?”, myślę o sobie jako o kobiecie, docieram do ważnych problemów, do tego, co chciałabym zmienić.

 

Wymarzona praca

Wiadomo, że nasza niepełnosprawność ogranicza w jakimś stopniu wybór zawodu. Z drugiej strony, nie raz udawało mi się dostać pracę ze względu na orzeczenie. Pamiętam, że jako dziecko marzyłam, by zostać makijażystką, odmieniać twarze kobiet, by nabierały poczucia pewności, widząc dzięki kilku kreskom kredki i machnięciu pędzla swoją rozkwitłą urodę. Dzisiaj samej sobie trudno mi robić makijaż, a i piękna doszukuję się raczej we wnętrzu człowieka. Tak działają mijające lata i pierwsze zmarszczki pojawiające się na twarzy.

Cieszę się, że nie wybrałam zawodu, z którego musiałabym rezygnować z powodu pogorszenia widzenia. Długo fascynowałam się też fryzjerstwem. Moje biedne lalki miały zawsze powycinane, wyszarpane włosy – efekt moich ćwiczeń z grzebieniem i nożyczkami. Potem nadszedł czas na eksperymenty z fryzurami koleżanek. Byłam zadowolona, gdy czasem, przed imprezami, oddawały swoje głowy w moje ręce. Już wtedy zrozumiałam, że nie jest to łatwe, i co innego czesać siebie, a co innego – kogoś. Nie poddawałam się jednak, często odwiedzałam zakłady fryzjerskie i, czekając na swoją kolej, podpatrywałam, co robią fryzjerki, przeglądałam czasopisma z fryzurami. Dużo czytałam o pielęgnacji włosów, modnych trendach strzyżenia i wydawało się, że stoję o krok od spełnienia tego dziecięcego marzenia. W tym czasie studiowałam psychologię i to też trochę pasowało do wizji własnego salonu i wysłuchiwania problemów klientek, które, idąc zmieniać fryzurę, lubią się też często wygadać. Właśnie to upodobanie do słuchania ludzkich życiowych historii skłoniło mnie do wybrania psychologii. Aby wreszcie spełnić swoje marzenie, w którymś momencie zapisałam się na szkolenie fryzjerskie. Zapłaciłam za nie nawet sporo pieniędzy, ale niestety nie udało mi się go skończyć. Wzrok, pomimo mocnych już wtedy szkieł, nie pozwalał na precyzyjne cięcia, a i moje zdolności manualne okazały się być nienajlepsze.

Pozostała mi jednak pasja, trzecia po akwarystyce i perfumach. Właściwie psychologia i pisanie, czyli to, co robię teraz, też zaliczam do rzeczy, które robię z zamiłowaniem, a przy dzisiejszej technice pisania głosowego, mam nadzieję robić to jeszcze długo. Praca, stałe zajęcie, świadomość, że mam określone zadania do wykonania i dostanę za nie wynagrodzenie – to szczególnie ważny element mojego świata i poczucia wartości. Może gdybym miała dzieci, byłoby inaczej…

 

Trudne zadanie

Ostatnio dostałam zlecenie napisania kilku tekstów o wychowaniu nastolatków. Mam za sobą wiele godzin rozmów z rodzicami i z dorastającymi dziećmi. Poznałam też sporo literatury na ten temat, ale brakowało mi spojrzenia z własnej perspektywy. Kiedy czytam książki o dorastaniu, problemach z nastolatkami, wszystko wydaje się takie oczywiste i proste. Najczęściej są utarte schematy komunikacji, ważne, by nie krzyczeć na nastolatka, nie krytykować go, nie prawić „kazań”, ale na wszelkie sposoby próbować prowadzić dialog.

Okres dojrzewania jest trudny dla obu stron. Nastolatek zmaga się z przemianami swojego organizmu, przytłaczają go rozmaite emocje, których jeszcze nie umie kontrolować. Chce jednak być niezależny od rodziców, bo czuje się dorosły. Gdy rodzic stara się wysłuchać, nie oceniać, mówi o swoich uczuciach, oczekiwaniach, szuka wraz z dzieckiem wspólnych rozwiązań trudnych sytuacji – wszystko powoli zaczyna się układać. Niełatwe zadanie, na pewno łatwiej o tym pisać niż podejmować takie wyzwania.

 

Dzieci i dom to dzisiaj nie wszystko

Czuję porozumienie z kobietami, którym dla pozytywnej samooceny nie wystarcza zadbany dom czy grzeczne dzieci. Feminizm? Może tak, ale myślę, że najważniejsze jest życie w zgodzie ze sobą, ze swoimi potrzebami. Wydaje mi się, że dzisiaj zbyt wiele wymaga się od kobiet, podkreślając, że to przecież one same dążyły do równouprawnienia. Nowoczesna kobieta powinna mieć perfekcyjny dom, bez problemu radzić sobie z dziećmi, mieć dobrą pracę i dobrze zarabiać. Czy to wszystko jest do pogodzenia? Często nie. Tymczasem skrajne pozycje kobiet: singielka robiąca karierę i niepracująca matka z trójką dzieci – to często w oczach otoczenia osoby, którym czegoś brakuje. Gdy kobieta stara się sprostać współczesnym wymogom: ma dobry zawód, prowadzi dom, bardzo często czuje się obciążona i przytłoczona nadmiarem obowiązków.

 

Szowiniści

Przyznam, że często drażni mnie wręcz archaiczny stosunek mężczyzn do kobiet. Wielu z nich, choć otwarcie się do tego nie przyznaje, nadal tak traktuje kobiety, jakby były one głupsze, mniej kreatywne, nadawały się tylko do gotowania, sprzątania i rodzenia dzieci. Na szczęście nie dotyczy to wszystkich mężczyzn, raczej takich, którzy bezpiecznie się czują w utartych schematach i boją się silnych kobiet, które nie dają się podporządkować. Mamy znajomego, z którym spotkanie nie może się obyć bez kilku dowcipów na temat braku kobiecej inteligencji, dramatyzowania, czy jak to mówi „nieogarniania wielu spraw”. Na początku nawet mnie to śmieszyło, potrafię być autoironiczna i widzieć swoje „kobiece” śmiesznostki. Jednak, gdy żarty zaczęły przybierać na sile, pomyślałam, że jest to zupełnie tak samo, jakby ciągle mówił żarty o Żydach w obecności kogoś o tej narodowości. Niestety, znajomy ma faktycznie wiele uprzedzeń: w stosunku do Żydów, Cyganów, homoseksualistów, więc i uprzedzenia do kobiet – nie dziwią. Rozmowa na temat uprzedzeń zazwyczaj nie ma sensu, są one bardzo trudne do zmiany, więc po prostu, rzadziej się z tym znajomym spotykamy.

 

Miłość i przemoc

Dawniej, kobiety marzyły przede wszystkim o miłości, dziś powinny nierzadko walczyć o szacunek. Przerażające jest, jak wiele kobiet współcześnie żyje w przemocowych związkach. Godzą się na agresywne zachowania mężów – są bite, szarpane, a jeszcze częściej dręczone psychicznie. Mówi się dzisiaj wiele o domowej przemocy „w białych rękawiczkach”: poniżanie, ośmieszanie, krzyk, krytyka… Dlaczego kobiety się na to godzą? Często dlatego, że ich ojcowie tak traktowali matki, taki obraz małżeństwa mają. Taki stan wydaje się więc im naturalny. Często kobiety doświadczające przemocy pochodzą z rodzin, gdzie nie zaznały miłości, czuły się samotne. Godzą się więc na obecność drugiej osoby nawet za taką cenę.

 

Życzenia na 8 marca

Czego możemy sobie życzyć z okazji Dnia Kobiet? Dawniej mężczyźni wręczali goździki, nawet koleżankom z pracy. Dziś powoli wypierają ten dzień lutowe Walentynki. Kobiety w tym dniu życzą często sobie nawzajem: siły w tym trudnym świecie, bycia sobą i szczęścia znalezienia bliskiej osoby, która zamiast tłamsić, pomoże rozkwitnąć. Czy kobiety zawsze dobrze odnoszą się do mężczyzn? Nie zawsze. Często nie potrafią ich docenić, stawiają wysokie wymagania, „czepiają się” o rozrzucone po domu skarpetki. A przecież w miłości nie to jest najważniejsze i doza cierpliwości i poczucia humoru bardzo pomaga.

Życzę więc sobie i Wam wszystkim, by nasze niepełnosprawności były cennym doświadczeniem, a nie bolesnym bagażem, a osoba obok nas – szanowanym towarzyszem naszej życiowej podróży. A Wam, Panowie, życzę cierpliwości do nas. Często potrzebujemy tak niewiele i aż tak wiele – bycia obok i promyka uwagi. Wtedy w naszym życiu świeci słońce.

⤌ powrót do spisu treści

&&

Moja walka z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych
Krystian Cholewa

Moja niepełnosprawność istnieje od urodzenia, w wyniku urazu okołoporodowego. Zmagam się z dziecięcym porażeniem mózgowym lewostronnym i jąkaniem. Oznacza to, że będę musiał żyć z niepełnosprawnością do końca życia.

Po ukończeniu 18 lat, kilka miesięcy przed maturą, złożyłem wniosek o rentę socjalną. Zostałem skierowany do lekarza orzecznika, który nie przyznał mi świadczenia. Następnie odbyła się komisja lekarska, która również odrzuciła mój wniosek. Dopiero kolejny lekarz przyznał mi rentę na okres trzech lat – było to w roku 2005. Środki z tego świadczenia były mi wówczas niezbędne, ponieważ bez nich prawdopodobnie nie mógłbym kontynuować nauki na studiach wyższych, gdyż uczelnia była płatna. Kolejne wezwanie do lekarza orzecznika w oddziale Zakładu Ubezpieczeń Społecznych otrzymałem w kwietniu 2008 roku. Byłem wtedy na trzecim roku studiów, miałem szczęście, ponieważ lekarz orzecznik ponownie przyznał mi rentę na trzy lata.

Po ukończeniu studiów ekonomicznych w 2010 roku od razu rozpocząłem swoją aktywność zawodową. Zacząłem od odbycia stażu, podczas którego celowo obniżyłem swoje wynagrodzenie, aby nie przekroczyć limitu dochodu uprawniającego do świadczenia. Pracowałem głównie w biurze, ponieważ tylko taki charakter pracy jest dla mnie możliwy ze względu na stan zdrowia.

W 2011 roku zostałem ponownie wezwany przez ZUS. Lekarz orzecznik przyznał mi wtedy rentę na okres jednego roku – miałem wówczas 25 lat. W tym czasie odbyłem jeszcze jeden staż. W maju 2012 roku ponownie stanąłem przed lekarzem orzecznikiem, który stwierdził, że nie jestem całkowicie niezdolny do pracy. Komisja lekarska podtrzymała tę decyzję. Kilka miesięcy później udało mi się znaleźć zatrudnienie w oparciu o umowę o pracę do maja 2015 roku. Na te 36 miesięcy zapominałem o Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych.

W listopadzie 2015 roku po raz kolejny rozpocząłem moją walkę o świadczenie z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. W tym okresie zauważyłem, że moje zdrowie uległo pogorszeniu. Dlatego złożyłem do ZUS wniosek o rentę z tytułu częściowej niezdolności do pracy i otrzymałem decyzję przyznającą mi częściową niezdolność do pracy na stałe. Bardzo się ucieszyłem; sądziłem, że przyznano mi świadczenie, jednak później okazało się, że żadne świadczenie mi nie przysługuje, ponieważ moja niepełnosprawność powstała od urodzenia, a nie w trakcie lat pracy. Dodam tylko, że w tym czasie mój stan zdrowia uległ pogorszeniu. W związku z tym próbowałem ponownie złożyć wniosek o rentę socjalną i wielokrotnie odwoływałem się od decyzji – w sumie około 30 razy, w tym przez lekarzy orzeczników i komisje ZUS. Miałem nawet ciężki epizod depresji związany z utratą pracy, jednak orzeczników to nie przekonało do przyznania świadczenia. Pamiętam, jak podczas jednej wizyty w oddziale zapytałem lekarza orzecznika, jakie dzisiaj będzie orzeczenie i dodałem: „sądzę, że pozytywne dla mnie”. Jednak usłyszałem: „Chce pan, żebym zrobiła coś niezgodnego z prawem”? Byłem w szoku! Przecież moja niepełnosprawność powstała od urodzenia.

1 kwietnia 2018 zmarł mój tata. Po kilku tygodniach złożyłem wnioski zarówno o rentę socjalną, jak i rentę rodzinną. Byłem wtedy w trakcie moich drugich studiów pedagogicznych i musiałem przekwalifikować się zawodowo. Miałem wówczas 31 lat.

Rozpocząłem ponownie procedurę u lekarza orzecznika, a następnie w komisji lekarskiej. Pamiętam, jak lekarz orzecznik zapytał mnie: „To dlaczego kończył pan studia, chyba nie po to, aby teraz być na rencie?”. Bardzo mnie to wtedy zabolało, ponieważ tak bardzo się starałem, czego dowodem jest moje przebyte doświadczenie zawodowe. Tym razem poszedłem jednak o krok dalej i odwołałem się do sądu pracy za pośrednictwem Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. W październiku 2018 roku zostałem wezwany na badanie przez biegłego sądowego z dziedziny psychiatrii i psychologii do szpitala psychiatrycznego w Opolu. Zazwyczaj trwa to 15–20 minut. Obecność jest obowiązkowa, a jeśli termin nie pasuje, należy wcześniej powiadomić o nieobecności. Konieczne jest również zabranie dokumentu tożsamości. Opinia lekarska zostaje przesłana do zainteresowanego w ciągu 14 dni od badania. Warto wiedzieć, że istnieje możliwość ubiegania się o zwrot kosztów dojazdu na badanie biegłych, jednak należy dopytać o to w sekretariacie danej jednostki. Osobiście nie korzystałem z tego przywileju, ponieważ nie wiedziałem, że taka możliwość w ogóle istnieje. Kolejny raz byłem badany 14 stycznia 2019 roku przez dwóch biegłych – z zakresu ortopedii i neurologii. Była to jedyna pozytywna opinia, którą otrzymałem. Wtedy wydawało mi się, że wszystko podąża w jak najlepszym kierunku, jednak było to tylko złudzenie, gdyż później byłem badany przez kolejne dwa zespoły lekarzy z tych samych dziedzin, a ich opinie były niekorzystne – nie uznano mnie za osobę całkowicie niezdolną do pracy. Następnie badany byłem przez biegłego sądowego ze specjalizacją ortopedii i neurologii. Jednak wtedy również nie uznano mnie za całkowicie niezdolnego do pracy.

Łącznie byłem badany przez pięciu specjalistów z różnych dziedzin, a także uczestniczyłem w posiedzeniu sądu pracy. Przed wejściem odczuwałem lekki stres, który z czasem ustąpił. Na rozprawie obecne były cztery osoby: sędzia, prokurent, przedstawiciel Zakładu Ubezpieczeń Społecznych oraz ja. Cała rozprawa była nagrywana, a odbyła się w Światowym Dniu Osób Niepełnosprawnych – 3 grudnia 2019 roku. Sędzia zadał mi wtedy trzy pytania oraz zlecił następną konsultację lekarską.

Kolejne posiedzenie odbyło się 11 sierpnia 2020 roku. Na wezwaniu wskazano, że moja obecność nie jest obowiązkowa. Po kilku miesiącach przypadkiem dowiedziałem się, że moja sprawa została już zamknięta. Napisałem wówczas prośbę o wydanie wyroku i otrzymałem go kilka dni później. Z wyroku dowiedziałem się, że żadne świadczenie ZUS, w tym renta socjalna i rodzinna, mi nie przysługuje, ponieważ sąd nie uznał mnie za osobę całkowicie niezdolną do pracy. Jednak widzę, że mój stan zdrowia się pogarsza pomimo intensywnej rehabilitacji. Kiedyś poruszałem się samodzielnie, przez przejście dla pieszych przechodziłem bez problemu, nie miałem trudności w utrzymaniu się w pozycji stojącej. A obecnie to stanowi dla mnie duże wyzwanie. Jeśli ktoś chce poznać szczegółowe uzasadnienie wyroku, należy w ciągu 7 dni od rozprawy złożyć wniosek o wydanie uzasadnienia.

Postanowiłem opisać tę sytuację nie po to, aby narzekać na wymiar sprawiedliwości, bo nie ma sensu płakać nad rozlanym mlekiem. Trzeba iść do przodu. Moją misją jest obecnie pisanie artykułów na temat niepełnosprawności oraz przekazywanie informacji Czytelnikom na temat postępowania przed sądem pracy, pisanie pism procesowych, pilnowanie terminów i korzystanie z przysługujących nam praw. Zachęcam jednak wszystkich Czytelników czasopisma do walki o swoje prawa. Nikt za nas tego nie zrobi. Nawet jeśli nie uda się osiągnąć wymarzonego celu, możemy mieć świadomość, że zrobiliśmy wszystko, co było w naszej mocy. Nieznajomość prawa nie usprawiedliwia i może szkodzić – tak jak w mojej półtorarocznej batalii sądowej. Mogę jednak powiedzieć, że zrobiłem wszystko, co było możliwe. Gdybym nie spróbował, miałbym wyrzuty sumienia. Życzę wszystkim siły w walce o swoje prawa i przywileje.

⤌ powrót do spisu treści

&&

Etykieta stołu – swoboda, pewność i radość przy wspólnym posiłku
Katarzyna Widort

Etykieta stołu często kojarzona jest ze sztywnymi ustalonymi zasadami i stresem, bo co, jak zrobię coś nieelegancko i niewłaściwie? Wspólny posiłek przede wszystkim powinien być przyjemnością.

Dla osoby niewidomej lub słabowidzącej znajomość kilku prostych zasad może znacząco zwiększyć komfort, poczucie niezależności i spokoju w sytuacjach towarzyskich.

 

Zajmowanie miejsca przy stole

Po podejściu do stołu warto delikatnie dotknąć dłonią oparcia krzesła lub blatu, aby zorientować się w jego ustawieniu. Jeśli ktoś proponuje pomoc, dobrze jest pozwolić sobie na krótką wskazówkę słowną, np. gdzie znajduje się krzesło. To zupełnie naturalne.

Co zrobić z białą laską przy stole? Przede wszystkim pamiętać o bezpieczeństwie. Po pierwsze, bezpieczeństwo osoby niewidomej, laska musi być w pobliżu, zawsze w miejscu łatwo dostępnym. Po drugie, bezpieczeństwo osób z otoczenia. Rozłożona laska może stanowić przeszkodę, jej niezauważenie może spowodować niechciany wypadek. Po trzecie, laska musi być bezpieczna, nie chcemy, żeby ktoś przypadkiem ją uszkodził. Dobrym miejscem na odłożenie laski jest plecak lub torba. Inną opcją jest umieszczenie jej pod krzesłem, ale tu trzeba uważać, żeby nie przesunąć jej nogami. Kuszącym jest, by położyć laskę pomiędzy naszymi plecami a oparciem, ale jest to absolutnie wykluczone. Należy pamiętać, że ani krzesło, ani stół nie są dobrym miejscem na tego typu przedmioty. Laska styka się z podłożem, co oznacza, że ma na sobie niezliczone ilości brudu i zarazków.

 

Orientacja na talerzu

Najczęściej stosowaną i bardzo pomocną metodą jest „metoda zegara”. Wyobrażamy sobie, że talerz jest tarczą zegara: mięso może być na godzinie 12, ziemniaki na 6, a surówka na 9. Warto poprosić kogoś ze współbiesiadników o krótki opis. Podczas tłumaczenia osoba z dysfunkcją wzroku może na bieżąco sprawdzać widelcem obszar, o którym mówi druga osoba, dzięki temu bez problemu rozpozna produkty na talerzu. Finalnie będzie jej łatwiej samodzielnie sięgnąć po produkty i zachować porządek na talerzu.

 

Sztućce – bez pośpiechu

Nie ma potrzeby się spieszyć. Można łatwo zorientować się dotykiem jak są ułożone, czy standardowy układ – widelec po lewej stronie, a z prawej nóż i łyżka, czy może wszystkie sztućce są obok siebie na serwetce. Po zakończeniu posiłku sztućce można ułożyć równolegle na talerzu, tak by przechodziły przez godzinę 5 – to czytelny sygnał dla obsługi lub gospodarza, że talerz można zabrać. Jeśli na talerzu nic nie ma, ale chcemy, aby z nami został, bo nie skończyliśmy jeść, warto ułożyć sztućce prostopadle, tak by nóż przechodził przez godzinę piątą a widelec przez godzinę siódmą.

 

Serwetka i czystość

Serwetkę warto położyć na kolanach – chroni ubranie i daje poczucie swobody. W trakcie posiłku można spokojnie korzystać z serwetki, a jeśli coś się rozleje lub rozsypie, nie jest to powód do skrępowania. Każdemu się to zdarza.

 

Rozmowa przy stole

Nie trzeba bać się zadawania pytań: „Czy możesz powiedzieć, co jest na talerzu?” albo „Gdzie stoi szklanka?”. Jasna komunikacja to najlepsza etykieta. Wspólny posiłek to także rozmowa, śmiech i bycie razem – nie egzamin z idealnych manier.

 

Najważniejsza zasada

Najważniejszą zasadą etykiety stołu jest… komfort. Dla siebie i dla innych. Pewność siebie, otwartość i spokojne podejście sprawiają, że każda sytuacja przy stole staje się po prostu normalna.

Bo dobre maniery to nie perfekcja – to uważność i życzliwość.

Źródło: newsletter Fundacji Vis Maior Pies Przewodnik 06.02.2026 r.

⤌ powrót do spisu treści

&&

Ogłoszenia

SODiR 3.0

PFRON rozpoczyna prace nad utworzeniem nowoczesnego systemu

Strategicznym narzędziem realizacji misji PFRON jest obecnie między innymi System Obsługi Dofinansowań i Refundacji (SODiR), szczególnie w zakresie dofinansowań do wynagrodzeń pracowników z niepełnosprawnościami oraz refundacji składek na ubezpieczenia społeczne.

SODiR 2.0, z którego obecnie korzysta Fundusz, został uruchomiony w 2004 roku i przez ponad 20 lat wspiera procesy finansowe PFRON związane z dofinansowaniami i refundacjami. Jednakże, mimo wielokrotnych zmian technicznych i dostosowań do zmieniających się przepisów prawa, przestaje on odpowiadać współczesnym standardom systemów informatycznych. Skutkuje to wysokimi kosztami utrzymania i trudnościami w obsłudze.

Istota Projektu System Obsługi Dofinansowań i Refundacji SODiR 3.0

Projekt, który PFRON uruchomił w zeszłym roku, ma odpowiedzieć na to wyzwanie i doprowadzić do stworzenia nowoczesnego systemu podnoszącego poziom e-usług. SODiR 3.0 będzie kontynuacją i rozszerzeniem funkcjonalności SODiR 2.0. Wyeliminuje jednak jego niedoskonałości i wprowadzi nowe możliwości dla wszystkich użytkowników.

Ma być nowoczesny, przyjazny i intuicyjny w obsłudze, co znacząco ułatwi składanie wniosków i pozyskiwanie środków przez klientów PFRON. Jest to szczególnie ważne dla pracodawców i wszystkich osób z niepełnosprawnościami – zarówno pracowników, jak i tych, które prowadzą działalność gospodarczą czy rolniczą. Będzie budowany według światowego standardu WCAG 2.2 AA, żeby każdy mógł z niego łatwo korzystać – niezależnie od tego, jaką ma niepełnosprawność.

SODiR 3.0 będzie oparty na nowoczesnych rozwiązaniach technologicznych, takich jak otwarte technologie (open-source). Zmniejszy to koszty utrzymania i zależność od dostawców oraz pozwoli na szybkie i elastyczne dostosowywanie się do dynamicznych zmian prawnych i organizacyjnych. Będzie również lepiej zintegrowany z innymi systemami informatycznymi, co ułatwi użytkownikom korzystanie z nowych usług.

 

Spójność z Celami FERC

Projekt zostanie w prawie 80 procentach sfinansowany ze środków unijnych, w ramach Programu Fundusze Europejskie na Rozwój Cyfrowy 2021-2027 (FERC). Pozostała kwota to współfinansowanie krajowe ze środków Budżetu Państwa.

SODiR 3.0 wpisuje się w cele FERC, koncentrując się na zaawansowanych usługach cyfrowych. Realizacja projektu przyczyni się do osiągnięcia celu szczegółowego EFRR.CP1.II, który zakłada czerpanie korzyści z cyfryzacji dla obywateli, przedsiębiorstw, organizacji badawczych i instytucji publicznych.

Dzięki SODiR 3.0, PFRON będzie mógł oferować e-usługi na 5. poziomie dojrzałości cyfrowej (personalizacja), wspierając ponad 30 tysięcy pracodawców zatrudniających osoby z niepełnosprawnościami oraz ponad 230 tysięcy osób z niepełnosprawnościami. System będzie dostępny online, spersonalizowany i skoncentrowany na potrzebach różnych grup użytkowników, co znacząco ułatwi proces uzyskiwania wsparcia.

 

Horyzont czasowy

Fundusz planuje uruchomić SODiR 3.0 w 2028 roku. Odpowiednio wcześniej udostępni nieodpłatne szkolenia dla użytkowników, by zapewnić komfortowe przejście do nowego systemu.

Do czasu uruchomienia SODiR 3.0, obecny system będzie działał bez zmian, a jego użytkownicy nie będą musieli podejmować żadnych dodatkowych działań.

 

Szanowni Państwo,

w imieniu zespołu redakcyjnego miesięcznika „Sześciopunkt” oraz Fundacji „Świat według Ludwika Braille'a” pragniemy z całego serca podziękować za okazane wsparcie.

Dziękujemy za przekazane darowizny oraz za wskazanie naszej Fundacji jako beneficjenta 1,5% podatku. Państwa życzliwość i zaufanie mają dla nas ogromne znaczenie. To właśnie dzięki takim gestom możemy nieprzerwanie wydawać „Sześciopunkt”, rozwijać jego zawartość oraz docierać z wartościowymi treściami do osób niewidomych i słabowidzących.

Każda wpłata darowizny i każda decyzja o przekazaniu 1,5% podatku to realne wsparcie naszych działań – to konkretna pomoc w tworzeniu dostępnych materiałów, promowaniu czytelnictwa oraz budowaniu przestrzeni, w której wiedza i kultura są dostępne dla wszystkich.

Dziękujemy za Państwa wrażliwość, solidarność i współtworzenie z nami tej ważnej misji. Państwa wsparcie daje nam motywację do dalszej pracy i utwierdza w przekonaniu, że to, co robimy, ma sens.

Z wyrazami wdzięczności

Zespół redakcyjny miesięcznika „Sześciopunkt” Fundacja „Świat według Ludwika Braille'a”

⤌ powrót do spisu treści